Jej oczy to patrzyły się na
mnie to na Loui.
-Em to nie jest śmieszne-zaśmiałam się nerwowo
-a czy ja
się śmieję?-spytała-nic nie pamiętam
-Em-szepną błagalnie Louis
-dobra
ja jadę z Harrym po jakiegoś lekarza- powiedziałam i wyszłam z pokoju.
***POV Emma***
Ok wiem jak mam na imię ale kim są oni?
-kim jesteś-
wypaliłam
-Louis... Twój chłopak-powiedział pewnie a mnie zatkało. Nie
pamiętam jak wyglądam ale on jest mega przystojny. A mi się trafiło- powiedz że coś pamiętasz
-nie nawet nie wiem jak wyglądam- przyznałam. On podniósł mnie z łóżka i postawił na nogach. Trzymał mnie w pasie,
ponieważ bym poleciała na podłogę. Pomógł dojść do lustra a gdy przed
nim stałam rozpłakałam się. On bardzo mocno przytulił mnie od tyłu w
pasie i szeptał uspokajające słowa. Wyglądałam jak śmierć. Cała blada z mnóstwem siniaków i ran.
-no już- wizą mnie na ręce jakby trzymał 2
letnie dziecko. Oplotłam nogi woku jego tali a on usiadł na łóżku.
-ja
chce wszystko pamiętać- żaliłam się jak dwulatka.
-wiem też chciałbym
żebyś wszystko pamiętała. Obiecuje ci może nie od razu ale odzyskasz
pamięć z moją pomocą-obiecał.
-dziękuję-przytuliłam go mocniej
-jeszcze
nie masz za co-zaśmiał się i przenosząc do pokoju obok. Okazało się, że
to jest garderoba położył mnie na kanapie i wyciągną z półek jakieś
ubrania. Położył je obok mnie i pomógł ubrać bluzkę. Nie powiem nie
było mi komfortowo no ale sama bym tego nie zrobiła, ponieważ mam ranę na brzuchu. Krótkie spodenki zmieniłam na spodnie i ubrałam ciepłe skarpetki. Z jego ogromną pomocą zeszłam po schodach i usiedliśmy na kapie. Cały czas mam wrażenie jakbym tu była. No wiem, że tu mieszkam
ale to jest takie dziwne uczucie. Rozglądałam się i próbowałam sobie
coś przypomnieć.
-czemu nic nie pamiętam- byłam zła
-daj sobie
czas-uśmiechną się tak ślicznie. Sam wyglądał trochę jak wrak człowieka.
Worki pod oczami, które same były czerwone.-chcesz coś zjeść
-ok, choć do
kuchni może przypomnę sobie jak się robi kanapki- zaśmiałam się. Znowu z jego pomocą poszliśmy do pokoju obok. Wyciągnęłam z lodówki szynkę,
pomidory, majonez. Zrobiłam piękne kanapki z boskim uśmiechem.
-piękne-
przytulił mnie. Mam wrażenie, że mógł by to robić częściej
-jak tam u
Juliet
-u kogo?-spytał
-u Juliet- powtórzyłam
-nie mówiliśmy o tym-
posiedział ciekawie ale następne zdanie już krzykną-przypomniałaś
sobie!
-no prawda-przytuliłam go a on obrócił mnie do okoła
-jak tak dalej pójdzie to jutro będziesz pamiętać imię swojego pradziadka-
uśmiechną się co odwzajemniłam. Dalej trzymał mnie na górze.
-aż takiego optymizmu to nie przewiduję-podniosłam kącik ust do góry. Patrzyliśmy
sobie prosto w oczy.-chce pamiętać wszystkie chwile z tobą
-przypomnisz
sobie-zbliżył swoje wargi do moich łącząc je w pocałunek, odruchowo
położyłam rękę na jego policzku. On położył mnie na blacie na co zareagowałam natychmiast. Przyciągnęłam go mocniej do siebie na co się uśmiechną.
-kocham cie-szepną. Nasze czoła się stykały. On mnie kocha,
ale czy ja go kocham? W końcu byliśmy razem. Czuje, że nie potrafię
przejść obok niego obojętnie. Gdy czuje jego oddech na sobie mam ciarki.
Chyba odpowiedź jest prosta...
-też cie kocham-też szepnęłam. Szukał w
mojej twarzy zwątpienia ale kiedy go nie znalazł uśmiechną się.
-pracujesz nad jej pamięcią-w kuchni pojawił się Loczek
-tak Harry-Louis
spojrzał na niego.
-powiedz, że mnie pamięta- zrobił słodkie oczka
-Harry-powiedziałam błagalnie
-pamięta ja mam na imię!- krzykną
radośnie. A my wybuchliśmy śmiechem
-halo ja powiedziałem wcześniej
twoje imię- powiedział z ironią Louis. Harry nagle jakby zgasł.
_________________________________________________
Hej!!! Marzena dalej okupuje łóżko w szpitalu ;( Mój komputer jest idiotyczny i czasami wo gule nie reaguje dlatego tak długo nie było rozdziału.
No super... zresztą jak zawsze... :)
OdpowiedzUsuń