***POV Louis***
Dziewczyn coś
długo nie było, zaczynam się martwić. Do salonu wpadła zdyszana An.
-mu-musimy jechać po, po E-Em porwali j-ją- jąkała się
-co?- nie wieże w
to co powiedziała, nie wieże
-Dan ją porwał. Był w studiu jak my
rozmawialiśmy z fotografem a Em poszła po sok. Powiedział że kogoś
zgubiłyśmy-szeptała. Po jej słowach stanęliśmy na nogi. Jechaliśmy na
dwa samochody. W jednym ja z Zaynem a w drugim An z Hazzą.
***POV
Emma***
On przyszedł z Eleanor! Zaczęłam się szarpać a sznury wżynały mi
się w skórę.
-nie szarp się aniołku- podniósł moją brodę do
góry.-przeżyjesz tu piekło. Nathan zajmij się nią!- krzykną. W szopie
pojawił się ten sam człowiek, co mi się przyglądał. Uśmiechną się
cwaniacko gdy mnie zobaczył.-tylko zostaw coś dla mnie
-dobrze szefie-
jak w wojsku. Oni wyszli, więc zostaliśmy sami. Niestety. Zbliżył się do
mnie i szepną prosto do ucha- szkoda mi ciebie Wyciągną z kieszeni nuż i rozciął nim bluzkę. Mój makijaż był na całej twarzy, został rozniesiony
przez łuzy. Przygryzł dolną wargę widząc mnie w staniku i się
uśmiechną-czemu się nie dziwię, że on z tobą chodzi?-spytał najwyraźniej
sam siebie. Zaczął bawić się nożem aż w końcu przeciął nim skórę u mojego
boku. Z moich ust wydarł się za tłumiony krzyk i więcej łez.
-ups- jego
donośny śmiech mnie przeraża rozpiął mi rozporek ale ja się próbowałam za
wszelką cenę wyrwać. Za co dostałam w twarz z brwi popłynęła czerwona
ciecz zresztą warga też w nie najlepszym stanie. -no kochanie, przegięłaś!- krzykną i znaczą rozcinać spodnie od dołu nie chciałam się ruszać, żeby czasami mi nogi nie przeciął. Dobrze że mam spodnie ze
sesji a nie spódnice. Czułam się coraz bardziej słaba. Oczy już walczyły
ze mną. Odkleił mi buzie.
-Na pomoc!-krzyknęłam. Dostałam popchnięta, na
co spadłam z hukiem na ziemie. Jedyne co dalej się działo to powolne
zamykanie się moich powiek...
***POV Anne***
Szliśmy korytarzem do pokoju
gdzie znajdował się Dan. Weszliśmy tam a on się obracał na krześle.
-możecie sobie ją wziąć jest nieprzytomna. W szopie za domem- powiedział
to z takim spokojem... Mam ochotę mu krzywdę zrobić.
-ok ale
wcześniej-Louis na dokończenie zdania wymierzył mu kulkę, prosto w
serce. Wyszliśmy stamtąd i po biegliśmy za szopę, jak zobaczyłam Em to
od razu się rozpłakałam. Z jej boku płynęła krew, brew i warga była
rozcięte a bluzka i jedna nogawka była rozcięta. Louis wizą ją na ręce.
Ja jechałam z Louisem i próbowałam za wszelką cenę zrobić co kol wiek
aby krwawienie przestało się nasilać.
-straciła dużo krwi więc musiałam załatwić jej trochę. Pozaszywałam jej rany i powinna się wybudzić-
wytłumaczyłam Louisowi. Nigdy nie widziałam go w takim stanie, jest
kompletnym wrakiem człowieka. Zresztą tak jak wszyscy, nie wyobrażam
sobie domu bez niej znam ją zaledwie 5 miesięcy a już jest dla mnie jak
siostra. Proszę niech się wybudzi. Poczułam jak słona ciecz spływa
wzdłuż moich policzków a po chwili spada na bluzkę.
-An wież, że ona się
obudzi- Louis mnie przytulił.
Miną tydzień. Pierdzielony tydzień a ona
dalej się nie wybudziła. Louis już nic nie je, tylko przy niej siedzi.
Sama straciłam chęć do życia.
-An wybudził się!- słyszałam krzyk Louisa.
Szybko wybiegłam na górę i weszłam do pokoju.
-Em jak się
czujesz?-przykucam przy niej
-kim jesteście?
____________________________________________
A więc jestem. Moja koleżanka Marzena, która miała poprawiać błędy jest w szpitalu i nie ma jak poprawić a nawet ni chce żeby poprawiała bo teraz liczy się jej zdrowie. Musicie ten tydzień
przecierpieć, choć będę się starać żeby tych błędów nie było.
Błagam nie róbcie afery. Ok wiem że chcecie mnie obronić i za to was bardzo kofam (kofam- kocham, ja tak to pisze i nikt tego nie zmieni). Oni mają trochę racji i mam nadzieje że się poprawiam. U mnie foch trwa 5 minut i na prawdę nie mam o to urazy żalu czy coś. Dobra trochę mam ale to tak w głębi. Więc na razie musicie się uporać z błędami.
Jak rozdział?
świetny rozdział mam nadzieje że Em wszystko sobie przypomni :)
OdpowiedzUsuń