16 mar 2014

39

Jej oczy to patrzyły się na mnie to na Loui. 
-Em to nie jest śmieszne-zaśmiałam się nerwowo
-a czy ja się śmieję?-spytała-nic nie pamiętam 
-Em-szepną błagalnie Louis
-dobra ja jadę z Harrym po jakiegoś lekarza- powiedziałam i wyszłam z pokoju. 
***POV Emma***
Ok wiem jak mam na imię ale kim są oni? 
-kim jesteś- wypaliłam
-Louis... Twój chłopak-powiedział pewnie a mnie zatkało. Nie pamiętam jak wyglądam ale on jest mega przystojny. A mi się trafiło- powiedz że coś pamiętasz
-nie nawet nie wiem jak wyglądam- przyznałam. On podniósł mnie z łóżka i postawił na nogach. Trzymał mnie w pasie, ponieważ bym poleciała na podłogę. Pomógł dojść do lustra a gdy przed nim stałam rozpłakałam się. On bardzo mocno przytulił mnie od tyłu w pasie i szeptał uspokajające słowa. Wyglądałam jak śmierć. Cała blada z mnóstwem siniaków i ran. 
-no już- wizą mnie na ręce jakby trzymał 2 letnie dziecko. Oplotłam nogi woku jego tali a on usiadł na łóżku. 
-ja chce wszystko pamiętać- żaliłam się jak dwulatka. 
-wiem też chciałbym żebyś wszystko pamiętała. Obiecuje ci może nie od razu ale odzyskasz pamięć z moją pomocą-obiecał. 
-dziękuję-przytuliłam go mocniej
-jeszcze nie masz za co-zaśmiał się i przenosząc do pokoju obok. Okazało się, że to jest garderoba położył mnie na kanapie i wyciągną z półek jakieś ubrania. Położył je obok mnie i pomógł ubrać bluzkę. Nie powiem nie było mi komfortowo no ale sama bym tego nie zrobiła, ponieważ mam ranę na brzuchu. Krótkie spodenki zmieniłam na spodnie i ubrałam ciepłe skarpetki. Z jego ogromną pomocą zeszłam po schodach i usiedliśmy na kapie. Cały czas mam wrażenie jakbym tu była. No wiem, że tu mieszkam ale to jest takie dziwne uczucie. Rozglądałam się i próbowałam sobie coś przypomnieć. 
-czemu nic nie pamiętam- byłam zła
-daj sobie czas-uśmiechną się tak ślicznie. Sam wyglądał trochę jak wrak człowieka. Worki pod oczami, które same były czerwone.-chcesz coś zjeść
-ok, choć do kuchni może przypomnę sobie jak się robi kanapki- zaśmiałam się. Znowu z jego pomocą poszliśmy do pokoju obok. Wyciągnęłam z lodówki szynkę, pomidory, majonez. Zrobiłam piękne kanapki z boskim uśmiechem. 
-piękne- przytulił mnie. Mam wrażenie, że mógł by to robić częściej
-jak tam u Juliet
-u kogo?-spytał 
-u Juliet- powtórzyłam
-nie mówiliśmy o tym- posiedział ciekawie ale następne zdanie już krzykną-przypomniałaś sobie!
-no prawda-przytuliłam go a on obrócił mnie do okoła
-jak tak dalej pójdzie to jutro będziesz pamiętać imię swojego pradziadka- uśmiechną się co odwzajemniłam. Dalej trzymał mnie na górze. 
-aż takiego optymizmu to nie przewiduję-podniosłam kącik ust do góry. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy.-chce pamiętać wszystkie chwile z tobą
-przypomnisz sobie-zbliżył swoje wargi do moich łącząc je w pocałunek, odruchowo położyłam rękę na jego policzku. On położył mnie na blacie na co zareagowałam natychmiast. Przyciągnęłam go mocniej do siebie na co się uśmiechną. 
-kocham cie-szepną. Nasze czoła się stykały. On mnie kocha, ale czy ja go kocham? W końcu byliśmy razem. Czuje, że nie potrafię przejść obok niego obojętnie. Gdy czuje jego oddech na sobie mam ciarki. Chyba odpowiedź jest prosta... 
-też cie kocham-też szepnęłam. Szukał w mojej twarzy zwątpienia ale kiedy go nie znalazł uśmiechną się. 
-pracujesz nad jej pamięcią-w kuchni pojawił się Loczek 
-tak Harry-Louis spojrzał na niego. 
-powiedz, że mnie pamięta- zrobił słodkie oczka
-Harry-powiedziałam błagalnie 
-pamięta ja mam na imię!- krzykną radośnie. A my wybuchliśmy śmiechem 
-halo ja powiedziałem wcześniej twoje imię- powiedział z ironią Louis. Harry nagle jakby zgasł.
_________________________________________________
Hej!!! Marzena dalej okupuje łóżko w szpitalu ;( Mój komputer jest idiotyczny i czasami wo gule nie reaguje dlatego tak długo nie było rozdziału.

1 komentarz: