27 gru 2013

8

Minęły następne dwa miesiące śnieg stopniał już tydzień temu a chłopaki chcieli to wykorzystać i pojechać napę-pik wynajęli domek. Mieliśmy jechać wszyscy plus jakiś Niall z Liamem nie znam ludzi ale dziś ma imprezie mam poznać. Skończyłam pakowanie i ubrałam przygotowanie ciuchy na imprezę. Zrobiłam makijaż i uczesałam koka. Zbiegłam na du i siadłam na kanapie obok An i Lou.
-gotowi?- w salonie staną reszta domowników.
-tak- powiedziała An
-to jedziemy- wyryczał Zayn. Jechaliśmy na 2 Auta ja jechałam z Loui i Anne
-o której jutro jedziemy?-spytała An
-o 12 a co?- odpowiedział Lou
-bo nie wiem po której fazie picia mam was zebrać do domu
-nie bój się ja nie będę pić- wyszczerzył się
-ta bo ja cie nie znam- powiedziałyśmy równo a potem wybuchłyśmy śmiechem
-haha bardzo śmieszne jak nie będę pić to każda daje mi causa. Po dojechaniu na miejsce usiedliśmy przy loży dla VIP. Jakieś 5 minót pużniej dołączyli się do nas Li i Niall
-Em to jest Liam czyli Li i Niall- powiedział Loui a ja się uśmiechnełam co odwzajemniliśmy.
-z kąt ja wiozłeś- spytał blondyn
-nagroda pocieszenia po starciu z Carlosem- powiedział
-jakby takie nagrody pocieszenia były to ja też bym się ścigał- Li puścił mi oczko
-zapomnij ona ma ochronę- powiedziała An
-kogo?-spytał
-mnie- zaśmiała się- ja idę na parkiet nie wiem jak wy-wstała a ja zaraz za nią. W końcu wszystkie dziewczyny i Harry poszli tańczyć. Gdy wróciliśmy Loui był już pijany.
-wiedziałam że nie wytrzyma- krzyknęła An a Harry zrobił pytającą minę
-bo Loui powiedział że jak się nie opije to będziemy musiały go całować- na samą myśl on zadrżała
-haha nie było szans by się nie opił- stwierdził Harry
-no ba- przytaknęłam. Siedzieliśmy do 24 i potem pojechaliśmy do domu Lou odstawiliśmy do pokoju i sami poszliśmy spać. Rano z An i Harrym darliśmy się w niebo głosy by dać im nauczkę oczywiście plany się przesunęły bo oni wstali o 13.
-to co An kiedy następna impreza!-spytał Harry
-jak tak się będziecie drzeć to nigdy- odpowiedział Loui
-oj Lou nie załam się w końcu wygrasz ze mną zakład- pocieszała go An- dobra jedziemy ja i Harry prowadzimy- wyszliśmy z domu i pojechaliśmy po Li i Nialla. Ja siedziałam bo środku pomiędzy Loui który spał mi na kolanach a Li.
-matko aż takiego ma kaca?-spytał
-nie tylko od 10 się tłuczemy a wiesz jak to jest mieć kaca- odpowiedziała An.

Po jakieś godzinie byliśmy na miejscy piękny nawet duży domek w środku lasu ujawnił się przed nami.
Na środku małej polany było miejsce do palenia ognisk.
-ładnie tu- stwierdziła An
-nom- przytaknęliśmy. Weszliśmy do domku a tam było tylko 6 łyżek. Szybko każdy ziają sobie łózka. Zostało jedno ale bez belki a było piętrowe Niall nie kocąc się z An ziają podłogę.  Miej więcej ogarnęliśmy wszystko. Położyłam się spać bo była już 20 a szczerze nie miałam siły na nic.
_____________________________________________________________________
Wiem rozdział  beznadziejny. Ale poświtach nie mam zbytnio weny  :( Jak wami minęły święta i oczywiście urodziny naszego Louisa :*.     

1 komentarz: