17 mar 2014

40


  • Siedziałam na kanapie i słuchałam opowieści. Stwierdzam że za dużo filmów oglądali. Podobno porwał mnie brat Louisa, bił mnie, poniżał i tak dalej. Potem Louis dostał mnie jako nagrodę pocieszenia, potem jego wypadek i tak się wydało że jesteśmy razem. Za dużo tego jak na jeden dzień.
    Szłam długą wąską alejką. Było ciemno, bardzo ciemno. Bardzo się bałam bo za mną słyszałam kroki, gdy ja przyśpieszałam on też. W końcu tracąc orientacje w terenie weszłam w ślepy zaułek. Do okoła niej były mury a jedynym wyjściem była droga z której przyszłam, ale przecież ktoś tam jest i idzie w moją stronę. Skuliłam się w koncie z nadzieją że mnie nie zauważy, ponieważ drogę oświecała pełnia księżyca. Kroki stały się coraz to głośniejsze a ja się coraz bardziej bałam. Poznać to można było po tym, że mój oddech był nieregularny i cała się trzęsłam. Schowałam twarz w kolana. Nie chciałam nic widzieć. 
    -myślałaś, że cie nie znajdę?-spytał podnosząc mój podbródek ku górze. Zobaczyłam bardzo dobrze zbudowanego faceta , na oko ma 40 lat. Na jego nosie widniały okulary przeciw słoneczne a ubrany był w skórzaną kurtkę a pod nią biały podkoszulek  który pokazywał idealnie wyrzeźbiony tors. Jedyne co nie pasowało do jego "idealnego" wyglądu to, to że był łysy. Zaczął rozpinać mi kurtkę a potem dobrał się do moich spodni. Byłam tak sparaliżowana strachem że nic nie mogłam z robić...
    -aaaa!- obudziłam się z wielkim krzykiem. Cała byłam spocona a przed oczami miałam jego twarz.
    -co się stało?-spytała An która wbiega do pokoju.
    -miałam koszar-odpowiedziałam
     -lekarz wczoraj mówił że to sny mogą być scenami z życia, opowiadaj- kiedy An to powiedziała do pokoju wszedł Louis.
    -co się stało?-spytał
    -miał koszmar który mugł być sceną z jej życia-odpowiedziała. Louis i An siedli przede mną a ja zaczęłam opowiadać:
    -szłam aleją słyszałam kroki za mną więc przyspieszyłam, w końcu nie wiedziałam gdzie jestem i skręciłam w ciemną uliczkę. Gdzie jedynym wyjściem była droga powrotu ale stamtąd słyszałam kroki. Skuliłam się w końce bo myślałam, że mnie nie zauważy.-łuz spływały po moich policzkach a Louis mnie przytulił i położył na swoich kolanach
    -możesz opowiadać dolej?-spytał
    -tak. Zauważył mnie i powiedział,"Myślałaś że cie nie znajdę?" Potem wziął mój podbródek tak, że patrzyłam na niego.
    -jak wyglądał?- spytała An
    -łysy, dobrze zbudowany miał okulary na nosie, skórzana kurtka a pod nią biały podkoszulek który idealnie pokazywał jego wyrzeźbiony tors- jak to powiedziałam to Louisowi nieźle napięły się mięśnie.
    -Dan-wyszeptała An
     -kto to?-spytałam ale nic mi nie odpowiedzieli
    -idź spać-powiedział Louis
    -zostaniesz ze mną, boje się- poprosiłam. Louis pokiwał twierdząco głową a An wszyła z pokoju. Położyliśmy się na łóżku a Louis przytulił mnie w pasie. Tak zasnęłam. Rano obudziły nas krzyki An

    -Harry zostaw tą komórkę!!!
    -co im od rana?-spytał zaspany Louis. Czemu wczoraj nie zauważyłam, że nie ma koszulki? No nie powiem tors to on ma boski. Tak dosłownie BOSKI. 
    -nie wiem ale jedno jest pewne. Jak się nie uciszą to jak tylko będę miała siły to zabije-stwierdziłam a Louis się zaśmiał. 
     -pomogę-powiedział przyglądając się moim szwom-spytam się An kiedy można je zdjąć
     -na szczęście nie mam ich na twarzy-wiem, że blizny zostaną ją na zawsze a ja mam dużo ran na brzuchu. 
    -i tak byś była piękna-uśmiechną się
    -ta ta wmawiaj sobie- zaśmiałam się 
    -pomogę ci się ubrać i zejść na dół-powiedział a ja się uśmiechnełam. Jedno jest pewne, mogę zawsze na niego liczyć. 
    __________________________________________
    Mamy 40 rozdział mam już powoli kierować się do zakończenie, czy nie?

    6 KOMENTARZY NASTĘPNY ROZDZIAŁ 

     

6 komentarzy:

  1. Jakie zakończenie? Ma być 100 000 000 rozdziałów, jak nie więcej...
    ~Stonka~

    OdpowiedzUsuń
  2. Boski
    Pisz jak najwięcej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie , nie , nie ...
    Jakie zakonczenie , o czym Ty gadasz !
    Next please
    <33333
    ~ Ro

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny jak zawsze <33 J.T.

    OdpowiedzUsuń