25 mar 2014

43

Dojechaliśmy na ogromny parking. Do okuła były opuszczone budynki i ani jednego samochodu. Obróciłam się w jego stronę:
-po co mnie tu przywiozłeś?  
-pamiętasz jak obiecałem ci że nauczę cię jeździć?-spytał
-tak to było po tym jak ci gips ściągnęli-  Po ściągnięciu gipsu od razu poszliśmy na lody oczywiście Loui nie mógł się przyzwyczaić że ma w pełni sprawną 2 rękę.
-nad czym tak myślisz?-spytał
-nad niczym tak po prostu się patrze na ciebie- posłałam mu buziaka w powietrzu
-ok nic nie mówiłem. Nauczę cię jeździć- wypalił a moja minka wykształciła się w piękne "o".
-chcesz żeby połowa ludzi w Londynie została potrącona?-moja buźka dalej miała ten sam wyraz twarzy.
-ej nie bój się nie będziesz jeździć sama tylko ze mną-powiedział
-ta to mnie pocieszyłeś nie ma co- zrobiłam znudzoną minę- idziemy do domu?
-jak chcesz- wzruszył ramionami i spokojnym krokiem ruszyliśmy do auta.
Na wspomnienia się uśmiechnełam.
-no właśnie byliśmy tacy szczęśliwi dla mnie dalej tak jest. Dale cie kocham jak wariat- zmusił mnie żebym popatrzyła mu w oczy, żebym upewniła się że to prawda.
-gdyby tak było to nie obściskiwał byś się z pierwszą lepszą- wyszeptałam a jedna samotna łuza spłynęła mi po policzku.
-ale ona się na mnie rzuciła, gdybyś stała tam dłużej zobaczyłabyś że ją odepchnąłem- szukałam w jego twarzy coś do mi da się upewnić że to kłamstwo, ale nic nie znalazłam- kocham cię Em
-ja tez cię kocham ale to tak boli. Boli bo cały czas mam was przed oczami- więcej niż jedna łuza spłynęła po mojej twarzy spadając na spodenki.
-proszę spróbuj-nie odpuszczał a w oczach miał łuzy i strach. Dlaczego bał się że mnie straci, na zawsze?
-nie wiem Louis- zaczęłam bawić się nerwowo rękami
-ale ja wiem jak cię przekonam- zbliżył swoje usta do moich i znaczą całować ale tak wyjątkowo. Walczyłam sama ze sobą żeby go odepchnąć ale jakaś siła we mnie chciała więcej. Po chwili siedziałam na nim okrakiem. Louis przerwał pocałunek a ja szepnęłam:
-wybaczam
-na prawdę?-spytał szczęśliwy a ja przytaknęłam-to obietnice czas spełnić
-o co ci chodzi?-spytałam z podniesioną brwią
-trzeba nauczyć się jeździć-powiedział krutko
-nie! Ciebie do końca pogięło ja chce żyć- mam nadzieje że te słowa na niego podziałały
-to jak ja mam ci spełnić obietnice?-spytał
-powiedzmy że jej nie było- zastanawiałam się   
-nie tak nie będzie już noga na gaz i przekręcasz kluczyk w stacyjce-rozkazał
-Louis a nie możemy jutro pojechać na gokardy będzie bezpieczniej-zrobiłam kota ze szreka
-no nie wiem- przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze. Kurde to takie seksowne. Emma przystopuj jeszcze 30 minut temu nie chciałaś go znać
-no proszę ja tak ładnie cię proszę- mój uwodzicielski głos mnie dobija. Zbliżyłam się do niego najbardziej jak mogłam. 
-no na prawdę nie wiem- w jego oczach widziałam pożądanie.
-ale proszę- szepnęłam w jego usta. Załączyłam je razem a Louis położył ręce na moich biodrach i podniósł bluzkę do góry.
-nie tutaj- powiedziałam siadając  na miejsce pasażera.
-no ale popatrz co ty zrobiłaś-pokazał na wybrzuszenie w swoich spodniach
-ups... trudno musisz wytrzymać caaaaaaaałą drogę do domu-przedłużyłam "a"w "całą"
-no to jedziemy- ruszył z piskiem opon. W domu byliśmy bardzo szybko. Oczywiście Louis jak to Louis nie wytrzymał i musiał się pochwalić, że się pogodziliśmy. Potem wybiegł szybko na górę i rzucił się z opoczniankami na mnie...
Jaka ja naiwna.
______________________________________________
Boże dalej się śmieje z tego co napisałyśmy z koleżanką. To znaczy ona bo ja głównie się śmiałam.
Nie wiem kiedy następny ale pisze do przodu i powiem wam że się dzieje w świecie Emmy. Do następnego ;*


Trzymajcie w kciuki bo wyniki badań mi przyjdą ;*  

2 komentarze:

  1. No nareszcie rozdział!!! :)
    ~Stonka ~

    OdpowiedzUsuń