3 mar 2014

35

Wyszłam z łazienki i poszłam do pokoju zawinięta w ręcznik. Gdy zobaczyłam Louisa siedzącego na łózko minimalny uśmiech pojawił się na mojej twarzy a on przygryzł wargę gdy tylko mnie zobaczył.
-lepiej się czujesz?-spytał troskliwie
-tak- powiedziałam cicho i usiadłam na jego kolanach dalej trzymając ręcznik aby mi nie spadł. 
-ładnie ci w ręczniku- stwierdził obejmując mnie. 
-no co ty nie powiesz- szczerze się uśmiechnęłam. Przytuliłam go na szczęście nie spadł mi ręcznik. On przeniósł mnie na rękach do garderoby a tam położył mnie na krześle. Wyciągną piżamę. 
-bliznę sama wyciągniesz czy ja mam to zrobić- popatrzył na mnie z chytrym uśmiechem. Nie dam mu tej przyjemności. Podeszłam do szuflady i wyciągnęłam z niej bieliznę. Wzięłam od niego piżamę. Poszłam za parawan, ubrałam się i zobaczyłam ,że moja piżama sięga mi do ud. Czy tylko ja czuje tu podstęp. Wyszłam za parawanu a on był zamyślony. 
-nad czym się tak zastanawiasz?-spytałam
-a takie tam-odpowiedział ale widać że coś go gryzie.-no powiedz- oplotłam ręce wokół jego szyi a on położył ręce na moich biodrach.
-on cie już nigdy nie skrzywdzi-szepną a ja zmarszczyłam brwi.-co chcesz zrobić- od dziś jestem komenda policji -zabije go-powiedział jakby to było oczywiste
-Louis nie rób tego. Nie boć taki jak on. Bo nie chcesz?- pociągnęłam go do pokoju
-No nie chce. Nie chce żeby wam się coś stało-szepną
-nie bój się o nas damy sobie radę a jak tak koniecznie chcesz to jakoś załatwić tooo...oo zabicie go niczego go nie nauczy- chyba zaczynam żałować że to powiedziałam
 -co masz na myśli?-spytał zaciekawiony
-no bo jak go zabijesz to tylko raz a jak porwiesz kogoś na komu mu zależy to będzie cierpieć tak jak inni-czy ja się nie mogę ugryź w język?! On się chwile zastanowił i pocałował mnie namiętnie tak że aż poleciałam na łóżko a on na mnie. 
-jesteś świetna-powiedział i już ze mnie wstał. On i ja zauważyliśmy, że moja koszula nocna jest podwinięta. Przygryzł wargę a ja wstałam i go pocałowałam. -idź spać-powiedział a ja pokiwałam twierdząco głową. Położyłam się spać a potem Morfeusz zabrał mnie w swoją krainę. 
Biegłam długą wąską drogą zapłakana wbiegłam w wąską uliczkę i napotkałam przed sobą mur. Obróciłam się przodem do szybko zbliżającej się postaci. Przyparł mnie bardziej do muru i położył ręce na moich biodrach. Coraz bardziej płakałam. Zdjął mi kurtkę i rozpił bluzkę. Raczą rozpinać rozporek.
-na pomoc!- wreszcie krzyknęłam 
-zamknij się dziwko!-spoliczkował mnie a moja ręka masowała piekący policzek. 
Obudziłam się z wielkim krzykiem. Zaraz do pokoju weszła An i Louis. 
-co się stało?-spłata wycierając słoną ciecz z mojej twarzy. 
-koszmar-szepnęła -
nie płacz-mój kochany chłopak
-ok ja idę spać- powiedziała-uspokój ją
-sopko-odpowiedział ja wtuliłam się do niego mocno.- to tylko koszmar
-spisz ze mną?-błagałam -dobrze-posadził mnie na swoich koanach. A wiecie co zauważyłam on jest w samych bokserkach.
-dobra mała śpimy?
-nom-powiedziałam wycierając resztę łez. Położył moją głowę na jego torsie i tak zasieliśmy.
_____________________________________
Jest!!! Po 2 dniach!!! Dobra mam coraz mniej czasu wolnego bo za miesiąc mam egzamin. Teraz zaczynają się komentarze typu:
,,O małolata pisze takie opowiadanie nie czytam"
Ale co z tego wreszcie po 3 miesiącach się przyznałam i mam nadzieje że nikt nie odejdzie bo bardzo się dla was staram :)

3 komentarze: