11 gru 2013

Prolog



Prolog


Nie nawiedzę swojego życia. Budzę się codziennie rano z nadzieja ,że to tylko okrutny sen niestety, każdego dnia to samo rozczarowanie.  Siedzę tu już 2 miesiące i wiem tylko tyle że dom spalili a siostrę zabili. Nie mogę uciec bo cały czas ktoś przy mnie jest. Dlaczego? Zależy im na mnie? NIE!!! Moje chore nadzieje. Po prostu myślą że ucieknę.
-Ubieraj się jedziemy na negocjację z Tomem trzeba ustalić o co gramy- rzucił we mnie ciuchami i głupkowato się uśmiechną. Siedziała przy mnie ta jego ‘dziewczyna’, spytałam czy mogę się przebrać, pozwoliła. Weszłam do łazienki i ubrałam rzeczy które nie bardzo mi się podobały. Wyszłyśmy do góry bo tam czekały na mnie reszta rzeczy do ubrania czyli mega wysokie szpilki. Mam na dziej że się w nich nie zabije- pomyślałam. Ubrałam je i Rianna kazała mi usiąść zrobiła mi mocny makijaż i do tego loki. W drzwiach stanął odpieprzony a raczej pieprzony Carlos.
-Masz się uśmiechać i nie stać jak kołek. Rozumiesz bo ci tu piekło urządzę- ostrzegła mnie. Piekło to nic co ona mi robi i ci pieprzona ochrona.
-Ok. jest gotowa?- spytał Carlos a Riana kiwnęła głową. On podszedł obszedł mnie  dokładnie przyglądając- w porządku jak na nią. Choć- wizą mnie jak najsilniej się da za obolały nadgarstek. Przed drzwiami samochodu prawie nie wywinęłam orła bo ogromny kamyk który miał może 2 centymetry musiał tam był wsiadłam do samochodu i zapiło mi pasy jakbym sama nie mogła. Wyruszyliśmy z piskiem opon. Dlaczego ja murze być monetą przetargową? A morze to i dobrze?  Ciekawe jaki jest ten Wielki Louis? Czy jest taki sam jak Carlos? Dojechaliśmy na miejsce. Mój koniec nadszedł-pomyślałam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz