21 gru 2013

5

Poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię, przestraszyłam się i spadłam z łóżka.
-nic ci się nie stało?- przed sobą ujrzałam postać bruneta aż z każdym jego krokiem się odsuwałam. W końcu musiałam trafić na ścianę. Na tą pieprzoną ścianę. Skuliłam się w kłębek a on kucną przede mną-przepraszam poniosło mnie
-zawsze cię tak ponosi-spytałam strasznie cicho ale on to usłyszał.
-nie, nie zawsze- delikatnie dotkną mojego policzka. Szybko schowałam głowę w kolanach.-przepraszam wybaczysz?
-nie wiem to nie jest takie proste-po patrzyłam się w jego patrzały
-nie chce przeszkadzać ale nie widzieliście An- nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Zayn
-nie a co?- spytał  Lou
-bo jej nigdzie nie ma tak jak i motoru którego miałem dokończyć naprawiać- wszedł w głąb pokoju
-jak to?-spytałam przerażona-co dokładnie miałeś naprawić?
-hamulce- powiedział smutno
-ja pierdole- powiedzieliśmy równo kompletnie nie wiedzieliśmy co mamy zrobić. Zaczęliśmy dzwonić po szpitalach. Nic się nie dowiedzieliśmy siedzieliśmy wszyscy oprócz Louisa w salonie i zastanawialiśmy się co mamy zrobić. Nagle z góry zbiegł Louis.
-An jest w szpitalu jadę tam- krzykną
-czekaj jadę z tobą!- też krzyknęłam i szybko pobiegłam do korytarza
-nie ma sensu bo ona ma operacje-powiedział ubierając kurtkę
-i ale ja tam chce być- ubrałam szybko byty założyłam kurtkę i wyszłyśmy. Louis jechał bardzo szybko dlatego w szpitalu byliśmy po 10 min. Znaleźliśmy lekarza a Loui znaczą z nim rozmawiać.

Siedzieliśmy przed salą w której leżała An. Oczywiście ja byłam zaryczana.
-jesteśmy-przed nami pojawili się Zayn, Harry i dziewczyny.
-małą nie płacz- powtórzył słowa Loui Hazza ale on mnie przytulił.-wszystko będzie dobrze przecież wież  że tak będzie
-nie wiem ja w to wieże Harordzie boje się o nią lekarze mówią że jest w śpiączce i nie wiadomo kiedy się obudzi.

Minęły już 2 tygodnie a ona nadal się nie wybudziła boże siedzę tu cały czas z Loui mówili mi jedź z nami ale ja tak nie mogę chce zostać z nią Louis normalnie rozmawia ze mną tak jak z resztą. Ciesze się z tego powodu.
-Harry daj mi tego pieprzonego pilota- usłyszeliśmy głos... An!!!
-Loui ona się budzi- rzuciłam się na jego ramiona
-czy ja jestem w niebie?-otworzyła oczy
-blisko- odpowiedziałam szczęśliwa
-kto ty jesteś- spytała mnie-a tak Emma
-boże jak ty mnie wystraszyłaś- odpowiedziałam
-haha wiem- wróciła stara An
-boże siostra masz szlaban na motory do końca życia- nareszcie odezwał się Louis
-ej ale mogę te nowe- zrobiła słodką minę- ile tu siedzę
-2 tygodnie- odpowiedział właśnie wchodzący doktor- muszą państwo wyjść zrobimy badania.
Posłusznie wyszliśmy z sali a Loui napisał sms do Hazzy żeby przyjechali bo An się wybudziła.

Siedzie sobie w pokoju i po prostu tak sama z siebie ryczę nie wiem czemu może dlatego że myślę o siostrze. Nagle drzwi się otworzyły a z nich wyłonił się Loui.
-mogę?-spytał. Pokiwałam twierdząco głową-co się stało?
-nic myślę o- no właśnie powiedzieć mu?- siostrze
-jakiej siostrze?
-nie ważne. Co cię do mnie sprowadza?- same pytania
-pojedziesz ze mną gdzieś?- zrobił się tajemniczy
-ok? Chyba ok- powiedziałam niepewnie
-to świetnie powiem An to cię przygotuje- dał mi buziaka w policzek zahaczając o kącik ust. Chyba zaczynam żałować. Wyszłam z Lou z pokoju i skierowałam się do garderoby nie czekałam długo bo Ab znalazła się z kulami obok mnie. Nie mówiąc nic wyciągnęła zestaw i mi go podała uczesałam i koka i pomalowałam się idealnie do reszty ubrania.
____________________________________________________________________________________
Podoba się? Przepraszam że wczoraj nie było jutro może będzie ale nic nie obiecuje ;) Nie pisałam bo robiłam generalne porządki do tego przedstawienie w szkole i już nie mam na nic czasu ;( ale już jest ok i będę pisać mam nadzieje co 2 dzień a nawet czasami codziennie :->                 

2 komentarze: