19 mar 2014

41

Zgodnie z obietnicą pomógł mi się ubrać, nawet ciuchy dobierał. Zniósł mnie po schodach. A chciałam sama iść to nie, bo się przewrócę. Bla bla. 
-jak się spało?-spytał Harry wpatrzony w telefon
-weźcie mu ten telefon a jak nie to pójdę do robotników, którzy akurat coś robią obok drogi i akurat mają młot pneumatyczny- powiedział zła
-czyli to co w tamtym tygodniu-powiedziałam a wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem
-przypomniałaś sobie!- krzykną Harry 
-ale... Jak?-spytałam 
- no nie wiem ale jakoś na pewno- powiedział An-boski strój 
-dzięki Louis dobierał 
 -dobra ja się przebiorę- powiedział Louis i wyszedł
-trzeba zabrać cię na wyścig tak wszystko stanie ci przed oczami- stwierdził Harry
-a masz pomysł jak? Bałwanię ona chodzić nie może bo to ją boli-An przybiła sobie w czoło z otwartej dłoni 
-a kiedy pozbędę się szwów?-spytałam 
-sprawdzę, ocenię, stwierdzę- uśmiechnęła się An
 -ok-odwzajemniłam gest. 
-co chcesz na śniadanie- zmieniła temat 
-to może naleśniki-powiedziałam nie pewnie
-a wiesz, że też mam ochotę?- po pysznym śniadaniu zrobionym przez An, z pomocą Loui, poszłam do salonu i usiadłam na kanapie
-potrzebujesz czegoś?-spytał 
-tak. Zjedz coś, odpręż się- powiedziałam a Louis popatrzył błagalnie- no co? Ja chce tylko żebyś zadbał o siebie- posłałam mu buziaka w powietrzu a on zbliżył się do mnie i mnie pocałował. 
-czuje się zadbany- uśmiechną się
-ta na głodówce An, mądry człowiek, wszystko mi powiedziała. Marsz do kuchni mi coś zjeść bo jak nie to nie ręczę za siebie-powiedziałam a Louis przerzucił oczami 
-no idę, idę- powiedział.

 Tydzień później już wszystko pamiętałam. Na całe szczęście. Pozbyłam się wszystkich szwów nawet  po tym nieszczęsnym nożu.
-to co teraz robimy?-spytała An
-no nie wiem za godzinę pasuje już jechać na wyścig- i Louis mówi to z takim spokojem 
-ty mi to mówisz z takim ludzkim spokojem? Em na górę- krzyknęła An. Szybko się ubrałyśmy, uczesałyśmy, umalowałyśmy a i tak nas poganiali.
 -gotowe?- Harry spytał po raz 100
-no pakuj się do auta-powiedziałyśmy równo 
-eureka- powiedział błagalnie. Louis już pojechał a my mieliśmy do niego dołączyć bo coś musiał załatwić. Na miejscu znaleźliśmy się po 15 minutach. Rozglądaliśmy się za Louisem ale nigdzie go nie wodziłam.
-jest- krzyknęła An. Z uśmiechem popatrzyłam w ten sam punkt ale kiedy dostrzegłam go z jakąś rudą dziewczyną, nie mogłam, rozpłakałam się. Obróciłam się żeby na to nie patrzeć i natknęłam się na tors Harrego. 
- nie płacz nie pokazuj, że cie to boli- powiedział przytulając mnie. 
-zawieziesz mnie do domu?-spytałam 
-pewnie- uśmiechną się słabo. Po drodze oczywiście zasnęłam. 

Obudziłam się o 10 ale nie miała zamiaru wstawać. Przykryłam się bardziej kołdrą a w ręce trzymałam naszyjnik od Loui, otrzymałam go od niego na urodziny. Rozpłakałam się, znowu. Ile razy będę płać przez niego? Ile? 
-mogę wejść- w pokoju pojawiła się An 
-nom- przetarłam łuzy i pociągnęłam nosem.
-co on z tobą zrobił- przytuliła mnie smutna-już dostał takiego okazana, że na trzydzieści lat góry mu wystarczy 
- oddasz mu to-dałam jej łańcuszek-tej rudej bardziej się przyda
-Em-przytuliła mnie gdy wybuchła następną falą płaczu.
__________________________________________
Stwierdzam, że nie chcecie końca więc proszę bardzo rozdał ;*


A a tu macie boskie tłumaczenie Opowiadania o Harrym 
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/

1 komentarz:

  1. Oooooooo !
    Co dalej , next please !
    Nie moge sie doczekac , życze weny !
    Glupi Lou xo
    ~ Ro

    OdpowiedzUsuń