Wyszłam z łazienki i poszłam
do pokoju zawinięta w ręcznik. Gdy zobaczyłam Louisa siedzącego na łózko minimalny uśmiech pojawił się na mojej twarzy a on przygryzł wargę
gdy tylko mnie zobaczył.
-lepiej się czujesz?-spytał troskliwie
-tak- powiedziałam cicho i usiadłam na jego kolanach dalej trzymając ręcznik
aby mi nie spadł.
-ładnie ci w ręczniku- stwierdził obejmując mnie.
-no co
ty nie powiesz- szczerze się uśmiechnęłam. Przytuliłam go na szczęście
nie spadł mi ręcznik. On przeniósł mnie na rękach do garderoby a tam
położył mnie na krześle. Wyciągną piżamę.
-bliznę sama wyciągniesz
czy ja mam to zrobić- popatrzył na mnie z chytrym uśmiechem. Nie dam mu
tej przyjemności. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam z niej bieliznę. Wzięłam od niego piżamę. Poszłam za parawan, ubrałam się i zobaczyłam ,że
moja piżama sięga mi do ud. Czy tylko ja czuje tu podstęp. Wyszłam
za parawanu a on był zamyślony.
-nad czym się tak
zastanawiasz?-spytałam
-a takie tam-odpowiedział ale widać że coś go
gryzie.-no powiedz- oplotłam ręce wokół jego szyi a on położył ręce na
moich biodrach.
-on cie już nigdy nie skrzywdzi-szepną a ja zmarszczyłam
brwi.-co chcesz zrobić- od dziś jestem komenda policji -zabije
go-powiedział jakby to było oczywiste
-Louis nie rób tego. Nie boć taki
jak on. Bo nie chcesz?- pociągnęłam go do pokoju
-No nie chce. Nie chce
żeby wam się coś stało-szepną
-nie bój się o nas damy sobie radę a jak tak
koniecznie chcesz to jakoś załatwić tooo...oo zabicie go niczego go
nie nauczy- chyba zaczynam żałować że to powiedziałam
-co masz na
myśli?-spytał zaciekawiony
-no bo jak go zabijesz to tylko raz a jak
porwiesz kogoś na komu mu zależy to będzie cierpieć tak jak inni-czy ja się nie mogę ugryź w język?! On się chwile zastanowił i pocałował mnie
namiętnie tak że aż poleciałam na łóżko a on na mnie.
-jesteś
świetna-powiedział i już ze mnie wstał. On i ja zauważyliśmy, że moja
koszula nocna jest podwinięta. Przygryzł wargę a ja wstałam i go
pocałowałam. -idź spać-powiedział a ja pokiwałam twierdząco głową.
Położyłam się spać a potem Morfeusz zabrał mnie w swoją krainę.
Biegłam
długą wąską drogą zapłakana wbiegłam w wąską uliczkę i napotkałam przed
sobą mur. Obróciłam się przodem do szybko zbliżającej się postaci.
Przyparł mnie bardziej do muru i położył ręce na moich biodrach. Coraz
bardziej płakałam. Zdjął mi kurtkę i rozpił bluzkę. Raczą rozpinać
rozporek.
-na pomoc!- wreszcie krzyknęłam
-zamknij się dziwko!-spoliczkował mnie a moja ręka masowała piekący policzek.
Obudziłam się z wielkim krzykiem. Zaraz do pokoju weszła An i Louis.
-co się stało?-spłata wycierając słoną ciecz z mojej twarzy.
-koszmar-szepnęła -
nie płacz-mój kochany chłopak
-ok ja idę spać- powiedziała-uspokój ją
-sopko-odpowiedział ja wtuliłam się do niego
mocno.- to tylko koszmar
-spisz ze mną?-błagałam -dobrze-posadził mnie na
swoich koanach. A wiecie co zauważyłam on jest w samych bokserkach.
-dobra mała śpimy?
-nom-powiedziałam wycierając resztę łez. Położył moją głowę na jego torsie i tak zasieliśmy.
_____________________________________
Jest!!! Po 2 dniach!!! Dobra mam coraz mniej czasu wolnego bo za miesiąc mam egzamin. Teraz zaczynają się komentarze typu:
,,O małolata pisze takie opowiadanie nie czytam"
Ale co z tego wreszcie po 3 miesiącach się przyznałam i mam nadzieje że nikt nie odejdzie bo bardzo się dla was staram :)
Ja się nigdzie nie wybieram :)
OdpowiedzUsuń~Stonka~
Nigdzie nie idę <3 Świetne <3
OdpowiedzUsuńświetny czekam na nn <33 J.T.
OdpowiedzUsuń