Rano obudziły mnie pocałunki na
całej szyi wdziałam ze to Loui bo tylko on ma taki zajebiste perfumy.
Zamruczałam i otworzyłam oczy:
-dzień dobry kochanie-powiedział
-no hej która godzina?- spytałam zachrypniętym głos
-równa 12- powiedział a moje
oczy były duże -wczoraj ci mówiłem o tej zemście
-nom-potwierdziłam
-no więc żebyś się nie zdziwiła
Carlos jest synem Dana czyli moim bratem. A Danowi na nim zależy-powiedział a moja buźka była wykształcona w piękne "o"
-wow-tylko
tyle udało mi się powiedzieć ale moja buzia dalej miała ten sam wyraz.
On mnie pocałował i dokończył.
-a i jak by co to jest w piwnicy i czeka na
An tortury czyli, zrobi coś mega pysznego a ,że on jest głodny to się będzie tylko patrzyć
-nie ona to ma pomysły-zaśmiałam się- dobra ubieram się i lecimy na du na śniadanie. W tempie szybkim znalazłam się w
garderobie wzięłam ciuch i poszłam pod prysznic. Nie długo się myłam bo
dokładne szorowanie do czerwoności to miałam wczoraj. Pobiegłam na du i
już byłam w kuchni.
-Em pojedziesz ze mną do koleżanki bo chciała żebyś jej paznokcie zrobiła?- spytała JA
-no pewnie tylko coś zjem i spakuję potrzebne rzeczy- powiedziałam uśmiechnięta. Zrobiłam sobie kanapki. Zjadłam je i wybiegłam na górę spakowałam wszystko do torby i byłam gotowa.
Po 15 minutach byliśmy w małym pokoju. Ania- bo tak miała na imię- okazała się miłą dziewczyna. Zrobiłam jej piękne paznokcie. Znaczy tak mi się wydaję. Z uśmiechem wróciłyśmy do domu a tam psychiatryk. An chodzi całą we krwi z igłą i jakimiś środkami. Normalnie wariatkowo. Poszłam do góry zostawiłam rzeczy i poszłam do salonu a tam co totalny chaos.
-Harry oddaj mi te igły!-krzyknęła An
-nie bo one są takie fajne żeby kogoś piknąć- zaczął się nim przyglądać.
-ta i żeby go sparaliżowało na 24-dokończyłam a mnie zamurowało. Waszym z pokoju tak aby mnie się coś nie stało i skierowałam się do kuchni a tam nie kto inny jak Louis.
-i jak?-spytał
-da się przeżyć trudny wzór wybrała ale jakoś się uporałam- uśmiechnęłam się. Nagle zadzwonił dzwonek. Spojrzałam pytająco na Louisa a on się uśmiechną cwaniacko. Pociągną mnie za rękę a ja prawie się przewróciłam. Głupie szpilki. Otworzył drzwi a tam D-A-N. Z jakimś kolesiem.
-gdzie mój syn?-był wściekły
-o ile pamiętam to ma 35 lat. Duży chłopiec- odpowiedział obojętnie Louis. Po co ja tu?!
-wiem że jest u was oddajcie mi go!- krzykną na co się wzdrygnęłam ale tylko ja. Louis przytulił mnie od tyłu a ten debil wpatrywał się we mnie jak w obrazek.
-jak chcesz to sobie po niego pójdź mi jest do niczego nie potrzebny. Tylko... nie w białych rzeczach bo się ubrudzą od krwi- powiedział i przesuną się a oni przeszli. Szepną mi do ucha- zaraz wracam.
Czekałam na kanapie nerwowo bawiąc się rękami. Harry poszedł tam i nadal nie wrócili po chwili słyszałam trzask drzwi. Po 2 minutach w salonie pojawił się Louis z rozciętą wargą.
-zaraz cię opatrzę- powiedziałam i poszłam po apteczkę. Po chwili siedział już obok niego i opatrywałam ranę. Co file syczał z bólu.
_____________________________________________________
Dziś nie jestem w humorze dlatego taki krótki. Wkurwiający kolega mnie wkurwił i do końca dnia mam zryty humor ;(
Świetny rozdział... :)
OdpowiedzUsuń~Stonka~
Ymm ile masz lat? Nie żeby coś, ale tu jest tyle błędów że nie wiem. Chodzi mi o te ortograficzne głównie. Na prawde nie żeby coś, ale jak sie prowadzi bloga to powinno się starać nie popełniać żadnych błedów no a nie oszukujmy się, w tym opowiadaniu jest ich tyle, że oczy razi. Pomysł z fabułą nie jest zły chociaż niektóre zdania, wypowiedzi itp są całkiem bez sensu.
OdpowiedzUsuńZ tego komentarza wnioskuję jedno:
Usuń-"sama jesteś bez sensu!!!"
Z tego komentarza wnioskuję jedno:
Usuń-"sama jesteś bez sensu!!!"
Boże dziecko spójrz na to! Każdy rozdział to jedna wielka kupa błędów ortograficznych, stylistycznych i językowych. Kup sobie słownik ortograficzny (aż taki drogi nie jest) i morda w kubeł jak się nie znasz. -,-
UsuńRozdział niesamowity <3
OdpowiedzUsuń