Pytania do was:
1.Chcecie zwiastun?
2.Może Chcielibyście by na tym blogu troszkę się zmieniło jeżeli chodzi o estetykę i zrobić szablon?
3.Ustalamy kiedy konkretnie będą wychodzić rozdziały a jak tak to kiedy?
4. Chcecie Aska Facebooka (nie wiem jak to simę odmienia) lub coś innego?
5. Coś Wam się w tym blogu nie podoba a jak tak to co?
Odpowiecie na pytania to dla mnie ważne. I BARDZO ale to BARDZO dziękuje za ponad tysiąc wyświetleń ;)
30 gru 2013
11
Obudziłam się razem z moim kaszlem. Spałam na kolanach Loui? Czemu mnie nie obudził?
-jak się spało?- i znowu był przede mną i znowu się wcześniej obudził.
-dobrze ale ty się nie wyspałe...-nie dokończyłam bo wizą mnie katar
-ktoś tu jest chory-przyłożył rękę do mojego czoła- i rozpalony
-trochę słaba-dodałam do listy.
-wiedziałem że ktoś będzie chory- wizą mnie na ręce i podążał do kuchni
-Louis ale ja mogę chodzić sama ja mam tylko gorączkę- mówiłam jak do głupiego on postawił mnie na podłodze przeszłam parę kroków i prawie nie miałam bardzo bliskiego kontaktu z podłogą gdyby nie Louis.
-mówiłem- wizą mnie z powrotem jak pannę młodą i położył na blacie- y...
-Em co ty taka biała?- spytał wchodzący Harry
-jest chora- odpowiedział bohater-od-bliskiego-spotkania-z-podłogą
-zawołam An-stwierdził Hazza no tylko ona mogłaby pomóc. Zaraz po 5 minutach wrócił z An.
-matko święta! Do domu trzeba jechać spakujcie się i do domu! Chociaż i tak byśmy się musieli wracać-powiedziała zaspanie i poszła się spakować my zrobiliśmy to samo budząc wszystkich przy okazji. Gdy się spakowałam szybko ubrałam się w przygotowane ciuchy ubrałam kurtkę i byłam gotowa do wyjścia.
W domu każdy chciał mi jakoś pomóc. W końcu doszło do tego że Harry z JA poszli spać a Zayn z Car pojechali po zakupy. W salonie siedziałam sama nikogo nie było aż mi smutno.
-Jest ktoś w tym domu bo mi smutno!-krzyknęłam a nagle w salonie pojawiła się An.
-a dlaczego ci smutno?- spytała
-bo nie mam z kim pogadać-posmutniałam
-o to teraz masz- w salonie pojawił się Loui i usiadł na kanapie. Cyba ze 2 godziny przegadaliśmy bo wszyscy dołączyli się do rozmowy śmialiśmy się wygłupialiśmy a ja się czułam coraz lepiej po kilku herbatach miętowych które były swoją drogą bardzo nie dobre. Parę tabletek i jestem na nogach. Poszłam wsiąść długą i ciepły prysznic po czym położyłam się spać.
Zeszłam na du i zrobiłam sobie śniadanie czułam się o niebo lepiej chociaż dalej męczył mnie katar. Niestety choroba nie przechodzi z dna na dzień. Po śniadaniu poszłam się przebrać 1 leprze ciuchy zawsze układają mi się w nawet spójny zestaw. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Do garderoby weszła An.
-w co ja się dziś ubiorę?- zaczęła grzebać po pułkach- pomóż
Wyciągałam z szafy 1 leprze spodnie ale bluzkę wiedziałam jaką chce do tego buty i zestaw gotowy.
-będziemy do siebie pasować- weszła za parawan a ja zeszłam na du usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili dołączyła An a potem Harry.
-ostatnie zakup?- pokazał na bluzki a my kiwnęłyśmy głową.
-ja chce jechać na ten wyścig- kociłam się z Loui
-nie nie pojedziesz bo się bardziej rozchorujesz- patrzył na mnie z góry
-Louis wyścig odwołany dziewczynę która ma machać na start się rozchorowała- powiedział Harry który chował telefon do kieszeni.
-ja ją zastąpię- powiedziałam spokojnie
-ty nawet nie wiesz jak to się robi-prychną Louis
-nie zapominaj że byłam na milionach wyścigach a co to machnąć chorągiewkami i krzyknąć start. Nie ma dyskusji pisz do Ni że się odbędzie a ja się idę ubrać. szybko się przebrałam i umalowałam.
-Louis wygrasz to-powiedział Harry patrząc na mnie
-no wiadomo ścigam się z nowym w te klocki- mówił z kuchni
-nie o to chodzi jak ona ci da znak do startu to wystartujesz jak torpeda żeby być jak najszybciej przy niej- powiedział a ja wybuchłam śmiechem. Do korytarza wszedł Luis i zadławił się colą która właśnie pił.
-koniec zachwycania jedziemy- krzyknęłam.
Stałam po między tymi autami i nawet się nie denerwowałam, nie ja się w wo gule nie denerwowała.
Machnęłam tymi chorągiewkami a oni ruszyli jak torpeda znaczy Loui bo tamten to szkoda gadać. Zeszłam do Hazzy i poczułam w sumie cały czas czuje na sobie wzrok ludzi. Oczywiście jakieś 15 minut później Louis jako pierwszy dotarł na metę.
____________________________________________________________________
Wiem krótki rozdział ale tak na szybkiego pisany bo chciałam wam coś wstawić.
Więc podoba się?
-jak się spało?- i znowu był przede mną i znowu się wcześniej obudził.
-dobrze ale ty się nie wyspałe...-nie dokończyłam bo wizą mnie katar
-ktoś tu jest chory-przyłożył rękę do mojego czoła- i rozpalony
-trochę słaba-dodałam do listy.
-wiedziałem że ktoś będzie chory- wizą mnie na ręce i podążał do kuchni
-Louis ale ja mogę chodzić sama ja mam tylko gorączkę- mówiłam jak do głupiego on postawił mnie na podłodze przeszłam parę kroków i prawie nie miałam bardzo bliskiego kontaktu z podłogą gdyby nie Louis.
-mówiłem- wizą mnie z powrotem jak pannę młodą i położył na blacie- y...
-Em co ty taka biała?- spytał wchodzący Harry
-jest chora- odpowiedział bohater-od-bliskiego-spotkania-z-podłogą
-zawołam An-stwierdził Hazza no tylko ona mogłaby pomóc. Zaraz po 5 minutach wrócił z An.
-matko święta! Do domu trzeba jechać spakujcie się i do domu! Chociaż i tak byśmy się musieli wracać-powiedziała zaspanie i poszła się spakować my zrobiliśmy to samo budząc wszystkich przy okazji. Gdy się spakowałam szybko ubrałam się w przygotowane ciuchy ubrałam kurtkę i byłam gotowa do wyjścia.
W domu każdy chciał mi jakoś pomóc. W końcu doszło do tego że Harry z JA poszli spać a Zayn z Car pojechali po zakupy. W salonie siedziałam sama nikogo nie było aż mi smutno.
-Jest ktoś w tym domu bo mi smutno!-krzyknęłam a nagle w salonie pojawiła się An.
-a dlaczego ci smutno?- spytała
-bo nie mam z kim pogadać-posmutniałam
-o to teraz masz- w salonie pojawił się Loui i usiadł na kanapie. Cyba ze 2 godziny przegadaliśmy bo wszyscy dołączyli się do rozmowy śmialiśmy się wygłupialiśmy a ja się czułam coraz lepiej po kilku herbatach miętowych które były swoją drogą bardzo nie dobre. Parę tabletek i jestem na nogach. Poszłam wsiąść długą i ciepły prysznic po czym położyłam się spać.
Zeszłam na du i zrobiłam sobie śniadanie czułam się o niebo lepiej chociaż dalej męczył mnie katar. Niestety choroba nie przechodzi z dna na dzień. Po śniadaniu poszłam się przebrać 1 leprze ciuchy zawsze układają mi się w nawet spójny zestaw. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Do garderoby weszła An.
-w co ja się dziś ubiorę?- zaczęła grzebać po pułkach- pomóż
Wyciągałam z szafy 1 leprze spodnie ale bluzkę wiedziałam jaką chce do tego buty i zestaw gotowy.
-będziemy do siebie pasować- weszła za parawan a ja zeszłam na du usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili dołączyła An a potem Harry.
-ostatnie zakup?- pokazał na bluzki a my kiwnęłyśmy głową.
-ja chce jechać na ten wyścig- kociłam się z Loui
-nie nie pojedziesz bo się bardziej rozchorujesz- patrzył na mnie z góry
-Louis wyścig odwołany dziewczynę która ma machać na start się rozchorowała- powiedział Harry który chował telefon do kieszeni.
-ja ją zastąpię- powiedziałam spokojnie
-ty nawet nie wiesz jak to się robi-prychną Louis
-nie zapominaj że byłam na milionach wyścigach a co to machnąć chorągiewkami i krzyknąć start. Nie ma dyskusji pisz do Ni że się odbędzie a ja się idę ubrać. szybko się przebrałam i umalowałam.
-Louis wygrasz to-powiedział Harry patrząc na mnie
-no wiadomo ścigam się z nowym w te klocki- mówił z kuchni
-nie o to chodzi jak ona ci da znak do startu to wystartujesz jak torpeda żeby być jak najszybciej przy niej- powiedział a ja wybuchłam śmiechem. Do korytarza wszedł Luis i zadławił się colą która właśnie pił.
-koniec zachwycania jedziemy- krzyknęłam.
Stałam po między tymi autami i nawet się nie denerwowałam, nie ja się w wo gule nie denerwowała.
Machnęłam tymi chorągiewkami a oni ruszyli jak torpeda znaczy Loui bo tamten to szkoda gadać. Zeszłam do Hazzy i poczułam w sumie cały czas czuje na sobie wzrok ludzi. Oczywiście jakieś 15 minut później Louis jako pierwszy dotarł na metę.
____________________________________________________________________
Wiem krótki rozdział ale tak na szybkiego pisany bo chciałam wam coś wstawić.
Więc podoba się?
29 gru 2013
10
Wieczorem po niestety krótkiej kąpieli jeszcze błagałam niala żeby mi wymyślił inne zadanie ale nic. Stałam jak słup przed tym łaszkiem i po prostu się na niego patrzyłam. Niall obią moje ramie
-no wiec dziś będą potrzebne zatyczki do uszu bo będzie się działo-głośno wzdychną i od mnie został z łokcia w bok.- ałć
-haha baba cię bije- powiedział Loui który właśnie wyszedł z łazienki
-po 1 nie baby a po 2 ty też możesz dostać- uśmiechnęłam się cwaniacko
-już się boje- udawał przestraszonego a ja mu pokazałam język- chodźcie spać
Od niechęci ległam na łóżko jak najdalej od Louisa on się zaśmiał i przybliżył mnie do siebie, szepcząc na ucho.
-nie bój się mnie
-nie boje- również szepnęłam. Zasnęłam bardzo szybko, za szybko.
Rano obudziłam się chyba jako 3 bo Zayna i Car nie było. Delikatnie podniosłam się tak aby nie obudzić Louisa.
-gdzie się pani wybiera- usłyszałam za sobą głos jak nie mam Loui. Obróciłam się przodem do niego.
-zrobić śniadanie i doprowadzić się do stanu codziennego-wyjaśniłam
-śniadanie zrobimy wszyscy a wyglądasz świetnie- wyszczerzył się
-ta śmieszne włosy w każdą stronę- przewróciłam oczami
-nie przesadzaj- pociągną mój nadgarstek na którym się opierałam i w ten sposób wylądowałam na jego torsie.
Siedzieliśmy prawie wszyscy bo Li i An nie było w kuchni.
-co dziś robimy?-spytał Harry
-nie wiem propozycje?- spojrzał na nas Loui
-na grzyby- krzyknęła An która z Li weszła do kuchni
-ok- odpowiedział Lou a wszyscy przytaknęli
Chodziłam razem z moją grupą-An i Loui bo an wiedziała które są dobre a które nie a Louis był chłopakiem.
-o jest!- krzyknęłam i pobiegłam do bosko czerwonego grzyba.
-Em nie chce cię dołować ale on jest trujący- powiedziała An
-Ale on jest taki czerwony taki ładny a mówiłaś że te grzyby które są ładne są jadalne-byłam jak 5 latek dosłownie
-wiesz wszystkie grzyby są jadalne ale tylko raz- pomogła mi wstać Louis już się zwijał ze śmiechu.
-bardzo śmieszne- pokazałam mu język. Do domu wróciliśmy z pełnymi koszykami ja już miałam doćś a w domku było lodowato.
-co tu tak zimno?-spytałam
-ogrzewanie padło- powiedział Harry
-no pięknie jak ja czegoś nie zrobię to już nikt nie zrobi tego dobrze!- krzyknęła An
-ja się idę cieplej ubrać- stwierdziłam
-czekaj łap- Loui rzucił mi swoją bluzę którą wielbię bo jest ciepła i często w niej chodzę. Naciągnęłam na siebie gruby sweter i ową bluzę wyszłam a tam było jeszcze zimniej. Chodziłam po całym domku by się ogrzać An przykryła Li i Ni kocem a zakochani się przytulali. Louis usiadł na łóżku i poklepał swoje kolana bym na nich siadła. Że było mi zajebiście zimno to skorzystam z 'propozycji' w tuliłam się w jego tors a on mnie mocno przytulił od razu było mi cieplej. W tej pozycji zasnęłam.
__________________________________________________________
No i jak wam się podoba? ;* nie będę przynudzać więc życzę wam miłego sylwestra :)
-no wiec dziś będą potrzebne zatyczki do uszu bo będzie się działo-głośno wzdychną i od mnie został z łokcia w bok.- ałć
-haha baba cię bije- powiedział Loui który właśnie wyszedł z łazienki
-po 1 nie baby a po 2 ty też możesz dostać- uśmiechnęłam się cwaniacko
-już się boje- udawał przestraszonego a ja mu pokazałam język- chodźcie spać
Od niechęci ległam na łóżko jak najdalej od Louisa on się zaśmiał i przybliżył mnie do siebie, szepcząc na ucho.
-nie bój się mnie
-nie boje- również szepnęłam. Zasnęłam bardzo szybko, za szybko.
Rano obudziłam się chyba jako 3 bo Zayna i Car nie było. Delikatnie podniosłam się tak aby nie obudzić Louisa.
-gdzie się pani wybiera- usłyszałam za sobą głos jak nie mam Loui. Obróciłam się przodem do niego.
-zrobić śniadanie i doprowadzić się do stanu codziennego-wyjaśniłam
-śniadanie zrobimy wszyscy a wyglądasz świetnie- wyszczerzył się
-ta śmieszne włosy w każdą stronę- przewróciłam oczami
-nie przesadzaj- pociągną mój nadgarstek na którym się opierałam i w ten sposób wylądowałam na jego torsie.
Siedzieliśmy prawie wszyscy bo Li i An nie było w kuchni.
-co dziś robimy?-spytał Harry
-nie wiem propozycje?- spojrzał na nas Loui
-na grzyby- krzyknęła An która z Li weszła do kuchni
-ok- odpowiedział Lou a wszyscy przytaknęli
Chodziłam razem z moją grupą-An i Loui bo an wiedziała które są dobre a które nie a Louis był chłopakiem.
-o jest!- krzyknęłam i pobiegłam do bosko czerwonego grzyba.
-Em nie chce cię dołować ale on jest trujący- powiedziała An
-Ale on jest taki czerwony taki ładny a mówiłaś że te grzyby które są ładne są jadalne-byłam jak 5 latek dosłownie
-wiesz wszystkie grzyby są jadalne ale tylko raz- pomogła mi wstać Louis już się zwijał ze śmiechu.
-bardzo śmieszne- pokazałam mu język. Do domu wróciliśmy z pełnymi koszykami ja już miałam doćś a w domku było lodowato.
-co tu tak zimno?-spytałam
-ogrzewanie padło- powiedział Harry
-no pięknie jak ja czegoś nie zrobię to już nikt nie zrobi tego dobrze!- krzyknęła An
-ja się idę cieplej ubrać- stwierdziłam
-czekaj łap- Loui rzucił mi swoją bluzę którą wielbię bo jest ciepła i często w niej chodzę. Naciągnęłam na siebie gruby sweter i ową bluzę wyszłam a tam było jeszcze zimniej. Chodziłam po całym domku by się ogrzać An przykryła Li i Ni kocem a zakochani się przytulali. Louis usiadł na łóżku i poklepał swoje kolana bym na nich siadła. Że było mi zajebiście zimno to skorzystam z 'propozycji' w tuliłam się w jego tors a on mnie mocno przytulił od razu było mi cieplej. W tej pozycji zasnęłam.
__________________________________________________________
No i jak wam się podoba? ;* nie będę przynudzać więc życzę wam miłego sylwestra :)
28 gru 2013
9
Na dole bardzo warze informacje ;(
W nocy obudziły mnie tak jakby walenie do drzwi. Schowałam się bardziej pod kołdrą ale to coś w ogóle nie przestawało po długim namyśle poszłąm do Louisa w końcu on jest najbliżej mnie. Klękłam obok łóżka i delikatnie potrząsałam jego dłoń... nic, mocniej... nic. Zaczęłam myśleć co mam zrobić.
-Louis bo ktoś auta ukradł- powiedziałam ud do ucha
-co?- od razu się obudził
-nic tylko coś się tłucze i się boje. Mogę z tobą spać?- zrobiłam słodkie oczka
-choć- pociągną mnie za rękę
-po co a jak to coś groźnego?- tak bo ja od razu przewiduje najgorsze
-ta na pewno- otworzył drzwi i coś było na tarasie rzuciłam się na jego ramiona bo znowu się zatłukło.-nie wiedziałem że króliki są straszne- znaczą się śmiać
-jak to królik- delikatnie spojrzałam za siebie dalej nie puszczając go z uścisku. Tak to był królik, oblałam się czerwienią i odsunęłam się od niego nagle moje palce stały się strasznie interesujące.
-choć- obią moje ramie miałam iść do swojego łaszka ale on mnie zatrzymał- gdzie idziesz?
-spać- odpowiedziałam jak by to było oczywiste bo było
-do mnie śpisz ze mną pamiętasz- pociągną mnie do siebie
-haha ale to było przed słodkim potworem- powiedziałam
-ale ja mnie obudziłaś to należy mi się nagroda- dałam za wygraną chciałam się po prostu położyć spać legliśmy na łóżku po czym już prawie usnęliśmy ale znowu zaczęło się tłuczenie ,ale jak by ktoś spadł z łóżka.
-nie wmówisz mi że to był królik- powiedziałam patrząc się w górę gdyż spałam na bardzo wygodnej klace piersiowej Loui.
-no nie- zaświecił lampkę i przed nami na podłodze zwijał się z bólu Niall a An się z niego śmiała- a wam co?
-n-ni-nic- mówiła An przez śmiech
-bardzo śmieszne- powiedział Niall
-ej ja chce cie sobie robić dobrze to nie tu po 1 ludzie próbują spać. Po 2 nie przy wszystkich-naśmiewał się Lou a ja zaczęłam się śmiać.
- po 1 nie mam zamiaru tego robicie a po 2 co wy robicie razem w jednym łóżku?- spytała An
-Em się bała to ją przegarnąłem- pokazał jej język
-punkt dla ciebie- przyznała- Niall odwal się idę do Liama- An zeszłą z loszka i poszła do Li a Loui zgasił światło.
-powiedzieć jej że moje uszko jest wolne?-spytałam
-nie ma potrzeby przynajmniej Liama tym się uszczęśliwi- powiedział i już po 2 minutach odpłynęliśmy w krainę morfeusza.
Obudziłam się chyba jako 3 bo Zayna i Car już nie było. Delikatnie się podniosłam by nie obudzić Loui.
-gdzie się pani wybiera- spojrzałam za siebie jednak nie byłam 3 tylko 4 Loui już nie spał.
-ubrać się umalować uczesać- zaczęłam wyliczać
-po co tak pięknie wyglądasz- pociągną mnie a ja z powrotem leżałam na jego torsie.
-ta już się widzie włosy w każdą stronę po prostu masakra- zaczęłam się dołować
-wymyślasz-powiedział gładząc moje włosy
-jak wy pięknie razem wyglądacie gołąbeczki- usłyszeliśmy głos Harrego. Obróciliśmy się w jego stronę i mieliśmy minę w stylu WTF?-nie patrzcie się tak my tak samo mieliśmy
-JA sprawdź czy nie ma gorączki- poprosiłam- że ja z nim no błagam
-a co ci się we mnie nie podoba?- spytał
-nie pasujemy do siebie- przejechałam palcem po jego torsie
-no tu się zgodzę- przyznał
-przeciwieństwa się przyciągają- kontynuował
-Harry bo zaraz wezmę cię do lekarza bo majaczysz- zwróciłam się w jego stronę. Poszłam do kuchni a zaraz potem wszyscy tam wstali oprócz An.
-Li co ty taki szczęśliwy?- spytała Car
-An ze mną spała- powiedział bardzo szczęśliwie. Wszyscy zrobili minę WTF? a ja z Lou im wszystko wytłumaczyliśmy.
Siedzieliśmy na polu w kółko i graliśmy w butelkę.Wypadło na mię a kręcił Loui.
-pociągam cię?- no to mnie zaskoczył
-nie- powiedziałam stanowczo. Zaczęłam kręcić wypadła na Harrego
-prawda czy wyzwanie?-spytałam
-wyzwanie- powiedział niepewnie
-em... może przytul mnie nic więcej mi nie przychodzi- przyznałam. Harrord wstał i mnie przytulił- zaliczone- Po 4 osobach wypadło na mnie a wyzwanie zadał mi Niall
-śpisz dziś z Loui a ja zajmuje twoje uszko- powiedział bez zastanowienia. Ja na buzi miałam niezły kaprys.
-muszę?
-tak- uśmiechną się
-nie mów bo dobrze ci się ze mną spało- Louis puścił mi oczko.
-ym... nie
______________________________________________________________
Długi rozdział tak jakoś wyszło. Smutam bo pod ostatnim rozdziałem jest tylko 1 kom a dobrze wiecie że codziennie staram się dodawać rozdziały. Rozdziału na pewno nie będzie w sylwestra a w poniedziałek to nie wiem.
27 gru 2013
8
Minęły następne dwa miesiące śnieg stopniał już tydzień temu a chłopaki chcieli to wykorzystać i pojechać napę-pik wynajęli domek. Mieliśmy jechać wszyscy plus jakiś Niall z Liamem nie znam ludzi ale dziś ma imprezie mam poznać. Skończyłam pakowanie i ubrałam przygotowanie ciuchy na imprezę. Zrobiłam makijaż i uczesałam koka. Zbiegłam na du i siadłam na kanapie obok An i Lou.
-gotowi?- w salonie staną reszta domowników.
-tak- powiedziała An
-to jedziemy- wyryczał Zayn. Jechaliśmy na 2 Auta ja jechałam z Loui i Anne
-o której jutro jedziemy?-spytała An
-o 12 a co?- odpowiedział Lou
-bo nie wiem po której fazie picia mam was zebrać do domu
-nie bój się ja nie będę pić- wyszczerzył się
-ta bo ja cie nie znam- powiedziałyśmy równo a potem wybuchłyśmy śmiechem
-haha bardzo śmieszne jak nie będę pić to każda daje mi causa. Po dojechaniu na miejsce usiedliśmy przy loży dla VIP. Jakieś 5 minót pużniej dołączyli się do nas Li i Niall
-Em to jest Liam czyli Li i Niall- powiedział Loui a ja się uśmiechnełam co odwzajemniliśmy.
-z kąt ja wiozłeś- spytał blondyn
-nagroda pocieszenia po starciu z Carlosem- powiedział
-jakby takie nagrody pocieszenia były to ja też bym się ścigał- Li puścił mi oczko
-zapomnij ona ma ochronę- powiedziała An
-kogo?-spytał
-mnie- zaśmiała się- ja idę na parkiet nie wiem jak wy-wstała a ja zaraz za nią. W końcu wszystkie dziewczyny i Harry poszli tańczyć. Gdy wróciliśmy Loui był już pijany.
-wiedziałam że nie wytrzyma- krzyknęła An a Harry zrobił pytającą minę
-bo Loui powiedział że jak się nie opije to będziemy musiały go całować- na samą myśl on zadrżała
-haha nie było szans by się nie opił- stwierdził Harry
-no ba- przytaknęłam. Siedzieliśmy do 24 i potem pojechaliśmy do domu Lou odstawiliśmy do pokoju i sami poszliśmy spać. Rano z An i Harrym darliśmy się w niebo głosy by dać im nauczkę oczywiście plany się przesunęły bo oni wstali o 13.
-to co An kiedy następna impreza!-spytał Harry
-jak tak się będziecie drzeć to nigdy- odpowiedział Loui
-oj Lou nie załam się w końcu wygrasz ze mną zakład- pocieszała go An- dobra jedziemy ja i Harry prowadzimy- wyszliśmy z domu i pojechaliśmy po Li i Nialla. Ja siedziałam bo środku pomiędzy Loui który spał mi na kolanach a Li.
-matko aż takiego ma kaca?-spytał
-nie tylko od 10 się tłuczemy a wiesz jak to jest mieć kaca- odpowiedziała An.
Po jakieś godzinie byliśmy na miejscy piękny nawet duży domek w środku lasu ujawnił się przed nami.
Na środku małej polany było miejsce do palenia ognisk.
-ładnie tu- stwierdziła An
-nom- przytaknęliśmy. Weszliśmy do domku a tam było tylko 6 łyżek. Szybko każdy ziają sobie łózka. Zostało jedno ale bez belki a było piętrowe Niall nie kocąc się z An ziają podłogę. Miej więcej ogarnęliśmy wszystko. Położyłam się spać bo była już 20 a szczerze nie miałam siły na nic.
_____________________________________________________________________
Wiem rozdział beznadziejny. Ale poświtach nie mam zbytnio weny :( Jak wami minęły święta i oczywiście urodziny naszego Louisa :*.
-gotowi?- w salonie staną reszta domowników.
-tak- powiedziała An
-to jedziemy- wyryczał Zayn. Jechaliśmy na 2 Auta ja jechałam z Loui i Anne
-o której jutro jedziemy?-spytała An
-o 12 a co?- odpowiedział Lou
-bo nie wiem po której fazie picia mam was zebrać do domu
-nie bój się ja nie będę pić- wyszczerzył się
-ta bo ja cie nie znam- powiedziałyśmy równo a potem wybuchłyśmy śmiechem
-haha bardzo śmieszne jak nie będę pić to każda daje mi causa. Po dojechaniu na miejsce usiedliśmy przy loży dla VIP. Jakieś 5 minót pużniej dołączyli się do nas Li i Niall
-Em to jest Liam czyli Li i Niall- powiedział Loui a ja się uśmiechnełam co odwzajemniliśmy.
-z kąt ja wiozłeś- spytał blondyn
-nagroda pocieszenia po starciu z Carlosem- powiedział
-jakby takie nagrody pocieszenia były to ja też bym się ścigał- Li puścił mi oczko
-zapomnij ona ma ochronę- powiedziała An
-kogo?-spytał
-mnie- zaśmiała się- ja idę na parkiet nie wiem jak wy-wstała a ja zaraz za nią. W końcu wszystkie dziewczyny i Harry poszli tańczyć. Gdy wróciliśmy Loui był już pijany.
-wiedziałam że nie wytrzyma- krzyknęła An a Harry zrobił pytającą minę
-bo Loui powiedział że jak się nie opije to będziemy musiały go całować- na samą myśl on zadrżała
-haha nie było szans by się nie opił- stwierdził Harry
-no ba- przytaknęłam. Siedzieliśmy do 24 i potem pojechaliśmy do domu Lou odstawiliśmy do pokoju i sami poszliśmy spać. Rano z An i Harrym darliśmy się w niebo głosy by dać im nauczkę oczywiście plany się przesunęły bo oni wstali o 13.
-to co An kiedy następna impreza!-spytał Harry
-jak tak się będziecie drzeć to nigdy- odpowiedział Loui
-oj Lou nie załam się w końcu wygrasz ze mną zakład- pocieszała go An- dobra jedziemy ja i Harry prowadzimy- wyszliśmy z domu i pojechaliśmy po Li i Nialla. Ja siedziałam bo środku pomiędzy Loui który spał mi na kolanach a Li.
-matko aż takiego ma kaca?-spytał
-nie tylko od 10 się tłuczemy a wiesz jak to jest mieć kaca- odpowiedziała An.
Po jakieś godzinie byliśmy na miejscy piękny nawet duży domek w środku lasu ujawnił się przed nami.
Na środku małej polany było miejsce do palenia ognisk.
-ładnie tu- stwierdziła An
-nom- przytaknęliśmy. Weszliśmy do domku a tam było tylko 6 łyżek. Szybko każdy ziają sobie łózka. Zostało jedno ale bez belki a było piętrowe Niall nie kocąc się z An ziają podłogę. Miej więcej ogarnęliśmy wszystko. Położyłam się spać bo była już 20 a szczerze nie miałam siły na nic.
_____________________________________________________________________
Wiem rozdział beznadziejny. Ale poświtach nie mam zbytnio weny :( Jak wami minęły święta i oczywiście urodziny naszego Louisa :*.
23 gru 2013
7
Spałam z Julie bo jej obiecałam nagle w środku nocy poczułam że ktoś szarpie moje ramie.
-co?-spytałam bardzo cicho
-idziemy zrobić kawał Louisowi zrobimy z niego potwora- zaczęła się śmiać... zgaduje że An
-ok co z mała?
-nie śpię- usłyszałam słodki głosik za mną. An dała nam po bitej śmietanie i poszłyśmy do pokoju Lousi. To to jest dopiero pole minowe. Gorzej nisz na śmietniku.
-jak dobrze że ja tu nie muszę sprzątać- zachichotała An
-a jak się obudzi?-spytałam
-nie ma szans mogę tu grać na perkusji a on dalej będzie spać jak zabity-podeszłyśmy bliżej i zaczeliśmy wylewać zawartość butelki na niego.- to jest piękne
-czegoś mi tu brakuje- zaczęłam się zastanawiać
-wiem- An wyciągał wisienkę i położyła mu na czole
-bomba- o mało co nie wybuchłam śmiechem. Przybiliśmy sobie piątkę i poszłyśmy dalej spać.
Rano obudziła mnie Julie.
-wstawaj jest juz... nie wzne ale ceba isc do cioci- krzyknęła
-no to szybko- wzięłam ją na ręce i zapukałam do pokoju An zaraz potem wyszła i poszłyśmy do pokoju Lou.
-boże człowieku jak ty i twój pokój wyglądacie- An krzyknęła na całego
-proszę ciszej... co ja mam na twarzy?-spytał
-coś słodkiego- mała siadła na jego brzuchu i jadła bitą śmietanę.
-a kto mi to zrobił?- był trochę wkurzony
-ja i dziewcyny- zaczęła się śmiać a my razem z nią
-no to nici z dzisiejszej wycieczki- westchną
-jatiej?-spytała
-basen, kino, zapiekanki- rozmarzył się
-ja ce- zrobiła słodkie oczka takie że każdy polegnie
-ok ale najpierw-wstaną z nią z łózka i poszedł do łazienki nas wymijając a ja z An wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
Jechaliśmy już w samochodzie ubrałam się w coś nowego bo z An byłyśmy w sklepie po małej na struj i sama sobie musiałam kupić. Przebraliśmy się w szatni i kwadrans pużniej moczyliśmy sobie z An nogi przy najgłębszym basenie a dziewczyny wzięły malca do brodzika. Chłopcy pluskali się przed nami jak małe dzieci. Szczerze mówiąc to Loui ma zajebiste mięśnie. Co chwila zerkał na nas co on planuje.
Podpłyną z Harrym do nas i jeden i drugi wizą nas za nogi pociągając do basenu. Na jakieś 2 minuty z An byłyśmy pod wodą ale te debile nas wyciągnęli.
-zabije!-krzyknęła An- nie ma obiadu przez miesiąc
-przepraszam to był pomysł Louisa no błagam wszystko tylko nie obiad- Harry zrobił słodkie oczka ale to i tak nie podziałało. Ja dalej miałam nie równy oddech.
-żyjesz?-spytała a ja pokiwałam przecząco głową-debile
-wiem- Harry promienie się uśmiechną i nas przytulił to samo zrobił Loui.
-już jedziemy bo kina a potem na obiad- uśmiechała się JA- Mała ma już dość
-ja też-powiedziałyśmy równo z An
Szliśmy ze zapiekanki spacerem do domu. Julie spała na rękach Loui nie dziwie się sama bym najchętniej poszła spać. Gdy przyszliśmy od razu padłam na łózko.
_________________________________________________________________________________
I jak? Teraz przeczytajcie życzenia ;) rozdział na pewno będzie po 2 dniu świąt bo mam same imprezy ale może się uda napisać wcześniej ;)
-co?-spytałam bardzo cicho
-idziemy zrobić kawał Louisowi zrobimy z niego potwora- zaczęła się śmiać... zgaduje że An
-ok co z mała?
-nie śpię- usłyszałam słodki głosik za mną. An dała nam po bitej śmietanie i poszłyśmy do pokoju Lousi. To to jest dopiero pole minowe. Gorzej nisz na śmietniku.
-jak dobrze że ja tu nie muszę sprzątać- zachichotała An
-a jak się obudzi?-spytałam
-nie ma szans mogę tu grać na perkusji a on dalej będzie spać jak zabity-podeszłyśmy bliżej i zaczeliśmy wylewać zawartość butelki na niego.- to jest piękne
-czegoś mi tu brakuje- zaczęłam się zastanawiać
-wiem- An wyciągał wisienkę i położyła mu na czole
-bomba- o mało co nie wybuchłam śmiechem. Przybiliśmy sobie piątkę i poszłyśmy dalej spać.
Rano obudziła mnie Julie.
-wstawaj jest juz... nie wzne ale ceba isc do cioci- krzyknęła
-no to szybko- wzięłam ją na ręce i zapukałam do pokoju An zaraz potem wyszła i poszłyśmy do pokoju Lou.
-boże człowieku jak ty i twój pokój wyglądacie- An krzyknęła na całego
-proszę ciszej... co ja mam na twarzy?-spytał
-coś słodkiego- mała siadła na jego brzuchu i jadła bitą śmietanę.
-a kto mi to zrobił?- był trochę wkurzony
-ja i dziewcyny- zaczęła się śmiać a my razem z nią
-no to nici z dzisiejszej wycieczki- westchną
-jatiej?-spytała
-basen, kino, zapiekanki- rozmarzył się
-ja ce- zrobiła słodkie oczka takie że każdy polegnie
-ok ale najpierw-wstaną z nią z łózka i poszedł do łazienki nas wymijając a ja z An wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
Jechaliśmy już w samochodzie ubrałam się w coś nowego bo z An byłyśmy w sklepie po małej na struj i sama sobie musiałam kupić. Przebraliśmy się w szatni i kwadrans pużniej moczyliśmy sobie z An nogi przy najgłębszym basenie a dziewczyny wzięły malca do brodzika. Chłopcy pluskali się przed nami jak małe dzieci. Szczerze mówiąc to Loui ma zajebiste mięśnie. Co chwila zerkał na nas co on planuje.
Podpłyną z Harrym do nas i jeden i drugi wizą nas za nogi pociągając do basenu. Na jakieś 2 minuty z An byłyśmy pod wodą ale te debile nas wyciągnęli.
-zabije!-krzyknęła An- nie ma obiadu przez miesiąc
-przepraszam to był pomysł Louisa no błagam wszystko tylko nie obiad- Harry zrobił słodkie oczka ale to i tak nie podziałało. Ja dalej miałam nie równy oddech.
-żyjesz?-spytała a ja pokiwałam przecząco głową-debile
-wiem- Harry promienie się uśmiechną i nas przytulił to samo zrobił Loui.
-już jedziemy bo kina a potem na obiad- uśmiechała się JA- Mała ma już dość
-ja też-powiedziałyśmy równo z An
Szliśmy ze zapiekanki spacerem do domu. Julie spała na rękach Loui nie dziwie się sama bym najchętniej poszła spać. Gdy przyszliśmy od razu padłam na łózko.
_________________________________________________________________________________
I jak? Teraz przeczytajcie życzenia ;) rozdział na pewno będzie po 2 dniu świąt bo mam same imprezy ale może się uda napisać wcześniej ;)
6 komentarzy następny rozdział
22 gru 2013
6
Siedziałam z przodu obok Loui miał strasznie tajemniczą twarz. Musiał wyczuć że zerkam na niego po na chwile przeniósł swój wzrok na mnie. Przez co się zarumieniłam i wierciłam wzrokiem dziurę w szybie. Dojechaliśmy do dużego budynku którym to był dom dziecka. Trochę się zdziwiłam bo myślałam że jedziemy na jakiś wyścig. Wyszliśmy nic nie mówiąc z auta i podeszliśmy pod dżdżowi Louis otworzył drzwi jak do siebie i wszedł w przedpokoju już było słychać odgłosy radosnych dzieciaków. Przed nami pojawiła się no oko 40 letnia kobieta.
-dzień dobry Melanie-uśmiechną się ciepło
-dzień dobry Louis co cie do nas sprowadza?- spytała
-chciałem zobaczyć się z Jule i czy mógł bym ją zabrać do nas na wekend?-zrobił słodkie oczka
-oczywiście Louis a to jest?-spojrzała w moją stronę
-Emma przyjaciółka- czy ja się przesłyszałam czy on nazwał mnie przyjaciółka? Uśmiechnęłam się ciepło do kobiety co odwzajemniła.
-no to chodźmy- pociągnęła nas w głąb domu w głównym pokoju biegają małe jak i większe dzieci.
-Jule masz gościa
-Idę! Jui!!!-radosny krzyk malucha rozszedł się po całym pokoju.
-No cześć słodziaku- wizą ją na ręce- zabieram cię dziś do nas
-takk- krzyknęła radośnie
-Jule to jest Em- Louis obrócił małą w moja stronę a ona chciała iść do mnie na ręce. Wzięłam ją i się zaczęła bawić moimi włosami.- zaraz wracam
-ok bamy sobie radę- powiedziałam. Nie znałam go od tej strony a ten malec jest na prawdę prze uroczy. Ma takie piękne oczy jak Louis tylko kolor się nie zgadza. Zaczęłyśmy się bawić lalkami po jakiś 15 minutach Louis dołączył do nas.
- no mała wskakuj w ciuszki- Louis ubrał ją w kurteczkę i słodką czapkę. Przyniósł również torbę w której były pewnie ciuchy. Wyszliśmy z domu i Louis wsadził torbę do samochodu.- Weźmiesz ją do przodu na kolana?
-a nie lepiej jak snadne z nią na tyłach będzie bezpieczniej?- spytałam
-nie- odpowiedział. Wole się z nim nie kłócić wzięłam ją do przodu cały czas się śmieliśmy.Wreszcie dojechaliśmy. Na miejsce ja od razu wzięłam małą do środka i ją rozebrałam by się nie przeziębiła. Prawie jak ja się rozpłaszczyłam to Louis też stał gotowy zwieliśmy mała za rączkę i weszliśmy do salonu.
-jakbym was nie znała to bym pomyślała że wy to młode małżeństwo z małym dzieckiem- zaśmiała się An
-ta strasznie śmieszne- skarciłam ją wzrokiem
-aly- mała krzyknęła radośnie
-a kto inny?- zachichotał
-a zemną się tak nie witałaś-powiedziała niby obrażona An
-An- krzyknęła głośniej a ja się promienie uśmiechnełam
-to mi się podoba- przytuliła ją mocno. I tak samo z każdym. Obejrzeliśmy jakąś bajkę. I pobiegłam z małą ją umyć.
_____________________________________________________________________
Podoba się? Następny rozdział nie wiem kiedy chyba jutro ale nie jestem pewna ;)
Życzę wam wesołych i spokojnych świąt. Pod choinkę to czego zapragniecie ( ale nie żydzie sobie 1D bo oni są zarezerwowani dla mnie ;) ) Iogulnie co tylko chcecie ;)
KOCHAM WAS
(ale wyznania wam tu daje ) ;)
-dzień dobry Melanie-uśmiechną się ciepło
-dzień dobry Louis co cie do nas sprowadza?- spytała
-chciałem zobaczyć się z Jule i czy mógł bym ją zabrać do nas na wekend?-zrobił słodkie oczka
-oczywiście Louis a to jest?-spojrzała w moją stronę
-Emma przyjaciółka- czy ja się przesłyszałam czy on nazwał mnie przyjaciółka? Uśmiechnęłam się ciepło do kobiety co odwzajemniła.
-no to chodźmy- pociągnęła nas w głąb domu w głównym pokoju biegają małe jak i większe dzieci.
-Jule masz gościa
-Idę! Jui!!!-radosny krzyk malucha rozszedł się po całym pokoju.-No cześć słodziaku- wizą ją na ręce- zabieram cię dziś do nas
-takk- krzyknęła radośnie
-Jule to jest Em- Louis obrócił małą w moja stronę a ona chciała iść do mnie na ręce. Wzięłam ją i się zaczęła bawić moimi włosami.- zaraz wracam
-ok bamy sobie radę- powiedziałam. Nie znałam go od tej strony a ten malec jest na prawdę prze uroczy. Ma takie piękne oczy jak Louis tylko kolor się nie zgadza. Zaczęłyśmy się bawić lalkami po jakiś 15 minutach Louis dołączył do nas.
- no mała wskakuj w ciuszki- Louis ubrał ją w kurteczkę i słodką czapkę. Przyniósł również torbę w której były pewnie ciuchy. Wyszliśmy z domu i Louis wsadził torbę do samochodu.- Weźmiesz ją do przodu na kolana?
-a nie lepiej jak snadne z nią na tyłach będzie bezpieczniej?- spytałam
-nie- odpowiedział. Wole się z nim nie kłócić wzięłam ją do przodu cały czas się śmieliśmy.Wreszcie dojechaliśmy. Na miejsce ja od razu wzięłam małą do środka i ją rozebrałam by się nie przeziębiła. Prawie jak ja się rozpłaszczyłam to Louis też stał gotowy zwieliśmy mała za rączkę i weszliśmy do salonu.
-jakbym was nie znała to bym pomyślała że wy to młode małżeństwo z małym dzieckiem- zaśmiała się An
-ta strasznie śmieszne- skarciłam ją wzrokiem
-aly- mała krzyknęła radośnie
-a kto inny?- zachichotał
-a zemną się tak nie witałaś-powiedziała niby obrażona An
-An- krzyknęła głośniej a ja się promienie uśmiechnełam
-to mi się podoba- przytuliła ją mocno. I tak samo z każdym. Obejrzeliśmy jakąś bajkę. I pobiegłam z małą ją umyć.
_____________________________________________________________________
Podoba się? Następny rozdział nie wiem kiedy chyba jutro ale nie jestem pewna ;)
Życzę wam wesołych i spokojnych świąt. Pod choinkę to czego zapragniecie ( ale nie żydzie sobie 1D bo oni są zarezerwowani dla mnie ;) ) Iogulnie co tylko chcecie ;)
KOCHAM WAS
(ale wyznania wam tu daje ) ;)
21 gru 2013
5
Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię, przestraszyłam się i spadłam z łóżka.
-nic ci się nie stało?- przed sobą ujrzałam postać bruneta aż z każdym jego krokiem się odsuwałam. W końcu musiałam trafić na ścianę. Na tą pieprzoną ścianę. Skuliłam się w kłębek a on kucną przede mną-przepraszam poniosło mnie
-zawsze cię tak ponosi-spytałam strasznie cicho ale on to usłyszał.
-nie, nie zawsze- delikatnie dotkną mojego policzka. Szybko schowałam głowę w kolanach.-przepraszam wybaczysz?
-nie wiem to nie jest takie proste-po patrzyłam się w jego patrzały
-nie chce przeszkadzać ale nie widzieliście An- nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Zayn
-nie a co?- spytał Lou
-bo jej nigdzie nie ma tak jak i motoru którego miałem dokończyć naprawiać- wszedł w głąb pokoju
-jak to?-spytałam przerażona-co dokładnie miałeś naprawić?
-hamulce- powiedział smutno
-ja pierdole- powiedzieliśmy równo kompletnie nie wiedzieliśmy co mamy zrobić. Zaczęliśmy dzwonić po szpitalach. Nic się nie dowiedzieliśmy siedzieliśmy wszyscy oprócz Louisa w salonie i zastanawialiśmy się co mamy zrobić. Nagle z góry zbiegł Louis.
-An jest w szpitalu jadę tam- krzykną
-czekaj jadę z tobą!- też krzyknęłam i szybko pobiegłam do korytarza
-nie ma sensu bo ona ma operacje-powiedział ubierając kurtkę
-i ale ja tam chce być- ubrałam szybko byty założyłam kurtkę i wyszłyśmy. Louis jechał bardzo szybko dlatego w szpitalu byliśmy po 10 min. Znaleźliśmy lekarza a Loui znaczą z nim rozmawiać.
Siedzieliśmy przed salą w której leżała An. Oczywiście ja byłam zaryczana.
-jesteśmy-przed nami pojawili się Zayn, Harry i dziewczyny.
-małą nie płacz- powtórzył słowa Loui Hazza ale on mnie przytulił.-wszystko będzie dobrze przecież wież że tak będzie
-nie wiem ja w to wieże Harordzie boje się o nią lekarze mówią że jest w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi.
Minęły już 2 tygodnie a ona nadal się nie wybudziła boże siedzę tu cały czas z Loui mówili mi jedź z nami ale ja tak nie mogę chce zostać z nią Louis normalnie rozmawia ze mną tak jak z resztą. Ciesze się z tego powodu.
-Harry daj mi tego pieprzonego pilota- usłyszeliśmy głos... An!!!
-Loui ona się budzi- rzuciłam się na jego ramiona
-czy ja jestem w niebie?-otworzyła oczy
-blisko- odpowiedziałam szczęśliwa
-kto ty jesteś- spytała mnie-a tak Emma
-boże jak ty mnie wystraszyłaś- odpowiedziałam
-haha wiem- wróciła stara An
-boże siostra masz szlaban na motory do końca życia- nareszcie odezwał się Louis
-ej ale mogę te nowe- zrobiła słodką minę- ile tu siedzę
-2 tygodnie- odpowiedział właśnie wchodzący doktor- muszą państwo wyjść zrobimy badania.
Posłusznie wyszliśmy z sali a Loui napisał sms do Hazzy żeby przyjechali bo An się wybudziła.
Siedzie sobie w pokoju i po prostu tak sama z siebie ryczę nie wiem czemu może dlatego że myślę o siostrze. Nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Loui.
-mogę?-spytał. Pokiwałam twierdząco głową-co się stało?
-nic myślę o- no właśnie powiedzieć mu?- siostrze
-jakiej siostrze?
-nie ważne. Co cię do mnie sprowadza?- same pytania
-pojedziesz ze mną gdzieś?- zrobił się tajemniczy
-ok? Chyba ok- powiedziałam niepewnie
-to świetnie powiem An to cię przygotuje- dał mi buziaka w policzek zahaczając o kącik ust. Chyba zaczynam żałować. Wyszłam z Lou z pokoju i skierowałam się do garderoby nie czekałam długo bo Ab znalazła się z kulami obok mnie. Nie mówiąc nic wyciągnęła zestaw i mi go podała uczesałam i koka i pomalowałam się idealnie do reszty ubrania.
____________________________________________________________________________________
Podoba się? Przepraszam że wczoraj nie było jutro może będzie ale nic nie obiecuje ;) Nie pisałam bo robiłam generalne porządki do tego przedstawienie w szkole i już nie mam na nic czasu ;( ale już jest ok i będę pisać mam nadzieje co 2 dzień a nawet czasami codziennie :->
-nic ci się nie stało?- przed sobą ujrzałam postać bruneta aż z każdym jego krokiem się odsuwałam. W końcu musiałam trafić na ścianę. Na tą pieprzoną ścianę. Skuliłam się w kłębek a on kucną przede mną-przepraszam poniosło mnie
-zawsze cię tak ponosi-spytałam strasznie cicho ale on to usłyszał.
-nie, nie zawsze- delikatnie dotkną mojego policzka. Szybko schowałam głowę w kolanach.-przepraszam wybaczysz?
-nie wiem to nie jest takie proste-po patrzyłam się w jego patrzały
-nie chce przeszkadzać ale nie widzieliście An- nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Zayn
-nie a co?- spytał Lou
-bo jej nigdzie nie ma tak jak i motoru którego miałem dokończyć naprawiać- wszedł w głąb pokoju
-jak to?-spytałam przerażona-co dokładnie miałeś naprawić?
-hamulce- powiedział smutno
-ja pierdole- powiedzieliśmy równo kompletnie nie wiedzieliśmy co mamy zrobić. Zaczęliśmy dzwonić po szpitalach. Nic się nie dowiedzieliśmy siedzieliśmy wszyscy oprócz Louisa w salonie i zastanawialiśmy się co mamy zrobić. Nagle z góry zbiegł Louis.
-An jest w szpitalu jadę tam- krzykną
-czekaj jadę z tobą!- też krzyknęłam i szybko pobiegłam do korytarza
-nie ma sensu bo ona ma operacje-powiedział ubierając kurtkę
-i ale ja tam chce być- ubrałam szybko byty założyłam kurtkę i wyszłyśmy. Louis jechał bardzo szybko dlatego w szpitalu byliśmy po 10 min. Znaleźliśmy lekarza a Loui znaczą z nim rozmawiać.
Siedzieliśmy przed salą w której leżała An. Oczywiście ja byłam zaryczana.
-jesteśmy-przed nami pojawili się Zayn, Harry i dziewczyny.
-małą nie płacz- powtórzył słowa Loui Hazza ale on mnie przytulił.-wszystko będzie dobrze przecież wież że tak będzie
-nie wiem ja w to wieże Harordzie boje się o nią lekarze mówią że jest w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi.
Minęły już 2 tygodnie a ona nadal się nie wybudziła boże siedzę tu cały czas z Loui mówili mi jedź z nami ale ja tak nie mogę chce zostać z nią Louis normalnie rozmawia ze mną tak jak z resztą. Ciesze się z tego powodu.
-Harry daj mi tego pieprzonego pilota- usłyszeliśmy głos... An!!!
-Loui ona się budzi- rzuciłam się na jego ramiona
-czy ja jestem w niebie?-otworzyła oczy
-blisko- odpowiedziałam szczęśliwa
-kto ty jesteś- spytała mnie-a tak Emma
-boże jak ty mnie wystraszyłaś- odpowiedziałam
-haha wiem- wróciła stara An
-boże siostra masz szlaban na motory do końca życia- nareszcie odezwał się Louis
-ej ale mogę te nowe- zrobiła słodką minę- ile tu siedzę
-2 tygodnie- odpowiedział właśnie wchodzący doktor- muszą państwo wyjść zrobimy badania.
Posłusznie wyszliśmy z sali a Loui napisał sms do Hazzy żeby przyjechali bo An się wybudziła.
Siedzie sobie w pokoju i po prostu tak sama z siebie ryczę nie wiem czemu może dlatego że myślę o siostrze. Nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Loui.
-mogę?-spytał. Pokiwałam twierdząco głową-co się stało?
-nic myślę o- no właśnie powiedzieć mu?- siostrze
-jakiej siostrze?
-nie ważne. Co cię do mnie sprowadza?- same pytania
-pojedziesz ze mną gdzieś?- zrobił się tajemniczy
-ok? Chyba ok- powiedziałam niepewnie
-to świetnie powiem An to cię przygotuje- dał mi buziaka w policzek zahaczając o kącik ust. Chyba zaczynam żałować. Wyszłam z Lou z pokoju i skierowałam się do garderoby nie czekałam długo bo Ab znalazła się z kulami obok mnie. Nie mówiąc nic wyciągnęła zestaw i mi go podała uczesałam i koka i pomalowałam się idealnie do reszty ubrania.
____________________________________________________________________________________
Podoba się? Przepraszam że wczoraj nie było jutro może będzie ale nic nie obiecuje ;) Nie pisałam bo robiłam generalne porządki do tego przedstawienie w szkole i już nie mam na nic czasu ;( ale już jest ok i będę pisać mam nadzieje co 2 dzień a nawet czasami codziennie :->
17 gru 2013
4
Staliśmy z boku i rozmawialiśmy o tym kto ma się z Lou. O kazało się że to ktoś nowy. Koło nas plątały się dziewczyny podobne do mnie zanim trafiłam do domu chłopaków i dziewczyn.
-zaraz wybuchnę- szepnęła An
-bo?- spytałam
-jak jeszcze jedna będzie go macać a przy o kazi mnie to je osobiście uduszę-powiedziała już głośniej a ja wybuchłam śmiechem-Louis błagam wsiadaj już do wozu.
-ok- uśmiechną się i wsiadł do wozu o którym można sobie było tylko pomarzyć. Podjechał na linie start i już na środek wyszła dziewczyna która po kolei dawała znaki do startu. I już ich nie było Louis wykonał na zakrętach pare sztuczek dola popisu i już był na mecie mniemało może 15 minut a taki super przepisowy kierowca pokonał by tą trasę w 35. Wyszedł z wozu a do niego pobiegły jego fanki. Obrócił oczami i je szybko ominą i już stał koło nas.
-jedziemy na piwo?-spytał
-my odpadamy- powiedział Harry
-a ty?- zrobił słodkie oczka
-ja i Em jedziemy- powiedziała An a Zayn z Car pokiwali przecząco głową
-ej no co wy ok mam 2 moje dziewczyny więc spoko- uśmiechną się sztucznie
-y... czekaj coś tu nie gra- An udaje że myśli- że TWOJE dziewczyny
-no- pokiwał twierdząco głową- dobra chodźcie do wozu
Bawiliśmy się w najlepsze siadłam sobie z An przy stoliku bo już wymiękam ale ok. Nagle usłyszałam dobrze znany mi głos aż podskoczyłam ze strachu.
-co panienka tu robi
-nie twój interes- powiedziałam starając ukryć strach
-Em kto to?- spytała An
-to jest Rihanna- powiedziałam cicho
-że ta szmata?- znów zapytała
-jak przepraszam- zwróciła się do niej i podeszła bliżej dopiero teraz zauważyłam że jest pijana bo ledwo co się trzyma na nogach.
-szmata- powiedziała głośno i wyraźnie
-pożałujesz- wzięła szklankę i chciała ją rozbić na jej głowie ale się jej wyślizgnęła i trafiła na nogę odłamki szkła wbiły się w nogę An
-pojebało cie!- krzyknęłam i popchnęłam ją na tańczący tłum-nic ci niej jest
-boli jak chorea- powiedziała przez zaciśnięte zęby
-idę po Louisa nie ruszaj się z tond- odwróciłam się ale potem zrobiłam drugie pół porażenie-nie że byś nie mogą czy coś... a tak idę- szłam przez tłum roztańczonych i wreszcie zobaczyłam Louisa jak wymienia ślinę z blondynkę. Stanęłam obok nich i mocną zakaszlałam co sprawiło że się od siebie oderwali.
-co?- spytał niezadowolony Louis
-mały problem dobra nie mały- podrapałam się po karku
-jaki?- znowu spytał. Próbowałam uświadomić tej dziwce żeby sobie poszła ale nie dotarło
-i to ja jestem ta głupia. Spadaj!- ona przewróciła oczami i odeszła- An ma skrwawioną nogę.
-bo? Co się stało?- był przestraszony
-Dziewczyna Carlosa się z nią pokuliła i oberwała szklanką- pociągnęłam go za rękę w stronę An. Siedziała i zwijała się z bólu
- boże zabije szmatę choć zabieramy cię do domu- wziął ja na ręce i wyszliśmy z klubu ja z An siedzieliśmy na tylnym siedzeniu i próbowaliśmy jakoś powstrzymać krwawienie. Gdy dojechaliśmy na miejsce Louis z powrotem wziął ją na ręce. W salonie rozdzieliśmy spodnie i było gorzej niż strasznie.
-ją trzeba wsiąść do szpitala- odkryłam Amerykę
-nie- powiedzieli równo
-bo? chcesz żeby się wykrwawiła?-spytałam
-nie ale nie możemy-odpowiedział
-tak to poczekaj aż ją na montażu będziesz odwiedzać!kżyknełam
-nie rozmierz że nie możemy!-on tęż krzykną
-tak a dlaczego?!-to już się przerodziło w kutnie
-bo ona jest poszukiwana porwano ją kiedyś a ja ją wygrałem!-cały czas kżyczał
-to weź coś wymyśl bo tu to tylko czeka na śmierć- wykołatałam o on walną mnie z liścia. Zaryczana wybiegłam na górę.
*** POV An***
-Pojebało cię tyle co zdobyliśmy jej zaufanie nareszcie zaczęła się uśmiechać a, ty ?!-krzyknęłam pomimo tego że przez ten cholerny bul ledwo co mówię.
-poniosło mnie- powiedział bez uczuć
-poniosło?! Ić ją przeproś szybko- rozkazałam
*** POV Emmy***
Ryczę na łóżku myślałam że on jest inny ale nie on i Carlos to to samo. Już nikomu nie mogę zaufać nikomu! A ja byłam taka naiwna. Nagle ktoś zapukał do drzwi nic nie odpowiedziałam. Boje się! Drzwi się otworzyły a ja zamknęłam oczy i tak jak bym je miała otwarte to bym nie zobaczyła kto to bo leże tyłem.
____________________________________________________________________________________
I jak? Troszkę więcej się dzieje. Dzięki za komentarze.
-zaraz wybuchnę- szepnęła An
-bo?- spytałam
-jak jeszcze jedna będzie go macać a przy o kazi mnie to je osobiście uduszę-powiedziała już głośniej a ja wybuchłam śmiechem-Louis błagam wsiadaj już do wozu.
-ok- uśmiechną się i wsiadł do wozu o którym można sobie było tylko pomarzyć. Podjechał na linie start i już na środek wyszła dziewczyna która po kolei dawała znaki do startu. I już ich nie było Louis wykonał na zakrętach pare sztuczek dola popisu i już był na mecie mniemało może 15 minut a taki super przepisowy kierowca pokonał by tą trasę w 35. Wyszedł z wozu a do niego pobiegły jego fanki. Obrócił oczami i je szybko ominą i już stał koło nas.
-jedziemy na piwo?-spytał
-my odpadamy- powiedział Harry
-a ty?- zrobił słodkie oczka
-ja i Em jedziemy- powiedziała An a Zayn z Car pokiwali przecząco głową
-ej no co wy ok mam 2 moje dziewczyny więc spoko- uśmiechną się sztucznie
-y... czekaj coś tu nie gra- An udaje że myśli- że TWOJE dziewczyny
-no- pokiwał twierdząco głową- dobra chodźcie do wozu
Bawiliśmy się w najlepsze siadłam sobie z An przy stoliku bo już wymiękam ale ok. Nagle usłyszałam dobrze znany mi głos aż podskoczyłam ze strachu.
-co panienka tu robi
-nie twój interes- powiedziałam starając ukryć strach
-Em kto to?- spytała An
-to jest Rihanna- powiedziałam cicho
-że ta szmata?- znów zapytała
-jak przepraszam- zwróciła się do niej i podeszła bliżej dopiero teraz zauważyłam że jest pijana bo ledwo co się trzyma na nogach.
-szmata- powiedziała głośno i wyraźnie
-pożałujesz- wzięła szklankę i chciała ją rozbić na jej głowie ale się jej wyślizgnęła i trafiła na nogę odłamki szkła wbiły się w nogę An
-pojebało cie!- krzyknęłam i popchnęłam ją na tańczący tłum-nic ci niej jest
-boli jak chorea- powiedziała przez zaciśnięte zęby
-idę po Louisa nie ruszaj się z tond- odwróciłam się ale potem zrobiłam drugie pół porażenie-nie że byś nie mogą czy coś... a tak idę- szłam przez tłum roztańczonych i wreszcie zobaczyłam Louisa jak wymienia ślinę z blondynkę. Stanęłam obok nich i mocną zakaszlałam co sprawiło że się od siebie oderwali.
-co?- spytał niezadowolony Louis
-mały problem dobra nie mały- podrapałam się po karku
-jaki?- znowu spytał. Próbowałam uświadomić tej dziwce żeby sobie poszła ale nie dotarło
-i to ja jestem ta głupia. Spadaj!- ona przewróciła oczami i odeszła- An ma skrwawioną nogę.
-bo? Co się stało?- był przestraszony
-Dziewczyna Carlosa się z nią pokuliła i oberwała szklanką- pociągnęłam go za rękę w stronę An. Siedziała i zwijała się z bólu
- boże zabije szmatę choć zabieramy cię do domu- wziął ja na ręce i wyszliśmy z klubu ja z An siedzieliśmy na tylnym siedzeniu i próbowaliśmy jakoś powstrzymać krwawienie. Gdy dojechaliśmy na miejsce Louis z powrotem wziął ją na ręce. W salonie rozdzieliśmy spodnie i było gorzej niż strasznie.
-ją trzeba wsiąść do szpitala- odkryłam Amerykę
-nie- powiedzieli równo
-bo? chcesz żeby się wykrwawiła?-spytałam
-nie ale nie możemy-odpowiedział
-tak to poczekaj aż ją na montażu będziesz odwiedzać!kżyknełam
-nie rozmierz że nie możemy!-on tęż krzykną
-tak a dlaczego?!-to już się przerodziło w kutnie
-bo ona jest poszukiwana porwano ją kiedyś a ja ją wygrałem!-cały czas kżyczał
-to weź coś wymyśl bo tu to tylko czeka na śmierć- wykołatałam o on walną mnie z liścia. Zaryczana wybiegłam na górę.
*** POV An***
-Pojebało cię tyle co zdobyliśmy jej zaufanie nareszcie zaczęła się uśmiechać a, ty ?!-krzyknęłam pomimo tego że przez ten cholerny bul ledwo co mówię.
-poniosło mnie- powiedział bez uczuć
-poniosło?! Ić ją przeproś szybko- rozkazałam
*** POV Emmy***
Ryczę na łóżku myślałam że on jest inny ale nie on i Carlos to to samo. Już nikomu nie mogę zaufać nikomu! A ja byłam taka naiwna. Nagle ktoś zapukał do drzwi nic nie odpowiedziałam. Boje się! Drzwi się otworzyły a ja zamknęłam oczy i tak jak bym je miała otwarte to bym nie zobaczyła kto to bo leże tyłem.
____________________________________________________________________________________
I jak? Troszkę więcej się dzieje. Dzięki za komentarze.
16 gru 2013
3
Rano obudziłam się bo An krzyczała z dołu:
-Em wstawaj jedziemy na zakupy!!!- powoli wstałam i poszłam do schodów.
-jestem- uśmiechnełam się przecierając oczy na drugim końcu schodów stała An i ...Loui???
-gdzie się patrzysz?- popchnęła go do salonu. A tak zapomniałam mam na sobie tylko koszule Harrego.
-dzięki- uśmiechnełam się ciepło
-nie ma za co tylko w tej chwili mi się ubrać-rozkazała z wielkim bananem a ja szybkim krokiem wzięłam ubrania z krzesła które było w MOIM pokoju i poszłam się ubrać do łazienki. Szybki związałam włosy w koka i zbiegłam na du.
-wow aż się pójdę przebrać- powiedziała An
-nie żartuj- puściłam jej oczko
-zdecydowanie podobasz mi się bardziej uśmiechnięta- za mną pojawił się Harry
-Harrordzie pamiętaj że masz dziewczynę- zaczęłam się śmiać
-dobra jedziemy ja chce na zakupy- An udawała małą dziewczynkę. Pociągnęła mnie do korytarza i tam ubrałam kurtkę która wczoraj kupiłam.
(Co kupiła mace tu:<kliknij> )
Przed centrum handlowym powiedziałam do An:
- nie chcę cię wykorzystywać
-nie będziesz mam kartę Loui on mi ją dał szykują się duże zakupy- zaczęła się śmiać a ja po chwili do niej dołączyłam.- i już przestań mówić że nas wykorzystujesz ok
-no dobra- weszliśmy do ogromnego budynku. Z An zaczęłyśmy chodzić po sklepach. Po jakiś 4 godzinach wyszłyśmy obładowane zakupami, 3 sukienki, 5 par butów, 8 bluzek,5 spodni, 5 spódnic, 4 torebki, bielizna, biżuteria, dodatki i kosmetyki.
Weszłyśmy do domu i w drzwiach przed pokoju znalazł się Louis.
-i jak było?- spytał
-nigdy więcej nigdy więcej-usiadłam na podłodze. A on wybuchną śmiechem
-oddaje- An podała mu kartę kredytową
-zostawiłaś coś-uśmiechną się promienie
-hamowałam ją- wstałam z podłogi ściągając kurtkę-błagam dajcie mi coś do siedzenia
-choć- An pociągła mnie do salonu zabierając torby Lou wizą od nas trochę.
-co kupiłyście?- spytała JA
-dużo rzeczy- odpowiedziałąm
-widać- zaśmiała się Car
-choć rozpakujemy cię- szeroki uśmiech An mnie powala
-my wam pomożemy i przy o kazi zobaczymy coś cie kupiły-zaśmiała się JA
-no to lecimy- każda z nas wzięła parę torb i wbiegłyśmy do mnie do pokoju- mały problem gdzie ja to pomieszczę?
-choć u mnie w garderobie zrobimy miejsce- przeszliśmy do pokoju pomiędzy moim a An był cudowny- jedna połowa moja 2 twoja- zaczeliśmy rozpakowywanie dziewczyny podziwiały kupione ubrania i co chwile się śmiałyśmy. Gdy skończyłyśmy do pokoju wszedł Harry.
-ubierać się jedziemy na wyścig Louisa- dziewczyny przeszły do swoich pokoi a ja zostałam z An
-pomażesz nie wiem jak się ubrać-poprosiłam
-pewno- po woli wyciągało ubrania i biżuterie tworząc idealny zestaw- przebież się i potem cię uczeszę ok?
-no jasne- uśmiechnełam się. Wsunęłam na siebie struj i zaczęłam szukać An znalazłam ja w garderobie stała przy toaletce i szperanką w niej gdy mnie zobaczyła zrobiła wielkiego banana.
-ale ja mam dobry gust. Siadaj- wykonałam jej polecenie siadłam na kżeśle a ona zaczęła tworzyć na mojej głowie fryzurę. Po 15 minutach byłam gotowa.
-podoba się?- spytała
-jeszcze się głupio pytasz pewnie a pozwolisz że się odwdzięczę i cię umaluję- powiedziałam nie pewnie
-ok ja się nie umiem malować- zamieniłyśmy się miejscami. Malowałam ją powoli i dokładnie. W końcu osiągnęłam zamierzony efekt.- i jak?
-cudo- zaczęła się sobie przyglądać
-co cudo?- w pokoju pojawiły się dziewczyny a An pokazała im się- ja też takie chce
-i ja -powiedziała Car. Umalowałam najpierw Car a potem JA. Na końcu zajęłam się sobą.
Powolnym krokiem zeszłyśmy na du jak księżniczki.
- wow- powiedzieli równo
-a to zasługo Emmy- powiedziała April
-no ona nas tak ślicznie umalowała-Dołączyła się Carly
-no migiem do wozu- powiedział Zayn
____________________________________________________________________________________
Mam parę pytań:
Strasznie dużo tu linków nie sądzicie?
I jak podoba się?
Takie rozdziały czy krótsze?
A teraz chcę wam strasznie podziękować za te 5 komentarzy naprawdę jestem prze szczęśliwa że wam się podoba i uśmiecham się właśnie teraz do was wyskoczywszy. Jeszcze raz bardzo dziękuję że mam nadzieję że pod tym też będą komentarze.
Rozdział z dedykiem dla Stonki tych osób które dały komentarze naprawdę dziękuję ;)
Kocham was wszystkich ;*
-Em wstawaj jedziemy na zakupy!!!- powoli wstałam i poszłam do schodów.
-jestem- uśmiechnełam się przecierając oczy na drugim końcu schodów stała An i ...Loui???
-gdzie się patrzysz?- popchnęła go do salonu. A tak zapomniałam mam na sobie tylko koszule Harrego.
-dzięki- uśmiechnełam się ciepło
-nie ma za co tylko w tej chwili mi się ubrać-rozkazała z wielkim bananem a ja szybkim krokiem wzięłam ubrania z krzesła które było w MOIM pokoju i poszłam się ubrać do łazienki. Szybki związałam włosy w koka i zbiegłam na du.
-wow aż się pójdę przebrać- powiedziała An
-nie żartuj- puściłam jej oczko
-zdecydowanie podobasz mi się bardziej uśmiechnięta- za mną pojawił się Harry
-Harrordzie pamiętaj że masz dziewczynę- zaczęłam się śmiać
-dobra jedziemy ja chce na zakupy- An udawała małą dziewczynkę. Pociągnęła mnie do korytarza i tam ubrałam kurtkę która wczoraj kupiłam.
(Co kupiła mace tu:<kliknij> )
Przed centrum handlowym powiedziałam do An:
- nie chcę cię wykorzystywać
-nie będziesz mam kartę Loui on mi ją dał szykują się duże zakupy- zaczęła się śmiać a ja po chwili do niej dołączyłam.- i już przestań mówić że nas wykorzystujesz ok
-no dobra- weszliśmy do ogromnego budynku. Z An zaczęłyśmy chodzić po sklepach. Po jakiś 4 godzinach wyszłyśmy obładowane zakupami, 3 sukienki, 5 par butów, 8 bluzek,5 spodni, 5 spódnic, 4 torebki, bielizna, biżuteria, dodatki i kosmetyki.
Weszłyśmy do domu i w drzwiach przed pokoju znalazł się Louis.
-i jak było?- spytał
-nigdy więcej nigdy więcej-usiadłam na podłodze. A on wybuchną śmiechem
-oddaje- An podała mu kartę kredytową
-zostawiłaś coś-uśmiechną się promienie
-hamowałam ją- wstałam z podłogi ściągając kurtkę-błagam dajcie mi coś do siedzenia
-choć- An pociągła mnie do salonu zabierając torby Lou wizą od nas trochę.
-co kupiłyście?- spytała JA
-dużo rzeczy- odpowiedziałąm
-widać- zaśmiała się Car
-choć rozpakujemy cię- szeroki uśmiech An mnie powala
-my wam pomożemy i przy o kazi zobaczymy coś cie kupiły-zaśmiała się JA
-no to lecimy- każda z nas wzięła parę torb i wbiegłyśmy do mnie do pokoju- mały problem gdzie ja to pomieszczę?
-choć u mnie w garderobie zrobimy miejsce- przeszliśmy do pokoju pomiędzy moim a An był cudowny- jedna połowa moja 2 twoja- zaczeliśmy rozpakowywanie dziewczyny podziwiały kupione ubrania i co chwile się śmiałyśmy. Gdy skończyłyśmy do pokoju wszedł Harry.
-ubierać się jedziemy na wyścig Louisa- dziewczyny przeszły do swoich pokoi a ja zostałam z An
-pomażesz nie wiem jak się ubrać-poprosiłam
-pewno- po woli wyciągało ubrania i biżuterie tworząc idealny zestaw- przebież się i potem cię uczeszę ok?
-no jasne- uśmiechnełam się. Wsunęłam na siebie struj i zaczęłam szukać An znalazłam ja w garderobie stała przy toaletce i szperanką w niej gdy mnie zobaczyła zrobiła wielkiego banana.
-ale ja mam dobry gust. Siadaj- wykonałam jej polecenie siadłam na kżeśle a ona zaczęła tworzyć na mojej głowie fryzurę. Po 15 minutach byłam gotowa.
-podoba się?- spytała
-jeszcze się głupio pytasz pewnie a pozwolisz że się odwdzięczę i cię umaluję- powiedziałam nie pewnie
-ok ja się nie umiem malować- zamieniłyśmy się miejscami. Malowałam ją powoli i dokładnie. W końcu osiągnęłam zamierzony efekt.- i jak?
-cudo- zaczęła się sobie przyglądać
-co cudo?- w pokoju pojawiły się dziewczyny a An pokazała im się- ja też takie chce
-i ja -powiedziała Car. Umalowałam najpierw Car a potem JA. Na końcu zajęłam się sobą.
Powolnym krokiem zeszłyśmy na du jak księżniczki.
- wow- powiedzieli równo
-a to zasługo Emmy- powiedziała April
-no ona nas tak ślicznie umalowała-Dołączyła się Carly
-no migiem do wozu- powiedział Zayn
____________________________________________________________________________________
Mam parę pytań:
Strasznie dużo tu linków nie sądzicie?
I jak podoba się?
Takie rozdziały czy krótsze?
A teraz chcę wam strasznie podziękować za te 5 komentarzy naprawdę jestem prze szczęśliwa że wam się podoba i uśmiecham się właśnie teraz do was wyskoczywszy. Jeszcze raz bardzo dziękuję że mam nadzieję że pod tym też będą komentarze.
Rozdział z dedykiem dla Stonki tych osób które dały komentarze naprawdę dziękuję ;)
Kocham was wszystkich ;*
13 gru 2013
2
Przeczytaj pod rozdziałem!!! WARZNE
-Daj mi ten cholerny klucz- Krzykną lokowaty a ja się przestraszyłam. Nagle drzwi się otworzyły a za nich wyszła piękna dziewczyna.
-debile te drzwi są otwarte- krzyknęła a ja o mało co nie wybuchłam śmiechem.- Wygrał!!!
-nie- powiedział mulat
-e... ten dziad chodźcie bo ona zamarznie- wskazała na mnie. Już ją lubię. Ściągnęliśmy buty i ten ogromny bul w brzuchu który nie daje mi spokoju. Aż kucnęłam- co jest?
-nic po prostu stare rany- odpowiedziałam
-no już uwierzyłam choć- Pociągnęła mnie do, salonu? Kazała usiąść na kanapie i ściągnąć kurtkę.- boże słodki dziecko.
-ale o co ci chodzi?- spytałam
-1 kto cię tak urządził? 2 tobie nie zimno?- zaczęła wyliczać
-Carlos i było gorzej. Zimno bardzo- odpowiedziałam
- dobra ja idę po jakieś ciuchy a ty Harry zajmij się nią TERAZ- podkreśliła ostatnie słowo. Wbiegła na górę a Harry czyli lokowaty do jakiegoś pokoju. Po chwili wrócił z apteczką.
-od czego by tu zacząć?- zaczął się zastanawiać a z góry zbiegła ta sama dziewczyna. Właśnie nie wiem jak mną na imię.
-durniu, matole najpierw trzeba odkazić rany a potem a potem bandaż- krzyknęła i wręczyła mi ciuchy- a tak w ogolę to jestem Anne ale mów mi An
-Emma czyli Em- uśmiechnełam się ciepło a ona wręczyła mi strój .
- opatrzymy cię a potem pokażę ci gdzie jest łazienka-zabrała się za mnie a ja co jakiś czas syczałam z bólu. Zaprowadziła mnie do ogromnej ful wypas łazienki Wskoczyłam w ciuchy i zanim wyszłam spojrzałam w lustro i się przestraszyłam ponieważ miałam cały rozmazany makijaż. Szybko go zmyłam i wyszłam w salonie było już więcej osób. Bo doszedł ,,Wielki Louis".
-cieplej?- spytała
-2 razy. A czemu mi nikt nie powiedział że wyglądam jak czarownica?-ruwnież spytałam
-bo wiedzieliśmy że to nie twoja wina- uśmiechnęła się siadłam obok niej na kanapie a ten pan ,, słodkie patrzały". Zaczął mi się przyglądać.
-co tak gały wywalasz?- spytała An a on od razu się obudził
-dzięki- szepnęłam tak aby ona tylko to słyszała
-co zrobić na kolację?- spytała i się uśmiechnęła w tedy rozległ się huk- a czy ja was pytałam pytałam Em
-że mnie?-spytałam zdziwiona
-nom- zrobiła wielkiego banana na twarzy. A ja wzruszyłam ramionami- dawaj co chce
-ja jadłam 2 razy dziwnie i w ogolę nie mam ochoty na jedzenie- przyznałam się
-co?!! Robimy operacie Nakarmić Niejadka- szybko wstała a ja pokiwałam przecząco głową- tak Louis weź mi ja do kuchni teraz
-al...- nie pozwoliła mu dokończyć
-nie ma ALE ze mną się nie dyskutuje- wyszła z salonu. Ja mocniej oparłam się o kanapę a Louis wstał i szybko wizą nie na ręce.
-puścisz mnie?-spytałam
-nie bo An na mnie wyjedzie- powiedział od niechęci czy on mnie nie lubi to po co mnie brał nikt mu nie kazał. Posłusznie zaniósł mnie do kuchni i usadził na krześle.
-masz wybieraj przynajmniej 3- na stół położyła 3 ogromne książki kucharskie
-ciebie nie da się przekonać?-spytałam zrezygnowanie
-nie-odpowiedziała
-ok pizze, kole i ŻELKI- po krótkim zastanowieniu powiedziałam co chcę podkreślając ostatni wyraz.
-ok to kto jedzie po pizze... ciii ja jadę z Emmą- poinformowała i poszłyśmy do korytarza dała mi już trampki-masz bo zamarzniesz- wręczyłam i kurtkę
-dzięki- uśmiechnęłam się po raz 1 od 2 miesięcy
-ładny masz uśmiech i chcę go widzieć codziennie- również zrobiła ten sam gest. Wyszłyśmy z domu i pojechaliśmy w znanym mi dobrze kierunku do goreli ale po co przecież jedziemy na pizze. Gdy się zatrzymaliśmy zrobiłam pytającą minę.
-trzeba kupić ci ciuchy na jutro. A na większe zakupy wybierzemy się jutro- powiedziała
-ale ja nie chcę cię wykorzystywać nie dość że tylko ty mnie lubisz to jeszcze będziesz mi ciuchy kupować- powiedziałam szczerze
-nie będziesz choć bo ją zamkną- wyszłyśmy z auta i pokierowaliśmy się do drzwi wyszłyśmy godzinę później a ja już miałam pełen zestaw na jutro nie obyło się bez kurtki. Wyszliśmy z goreli i mieliśmy jeszcze tylko oblecieć po pizze i mogłyśmy jechać do domu ja opowiedziałam jej o sobie a ona o niej.
W domu czekali głodni chłopcy i jakieś 2 dziewczyny.
-gdzie wyście były?-spytał jak nie mam Harry
-na zakupach-odpowiedziała An
-pytasz jak byś jej nie znał-dołączył się Louis
-dziewczyny to jest Emma, Emma to jest April czyli JA i Carli czyli Car-przedstawiła mi dziewczyny a ja się ciepło uśmiechnęłam co odwzajemniły.
-a ja Harry a to Zayn- powiedział loczek
-co??? to ona musiała czekać cały dzień asz się dowie jak macie na imię? Boże z kim ja żyję?- zadawała same pytania.
____________________________________________________________________________________
Smutam bo pod ostatnim rozdziałem nie ma wo gule komentarzy ;(
Nie che ale muszę wiedzieć czy ktoś to w ogule czyta czy tylko wchodzi.
5 komentarzy następny rozdział
12 gru 2013
1
<1> Nie nas tu w ogóle nie ma
Carlos zgasił silnik i zwrócił się do mnie.
- Nie próbuj wiać bo i tak cię złapie. I pamiętasz co ci Ri
mówiła?- spytał. Pokiwałam głową że tak. Ri to zdrobnienie Rihanna. W czym ja siedzę? Wyszliśmy z samochodu i oparł się o maskę a ja stałam jak słup o 12
miał być jest za 1 sprawdzimy czy jest punktualny. PO chwili dało się usłyszeć
mega szybko jadący samochód .Z piskiem zatrzymał się zaraz naprzeciwko.
Po chwili wysiadła z niego piękna brunetka i Brunet o
Błękitnych oczach w których utopić się można. Boże jaki on przystojny. STOP o czym ja myślę- pomyślałam Miał na
sobie czarne jensy i T-szery też tego
koloru. Jego ciało ozdabiały licz tatuaże. Przywitali się a nas nie zwracali
uwagi. Nie nas tu w ogóle nie ma. Worgule- pomyślałam
-Ok. Moja propozycja jest taka. Ty wygrasz bierzesz ją-
wskazał na mnie –ja wygram biorę ją – wskazał na brunetkę. Niebiesko oki mnie
lustrował na co ja się zarumieniłam. Musieli to zauważyć bo oboje wybuchli
śmiechem.
-Raz się żyję idę na to- powiedział a dziewczyna o mało mu
się nie rzuciła ze szczęścia na szyję. Ona nie wie w co się pakuję.
-to super- mój ‘właściciel’ się uśmiechną. Brunet dej mi się przyglądał, przygryzając
dolną wargę. Czy on musi to robić? Było mi zimno w końcu nie wytrzymałam i
zadrżałam z zimna. W końcu zima a ja stoję w dżinsach i bluzie a pod spodem mam
stanik i tyle.-księżniczce jest zimno widzę
-Jedźcie bo zamarznie- oboje zaczęli się śmiać. Po kryjomu przewróciłam oczami.
*** następnego dnia***
Rano obudziłam się za pomocą Carlosa który walną mnie z całej siły w ramie.
-Masz ubieraj się- rzucił we mnie ubraniami i wyszedł. Szybko wsunęłam na siebie rzeczy i nie czekałam długo bo Rihanna weszła z kosmetyczką. Po chwili byłam uczesana i umalowana. Po niecałych 15 minutach siedziałam obok Maxa w aucie.
Max zamkną mnie w aucie bo stwierdził że jest zimno a Carlosa i tak nie ma więc mogę spokojnie tam siedzieć. Nie nudziło mi się bo wpieprzałam żelki. MAX MI JE DAŁ KOCHAM GO ALE TYLKO JAK KOLEGĘ.
-już się zbliżają- nagle Max otworzył drzwi wyszłam zapinając kurtkę. Zobaczyłam że auto Carlosa pierwsze przekracza metą a jakieś 10 sekund później Wielkiego Louisa.Nie wiedziałam co mam robić więc mocno przytuliłam Maxa.- ej mała będziesz ze mną nie cieszysz się?
-wież że nie oto chodzi- Dokładnie chodziło mi o to że nie tam biją i nie szanują
-wiem-mocniej mnie przytulił. Coś jest nie tak bo Carlos normalnie rozmawia z Louisem. Nie wiadomo z kąt Carlos pojawił się obok mnie.
-młoda masz szczęście dziś świat się nad tobą zlitował- powiedział a ja zrobiłam pytającą minę- jedziesz do 2 co do wielkości króla wyścigów.
Zaryczana oderwałam się od Maxa i po prostu czekałam nie wiem na co na zbawienie?
-pa mała- Max dał mi buziaka w czoło
-nigdy o tobie nie zapomnę- przytuliłam go mocno
-masz jechać z nami- za moich pleców było słychać czyiś głos. Odwróciłam się a tam stał loczek i mulat. Otarłam nadal spływające łuzy i poszłam zaraz obok nich. Droga minęła w ciszy nikt się nie chciał odezwać a ja byłam pogrążona w myślach jak będzie wyglądać moje życie. Teraz stoje przed drzwiami i czekam aż mulat upora się z przekręceniem kluczy.
________________________________________________________________________________
Podoba się? Mam nadzieję że tak ;* Następny rozdział mam nadzieje że jutro wyjdzie. Zrobiłam że możecie dodawać anonimowe kom :)
11 gru 2013
Prolog
Prolog
Nie nawiedzę swojego życia. Budzę się codziennie rano z
nadzieja ,że to tylko okrutny sen niestety, każdego dnia to samo
rozczarowanie. Siedzę tu już 2 miesiące
i wiem tylko tyle że dom spalili a siostrę zabili. Nie mogę uciec bo cały czas
ktoś przy mnie jest. Dlaczego? Zależy im na mnie? NIE!!! Moje chore nadzieje.
Po prostu myślą że ucieknę.
-Ubieraj się jedziemy na negocjację z Tomem trzeba ustalić o
co gramy- rzucił we mnie ciuchami i głupkowato się uśmiechną. Siedziała przy
mnie ta jego ‘dziewczyna’, spytałam czy mogę się przebrać, pozwoliła. Weszłam
do łazienki i ubrałam rzeczy które
nie bardzo mi się podobały. Wyszłyśmy do góry bo tam czekały na mnie reszta
rzeczy do ubrania czyli mega wysokie szpilki. Mam na dziej że się w nich nie zabije- pomyślałam. Ubrałam je i
Rianna kazała mi usiąść zrobiła mi mocny makijaż
i do tego loki. W drzwiach stanął
odpieprzony a raczej pieprzony Carlos.
-Masz się uśmiechać i nie stać jak kołek. Rozumiesz bo ci tu
piekło urządzę- ostrzegła mnie. Piekło to nic co ona mi robi i ci pieprzona
ochrona.
-Ok. jest gotowa?- spytał Carlos a Riana kiwnęła głową. On
podszedł obszedł mnie dokładnie
przyglądając- w porządku jak na nią. Choć- wizą mnie jak najsilniej się da za
obolały nadgarstek. Przed drzwiami samochodu prawie nie wywinęłam orła bo
ogromny kamyk który miał może 2 centymetry musiał tam był wsiadłam do
samochodu i zapiło mi pasy jakbym sama nie mogła. Wyruszyliśmy z piskiem opon.
Dlaczego ja murze być monetą przetargową? A morze to i dobrze? Ciekawe jaki jest ten Wielki Louis? Czy jest
taki sam jak Carlos? Dojechaliśmy na miejsce. Mój koniec nadszedł-pomyślałam
Bohaterowie Drugoplanowi
Julie 4 lat
Motto: Nie ma
Mieszka w domu dziecka. Jest małą słodką dziewczynką którą każdy kocha.
Przezwisko: Słodziak
Niall 20 lat
Motto:,, kasa, samochody, wyścigi"
Organizator większości wyścigów. Dobry znajomy chłopaków, An, JA, Car.
Liam 20 lat
Motto:,, nie obchodzi mnie co inni myślą"
Pomaga chłopakom namierzyć ludzi i dowiedzieć się o nich wszystko.
Lotte 16 lat
Motto: ,,przyjaźń najważniejsza "
Siostra Louisa. Miła, spokojna. Kocha swojego brata. Wie co robi po nie raz widziała go w akcji i jak przywozi smutne dziewczyny.
Rihanna 29 lat
Motto: Nie ma.
Kochanka Carlosa. Nienawidzi gdy ktoś jej rozkazuje.
Ashley 20 lat
Motto:,, Znajdę ją"
Siostra Em bardzo ją kocha, obiecała rodzicom że się ją zajmie. Niestety gdy wyszła do pracy oni ją zabrali otrzymywała wiadomości że żyje ale nigdy więcej ją już nie zobaczy.
Motto: Nie ma
Mieszka w domu dziecka. Jest małą słodką dziewczynką którą każdy kocha.
Przezwisko: Słodziak
Niall 20 lat
Motto:,, kasa, samochody, wyścigi"
Organizator większości wyścigów. Dobry znajomy chłopaków, An, JA, Car.
Liam 20 lat
Motto:,, nie obchodzi mnie co inni myślą"
Pomaga chłopakom namierzyć ludzi i dowiedzieć się o nich wszystko.
Lotte 16 lat
Motto: ,,przyjaźń najważniejsza "
Siostra Louisa. Miła, spokojna. Kocha swojego brata. Wie co robi po nie raz widziała go w akcji i jak przywozi smutne dziewczyny.
Rihanna 29 lat
Motto: Nie ma.
Kochanka Carlosa. Nienawidzi gdy ktoś jej rozkazuje.
Ashley 20 lat
Motto:,, Znajdę ją"
Siostra Em bardzo ją kocha, obiecała rodzicom że się ją zajmie. Niestety gdy wyszła do pracy oni ją zabrali otrzymywała wiadomości że żyje ale nigdy więcej ją już nie zobaczy.
Bohaterowie Główni
Emma 17 lat
Motto:,, Będę szczęśliwa nawet w tedy kiedy to szczęście będę sobie musiała namalować"
Nieśmiała ale czasami potrafi dogryźć. Lubi wymyślać chistorie które pomagają jej zapomnieć o rzeczywistości. Kocha żelki i króla Juliana. Jest więziona przez Carlosa- największego bandytę w Wielkiej Brytanii. Nie morze żyć bez jej siostry , dlatego próbuje popełnić samobójstwo bo o ucieczce nie mam mowy. Jedyny który pomaga jej to jakość przejść przez to wszystko jest Max.
Przezwisko: Em, Mała
Louis 21 lat
Motto: ,, Motto Niektuży ludzie mówią że ci się nie uda wstań obróć się i powiedź- noto kurwa patrz"
Bierze udział w nielegalnych wyścigach samochodowych. Jest w nich najleprzy. Nie jest miły chociaż dla swoich przyjaciół Anny, Zayna, Harrego, April, Carly jest opiekuńczy. Ma młodszą siostrę Lotte.
Przezwisko: Loui
Anne 19 lat
Motto: ,, Co złego to nie ja"
Mechanik chłopaków, otwarta na nowe znajomości. Potrafi rozśmieszyć i pocieszyć. Poprawi humor każdemu. Ma dużo wiedzę o pojazdach i poradzi sobie ze wszystkim.
Przezwisko: An
Carly 18 lat
Motto: ,, Spadam jak gron z jasnego nieba i zmieniam twoje życie"
Dziewczyna Zayna. Jest totalną wariatką i i za to ją kochają. Mówi to co myśli, Nienawidzi samotności. Ma fajny uśmiech i świetnie się dogaduję.
Przezwisko: Car
April 17 lat
Motto:,, Nie mów że jestem pusta bo puste to jest pudełko pa czekoladkach" ,
Porwana ale szczęśliwa dziewczyna Harrego. Boi się wybuchowości chłopaków. Często nie bywa w domu bo pracuje z Carly jako modelki.
Motto: AJ
Harry 20 lat
Motto:,, Kto rano pieprzy ten dzień ma lepszy"
Zmusił siłą JA by została z nim. Nie wyobraża sobie życia bez niebezpieczeństwa. Boi się o swoją paczkę. Jest miły.
Przezwisko:Loczek, Hazza, Harrord- zarezerwowane dla Emmy
Zayn 20 lat
Motto:Każdego dnia inne
Jest z Car nie zmuszając jej do niczego. Lubi życie na krawędzi. Ceni szczerość.
Przezwisko: Zarry
Motto:,, Będę szczęśliwa nawet w tedy kiedy to szczęście będę sobie musiała namalować"
Nieśmiała ale czasami potrafi dogryźć. Lubi wymyślać chistorie które pomagają jej zapomnieć o rzeczywistości. Kocha żelki i króla Juliana. Jest więziona przez Carlosa- największego bandytę w Wielkiej Brytanii. Nie morze żyć bez jej siostry , dlatego próbuje popełnić samobójstwo bo o ucieczce nie mam mowy. Jedyny który pomaga jej to jakość przejść przez to wszystko jest Max.
Przezwisko: Em, Mała
Louis 21 lat
Motto: ,, Motto Niektuży ludzie mówią że ci się nie uda wstań obróć się i powiedź- noto kurwa patrz"
Bierze udział w nielegalnych wyścigach samochodowych. Jest w nich najleprzy. Nie jest miły chociaż dla swoich przyjaciół Anny, Zayna, Harrego, April, Carly jest opiekuńczy. Ma młodszą siostrę Lotte.
Przezwisko: Loui
Anne 19 lat
Motto: ,, Co złego to nie ja"
Mechanik chłopaków, otwarta na nowe znajomości. Potrafi rozśmieszyć i pocieszyć. Poprawi humor każdemu. Ma dużo wiedzę o pojazdach i poradzi sobie ze wszystkim.
Przezwisko: An
Carly 18 lat
Motto: ,, Spadam jak gron z jasnego nieba i zmieniam twoje życie"
Dziewczyna Zayna. Jest totalną wariatką i i za to ją kochają. Mówi to co myśli, Nienawidzi samotności. Ma fajny uśmiech i świetnie się dogaduję.
Przezwisko: Car
April 17 lat
Motto:,, Nie mów że jestem pusta bo puste to jest pudełko pa czekoladkach" ,
Porwana ale szczęśliwa dziewczyna Harrego. Boi się wybuchowości chłopaków. Często nie bywa w domu bo pracuje z Carly jako modelki.
Motto: AJ
Harry 20 lat
Motto:,, Kto rano pieprzy ten dzień ma lepszy"
Zmusił siłą JA by została z nim. Nie wyobraża sobie życia bez niebezpieczeństwa. Boi się o swoją paczkę. Jest miły.
Przezwisko:Loczek, Hazza, Harrord- zarezerwowane dla Emmy
Zayn 20 lat
Motto:Każdego dnia inne
Jest z Car nie zmuszając jej do niczego. Lubi życie na krawędzi. Ceni szczerość.
Przezwisko: Zarry
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)












