-co?-spytałam bardzo cicho
-idziemy zrobić kawał Louisowi zrobimy z niego potwora- zaczęła się śmiać... zgaduje że An
-ok co z mała?
-nie śpię- usłyszałam słodki głosik za mną. An dała nam po bitej śmietanie i poszłyśmy do pokoju Lousi. To to jest dopiero pole minowe. Gorzej nisz na śmietniku.
-jak dobrze że ja tu nie muszę sprzątać- zachichotała An
-a jak się obudzi?-spytałam
-nie ma szans mogę tu grać na perkusji a on dalej będzie spać jak zabity-podeszłyśmy bliżej i zaczeliśmy wylewać zawartość butelki na niego.- to jest piękne
-czegoś mi tu brakuje- zaczęłam się zastanawiać
-wiem- An wyciągał wisienkę i położyła mu na czole
-bomba- o mało co nie wybuchłam śmiechem. Przybiliśmy sobie piątkę i poszłyśmy dalej spać.
Rano obudziła mnie Julie.
-wstawaj jest juz... nie wzne ale ceba isc do cioci- krzyknęła
-no to szybko- wzięłam ją na ręce i zapukałam do pokoju An zaraz potem wyszła i poszłyśmy do pokoju Lou.
-boże człowieku jak ty i twój pokój wyglądacie- An krzyknęła na całego
-proszę ciszej... co ja mam na twarzy?-spytał
-coś słodkiego- mała siadła na jego brzuchu i jadła bitą śmietanę.
-a kto mi to zrobił?- był trochę wkurzony
-ja i dziewcyny- zaczęła się śmiać a my razem z nią
-no to nici z dzisiejszej wycieczki- westchną
-jatiej?-spytała
-basen, kino, zapiekanki- rozmarzył się
-ja ce- zrobiła słodkie oczka takie że każdy polegnie
-ok ale najpierw-wstaną z nią z łózka i poszedł do łazienki nas wymijając a ja z An wybuchłam niepohamowanym śmiechem.
Jechaliśmy już w samochodzie ubrałam się w coś nowego bo z An byłyśmy w sklepie po małej na struj i sama sobie musiałam kupić. Przebraliśmy się w szatni i kwadrans pużniej moczyliśmy sobie z An nogi przy najgłębszym basenie a dziewczyny wzięły malca do brodzika. Chłopcy pluskali się przed nami jak małe dzieci. Szczerze mówiąc to Loui ma zajebiste mięśnie. Co chwila zerkał na nas co on planuje.
Podpłyną z Harrym do nas i jeden i drugi wizą nas za nogi pociągając do basenu. Na jakieś 2 minuty z An byłyśmy pod wodą ale te debile nas wyciągnęli.
-zabije!-krzyknęła An- nie ma obiadu przez miesiąc
-przepraszam to był pomysł Louisa no błagam wszystko tylko nie obiad- Harry zrobił słodkie oczka ale to i tak nie podziałało. Ja dalej miałam nie równy oddech.
-żyjesz?-spytała a ja pokiwałam przecząco głową-debile
-wiem- Harry promienie się uśmiechną i nas przytulił to samo zrobił Loui.
-już jedziemy bo kina a potem na obiad- uśmiechała się JA- Mała ma już dość
-ja też-powiedziałyśmy równo z An
Szliśmy ze zapiekanki spacerem do domu. Julie spała na rękach Loui nie dziwie się sama bym najchętniej poszła spać. Gdy przyszliśmy od razu padłam na łózko.
_________________________________________________________________________________
I jak? Teraz przeczytajcie życzenia ;) rozdział na pewno będzie po 2 dniu świąt bo mam same imprezy ale może się uda napisać wcześniej ;)
Czekam na następny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńSuper :)
OdpowiedzUsuńZajebisty ! Dopiero co zaczełam czytać tego bloga i już mi się podoba. <3
OdpowiedzUsuńnawet nie wiesz jakiego mam banana na twarzy ;) Jak to moja przyjaciółka mówi jak z tond do Afryki na mapie
Usuń