Prolog
Nie nawiedzę swojego życia. Budzę się codziennie rano z
nadzieja ,że to tylko okrutny sen niestety, każdego dnia to samo
rozczarowanie. Siedzę tu już 2 miesiące
i wiem tylko tyle że dom spalili a siostrę zabili. Nie mogę uciec bo cały czas
ktoś przy mnie jest. Dlaczego? Zależy im na mnie? NIE!!! Moje chore nadzieje.
Po prostu myślą że ucieknę.
-Ubieraj się jedziemy na negocjację z Tomem trzeba ustalić o
co gramy- rzucił we mnie ciuchami i głupkowato się uśmiechną. Siedziała przy
mnie ta jego ‘dziewczyna’, spytałam czy mogę się przebrać, pozwoliła. Weszłam
do łazienki i ubrałam rzeczy które
nie bardzo mi się podobały. Wyszłyśmy do góry bo tam czekały na mnie reszta
rzeczy do ubrania czyli mega wysokie szpilki. Mam na dziej że się w nich nie zabije- pomyślałam. Ubrałam je i
Rianna kazała mi usiąść zrobiła mi mocny makijaż
i do tego loki. W drzwiach stanął
odpieprzony a raczej pieprzony Carlos.
-Masz się uśmiechać i nie stać jak kołek. Rozumiesz bo ci tu
piekło urządzę- ostrzegła mnie. Piekło to nic co ona mi robi i ci pieprzona
ochrona.
-Ok. jest gotowa?- spytał Carlos a Riana kiwnęła głową. On
podszedł obszedł mnie dokładnie
przyglądając- w porządku jak na nią. Choć- wizą mnie jak najsilniej się da za
obolały nadgarstek. Przed drzwiami samochodu prawie nie wywinęłam orła bo
ogromny kamyk który miał może 2 centymetry musiał tam był wsiadłam do
samochodu i zapiło mi pasy jakbym sama nie mogła. Wyruszyliśmy z piskiem opon.
Dlaczego ja murze być monetą przetargową? A morze to i dobrze? Ciekawe jaki jest ten Wielki Louis? Czy jest
taki sam jak Carlos? Dojechaliśmy na miejsce. Mój koniec nadszedł-pomyślałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz