30 mar 2014

44

Ten poranek był najgorszy z możliwych. Dlaczego? Nie było obok mnie Loui. To takie smutne, nieprawdaż? 
-już wstałaś?-za drzwi pojawił się Louis w samych bokserkach
-yhy... Ale choć-zgodnie z moją prośbą wszedł z powrotem pod kołdrę i przywitał mnie soczystym buziakiem. 
-kocham cie- powiedziałam
-ale ja bardziej-zaśmiał się.
-dziś jedziemy na imprezę a przed nią Niall przyjedzie z Abbi. Porwał ją i nie wie jak ją przyzwyczaić do tego świata
-i zgaduje, że nie ma bladego pojęcia o damskich ciuchach i zwala to na mnie i An?-przerwałam mu
-dokładnie-przytakną-spoko ale musi przyjechać 4 godziny przed imprezą-uprzedziłam
-spoko napisze do niego, a teraz...- położył rękę na moim biodrze
-a teraz idę wsiąść prysznic i coś zjeść- po mojej wypowiedzi mina mu zżędła. 
-chwile-poprosił całując moją szyje. No nie powiem że jest z nim mi źle ale ja jestem głodna!!!
-nie kotek idę coś zjeść powiedziałam stanowczo. Wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki a tam nie kto inny jak Loui.
-co się tak przyglądasz?-spytałam 
-a nic po prostu seksownie ci w ręczniku- powiedział przygryzając wargę
-no popatrz-uśmiechnęłam się a on objął mnie w tali
-skoro już jesteś w ręczniku to może... - nie dokończył ponieważ mu przerwałam 
-to może pójdę się ubrać i zrobić nam śniadanie- powiedziałam i zwiałam do garderoby. Ubrałam strój na dziś i już mogłam zejść na du gdyby Louis nie przyszedł. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować jak tylko przestał oderwałam się o niego i przeszłam na drugi koniec pokoju. 
-ona ci się nie da tak łatwo- powiedziała An wchodząc do pomieszczenia 
 -zobaczymy-powiedział z zadziornym uśmiechem
-no to się rozczarujesz . Jak chcesz śniadanie to radze ci pomóc.-zeszłam na du a on za mną. 
-co robimy na śniadanie?-spytał
-nie wiem a co chcesz?-spytałam 
-a co ty na jajecznice?-popatrzył obejmując mnie od tyłu. Szczerze to żałuje, że kazałam mu pomagać bo tylko przeszkadzał. Kiedy ja ciężko pracowałam on przytulał mnie albo prawie się nie skaleczył. Na szczęście nie ma ran. Zjedliśmy śniadanie a potem wszystko wrzuciliśmy do zmywarki. Louis jak to Louis zaczął przytulać mnie od tyłu i składać pocałunki na całej szyi. 
 -jakiś ty niewyżyty seksualnie- powiedziała An a ja wybuchłam śmiechem. 
 -nie dziw się jak mam taką partnerkę do niego- powiedział z zadziornym uśmiechem 
-ta, ta a wiecie, że Niall z Ab już przyjechali są w salonie. -powiedział a my ruszyliśmy w tamtą stronę. Zobaczyłam przestraszoną dziewczynę i Nialla. 
-hej-przywitałam się a zaraz po mnie Louis i Niall 
-pomóżcie błagam, wiem miały być 4 godziny przed ale ja już nie wiem co mam robić-błagał a ja spojrzałam na dziewczynę która miała rany na rękach od sznurów. Trochę roztargane włosy i totalnie brudne i również potargane ubranie. 
-i bardzo dobrze wy sobie pogadajcie a my ja zabieramy- powiedziałam 
-ma jakieś ubrania oprócz tych na sobie?-spytał An 
-nie- odpowiedział krótko 
-jej, no to na zakupy czas- krzyknęła radośnie
-chcesz moją kartę kredytową-pytał jakby to było oczywiste. Przecież przy An jedna nie wystarczy. 
-a jak myślisz?-popatrzyła się na niego jak na głupka on wręczył jej kartę a tam na wskaźniku ile ma kasy tyle zer, że ja pierdziele.
-to będziemy za rok. Choć przebierzemy cie i doprowadzimy do stanu codziennego
-Niall a ty się szykuj jak my ci wykład zrobimy tak umrzesz z głodu, ty żarłoku- powiedziałam 
-nie błagam ale żelki dacie?- spytał z miną szczeniaka
-nie- powiedziałam stanowczo. Wyszłyśmy na górę i dałam jej moje ciuchy. Jakie to szczęście że mamy ten sam rozmiar. An zaprowadziła ją do łazienki a ja za ten czas poszłam przygotować rzeczy do makijażu włosy zostawimy jej rozpuszczone. Po godzinie była gotowa. Zbiegłyśmy na du i powędrowałyśmy do salonu. 
-to my na zakupy spadamy-powiedział An 
-ok- powiedzieli równo
-a popatrzycie na nas czy będziecie się gapić w facetów latających za piłką- na moje słowa odwrócili się a Niallowi szczeka opadła. 
 -wow-powiedział
-no dobra to my spadamy.-weszliśmy do garażu i wybraliśmy kabriolet. Oczywiście dach otworzyła An. Wędrówka po sklepach zajęła nam 4 godziny. Po powrocie do domu zwaliliśmy na chłopaków spakowani trep do bagażniku Nialla. Same zajęłyśmy się naszym wyglądem. Gdy robiłam wszystkim paznokcie dowiedziałam się, że Abby świetnie gra na gitarze, uwielbia zwierzęta a do tego jej rodzice są okrutni. Ojciec pije a matka jest pracoholiczką. Czyli bardzo dobrze że Ni ją porwał. Po 2 godzinach An i Ab były gotowe. Po godzinie i moje były gotowe. Przebrałyśmy się i jak zwykle ja wszystkich malowałam An uczesała. Jak stanęłyśmy w trójkę przed lustrem to zakochać się można. Ab z brzydkiego kaczątka zmieniła się w łabędzia
-gotowe?-spytał stojący tyłem Louis
-nom-dałam mu buziaka w policzek a gdy mnie zobaczył zamurowało go
-co chwile mnie zawakujesz-powiedział przytulając mnie. 
 -Wow-powiedział wchodzący Niall. Aż go cofnęło.
-dobra jedziemy-rozkazała An.(strój An)
___________________________________________________
Jestem :* Długi się trafił ;* mam dla was zwiastun. Mam nadzieje że się podoba :* Przepraszam za błędy starałam się by ich nie było.

  

25 mar 2014

43

Dojechaliśmy na ogromny parking. Do okuła były opuszczone budynki i ani jednego samochodu. Obróciłam się w jego stronę:
-po co mnie tu przywiozłeś?  
-pamiętasz jak obiecałem ci że nauczę cię jeździć?-spytał
-tak to było po tym jak ci gips ściągnęli-  Po ściągnięciu gipsu od razu poszliśmy na lody oczywiście Loui nie mógł się przyzwyczaić że ma w pełni sprawną 2 rękę.
-nad czym tak myślisz?-spytał
-nad niczym tak po prostu się patrze na ciebie- posłałam mu buziaka w powietrzu
-ok nic nie mówiłem. Nauczę cię jeździć- wypalił a moja minka wykształciła się w piękne "o".
-chcesz żeby połowa ludzi w Londynie została potrącona?-moja buźka dalej miała ten sam wyraz twarzy.
-ej nie bój się nie będziesz jeździć sama tylko ze mną-powiedział
-ta to mnie pocieszyłeś nie ma co- zrobiłam znudzoną minę- idziemy do domu?
-jak chcesz- wzruszył ramionami i spokojnym krokiem ruszyliśmy do auta.
Na wspomnienia się uśmiechnełam.
-no właśnie byliśmy tacy szczęśliwi dla mnie dalej tak jest. Dale cie kocham jak wariat- zmusił mnie żebym popatrzyła mu w oczy, żebym upewniła się że to prawda.
-gdyby tak było to nie obściskiwał byś się z pierwszą lepszą- wyszeptałam a jedna samotna łuza spłynęła mi po policzku.
-ale ona się na mnie rzuciła, gdybyś stała tam dłużej zobaczyłabyś że ją odepchnąłem- szukałam w jego twarzy coś do mi da się upewnić że to kłamstwo, ale nic nie znalazłam- kocham cię Em
-ja tez cię kocham ale to tak boli. Boli bo cały czas mam was przed oczami- więcej niż jedna łuza spłynęła po mojej twarzy spadając na spodenki.
-proszę spróbuj-nie odpuszczał a w oczach miał łuzy i strach. Dlaczego bał się że mnie straci, na zawsze?
-nie wiem Louis- zaczęłam bawić się nerwowo rękami
-ale ja wiem jak cię przekonam- zbliżył swoje usta do moich i znaczą całować ale tak wyjątkowo. Walczyłam sama ze sobą żeby go odepchnąć ale jakaś siła we mnie chciała więcej. Po chwili siedziałam na nim okrakiem. Louis przerwał pocałunek a ja szepnęłam:
-wybaczam
-na prawdę?-spytał szczęśliwy a ja przytaknęłam-to obietnice czas spełnić
-o co ci chodzi?-spytałam z podniesioną brwią
-trzeba nauczyć się jeździć-powiedział krutko
-nie! Ciebie do końca pogięło ja chce żyć- mam nadzieje że te słowa na niego podziałały
-to jak ja mam ci spełnić obietnice?-spytał
-powiedzmy że jej nie było- zastanawiałam się   
-nie tak nie będzie już noga na gaz i przekręcasz kluczyk w stacyjce-rozkazał
-Louis a nie możemy jutro pojechać na gokardy będzie bezpieczniej-zrobiłam kota ze szreka
-no nie wiem- przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze. Kurde to takie seksowne. Emma przystopuj jeszcze 30 minut temu nie chciałaś go znać
-no proszę ja tak ładnie cię proszę- mój uwodzicielski głos mnie dobija. Zbliżyłam się do niego najbardziej jak mogłam. 
-no na prawdę nie wiem- w jego oczach widziałam pożądanie.
-ale proszę- szepnęłam w jego usta. Załączyłam je razem a Louis położył ręce na moich biodrach i podniósł bluzkę do góry.
-nie tutaj- powiedziałam siadając  na miejsce pasażera.
-no ale popatrz co ty zrobiłaś-pokazał na wybrzuszenie w swoich spodniach
-ups... trudno musisz wytrzymać caaaaaaaałą drogę do domu-przedłużyłam "a"w "całą"
-no to jedziemy- ruszył z piskiem opon. W domu byliśmy bardzo szybko. Oczywiście Louis jak to Louis nie wytrzymał i musiał się pochwalić, że się pogodziliśmy. Potem wybiegł szybko na górę i rzucił się z opoczniankami na mnie...
Jaka ja naiwna.
______________________________________________
Boże dalej się śmieje z tego co napisałyśmy z koleżanką. To znaczy ona bo ja głównie się śmiałam.
Nie wiem kiedy następny ale pisze do przodu i powiem wam że się dzieje w świecie Emmy. Do następnego ;*


Trzymajcie w kciuki bo wyniki badań mi przyjdą ;*  

23 mar 2014

42

*** POV Anne***
-zaraz wracam przyniosę ci coś do zjedzenia- powiedziałam
-An ja nie chce nic jeść- szepnęła
-zaraz będę z JEDZENIEM. Nie będziesz mi tu głodować przez tego idiotę-po tych słowach wyszłam w zawrotnym tempie i szybko znalazłam się w kuchni. Wyciągnęłam ostry nuż i zaczęłam kroić owoce.W kuchni pojawił się Louis a ja powiedziałam:
 -wyjdź albo dostaniesz tym nożem prosto w serce. Może poczujesz to co Em-mówiłam brutalnej krojąc to co miałam na desce. 
 -wiesz, że ona się na mnie rzuciła tłumaczyłem ci- powiedział smutny- mam plan ale musisz mi pomóc -zapomnij żeby znowu przez ciebie płakała? Nie nie ma mowy-wsypałam wszystko do dwóch pucharków dodałam dużą ilość lodów a do tego najlepsze, bita śmietana polana czekoladą. Idealne na doła. 
-no błagam-już nie dużo mu brakuje a będzie klęczeć
-posucha mogę ale czy się zgodzę to inna sprawa - powiedziałam 
-a wienc...
***POV Em***
Leżałam na łózko i czekałam krótko mówiąc na cud. Nie ale na serio zaraz umrę z nudów. Drzwi się otworzyły a tam An z takim śniadaniem, że normalnie mniam. Jakbym mama widziała jak się zdrowo odżywiam to by padła. 
-najleprze na doła -zaśmiała się 
-no też tak myślę- minimalnie kącik moich ust podniósł sięmdo góry. 
-widzieliście to ona się minimalnie bo minimalnie uśmiechnęła- powiedział a ja od razu wybuchłam śmiechem
 -co ja bym bez ciebie zrobiła?- spytałam
-na pewno umarła byś z głodu, nudy-zaczęła wymieniać- zejdziemy na du?
-nie chce-odpowiedziałam 
-nie chce, czy się boje?-jak ona mnie dobrze zna 
-to drugie-przyznałam z kwaśną miną.
-no to jedziemy na zakupy. Nic tak nie poprawia humoru- uśmiechnęła się
-a nie możemy gdzieś pojechać za miasto?- spytałam 
-też może być. To się ubierz wygodnie i czekam w kabriolecie-i tyle ją widziałam. Powolnym krokiem weszłam do garderoby i wzięłam ubrania. Po cichu wyszłam i kierowałam się do łazienki oczywiście nic nigdy mi nie wychodzi i dosłownie 3 metry przed łazienką pojawił się Louis. Chciałam przejść ale kiedy ja robiłam krok w prawo on robił krok w prawo i tak na zmianę
-mogę przejść?- spytałam patrząc się na trampki
-możemy pogadać?-odpowiedział pytaniem na pytanie 
-nie mamy o czym- powiedziałam i zrobiłam 2 kroki w prawo przez co go wyminęłam i weszłam do łazienki. Puściłam wodę w wanie i zsunęłam się po ścianie płacząc. Ściągnęłam ubrania i weszłam do wany wzięłam szybką kąpiel. Ubrałam przygotowane ciuchy . Uczyłam się a następnie zrobiłam makijaż. Ubrałam trampki i zbiegłam na du. Weszłam do garażu i wzrokiem szukałam kabrioleta. Stał w końce, czerwony i piękny. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy. Obróciłam głowę w stronę kierowcy, ale tam nie siedziała An, tam siedział Louis
-ups... Już nie rozróżniam marek.- i chciałam otworzyć drzwi ale nie mogłam, zaklinowały się. 
-wesz zamkniętych nie otworzysz-powiedział 
-Krzysztof Kolumb. Mogę autograf-rozglądałam się jak tu można wyjść bo dach zamkną. Własne dach. No i teraz która to ikonka. 
-zapnij pasy-powiedział
-nie bo zaraz wychodzę-powiedziałam nie wzruszona. 
-ok-siłą oparł mnie o fotel i zapną pasy. Odpalił silnik i ruszył.
 -wież, że to jet porwanie?-spytałam 
-rozmawiasz z specem od tych spraw-powiedział. Ja już się nie odzywałam. Obróciłam się w stronę szyby i skuliłam nogi pod brodę.

19 mar 2014

41

Zgodnie z obietnicą pomógł mi się ubrać, nawet ciuchy dobierał. Zniósł mnie po schodach. A chciałam sama iść to nie, bo się przewrócę. Bla bla. 
-jak się spało?-spytał Harry wpatrzony w telefon
-weźcie mu ten telefon a jak nie to pójdę do robotników, którzy akurat coś robią obok drogi i akurat mają młot pneumatyczny- powiedział zła
-czyli to co w tamtym tygodniu-powiedziałam a wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem
-przypomniałaś sobie!- krzykną Harry 
-ale... Jak?-spytałam 
- no nie wiem ale jakoś na pewno- powiedział An-boski strój 
-dzięki Louis dobierał 
 -dobra ja się przebiorę- powiedział Louis i wyszedł
-trzeba zabrać cię na wyścig tak wszystko stanie ci przed oczami- stwierdził Harry
-a masz pomysł jak? Bałwanię ona chodzić nie może bo to ją boli-An przybiła sobie w czoło z otwartej dłoni 
-a kiedy pozbędę się szwów?-spytałam 
-sprawdzę, ocenię, stwierdzę- uśmiechnęła się An
 -ok-odwzajemniłam gest. 
-co chcesz na śniadanie- zmieniła temat 
-to może naleśniki-powiedziałam nie pewnie
-a wiesz, że też mam ochotę?- po pysznym śniadaniu zrobionym przez An, z pomocą Loui, poszłam do salonu i usiadłam na kanapie
-potrzebujesz czegoś?-spytał 
-tak. Zjedz coś, odpręż się- powiedziałam a Louis popatrzył błagalnie- no co? Ja chce tylko żebyś zadbał o siebie- posłałam mu buziaka w powietrzu a on zbliżył się do mnie i mnie pocałował. 
-czuje się zadbany- uśmiechną się
-ta na głodówce An, mądry człowiek, wszystko mi powiedziała. Marsz do kuchni mi coś zjeść bo jak nie to nie ręczę za siebie-powiedziałam a Louis przerzucił oczami 
-no idę, idę- powiedział.

 Tydzień później już wszystko pamiętałam. Na całe szczęście. Pozbyłam się wszystkich szwów nawet  po tym nieszczęsnym nożu.
-to co teraz robimy?-spytała An
-no nie wiem za godzinę pasuje już jechać na wyścig- i Louis mówi to z takim spokojem 
-ty mi to mówisz z takim ludzkim spokojem? Em na górę- krzyknęła An. Szybko się ubrałyśmy, uczesałyśmy, umalowałyśmy a i tak nas poganiali.
 -gotowe?- Harry spytał po raz 100
-no pakuj się do auta-powiedziałyśmy równo 
-eureka- powiedział błagalnie. Louis już pojechał a my mieliśmy do niego dołączyć bo coś musiał załatwić. Na miejscu znaleźliśmy się po 15 minutach. Rozglądaliśmy się za Louisem ale nigdzie go nie wodziłam.
-jest- krzyknęła An. Z uśmiechem popatrzyłam w ten sam punkt ale kiedy dostrzegłam go z jakąś rudą dziewczyną, nie mogłam, rozpłakałam się. Obróciłam się żeby na to nie patrzeć i natknęłam się na tors Harrego. 
- nie płacz nie pokazuj, że cie to boli- powiedział przytulając mnie. 
-zawieziesz mnie do domu?-spytałam 
-pewnie- uśmiechną się słabo. Po drodze oczywiście zasnęłam. 

Obudziłam się o 10 ale nie miała zamiaru wstawać. Przykryłam się bardziej kołdrą a w ręce trzymałam naszyjnik od Loui, otrzymałam go od niego na urodziny. Rozpłakałam się, znowu. Ile razy będę płać przez niego? Ile? 
-mogę wejść- w pokoju pojawiła się An 
-nom- przetarłam łuzy i pociągnęłam nosem.
-co on z tobą zrobił- przytuliła mnie smutna-już dostał takiego okazana, że na trzydzieści lat góry mu wystarczy 
- oddasz mu to-dałam jej łańcuszek-tej rudej bardziej się przyda
-Em-przytuliła mnie gdy wybuchła następną falą płaczu.
__________________________________________
Stwierdzam, że nie chcecie końca więc proszę bardzo rozdał ;*


A a tu macie boskie tłumaczenie Opowiadania o Harrym 
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/

17 mar 2014

40


  • Siedziałam na kanapie i słuchałam opowieści. Stwierdzam że za dużo filmów oglądali. Podobno porwał mnie brat Louisa, bił mnie, poniżał i tak dalej. Potem Louis dostał mnie jako nagrodę pocieszenia, potem jego wypadek i tak się wydało że jesteśmy razem. Za dużo tego jak na jeden dzień.
    Szłam długą wąską alejką. Było ciemno, bardzo ciemno. Bardzo się bałam bo za mną słyszałam kroki, gdy ja przyśpieszałam on też. W końcu tracąc orientacje w terenie weszłam w ślepy zaułek. Do okoła niej były mury a jedynym wyjściem była droga z której przyszłam, ale przecież ktoś tam jest i idzie w moją stronę. Skuliłam się w koncie z nadzieją że mnie nie zauważy, ponieważ drogę oświecała pełnia księżyca. Kroki stały się coraz to głośniejsze a ja się coraz bardziej bałam. Poznać to można było po tym, że mój oddech był nieregularny i cała się trzęsłam. Schowałam twarz w kolana. Nie chciałam nic widzieć. 
    -myślałaś, że cie nie znajdę?-spytał podnosząc mój podbródek ku górze. Zobaczyłam bardzo dobrze zbudowanego faceta , na oko ma 40 lat. Na jego nosie widniały okulary przeciw słoneczne a ubrany był w skórzaną kurtkę a pod nią biały podkoszulek  który pokazywał idealnie wyrzeźbiony tors. Jedyne co nie pasowało do jego "idealnego" wyglądu to, to że był łysy. Zaczął rozpinać mi kurtkę a potem dobrał się do moich spodni. Byłam tak sparaliżowana strachem że nic nie mogłam z robić...
    -aaaa!- obudziłam się z wielkim krzykiem. Cała byłam spocona a przed oczami miałam jego twarz.
    -co się stało?-spytała An która wbiega do pokoju.
    -miałam koszar-odpowiedziałam
     -lekarz wczoraj mówił że to sny mogą być scenami z życia, opowiadaj- kiedy An to powiedziała do pokoju wszedł Louis.
    -co się stało?-spytał
    -miał koszmar który mugł być sceną z jej życia-odpowiedziała. Louis i An siedli przede mną a ja zaczęłam opowiadać:
    -szłam aleją słyszałam kroki za mną więc przyspieszyłam, w końcu nie wiedziałam gdzie jestem i skręciłam w ciemną uliczkę. Gdzie jedynym wyjściem była droga powrotu ale stamtąd słyszałam kroki. Skuliłam się w końce bo myślałam, że mnie nie zauważy.-łuz spływały po moich policzkach a Louis mnie przytulił i położył na swoich kolanach
    -możesz opowiadać dolej?-spytał
    -tak. Zauważył mnie i powiedział,"Myślałaś że cie nie znajdę?" Potem wziął mój podbródek tak, że patrzyłam na niego.
    -jak wyglądał?- spytała An
    -łysy, dobrze zbudowany miał okulary na nosie, skórzana kurtka a pod nią biały podkoszulek który idealnie pokazywał jego wyrzeźbiony tors- jak to powiedziałam to Louisowi nieźle napięły się mięśnie.
    -Dan-wyszeptała An
     -kto to?-spytałam ale nic mi nie odpowiedzieli
    -idź spać-powiedział Louis
    -zostaniesz ze mną, boje się- poprosiłam. Louis pokiwał twierdząco głową a An wszyła z pokoju. Położyliśmy się na łóżku a Louis przytulił mnie w pasie. Tak zasnęłam. Rano obudziły nas krzyki An

    -Harry zostaw tą komórkę!!!
    -co im od rana?-spytał zaspany Louis. Czemu wczoraj nie zauważyłam, że nie ma koszulki? No nie powiem tors to on ma boski. Tak dosłownie BOSKI. 
    -nie wiem ale jedno jest pewne. Jak się nie uciszą to jak tylko będę miała siły to zabije-stwierdziłam a Louis się zaśmiał. 
     -pomogę-powiedział przyglądając się moim szwom-spytam się An kiedy można je zdjąć
     -na szczęście nie mam ich na twarzy-wiem, że blizny zostaną ją na zawsze a ja mam dużo ran na brzuchu. 
    -i tak byś była piękna-uśmiechną się
    -ta ta wmawiaj sobie- zaśmiałam się 
    -pomogę ci się ubrać i zejść na dół-powiedział a ja się uśmiechnełam. Jedno jest pewne, mogę zawsze na niego liczyć. 
    __________________________________________
    Mamy 40 rozdział mam już powoli kierować się do zakończenie, czy nie?

    6 KOMENTARZY NASTĘPNY ROZDZIAŁ 

     

16 mar 2014

39

Jej oczy to patrzyły się na mnie to na Loui. 
-Em to nie jest śmieszne-zaśmiałam się nerwowo
-a czy ja się śmieję?-spytała-nic nie pamiętam 
-Em-szepną błagalnie Louis
-dobra ja jadę z Harrym po jakiegoś lekarza- powiedziałam i wyszłam z pokoju. 
***POV Emma***
Ok wiem jak mam na imię ale kim są oni? 
-kim jesteś- wypaliłam
-Louis... Twój chłopak-powiedział pewnie a mnie zatkało. Nie pamiętam jak wyglądam ale on jest mega przystojny. A mi się trafiło- powiedz że coś pamiętasz
-nie nawet nie wiem jak wyglądam- przyznałam. On podniósł mnie z łóżka i postawił na nogach. Trzymał mnie w pasie, ponieważ bym poleciała na podłogę. Pomógł dojść do lustra a gdy przed nim stałam rozpłakałam się. On bardzo mocno przytulił mnie od tyłu w pasie i szeptał uspokajające słowa. Wyglądałam jak śmierć. Cała blada z mnóstwem siniaków i ran. 
-no już- wizą mnie na ręce jakby trzymał 2 letnie dziecko. Oplotłam nogi woku jego tali a on usiadł na łóżku. 
-ja chce wszystko pamiętać- żaliłam się jak dwulatka. 
-wiem też chciałbym żebyś wszystko pamiętała. Obiecuje ci może nie od razu ale odzyskasz pamięć z moją pomocą-obiecał. 
-dziękuję-przytuliłam go mocniej
-jeszcze nie masz za co-zaśmiał się i przenosząc do pokoju obok. Okazało się, że to jest garderoba położył mnie na kanapie i wyciągną z półek jakieś ubrania. Położył je obok mnie i pomógł ubrać bluzkę. Nie powiem nie było mi komfortowo no ale sama bym tego nie zrobiła, ponieważ mam ranę na brzuchu. Krótkie spodenki zmieniłam na spodnie i ubrałam ciepłe skarpetki. Z jego ogromną pomocą zeszłam po schodach i usiedliśmy na kapie. Cały czas mam wrażenie jakbym tu była. No wiem, że tu mieszkam ale to jest takie dziwne uczucie. Rozglądałam się i próbowałam sobie coś przypomnieć. 
-czemu nic nie pamiętam- byłam zła
-daj sobie czas-uśmiechną się tak ślicznie. Sam wyglądał trochę jak wrak człowieka. Worki pod oczami, które same były czerwone.-chcesz coś zjeść
-ok, choć do kuchni może przypomnę sobie jak się robi kanapki- zaśmiałam się. Znowu z jego pomocą poszliśmy do pokoju obok. Wyciągnęłam z lodówki szynkę, pomidory, majonez. Zrobiłam piękne kanapki z boskim uśmiechem. 
-piękne- przytulił mnie. Mam wrażenie, że mógł by to robić częściej
-jak tam u Juliet
-u kogo?-spytał 
-u Juliet- powtórzyłam
-nie mówiliśmy o tym- posiedział ciekawie ale następne zdanie już krzykną-przypomniałaś sobie!
-no prawda-przytuliłam go a on obrócił mnie do okoła
-jak tak dalej pójdzie to jutro będziesz pamiętać imię swojego pradziadka- uśmiechną się co odwzajemniłam. Dalej trzymał mnie na górze. 
-aż takiego optymizmu to nie przewiduję-podniosłam kącik ust do góry. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.-chce pamiętać wszystkie chwile z tobą
-przypomnisz sobie-zbliżył swoje wargi do moich łącząc je w pocałunek, odruchowo położyłam rękę na jego policzku. On położył mnie na blacie na co zareagowałam natychmiast. Przyciągnęłam go mocniej do siebie na co się uśmiechną. 
-kocham cie-szepną. Nasze czoła się stykały. On mnie kocha, ale czy ja go kocham? W końcu byliśmy razem. Czuje, że nie potrafię przejść obok niego obojętnie. Gdy czuje jego oddech na sobie mam ciarki. Chyba odpowiedź jest prosta... 
-też cie kocham-też szepnęłam. Szukał w mojej twarzy zwątpienia ale kiedy go nie znalazł uśmiechną się. 
-pracujesz nad jej pamięcią-w kuchni pojawił się Loczek 
-tak Harry-Louis spojrzał na niego. 
-powiedz, że mnie pamięta- zrobił słodkie oczka
-Harry-powiedziałam błagalnie 
-pamięta ja mam na imię!- krzykną radośnie. A my wybuchliśmy śmiechem 
-halo ja powiedziałem wcześniej twoje imię- powiedział z ironią Louis. Harry nagle jakby zgasł.
_________________________________________________
Hej!!! Marzena dalej okupuje łóżko w szpitalu ;( Mój komputer jest idiotyczny i czasami wo gule nie reaguje dlatego tak długo nie było rozdziału.

11 mar 2014

38

***POV Louis***
Dziewczyn coś długo nie było, zaczynam się martwić. Do salonu wpadła zdyszana An.
 -mu-musimy jechać po, po E-Em porwali j-ją- jąkała się
-co?- nie wieże w to co powiedziała, nie wieże
-Dan ją porwał. Był w studiu jak my rozmawialiśmy z fotografem a Em poszła po sok. Powiedział że kogoś zgubiłyśmy-szeptała. Po jej słowach stanęliśmy na nogi. Jechaliśmy na dwa samochody. W jednym ja z Zaynem a w drugim An z Hazzą. 
***POV Emma***
On przyszedł z Eleanor! Zaczęłam się szarpać a sznury wżynały mi się w skórę. 
-nie szarp się aniołku- podniósł moją brodę do góry.-przeżyjesz tu piekło. Nathan zajmij się nią!- krzykną. W szopie pojawił się ten sam człowiek, co mi się przyglądał. Uśmiechną się cwaniacko gdy mnie zobaczył.-tylko zostaw coś dla mnie
 -dobrze szefie- jak w wojsku. Oni wyszli, więc zostaliśmy sami. Niestety. Zbliżył się do mnie i szepną prosto do ucha- szkoda mi ciebie Wyciągną z kieszeni nuż i rozciął nim bluzkę. Mój makijaż był na całej twarzy, został rozniesiony przez łuzy. Przygryzł dolną wargę widząc mnie w staniku i się uśmiechną-czemu się nie dziwię, że on z tobą chodzi?-spytał najwyraźniej sam siebie. Zaczął bawić się nożem aż w końcu przeciął nim skórę u mojego boku. Z moich ust wydarł się za tłumiony krzyk i więcej łez.
-ups- jego donośny śmiech mnie przeraża rozpiął mi rozporek ale ja się próbowałam za wszelką cenę wyrwać. Za co dostałam w twarz z brwi popłynęła czerwona ciecz zresztą warga też w nie najlepszym stanie. -no kochanie, przegięłaś!- krzykną i znaczą rozcinać spodnie od dołu nie chciałam się ruszać, żeby czasami mi nogi nie przeciął. Dobrze że mam spodnie ze sesji a nie spódnice. Czułam się coraz bardziej słaba. Oczy już walczyły ze mną. Odkleił mi buzie. 
-Na pomoc!-krzyknęłam. Dostałam popchnięta, na co spadłam z hukiem na ziemie. Jedyne co dalej się działo to powolne zamykanie się moich powiek...
***POV Anne***
Szliśmy korytarzem do pokoju gdzie znajdował się Dan. Weszliśmy tam a on się obracał na krześle. -możecie sobie ją wziąć jest nieprzytomna. W szopie za domem- powiedział to z takim spokojem... Mam ochotę mu krzywdę zrobić. 
-ok ale wcześniej-Louis na dokończenie zdania wymierzył mu kulkę, prosto w serce. Wyszliśmy stamtąd i po biegliśmy za szopę, jak zobaczyłam Em to od razu się rozpłakałam. Z jej boku płynęła krew, brew i warga była rozcięte a bluzka i jedna nogawka była rozcięta. Louis wizą ją na ręce. Ja jechałam z Louisem i próbowałam za wszelką cenę zrobić co kol wiek aby krwawienie przestało się nasilać. 

-straciła dużo krwi więc musiałam załatwić jej trochę. Pozaszywałam jej rany i powinna się wybudzić- wytłumaczyłam Louisowi. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, jest kompletnym wrakiem człowieka. Zresztą tak jak wszyscy, nie wyobrażam sobie domu bez niej znam ją zaledwie 5 miesięcy a już jest dla mnie jak siostra. Proszę niech się wybudzi. Poczułam jak słona ciecz spływa wzdłuż moich policzków a po chwili spada na bluzkę. 
-An wież, że ona się obudzi- Louis mnie przytulił. 

Miną tydzień. Pierdzielony tydzień a ona dalej się nie wybudziła. Louis już nic nie je, tylko przy niej siedzi. Sama straciłam chęć do życia. 
-An wybudził się!- słyszałam krzyk Louisa. Szybko wybiegłam na górę i weszłam do pokoju. 
-Em jak się czujesz?-przykucam przy niej 
-kim jesteście?
____________________________________________
A więc jestem. Moja koleżanka Marzena, która miała poprawiać błędy jest w szpitalu i nie ma jak poprawić a nawet ni chce żeby poprawiała bo teraz liczy się jej zdrowie. Musicie ten tydzień 
przecierpieć, choć będę się starać żeby tych błędów nie było.

Błagam nie róbcie afery. Ok wiem że chcecie mnie obronić i za to was bardzo kofam (kofam- kocham, ja tak to pisze i nikt tego nie zmieni). Oni mają trochę racji i mam nadzieje że się poprawiam. U mnie foch trwa  5 minut i na prawdę nie mam o to urazy żalu czy coś. Dobra trochę mam ale to tak w głębi. Więc na razie musicie się uporać z błędami.

Jak rozdział? 

8 mar 2014

37

-powiesz o co poszło?-spytałam 
-ponuciłem się z nim- powiedział bez żadnych emocji
-aha ok, a dokładniej?-wyduszę to z niego
-no bo śmialiśmy się z nich i dostałem-przewrócił oczami-a i uważaj na siebie
-bo?-podniosłam brew do góry
-powiedział że zapłacę za to tobą-przeniósł mnie na jego kolana i trzymał jakbym miała zaraz uciec
-nic mi nie zrobi-puściłam mu oczko 
-dlaczego wy tak się kochacie?!- w salonie pojawił się Harry
-a co zazdrościsz?-spytałam 
-nie bo mam JA-pokazał mi język 
-ale nie masz Em-Louis poruszał zabawnie brwiami 
-kto nie ma Em?-w salonie pojawiła się JA
-Harry-odpowiedział
-o mój Harry jest zazdrosny-usiadła mu na kolanach
-my spadamy-Louis wizą mnie na ręce a ja zrobiłam pytającą minę. Postawił mnie w garderobie i wyciągną jakieś ciuchy. Rzucił mi je mówiąc- ubierz to 
-a po co?-podniosłam brew do góry 
-zobaczysz. Dobierz jeszcze biżuterie , ja nie umiem-uśmiechną się i wyszedł. Zrobiłam się na bóstwo. Zeszłam na du i podeszłam do Louisa 
-to jedziemy?-spytał 
-no-przytaknęłam. Wyszliśmy z domu i po chwili siedzieliśmy już w aucie. Po przejechaniu autostrady przyszedł czas na drogę, otoczoną z każdej strony lasem-gdzie ty mnie wywozisz? 
-zobaczysz-zaśmiał się. Po 15 minutach byliśmy już na miejscu. Czyli na wielkiej polanie. Wyciągną z bagażnika koc i koszyk.-choć
-kochanie no powiedz po co my tutaj?-spytałam
 -odpocząć od rzeczywistości-rozłożyliśmy koc i usiedliśmy na nim. Oparłam się o kolana Louisa. Słuchaliśmy ciszy po chwili Louis wyciągną truskawki i nutelle. Mniam... Leżeliśmy na kocu i śmialiśmy się z wspomnień. Wszyscy uważają ,że Louis to człowiek bez serca. Wcale tak nie jest, jest miły, opiekuńczy to że ma tatuaże i nie ufa każdemu to chyba o niczym nie świadczy. 

Rano wstałam o 12. Zrobiłam puraną toaletę i ubrałam się. Zeszłam na du a tam wyskoczyły na mnie dziewczyny. 
-nie, tak nie pojedziesz na górę przebrać się i jedziemy- krzyknęła JA a ja kompletnie nie wiedziałam o co chodzi 
-gdzie jedziemy?-spytam 
-na sesję- An przybiła sobie face-plam 
-aaa... Już biegnę- wybiegłam na górę. Przebrałam się i umalowałam. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Z powrotem znalazłam się na dole a dziewczyny zmustrowały mnie dokładnie. 
-i teraz jest super!-krzyknęła Car i już byłyśmy w drodze. Na sesji było bosko tyle ludzi się mną zajmowało. A jakie zdjęcia piękne. Wyszłam na chwile po sok a dziewczyny za ten czas rozmawiały z fotografem. Nuciłam pod nosem piosenkę Michaela Jeksona i szłam uśmiechnięta do sklepu. Nagle poczułam jak ktoś zasłania mi buzie i zaciąga do ciemnej uliczki już po chwili byłam w aucie. Próbowałam krzyczeć wierciłam się ale nic z tego. Wyciągnęli mnie z auta i zaciągnęli do szopy a następnie przywiązali do krzesła. Zaczynając od nóg potem brzuch i nadgarstki. Odkleili mi buzie a ja zaczęłam krzyczeć. Uderzył mnie w policzek i użył nowej taśmy aby znowu zakleić mi buzie. 
-czekaj szef zaraz przyjdzie-powiedział. Nie wiesz zwieje bo mam jak-mówiłam w myślach. Wyszedł a jakieś 15 minut później w pomieszczeniu pojawił się Dan z...
_____________________________________________
Jest! Pisałam go 3 godziny bo starałam się bezbłędnie. Tak przejęłam się tamtym komentarzem pod ostatnim rozdziałem i płakałam. Wszyscy mi mówią że nie mam o co ale ja jestem blondynką.  Dobra ja chce się upewnić więc:

5 komentarzy następny rozdział i napiszcie dlaczego to czytacie :*
 Przepraszam za błędy.  

7 mar 2014

36

Rano obudziły mnie pocałunki na całej szyi wdziałam ze to Loui bo tylko on ma taki zajebiste perfumy. 
Zamruczałam i otworzyłam oczy:
-dzień dobry kochanie-powiedział
-no hej która godzina?- spytałam zachrypniętym głos
-równa 12- powiedział a moje oczy były duże -wczoraj ci mówiłem o tej zemście
-nom-potwierdziłam
 -no więc żebyś się nie zdziwiła Carlos jest synem Dana czyli moim bratem. A Danowi na nim zależy-powiedział a moja buźka była wykształcona w piękne "o"
-wow-tylko tyle udało mi się powiedzieć ale moja buzia dalej miała ten sam wyraz. On mnie pocałował i dokończył.
-a i jak by co to jest w piwnicy i czeka na An tortury czyli, zrobi coś mega pysznego a ,że on jest głodny to się będzie tylko patrzyć
-nie ona to ma pomysły-zaśmiałam się- dobra ubieram się i lecimy na du na śniadanie. W tempie szybkim znalazłam się w garderobie wzięłam ciuch i poszłam pod prysznic. Nie długo się myłam bo dokładne szorowanie do czerwoności to miałam wczoraj. Pobiegłam na du i już byłam w kuchni.
-Em pojedziesz ze mną do koleżanki bo chciała żebyś jej paznokcie zrobiła?- spytała JA
-no pewnie tylko coś zjem i spakuję potrzebne rzeczy- powiedziałam uśmiechnięta. Zrobiłam sobie kanapki. Zjadłam je i wybiegłam na górę spakowałam wszystko do torby i byłam gotowa. 
Po 15 minutach byliśmy w małym pokoju. Ania- bo tak miała na imię- okazała się miłą dziewczyna. Zrobiłam jej piękne paznokcie. Znaczy tak mi się wydaję. Z uśmiechem wróciłyśmy do domu a tam psychiatryk. An chodzi całą we krwi z igłą i jakimiś środkami. Normalnie wariatkowo. Poszłam do góry zostawiłam rzeczy i poszłam do salonu a tam co totalny chaos. 
-Harry oddaj mi te igły!-krzyknęła An   
-nie bo one są takie fajne żeby kogoś piknąć- zaczął się nim przyglądać. 
-ta i żeby go sparaliżowało na 24-dokończyłam a mnie zamurowało. Waszym z pokoju tak aby mnie się coś nie stało i skierowałam się do kuchni a tam nie kto inny jak Louis.
-i jak?-spytał
-da się przeżyć trudny wzór wybrała ale jakoś się uporałam- uśmiechnęłam się. Nagle zadzwonił dzwonek. Spojrzałam pytająco na Louisa a on się uśmiechną cwaniacko. Pociągną mnie za rękę a ja prawie się przewróciłam. Głupie szpilki. Otworzył drzwi a tam D-A-N. Z jakimś kolesiem.
-gdzie mój syn?-był wściekły
-o ile pamiętam to ma 35 lat. Duży chłopiec- odpowiedział obojętnie Louis. Po co ja tu?!
-wiem że jest u was oddajcie mi go!- krzykną na co się wzdrygnęłam ale tylko ja. Louis przytulił mnie od tyłu a ten debil wpatrywał się we mnie jak w obrazek.
-jak chcesz to sobie po niego pójdź mi jest do niczego nie potrzebny. Tylko... nie w białych rzeczach bo się ubrudzą od krwi- powiedział i przesuną się a oni przeszli. Szepną mi do ucha- zaraz wracam.

Czekałam na kanapie nerwowo bawiąc się rękami. Harry poszedł tam i nadal nie wrócili po chwili słyszałam trzask drzwi. Po 2 minutach w salonie pojawił się Louis z rozciętą wargą.
-zaraz cię opatrzę- powiedziałam i poszłam po apteczkę. Po chwili siedział już obok niego i opatrywałam ranę. Co file syczał z bólu. 
_____________________________________________________
Dziś nie jestem w humorze dlatego taki krótki. Wkurwiający kolega mnie wkurwił i do końca dnia mam zryty humor ;(

3 mar 2014

35

Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju zawinięta w ręcznik. Gdy zobaczyłam Louisa siedzącego na łózko minimalny uśmiech pojawił się na mojej twarzy a on przygryzł wargę gdy tylko mnie zobaczył.
-lepiej się czujesz?-spytał troskliwie
-tak- powiedziałam cicho i usiadłam na jego kolanach dalej trzymając ręcznik aby mi nie spadł. 
-ładnie ci w ręczniku- stwierdził obejmując mnie. 
-no co ty nie powiesz- szczerze się uśmiechnęłam. Przytuliłam go na szczęście nie spadł mi ręcznik. On przeniósł mnie na rękach do garderoby a tam położył mnie na krześle. Wyciągną piżamę. 
-bliznę sama wyciągniesz czy ja mam to zrobić- popatrzył na mnie z chytrym uśmiechem. Nie dam mu tej przyjemności. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam z niej bieliznę. Wzięłam od niego piżamę. Poszłam za parawan, ubrałam się i zobaczyłam ,że moja piżama sięga mi do ud. Czy tylko ja czuje tu podstęp. Wyszłam za parawanu a on był zamyślony. 
-nad czym się tak zastanawiasz?-spytałam
-a takie tam-odpowiedział ale widać że coś go gryzie.-no powiedz- oplotłam ręce wokół jego szyi a on położył ręce na moich biodrach.
-on cie już nigdy nie skrzywdzi-szepną a ja zmarszczyłam brwi.-co chcesz zrobić- od dziś jestem komenda policji -zabije go-powiedział jakby to było oczywiste
-Louis nie rób tego. Nie boć taki jak on. Bo nie chcesz?- pociągnęłam go do pokoju
-No nie chce. Nie chce żeby wam się coś stało-szepną
-nie bój się o nas damy sobie radę a jak tak koniecznie chcesz to jakoś załatwić tooo...oo zabicie go niczego go nie nauczy- chyba zaczynam żałować że to powiedziałam
 -co masz na myśli?-spytał zaciekawiony
-no bo jak go zabijesz to tylko raz a jak porwiesz kogoś na komu mu zależy to będzie cierpieć tak jak inni-czy ja się nie mogę ugryź w język?! On się chwile zastanowił i pocałował mnie namiętnie tak że aż poleciałam na łóżko a on na mnie. 
-jesteś świetna-powiedział i już ze mnie wstał. On i ja zauważyliśmy, że moja koszula nocna jest podwinięta. Przygryzł wargę a ja wstałam i go pocałowałam. -idź spać-powiedział a ja pokiwałam twierdząco głową. Położyłam się spać a potem Morfeusz zabrał mnie w swoją krainę. 
Biegłam długą wąską drogą zapłakana wbiegłam w wąską uliczkę i napotkałam przed sobą mur. Obróciłam się przodem do szybko zbliżającej się postaci. Przyparł mnie bardziej do muru i położył ręce na moich biodrach. Coraz bardziej płakałam. Zdjął mi kurtkę i rozpił bluzkę. Raczą rozpinać rozporek.
-na pomoc!- wreszcie krzyknęłam 
-zamknij się dziwko!-spoliczkował mnie a moja ręka masowała piekący policzek. 
Obudziłam się z wielkim krzykiem. Zaraz do pokoju weszła An i Louis. 
-co się stało?-spłata wycierając słoną ciecz z mojej twarzy. 
-koszmar-szepnęła -
nie płacz-mój kochany chłopak
-ok ja idę spać- powiedziała-uspokój ją
-sopko-odpowiedział ja wtuliłam się do niego mocno.- to tylko koszmar
-spisz ze mną?-błagałam -dobrze-posadził mnie na swoich koanach. A wiecie co zauważyłam on jest w samych bokserkach.
-dobra mała śpimy?
-nom-powiedziałam wycierając resztę łez. Położył moją głowę na jego torsie i tak zasieliśmy.
_____________________________________
Jest!!! Po 2 dniach!!! Dobra mam coraz mniej czasu wolnego bo za miesiąc mam egzamin. Teraz zaczynają się komentarze typu:
,,O małolata pisze takie opowiadanie nie czytam"
Ale co z tego wreszcie po 3 miesiącach się przyznałam i mam nadzieje że nikt nie odejdzie bo bardzo się dla was staram :)