Obudziłam się razem z moim kaszlem. Spałam na kolanach Loui? Czemu mnie nie obudził?
-jak się spało?- i znowu był przede mną i znowu się wcześniej obudził.
-dobrze ale ty się nie wyspałe...-nie dokończyłam bo wizą mnie katar
-ktoś tu jest chory-przyłożył rękę do mojego czoła- i rozpalony
-trochę słaba-dodałam do listy.
-wiedziałem że ktoś będzie chory- wizą mnie na ręce i podążał do kuchni
-Louis ale ja mogę chodzić sama ja mam tylko gorączkę- mówiłam jak do głupiego on postawił mnie na podłodze przeszłam parę kroków i prawie nie miałam bardzo bliskiego kontaktu z podłogą gdyby nie Louis.
-mówiłem- wizą mnie z powrotem jak pannę młodą i położył na blacie- y...
-Em co ty taka biała?- spytał wchodzący Harry
-jest chora- odpowiedział bohater-od-bliskiego-spotkania-z-podłogą
-zawołam An-stwierdził Hazza no tylko ona mogłaby pomóc. Zaraz po 5 minutach wrócił z An.
-matko święta! Do domu trzeba jechać spakujcie się i do domu! Chociaż i tak byśmy się musieli wracać-powiedziała zaspanie i poszła się spakować my zrobiliśmy to samo budząc wszystkich przy okazji. Gdy się spakowałam szybko ubrałam się w przygotowane ciuchy ubrałam kurtkę i byłam gotowa do wyjścia.
W domu każdy chciał mi jakoś pomóc. W końcu doszło do tego że Harry z JA poszli spać a Zayn z Car pojechali po zakupy. W salonie siedziałam sama nikogo nie było aż mi smutno.
-Jest ktoś w tym domu bo mi smutno!-krzyknęłam a nagle w salonie pojawiła się An.
-a dlaczego ci smutno?- spytała
-bo nie mam z kim pogadać-posmutniałam
-o to teraz masz- w salonie pojawił się Loui i usiadł na kanapie. Cyba ze 2 godziny przegadaliśmy bo wszyscy dołączyli się do rozmowy śmialiśmy się wygłupialiśmy a ja się czułam coraz lepiej po kilku herbatach miętowych które były swoją drogą bardzo nie dobre. Parę tabletek i jestem na nogach. Poszłam wsiąść długą i ciepły prysznic po czym położyłam się spać.
Zeszłam na du i zrobiłam sobie śniadanie czułam się o niebo lepiej chociaż dalej męczył mnie katar. Niestety choroba nie przechodzi z dna na dzień. Po śniadaniu poszłam się przebrać 1 leprze ciuchy zawsze układają mi się w nawet spójny zestaw. Do tego delikatny makijaż i byłam gotowa. Do garderoby weszła An.
-w co ja się dziś ubiorę?- zaczęła grzebać po pułkach- pomóż
Wyciągałam z szafy 1 leprze spodnie ale bluzkę wiedziałam jaką chce do tego buty i zestaw gotowy.
-będziemy do siebie pasować- weszła za parawan a ja zeszłam na du usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Po chwili dołączyła An a potem Harry.
-ostatnie zakup?- pokazał na bluzki a my kiwnęłyśmy głową.
-ja chce jechać na ten wyścig- kociłam się z Loui
-nie nie pojedziesz bo się bardziej rozchorujesz- patrzył na mnie z góry
-Louis wyścig odwołany dziewczynę która ma machać na start się rozchorowała- powiedział Harry który chował telefon do kieszeni.
-ja ją zastąpię- powiedziałam spokojnie
-ty nawet nie wiesz jak to się robi-prychną Louis
-nie zapominaj że byłam na milionach wyścigach a co to machnąć chorągiewkami i krzyknąć start. Nie ma dyskusji pisz do Ni że się odbędzie a ja się idę ubrać. szybko się przebrałam i umalowałam.
-Louis wygrasz to-powiedział Harry patrząc na mnie
-no wiadomo ścigam się z nowym w te klocki- mówił z kuchni
-nie o to chodzi jak ona ci da znak do startu to wystartujesz jak torpeda żeby być jak najszybciej przy niej- powiedział a ja wybuchłam śmiechem. Do korytarza wszedł Luis i zadławił się colą która właśnie pił.
-koniec zachwycania jedziemy- krzyknęłam.
Stałam po między tymi autami i nawet się nie denerwowałam, nie ja się w wo gule nie denerwowała.
Machnęłam tymi chorągiewkami a oni ruszyli jak torpeda znaczy Loui bo tamten to szkoda gadać. Zeszłam do Hazzy i poczułam w sumie cały czas czuje na sobie wzrok ludzi. Oczywiście jakieś 15 minut później Louis jako pierwszy dotarł na metę.
____________________________________________________________________
Wiem krótki rozdział ale tak na szybkiego pisany bo chciałam wam coś wstawić.
Więc podoba się?
Najlepsze opowiadanie jakie czytałam :)
OdpowiedzUsuńBosko czekam nexta :)
OdpowiedzUsuń