28 maj 2014
The last breath
A więc skarbiki wy moje chcieliście bloga o Louisie (najwięcej było na niego głosów) a skoro to nie ma praktycznie komentarzy. Pod Epilogiem był link ale daje go jeszcze ras
23 kwi 2014
Epilog ;*
Kiedyś w końcu każda z nas będzie matką. A najpiękniejszą rzeczą jest jak dostajesz swoje maleństwo do rąk. Jest takie malutkie i boisz się żeby nic mu nie zrobić. Z Louisem byliśmy bardzo szczęśliwi z narodzin naszego synka.
-To będzie Harry na cześć naszego Harolda bo jako jedyny ze mną zachowa spokój- zaśmiałam się
-tak, tak teraz odpoczywaj należy ci się.-ucałował czubek mojej głowy.
-twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- powiedziałam oddając.
Nareszcie wyszłam ze szpitala. Nasz Harry dzielnie opatulony spał w nosidełku a my jako dumni rodzice jechaliśmy do domu z wujkiem Liamem. W domu byli wszyscy i wszyscy się zachwycali moim synkiem. Lecz on miał wszystko gdzieś i po prostu spał. Z Loui zanieśliśmy go do pokoju i wyciągnęliśmy z fotelika. Troszkę pozbyliśmy się niepotrzebnych ubrań i zostawiliśmy go w samym rogaliku. Napatrzyć się na niego nie mogliśmy. Pierwsze tygodnie to głównie spał, jadł i płakał ale jak każde dziecko. Potem zaczeliśmy z nim chodzić po całym domu i pokazywać różne rzeczy. Strasznie spodobały mu się włosy Harolda. Przytulałam go na kanapie a on oglądał z Louisem rysunkową wersie spider mena. No to było boskie nie wiem czy to bardziej Louisa ciekawiło niż Harrego. Wreszcie nadszedł jeden z ważniejszych dni naszego synka a mianowicie pierwsze słowo. To jest dopiero przeżycie. Robiłam z An kolacją kiedy mały w swoim specjalnym krzesełku bawił się zabawkami. Kiedy skończyłam nakrywać do stołu mały krzykną na cały dom
-mama!- pobiegłam do niego a on się śmiał jak opętany ja sama popłakałam się ze szczęścia a Louis znalazł się szybko w kuchni. An niedowidziała a ja wreszcie mocno przytuliłam moją pociechę. To było przeżycie. Ale najgorsze a jednocześnie piękne był 1 ząb ile dni nieprzespanych, ile pilnowania żeby nic nie włożył do buzi. Zawsze tak jest ale gdy wychodzi 1 ząb szczególnie dziecko wpycha wszystko do buzi. Potem było dużo lepiej. Roczek, pierwsze kroki. No nie powiem przez pierwsze 4 lata dużo się za nim biegało ale na szczęście nie ja tylko Louis z chłopakami bo ja musiałam pilnować naszej drogiej pociech Aggnes. Taki mały szkrab z pięknymi brązowymi włosami. A jej dużymi i błękitnymi oczami był każdy zauroczony. Podobno im większe dziecko tym większe problemy. I racja. No bo takich problemów sercowych jak nasze dzieci to nikt nie miał ale to temat na inną rozmowę. Wreszcie doczekaliśmy się wnuków i to co czeka każdego śmierć. My mieliśmy tyle dobrze że umarliśmy jako staruszkowie.
***POV Alex***
Droga babciu i drogi dziatku!!!
Strasznie za wami tęsknie szkoda że nie a was tu ze mną i nie możecie widzieć jak świetnie radze sobie z nauką. Niedawno poznałem dziewczynę i podoba mi się nie powiem ale Anetta mówi że jest brzydka. Nie wiem co robić ale pamiętam o waszych słowach że mam się kierować sercem bo inaczej nie osiągnę prawdziwej miłości gdyż ona pochodzi właśnie z niego. Mama i tata bardzo o mnie martwią ale widzę że strasznie za tobą tęsknią a najbardziej tata. W końcu byliście jego rodzicami sam nie wiem jak bym zareagował na śmierć moich rodziców. Tak jak mi mówiliście tak też tobie opiekuje się wszystkimi. Ciocia Agnes mówi że niedługo do was dołączy ale ja jej nie pozwolę żeby przegrała z rakiem. Codziennie przynoszę jej rysunki a ona mówi że jak na jedynasto latka to wspaniale maluje i wdałem się w ciocie An. Strasznie za wami tęsknie.
Wasz na
zawsze
Alex
Włożyłem list do folij-ki
uprzednio malując na nim mnie i dziadków. Dałem go tacie a on ma zanieść
go na cmentarz. Tam teraz odwiedzam dziadków. Spakowałem ostatnie rzeczy i
zbiegłem na duł. Zjadłem śniadanie zrobione przez mamę i pośpiesznie
wszedłem z domu wsiadłem do auta i czekałem na tatę który miał mnie odwieźć. Na lekcji angielskiego mieliśmy opisywać ulubionego bohatera lub bohaterów, ja dobrze wiedziałem kogo chce opisać właśnie dziadków.
-Alex
teraz twoja kolej-powiedziała nauczycielka
-chciałbym opisać dziadków.
Może nie są super bohaterami ale dla mnie są bardzo ważni. Kiedy miałem
9 lat babcia powiedziała żebym kierował się głosem serca bo ona
prowadzi do miłości ponieważ ona pochodzi właśnie z niego. A dziadek
nauczył mnie wszystkiego o samochodach. W przyszłości ci chce dostać
mechanikiem by tak dobrze znać się na nich jak dziadek. Kiedy umarli
czułem pustkę a mama z tatą mnie pocieszali ale nie miałem już z kim porozmawiać o tym co czuje. Każdy mi mówił że mam rodziców ale to babcia
mnie najlepiej znała to z nią spędzałem godziny na rozmowach a z
dziadkiem na majsterkowaniu. To że moimi ulubionymi bohaterami są
dziadkowie nie znaczy że jestem dziwny dla mnie moi dziadkowie są super bohaterami- gdy to muwiłaem w oczach miałem łuzy a cała klasa była
cicho jak nigdy. Pani się popłakała a Amanda która mi się podoba uśmiechnęła się przyjaźnie. Czuje pe dziadkowie są buli i będą przy
mnie.
____________________________________
Dziękuję za...
Za to, że Wycierpieliście te wszystkie błędy. Że wspieraliście mnie i oprania nie jak ktoś dał negatywny komentarz. Też za te negatywne bo one mobilizowały mnie do tego aby pracować nad tym.
Każdemu blogerowi życzę takich czytelników jak Wy.
Zapraszam na boga o Louisie. Tak jak zadecydowaliście. Może nie będzie tak dużo błędów jak tu :*
http://louistomlinson-dark.blogspot.com/
http://louistomlinson-dark.blogspot.com/
17 kwi 2014
50
Louis był pobity. Nie to nie do powiedzenie. On był cały
we krwi.
-Em przynieś apteczkę z łazienki-rozkazała An. Pobiegłam szybko na górę wzięłam apteczkę i zbiegłam na du. Podałam An owy przedmiot
-co się stało?-spytałam po chwili-ktoś dał psom cynk że jest akcja i prawi nas złapali- powiedział Harry -sam komendant był-dodał zdyszany Zayn
-i mnie poszczlił- powiedział ledwie Louis
-czekajcie komendant?- spytałam z niedowierzaniem a oni przytaknęli-zabije go
-Em uspokój się-Harry wstał i mnie przytuli
-nie nawadze go. Czy on wszystkich którzy mają związek ze mną próbuje zabić?-rozpłakałam się
-Em o co chodzi- Harry się zdziwił
-to mój ojciec-szepnęłam przerażona
-co?-powiedzieli wszyscy równo
-David to mój ojciec- jeszcze bardziej się rozpłakałam
-ok gotowe Louis- powiedziała An-nic ci nie będzie to tylko wyglądało strasznie
-to chociaż tyle-Louis dalej ledwo co mówił
-odpoczywaj-powiedziała An
-pojedziesz gdzieś ze mną?- spytałam Harrego
-do ojca?-spytał a ja pokiwałam twierdząco głową
-daj mi chwile-szepnęłam. Wbiegłam na górę przebrałam się. Spakowałam telefon do trepki i zbiegłam na dół ubierając szpilki.
-ale się wystroiłaś- powiedziałam. Harry miał na sobie rurki, biały podkoszulek i żakiet.
-tak jak ty- uśmiechną się - trzeba udzielić kazania tacie-wzięłam głęboki wdech i wydech. Szybko znaleźliśmy się pod domem rodziców.
-chcesz żebym poszedł z tobą?-spytał
-choć. Bo go jeszcze zabije-powiedziałam. Wyszliśmy a ja zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzyła nam mama rzuciła mi się na szyje a ja ją obielam
-tak się o ciebie bałam- szepnęła kiedy się w końcu ode mnie odsunęła popatrzyła na Harrego- to twój chłopak?
-nie mamo- oboje wybuchliśmy śmiechem ale zaraz wszystko wytłumaczyłam-to mój przyjaciel. Mój chłopak cóż... Jest tata?
-tak odpoczywa po akcji. Wchodźcie jest w salonie- otworzyła szerzej drzwi żebyśmy weszli. Mój żołądek robił fikołki. Wdech, wydech. Wdech, wydech... Stanęłam przed tatą a on żuci się na mnie. Nie odwzajemniłam uścisku choć za nim tęskniła. Nie, nie po tym co zrobił.
-a ja cie z koś kolaże-popatrzył się na Harrego
-tak kojarzysz. Dzisiejsza akcja. Poszczeliłeś chłopaka kojarzysz. Nie przyszłabym tu gdyby nie to. Chciałeś zabić kogoś... Louisa on jest moim chłopakiem i nie zmienisz tego- powiedziałam stanowczo. Wow sama sobie się dziwie. Zawsze byłam posłuszna.
-on jest kryminalistą...- nie dokończył bo przerwałam
-jest człowiekiem, takim jak ty. Uratował mnie bo moglibyście mnie teraz na cmentarzu odwiedzać.Tego mi nie zepsujesz za dużo płakałam przez ciebie. Za dużo chłopaków straciłam, za długo byłam pośmiewiskiem w szkole!- wydarłam się i rozpłakałam. Harry wizą mnie za ramie.
-Em wracamy- powiadał a ja przytaknęłam gdy staliśmy w progu kucałam ponieważ poczułam bul w okolicy brzucha. Nie dawałam rady oparłam się o siane i mocno zacisnęłam oczy. Harry przerażony kucną przede mną- Em co się dzieje
-kochanie?-przyszła moja mama -trzeba jechać do szpitala- stwierdził Hazzuś. Wizą mnie na ręce i z zawrotną prędkością trafiliśmy do szpitala. Dali mi jakieś leki i zrobili UZG. Harry w tym czasie siedział z Loui i moją mamą na korytarzu.
-widzi to pani-pokazał na jakiś punkt na monitorze
-tak a co to?-spytałam
-nie co to? Tylko kto? Gratulacje zgodnie z moimi podejrzeniami jest pani w ciąży- doktorka uśmiechnęła się przyjaźnie. A mnie zamurowało widząc moją reakcje ponownie się zaśmiała i dodała- nie ma się czym martwić. Najważniejsze że nie może się pani niczym martwić bo to co się działo z pani ciałem jest wynikiem stresu. Tak to już jest w ciąży
-łatwo mówić trudniej zrobić- stwierdziłam. Nie jestem gotowa na dziecko ale nie usunę następnego. Nie bo jest Louisa. No właśnie Louis co on na to?
-to proszę się zamknąć w pokoju-zaśmiała się-niech pani idzie do narzeczonego. I mam nadzieje że będę prowadzić ciąże
-oczywiście-uśmiechnęłam się
-to wizyta za tydzień trzeba sprawdzić czy wszystko w porządku-zapisywała coś w papierach -oczywiście- już miałam wychodzić kiedy krzyknęła
- prawie zapomniałam 2 miesiąc- nie wiem czy ja czy ona się bardziej cieszy z tego malca? Przytaknęłam i wyszłam. Louis podszedł do mnie wyglądał idealnie jakby nic się rano nie ważyło.
-i co?- spytał
-powiem ci w domu to nie jest temat żeby tu rozmawiać ale wszystko w porządku- mój piękny banan. Na moje słowa wszyscy odetchnęli z ulgą
-odwieźć panią?- spytał Harry
-jak to nie problem?- ale maja mama jest miła dla niego
-żaden-ukazał swe dołeczki i poszedł. Ja powoli ruszyłam z Loui do jego samochodu. Dalej nie mogę uwierzyć że mam takie malutkie dziecko w sobie. Kiedy staliśmy przed samochodem obleciał mnie strach. Kurde nie mogę się bać ani stresować to grozi malcowi. W domu zaprowadziłam Loui do mojego pokoju i kazałam usiąść. Zaczęłam się zastanawiać
-na początku siec że nic od ciebie nie oczekuje, nie musisz się w to pakować- mówiłam bardzo szybko
-kochanie spokojnie. Wdech wydech-robiłam to co mówił-a teraz do rzeczy o co chodzi?
-Louis bo...bo... Bo ja jestem w ciąży- powiedziałam na wydechu
-możesz powtórzyć?-spytał z niedowierzaniem
-jestem w ciąży. Nosze nasze dziecko, jak go nie chcesz zrozumiem. Zniknę z twojego życia- nie dokończyłam bo złączył nasze usta w delikatny pocałunek z czasem zmienił się na bardziej namiętny
-kobiecie w ciąży nie wolno się denerwować-poprawił mnie na swoich kolanach gdyż siedziałam na nim okrakiem
-czyli to znaczy?- spytałam
-że będziemy najlepszymi rodzicami jakich świat widział- zaśmiał się, przytuliłam go mocno.
-za tydzień muszę jechać do ginekologa bo się boi o dzidziusia- powiedziałam
-ale to będzie chłopiec. Będziemy razem grać w piłkę- Louis się rozmarzył
-niech ci będzie-pałowałam go soczyście
-kocham cie- szepną
-ja ciebie też-zaśmiałam się
- mam problem- powiedział patrząc się na mój brzuch a ja zmarszczyłam brwi-jak ja mam podzielić serce dla dwóch osób?
- Louis głuptasie nie strasz- rzuciłam się na niego tak że teraz leżeliśmy i śmialiśmy.
-gołąbeczki na dół w podskokach!- krzykną Harry. Zgodnie z życzeniem zeszliśmy na dół Hazuś kazał nam usiąść na kanapie i spytał
-co się stało? Mam prawo wiedzieć w końcu to ja zawiozłem cie do szpitala
-będziesz wujkiem- powiedziałam spokojnie
-aaaa!!! Będę wujkiem, będę wujkiem! Zaraz jesteś w ciąży?- całą wypowiedź skakał a ostatnie zdanie staną praktycznie na baczność
-no- powiedziałam niepewnie
-takkk!- krzyną szczęśliwy. On bardziej się cieszył nisz Louis. Zaraz później dowiedzieli się wszyscy. To było straszne! Stwierdzili że trzeba to opić i pojechać na imprezę. An miała prowadzić i JA. No i oczywiście Niall. Wybiegliśmy na górę i mogę powiedzieć otwarcie że to dziecko zmieniło trochę mój styl. Czuje się jakbym miła zaraz rodzić! Panikuje. Na miejscu byliśmy o 20.00. Usiadłam na kolanach Loui ponieważ, on tak chciał. No bo każdy musi wiedzieć że jesteśmy razem. I dobrze przynajmniej nie będą się do niego kleić. Oczywiście nachlali się do upadłego ale to chłopcy do picia to nawet jakby ktoś kratki postawił to i tak znajdą pomysł jak się do niego dostać.
Czekałam z Louisem na to aż nas wywołają i wreszcie się dosiekaliśmy. Weszliśmy do gabinetu. Po wstępnej gadce położyłam się na stoliku i podciągnęłam bluzkę
-to tu jest wasz malec-pokazała na punkt w monitorze. Ciężko było zobaczyć ale skrawek widziałam. Widząc reakcje Loui-uśmiechnełam się.
- powiem tak . Wszystko jest w porządku ale to nie zmienia faktu że masz unikać stresy.
-wiem-przytakiwałam
-nie wątpię ale tata się o to postara- ostatnie słowa skierowała do Loui
-tak- skiną głową
-to nie mam się co bać- uśmiechnęła się. Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do samochodu w domu znaleźliśmy się bardzo szybko. An jak i reszta odetchnęli z ulgą że wszystko w porządku.
Po 2 miesiącach mogę powiedzieć że widać że jestem w ciąży. Przygotowałam się na wyścig i zeszłam na du.
-ładniejsza niż ostatnio- powiedział Louis
-tak?- spytałam
-no pewnie- zaśmiał się
-gotowi?-spytał Harry-to ogarniać dupy i jedziemy
-no pakuj się- powiedział Loui chwytając mnie za rękę. Jutro jedziemy do ginekologa sprawdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Już mam motylki w brzuchu. Na wyścigu było strasznie. Każdy się na nas patrzył. A najgorsze było to że był tam Carlos
-o mój braciszek będzie mieć małego bachora- udawał mega zauroczonego.
-wow ale mi nowość- prasną
-o Carlos a ty dalej leczysz się na bezpłodność- wypaliłam a wszyscy zaczęli się śmiać
-no patrz ja to dziecko potrawie zrobić z ty?- Louis ledwo opanowywał śmiech
-pożałujecie- sykną
-ta ta już to słyszałam
-Em przynieś apteczkę z łazienki-rozkazała An. Pobiegłam szybko na górę wzięłam apteczkę i zbiegłam na du. Podałam An owy przedmiot
-co się stało?-spytałam po chwili-ktoś dał psom cynk że jest akcja i prawi nas złapali- powiedział Harry -sam komendant był-dodał zdyszany Zayn
-i mnie poszczlił- powiedział ledwie Louis
-czekajcie komendant?- spytałam z niedowierzaniem a oni przytaknęli-zabije go
-Em uspokój się-Harry wstał i mnie przytuli
-nie nawadze go. Czy on wszystkich którzy mają związek ze mną próbuje zabić?-rozpłakałam się
-Em o co chodzi- Harry się zdziwił
-to mój ojciec-szepnęłam przerażona
-co?-powiedzieli wszyscy równo
-David to mój ojciec- jeszcze bardziej się rozpłakałam
-ok gotowe Louis- powiedziała An-nic ci nie będzie to tylko wyglądało strasznie
-to chociaż tyle-Louis dalej ledwo co mówił
-odpoczywaj-powiedziała An
-pojedziesz gdzieś ze mną?- spytałam Harrego
-do ojca?-spytał a ja pokiwałam twierdząco głową
-daj mi chwile-szepnęłam. Wbiegłam na górę przebrałam się. Spakowałam telefon do trepki i zbiegłam na dół ubierając szpilki.
-ale się wystroiłaś- powiedziałam. Harry miał na sobie rurki, biały podkoszulek i żakiet.
-tak jak ty- uśmiechną się - trzeba udzielić kazania tacie-wzięłam głęboki wdech i wydech. Szybko znaleźliśmy się pod domem rodziców.
-chcesz żebym poszedł z tobą?-spytał
-choć. Bo go jeszcze zabije-powiedziałam. Wyszliśmy a ja zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzyła nam mama rzuciła mi się na szyje a ja ją obielam
-tak się o ciebie bałam- szepnęła kiedy się w końcu ode mnie odsunęła popatrzyła na Harrego- to twój chłopak?
-nie mamo- oboje wybuchliśmy śmiechem ale zaraz wszystko wytłumaczyłam-to mój przyjaciel. Mój chłopak cóż... Jest tata?
-tak odpoczywa po akcji. Wchodźcie jest w salonie- otworzyła szerzej drzwi żebyśmy weszli. Mój żołądek robił fikołki. Wdech, wydech. Wdech, wydech... Stanęłam przed tatą a on żuci się na mnie. Nie odwzajemniłam uścisku choć za nim tęskniła. Nie, nie po tym co zrobił.
-a ja cie z koś kolaże-popatrzył się na Harrego
-tak kojarzysz. Dzisiejsza akcja. Poszczeliłeś chłopaka kojarzysz. Nie przyszłabym tu gdyby nie to. Chciałeś zabić kogoś... Louisa on jest moim chłopakiem i nie zmienisz tego- powiedziałam stanowczo. Wow sama sobie się dziwie. Zawsze byłam posłuszna.
-on jest kryminalistą...- nie dokończył bo przerwałam
-jest człowiekiem, takim jak ty. Uratował mnie bo moglibyście mnie teraz na cmentarzu odwiedzać.Tego mi nie zepsujesz za dużo płakałam przez ciebie. Za dużo chłopaków straciłam, za długo byłam pośmiewiskiem w szkole!- wydarłam się i rozpłakałam. Harry wizą mnie za ramie.
-Em wracamy- powiadał a ja przytaknęłam gdy staliśmy w progu kucałam ponieważ poczułam bul w okolicy brzucha. Nie dawałam rady oparłam się o siane i mocno zacisnęłam oczy. Harry przerażony kucną przede mną- Em co się dzieje
-kochanie?-przyszła moja mama -trzeba jechać do szpitala- stwierdził Hazzuś. Wizą mnie na ręce i z zawrotną prędkością trafiliśmy do szpitala. Dali mi jakieś leki i zrobili UZG. Harry w tym czasie siedział z Loui i moją mamą na korytarzu.
-widzi to pani-pokazał na jakiś punkt na monitorze
-tak a co to?-spytałam
-nie co to? Tylko kto? Gratulacje zgodnie z moimi podejrzeniami jest pani w ciąży- doktorka uśmiechnęła się przyjaźnie. A mnie zamurowało widząc moją reakcje ponownie się zaśmiała i dodała- nie ma się czym martwić. Najważniejsze że nie może się pani niczym martwić bo to co się działo z pani ciałem jest wynikiem stresu. Tak to już jest w ciąży
-łatwo mówić trudniej zrobić- stwierdziłam. Nie jestem gotowa na dziecko ale nie usunę następnego. Nie bo jest Louisa. No właśnie Louis co on na to?
-to proszę się zamknąć w pokoju-zaśmiała się-niech pani idzie do narzeczonego. I mam nadzieje że będę prowadzić ciąże
-oczywiście-uśmiechnęłam się
-to wizyta za tydzień trzeba sprawdzić czy wszystko w porządku-zapisywała coś w papierach -oczywiście- już miałam wychodzić kiedy krzyknęła
- prawie zapomniałam 2 miesiąc- nie wiem czy ja czy ona się bardziej cieszy z tego malca? Przytaknęłam i wyszłam. Louis podszedł do mnie wyglądał idealnie jakby nic się rano nie ważyło.
-i co?- spytał
-powiem ci w domu to nie jest temat żeby tu rozmawiać ale wszystko w porządku- mój piękny banan. Na moje słowa wszyscy odetchnęli z ulgą
-odwieźć panią?- spytał Harry
-jak to nie problem?- ale maja mama jest miła dla niego
-żaden-ukazał swe dołeczki i poszedł. Ja powoli ruszyłam z Loui do jego samochodu. Dalej nie mogę uwierzyć że mam takie malutkie dziecko w sobie. Kiedy staliśmy przed samochodem obleciał mnie strach. Kurde nie mogę się bać ani stresować to grozi malcowi. W domu zaprowadziłam Loui do mojego pokoju i kazałam usiąść. Zaczęłam się zastanawiać
-na początku siec że nic od ciebie nie oczekuje, nie musisz się w to pakować- mówiłam bardzo szybko
-kochanie spokojnie. Wdech wydech-robiłam to co mówił-a teraz do rzeczy o co chodzi?
-Louis bo...bo... Bo ja jestem w ciąży- powiedziałam na wydechu
-możesz powtórzyć?-spytał z niedowierzaniem
-jestem w ciąży. Nosze nasze dziecko, jak go nie chcesz zrozumiem. Zniknę z twojego życia- nie dokończyłam bo złączył nasze usta w delikatny pocałunek z czasem zmienił się na bardziej namiętny
-kobiecie w ciąży nie wolno się denerwować-poprawił mnie na swoich kolanach gdyż siedziałam na nim okrakiem
-czyli to znaczy?- spytałam
-że będziemy najlepszymi rodzicami jakich świat widział- zaśmiał się, przytuliłam go mocno.
-za tydzień muszę jechać do ginekologa bo się boi o dzidziusia- powiedziałam
-ale to będzie chłopiec. Będziemy razem grać w piłkę- Louis się rozmarzył
-niech ci będzie-pałowałam go soczyście
-kocham cie- szepną
-ja ciebie też-zaśmiałam się
- mam problem- powiedział patrząc się na mój brzuch a ja zmarszczyłam brwi-jak ja mam podzielić serce dla dwóch osób?
- Louis głuptasie nie strasz- rzuciłam się na niego tak że teraz leżeliśmy i śmialiśmy.
-gołąbeczki na dół w podskokach!- krzykną Harry. Zgodnie z życzeniem zeszliśmy na dół Hazuś kazał nam usiąść na kanapie i spytał
-co się stało? Mam prawo wiedzieć w końcu to ja zawiozłem cie do szpitala
-będziesz wujkiem- powiedziałam spokojnie
-aaaa!!! Będę wujkiem, będę wujkiem! Zaraz jesteś w ciąży?- całą wypowiedź skakał a ostatnie zdanie staną praktycznie na baczność
-no- powiedziałam niepewnie
-takkk!- krzyną szczęśliwy. On bardziej się cieszył nisz Louis. Zaraz później dowiedzieli się wszyscy. To było straszne! Stwierdzili że trzeba to opić i pojechać na imprezę. An miała prowadzić i JA. No i oczywiście Niall. Wybiegliśmy na górę i mogę powiedzieć otwarcie że to dziecko zmieniło trochę mój styl. Czuje się jakbym miła zaraz rodzić! Panikuje. Na miejscu byliśmy o 20.00. Usiadłam na kolanach Loui ponieważ, on tak chciał. No bo każdy musi wiedzieć że jesteśmy razem. I dobrze przynajmniej nie będą się do niego kleić. Oczywiście nachlali się do upadłego ale to chłopcy do picia to nawet jakby ktoś kratki postawił to i tak znajdą pomysł jak się do niego dostać.
Czekałam z Louisem na to aż nas wywołają i wreszcie się dosiekaliśmy. Weszliśmy do gabinetu. Po wstępnej gadce położyłam się na stoliku i podciągnęłam bluzkę
-to tu jest wasz malec-pokazała na punkt w monitorze. Ciężko było zobaczyć ale skrawek widziałam. Widząc reakcje Loui-uśmiechnełam się.
- powiem tak . Wszystko jest w porządku ale to nie zmienia faktu że masz unikać stresy.
-wiem-przytakiwałam
-nie wątpię ale tata się o to postara- ostatnie słowa skierowała do Loui
-tak- skiną głową
-to nie mam się co bać- uśmiechnęła się. Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do samochodu w domu znaleźliśmy się bardzo szybko. An jak i reszta odetchnęli z ulgą że wszystko w porządku.
Po 2 miesiącach mogę powiedzieć że widać że jestem w ciąży. Przygotowałam się na wyścig i zeszłam na du.
-ładniejsza niż ostatnio- powiedział Louis
-tak?- spytałam
-no pewnie- zaśmiał się
-gotowi?-spytał Harry-to ogarniać dupy i jedziemy
-no pakuj się- powiedział Loui chwytając mnie za rękę. Jutro jedziemy do ginekologa sprawdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Już mam motylki w brzuchu. Na wyścigu było strasznie. Każdy się na nas patrzył. A najgorsze było to że był tam Carlos
-o mój braciszek będzie mieć małego bachora- udawał mega zauroczonego.
-wow ale mi nowość- prasną
-o Carlos a ty dalej leczysz się na bezpłodność- wypaliłam a wszyscy zaczęli się śmiać
-no patrz ja to dziecko potrawie zrobić z ty?- Louis ledwo opanowywał śmiech
-pożałujecie- sykną
-ta ta już to słyszałam
12 kwi 2014
49
Ciemny las i ja biegnąca
przez niego. Z policzka kapała mi krew po spotkaniu z gałęzią a moje
ubrania były całe brudne i podarte. Wbiegam na drogę uprzednio patrząc
czy ktoś idzie za mną. Nikt... Zwolniłam i szłam jak mi się wydawało w
dobrym kierunku. Spojrzałam w tył i zanim wróciłam do poprzedniej
pozycji wpadłam na kogoś. Podniosłam głowę do góry a tam Eleanor.
- twój koniec nadszedł - powiedziała wbijając mi nuż do brzucha.
-Em, Em skarbie obuć się-głos Loui wybudzi mnie z koszmaru. Przyłożył dłoń do mojego czoła -ty cała płoniesz
-Louis dziwnie się czuje- pociągałam nosem
-jesteś chora skarbie-pocałował moje czoło-zaraz ci coś przyniosę.
Było mi niesamowicie zimno. Za zimno. A oczy nieźle mnie piekły. Wszystkie mięśnie miałam obolałe. Po 10 minutach Louis wrócił z sokiem, tabletkami i zwilżonym ręcznikiem. Podał mi tabletki i szklankę. Ja nie pytając o nic wszystko połknęłam i wróciłam do leżenia. Położył mi delikatnie okład i wrócił do leżenia obok mnie.
-zarażę cie-szeptałam
-wole żebym to ja był chory a ty zdrowa. Ale ładnie ci z czerwonym nosem- pocałował czubek nosa
-spróbuj zasnąć
-postaram się- przytuliłam się do niego choć wymagało to dużego wysiłku fizycznego.-kocham cie
-ja ciebie też- odłożył ręcznik na podłogę.
Rano obudziłam się wcześnie ponieważ mój kaszel nie dawał mi spokoju.
-już lepiej?-spytał gdy mój "budzik" przestał mnie męczyć
-tak przepraszam że cie obudziłam- powiedziałam z ogromną chrypą
-nie ma za co przepraszać zaraz An pójdzie po lekarza to ci receptę przepisze na leki- uśmiechną się słabo. Wstał i wyszedł ja postanowiłam otuli się bardziej gdyż było mi bardzo zimno. Niestety. Nie zauważyłam a zasnęłam.
***POV Louis***
Zbiegłem na du i trafiłem wprost na An .
-mam prośbę zaopiekujesz się Em ja pojadę po doktora?- spytałem
-oczywiście a nie lepiej jak ja pojadę a ty zostaniesz?-już chwytała trampki-ok. To idę zrobię jej herbatę -i weszłam do kuchni. Zrobiłem najlepszą cherbatę świata i do tego w ziołem termometr żeby sprawdzić czy ma gorączkę. Wszedłem na górę a ona smacznie spała. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem wszystko na stoliku nocnym. Powoli kierowałem się do wyjścia ale się wybudziła.
-Louis czekaj- powiedziała z ogromną chrypą. Obróciłem się na pięcie i podeszłe do niej. Usiadłem tuż obok niej.
-sprawdź gorączkę-podałem jej termometr. Po chwili wydał charakterystyczny dźwięk. Wyciągnęła go i podała mi-37.8
-to nawet dobrze-słabo się uśmiechnęła. Podałem jej herbatę a ona ją prawie wypiła. Lekarz przyjechał po 15 minutach i dokładnie zbadał Em
-będzie zdrowa tu jest recepta- podał mi papierek- musi to jeść i dużo odpoczywać, i za tydzień dojdzie do sienie.
***POV Emma***
Tak jak doktor mówił tak się stało. Po tygodniu wyszłam z łóżka ubrałam się w świeże ciuchy a po mnie nie było widać że jestem chora. Zbiegłam na du i zrobiłam śniadanie. Jakoś dziwnie cicho było wiem tyle że dziewczyny były na próbie. A reszta? No o to jest pytanie. Wyciągnęłam telefon i napisałam do An
10. 25
Do: An :)
Gdzie jesteście
10.25
Od: An :)
Na akcji zaraz będziemy
Po tym SMS zaczęłam się martwić. Zjadłam mój pierwszy posiłek, ogarnęłam dom a ich dalej nie było. Wreszcie o 15 się zjawili ale to co zobaczyłam. Wolałabym tego nie widzieć.
____________________________
MOŻE jutro następny. ;*
A jak wam się podoba ;) Już pisze na brudno nowie opowiadanie i dalej nie mam głównego bohatera. Głosować! A jak macie jakąś ładną modelkę która nadawała by się do głównej roli to proszę wysyłać imię i nazwisko w komentarzu
- twój koniec nadszedł - powiedziała wbijając mi nuż do brzucha.
-Em, Em skarbie obuć się-głos Loui wybudzi mnie z koszmaru. Przyłożył dłoń do mojego czoła -ty cała płoniesz
-Louis dziwnie się czuje- pociągałam nosem
-jesteś chora skarbie-pocałował moje czoło-zaraz ci coś przyniosę.
Było mi niesamowicie zimno. Za zimno. A oczy nieźle mnie piekły. Wszystkie mięśnie miałam obolałe. Po 10 minutach Louis wrócił z sokiem, tabletkami i zwilżonym ręcznikiem. Podał mi tabletki i szklankę. Ja nie pytając o nic wszystko połknęłam i wróciłam do leżenia. Położył mi delikatnie okład i wrócił do leżenia obok mnie.
-zarażę cie-szeptałam
-wole żebym to ja był chory a ty zdrowa. Ale ładnie ci z czerwonym nosem- pocałował czubek nosa
-spróbuj zasnąć
-postaram się- przytuliłam się do niego choć wymagało to dużego wysiłku fizycznego.-kocham cie
-ja ciebie też- odłożył ręcznik na podłogę.
Rano obudziłam się wcześnie ponieważ mój kaszel nie dawał mi spokoju.
-już lepiej?-spytał gdy mój "budzik" przestał mnie męczyć
-tak przepraszam że cie obudziłam- powiedziałam z ogromną chrypą
-nie ma za co przepraszać zaraz An pójdzie po lekarza to ci receptę przepisze na leki- uśmiechną się słabo. Wstał i wyszedł ja postanowiłam otuli się bardziej gdyż było mi bardzo zimno. Niestety. Nie zauważyłam a zasnęłam.
***POV Louis***
Zbiegłem na du i trafiłem wprost na An .
-mam prośbę zaopiekujesz się Em ja pojadę po doktora?- spytałem
-oczywiście a nie lepiej jak ja pojadę a ty zostaniesz?-już chwytała trampki-ok. To idę zrobię jej herbatę -i weszłam do kuchni. Zrobiłem najlepszą cherbatę świata i do tego w ziołem termometr żeby sprawdzić czy ma gorączkę. Wszedłem na górę a ona smacznie spała. Uśmiechnąłem się pod nosem i położyłem wszystko na stoliku nocnym. Powoli kierowałem się do wyjścia ale się wybudziła.
-Louis czekaj- powiedziała z ogromną chrypą. Obróciłem się na pięcie i podeszłe do niej. Usiadłem tuż obok niej.
-sprawdź gorączkę-podałem jej termometr. Po chwili wydał charakterystyczny dźwięk. Wyciągnęła go i podała mi-37.8
-to nawet dobrze-słabo się uśmiechnęła. Podałem jej herbatę a ona ją prawie wypiła. Lekarz przyjechał po 15 minutach i dokładnie zbadał Em
-będzie zdrowa tu jest recepta- podał mi papierek- musi to jeść i dużo odpoczywać, i za tydzień dojdzie do sienie.
***POV Emma***
Tak jak doktor mówił tak się stało. Po tygodniu wyszłam z łóżka ubrałam się w świeże ciuchy a po mnie nie było widać że jestem chora. Zbiegłam na du i zrobiłam śniadanie. Jakoś dziwnie cicho było wiem tyle że dziewczyny były na próbie. A reszta? No o to jest pytanie. Wyciągnęłam telefon i napisałam do An
10. 25
Do: An :)
Gdzie jesteście
10.25
Od: An :)
Na akcji zaraz będziemy
Po tym SMS zaczęłam się martwić. Zjadłam mój pierwszy posiłek, ogarnęłam dom a ich dalej nie było. Wreszcie o 15 się zjawili ale to co zobaczyłam. Wolałabym tego nie widzieć.
____________________________
MOŻE jutro następny. ;*
A jak wam się podoba ;) Już pisze na brudno nowie opowiadanie i dalej nie mam głównego bohatera. Głosować! A jak macie jakąś ładną modelkę która nadawała by się do głównej roli to proszę wysyłać imię i nazwisko w komentarzu
9 kwi 2014
48
Rano wstałam cała obolała
nikogo nie było a zegar wiszący na ścianie wskazywał 5. Krótko
spałam. Nagle drzwi się otworzyły a za nich wyłonił się Nathan.
-wstawaj jedziemy- powiedział a ja wstałam i wszywałam za nim. Szłam z odległością 2 metrów. Otworzył drzwi do auta a ja weszłam. Strasznie się denerwowałam. Gdy dojechaliśmy nikogo nie było oprócz Louisa i samochodu.
-gdzie jest siostra?-spytał a Louis kiwną głową dając znak że jest za nami i śmieje się z An. - Kat choć!
-najpierw oddaj im Em!-czy ona stała za nami?
-ok!- odkrzykną a ja poszłam do Louisa mocno go przytulając. Gdy ona to zobaczyła podeszła do brata a on ją przytulił
-boże jak ja się o ciebie bałem-szepną mi do ucha
-kocham cie-też szepnęłam
-jedziemy do domu?-spytał
-nom-odpowiedziałam. Wsiedliśmy do auta a tam na tylnym siedzeniu siedziała Eleanor. Popatrzyłam się pytającym wzrokiem na Louisa
-wytłumaczę ci w domu- powiedział a ja zaczęłam przewidywać scenariusze. Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę? Kiedy dojechaliśmy do domu wysiadłam z auta i pobiegłam do pokoju wzięłam parę rzeczy (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=118758443&.locale=pl coś mi się zepsuło -,-) z garderoby i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i oprowadziłam się do normalnego stanu wróciłam do pokoju a tam na łóżku siedział Louis. Poklepał swoje kolana żebym usiadła ale zignorowałam to i położyłam się na łóżku.
-jesteś zła?-spytał
-ja? Nie w ogule-powiedziałam z ironią
-Em proszę cie- przybliżył się do mnie
-o co? Myślisz że nie wiem co ona ci zrobiła? To się mylisz An wszystko mi opowiedziała- obróciłam głowę w jego stronę
-jutro ma się z tond wynieś-oznajmił
-ta a ile tu siedzi. Niech zgadnę pojawiła się w tedy kiedy wróciliście beze mnie do domu- powiedziałam a on spuścił głowę-tak też myślałam
-Em nie chce się teraz kłócić- prosił- przez całe dnie bałem się o ciebie. Wież jakie to było piekło
-no ok-zgodziła się ale tylko dlatego, że mam plan jak ją szybciej wykurzyć. -idziemy na du?
-no choć- wizą mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Usiadł na kanapie a ja na jego kolanach wtulając się w jego tors. Tak mi tego brakowało.
-Em jadłaś coś?-spytała An a ja popatrzyłam na nią
-no nie- odpowiedziałam
-zaraz ci coś przyniosę-uśmiechnęła się. Po chwili An wróciła z kanapkami. Zjadłam je a w salonie pojawiła się Eleanor siadając na fotelu. Mój uścisk wzmocnił się na jego klatce.
-musimy pojechać na zakupy- powiedziała An -no ba na takie długie. Musimy sobie pogadać-zaśmiałam się. Louis zaczął gładzić moje plecy i oparł policzek mój czubek głowy.
-jak ja tęskniłam za waszymi czułościami i przekomarzaniami-powiedziała. Wiedziałam że ona też próbuje w ten sam sposób pozbyć się Eleanor. Uśmiechnęłam się i razem ze wszystkimi poczułam spaleniznę. An wybiegła z pokój dalej gotować obiad. My pochłonęliśmy się w oglądanie telewizji.
-schudłaś- szepną mi do ucha
-bo?-popatrzyłam się na niego
-letka jesteś- puścił mi oczko
-a czyli w wcześniej byłam gruba?-spytałam
-nie tylko...- nie dokończył bo zaczęłam go łaskotać. Nie stent Loui to miszcz łaskotek i po chwili siedział na mnie okrakiem gilgocząc. Ja niewytrzymująca ze śmiechu błagałam żeby przestał.
-Louis przestań ją torturować ino mi pomóż-powiedział Harry. Louis puścił mnie dając buziaka prosto w usta.
-kocham cie Harry- krzyknęłam za nimi
-ej...-za framugi wyłoniła się główka Loui
-ale ciebie bardziej-puściłam mu buziaka. On udawał że próbuje go złapać. Gdy skończył zrobi to samo i poszedł.
-widzę że nie chcecie mnie tu. Nie obchodzi mnie to-Eleanor nareszcie się odezwała
-i?? Mam się z tego powodu zabić?-spytałam
-nie ale jak ci Louis zniknie w nocy i przyjdziesz do mnie to nie po to żeby spać- czy tylko mi po jej słowach krew się zagotowała. Wyszłam na taras żeby opanować nerwy ale już nie mogłam najchętniej zabiłabym ją. Eleanor wyszła za mną
-odejdź bo nie ręczę za siebie-powiedziałam przez zaciśnięte zęby
-bo co mi zrobisz?- popchnęła mnie prosto na basen do którego wpadłam. Jest jeden problem. Ja nie umiem pływać!
***POV Louis***
Harry położył pudło z częściami na podłogę i to samo ja zrobiłem.
-to wszystko-jak te słowa z jego buźki pięknie brzmią
-to ja wracam do Em- powiedziałem szczęśliwy
-Louis nie spieprz tego a możesz do póki Eleanor tu jest-powiedział z pokazanym palcem na mnie
-wiem stary jutro ma się wynieś- uspokoiłem go i wyszyłem. Uśmiechnięty weszłam do salonu ale uśmiech znikną z mojej twarzy gdy zobaczyłem jak El wrzuca moją Em do basenu szybko pobiegłem nam i wskoczyłem za nią. W ziołem jej ciało już prawie z podłogi i wynurzyłem się, wzeszedłem z nią z basenu. Mojak księżniczka zaczęła kaszleć i miała nie równomierny oddech.
-pojebało cie! Chcesz ją zabić?!- wściekłem się. Zaniosłem ją Do jej pokoju i dokładnie przykryłem kołdrą. Cała trzęsła się z zimna. Potem An przyniosła koc i przykryła ją. Musiała się dowiedzieć co się stało.
-ja z nią zostanę a ty się przebież. Eleanor nie masz co się przejmować Harry ją spławił-powiedziała a ja przytaknąłem. W ziołem ciuchy z szafy i umyłem się. Wróciłem do mojego słoneczka i zmieniłem An. Już nie wyglądała jak śmierć nabrała trochę kolorów. Położyłem się obok niej i mocno przytuliłem próbując ją bardziej rozgrzać. Po 15 minutach An wróciła z termosem i położyła jej na nogach. Jak jutro nie będzie chora to cud.
____________________________________
Hej miśki!!! Jeszcze 4 rozdziały ;( więc się sprężajcie jak ktoś jeszcze nie zagłosował ;*
-wstawaj jedziemy- powiedział a ja wstałam i wszywałam za nim. Szłam z odległością 2 metrów. Otworzył drzwi do auta a ja weszłam. Strasznie się denerwowałam. Gdy dojechaliśmy nikogo nie było oprócz Louisa i samochodu.
-gdzie jest siostra?-spytał a Louis kiwną głową dając znak że jest za nami i śmieje się z An. - Kat choć!
-najpierw oddaj im Em!-czy ona stała za nami?
-ok!- odkrzykną a ja poszłam do Louisa mocno go przytulając. Gdy ona to zobaczyła podeszła do brata a on ją przytulił
-boże jak ja się o ciebie bałem-szepną mi do ucha
-kocham cie-też szepnęłam
-jedziemy do domu?-spytał
-nom-odpowiedziałam. Wsiedliśmy do auta a tam na tylnym siedzeniu siedziała Eleanor. Popatrzyłam się pytającym wzrokiem na Louisa
-wytłumaczę ci w domu- powiedział a ja zaczęłam przewidywać scenariusze. Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę? Kiedy dojechaliśmy do domu wysiadłam z auta i pobiegłam do pokoju wzięłam parę rzeczy (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=118758443&.locale=pl coś mi się zepsuło -,-) z garderoby i poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic i oprowadziłam się do normalnego stanu wróciłam do pokoju a tam na łóżku siedział Louis. Poklepał swoje kolana żebym usiadła ale zignorowałam to i położyłam się na łóżku.
-jesteś zła?-spytał
-ja? Nie w ogule-powiedziałam z ironią
-Em proszę cie- przybliżył się do mnie
-o co? Myślisz że nie wiem co ona ci zrobiła? To się mylisz An wszystko mi opowiedziała- obróciłam głowę w jego stronę
-jutro ma się z tond wynieś-oznajmił
-ta a ile tu siedzi. Niech zgadnę pojawiła się w tedy kiedy wróciliście beze mnie do domu- powiedziałam a on spuścił głowę-tak też myślałam
-Em nie chce się teraz kłócić- prosił- przez całe dnie bałem się o ciebie. Wież jakie to było piekło
-no ok-zgodziła się ale tylko dlatego, że mam plan jak ją szybciej wykurzyć. -idziemy na du?
-no choć- wizą mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Usiadł na kanapie a ja na jego kolanach wtulając się w jego tors. Tak mi tego brakowało.
-Em jadłaś coś?-spytała An a ja popatrzyłam na nią
-no nie- odpowiedziałam
-zaraz ci coś przyniosę-uśmiechnęła się. Po chwili An wróciła z kanapkami. Zjadłam je a w salonie pojawiła się Eleanor siadając na fotelu. Mój uścisk wzmocnił się na jego klatce.
-musimy pojechać na zakupy- powiedziała An -no ba na takie długie. Musimy sobie pogadać-zaśmiałam się. Louis zaczął gładzić moje plecy i oparł policzek mój czubek głowy.
-jak ja tęskniłam za waszymi czułościami i przekomarzaniami-powiedziała. Wiedziałam że ona też próbuje w ten sam sposób pozbyć się Eleanor. Uśmiechnęłam się i razem ze wszystkimi poczułam spaleniznę. An wybiegła z pokój dalej gotować obiad. My pochłonęliśmy się w oglądanie telewizji.
-schudłaś- szepną mi do ucha
-bo?-popatrzyłam się na niego
-letka jesteś- puścił mi oczko
-a czyli w wcześniej byłam gruba?-spytałam
-nie tylko...- nie dokończył bo zaczęłam go łaskotać. Nie stent Loui to miszcz łaskotek i po chwili siedział na mnie okrakiem gilgocząc. Ja niewytrzymująca ze śmiechu błagałam żeby przestał.
-Louis przestań ją torturować ino mi pomóż-powiedział Harry. Louis puścił mnie dając buziaka prosto w usta.
-kocham cie Harry- krzyknęłam za nimi
-ej...-za framugi wyłoniła się główka Loui
-ale ciebie bardziej-puściłam mu buziaka. On udawał że próbuje go złapać. Gdy skończył zrobi to samo i poszedł.
-widzę że nie chcecie mnie tu. Nie obchodzi mnie to-Eleanor nareszcie się odezwała
-i?? Mam się z tego powodu zabić?-spytałam
-nie ale jak ci Louis zniknie w nocy i przyjdziesz do mnie to nie po to żeby spać- czy tylko mi po jej słowach krew się zagotowała. Wyszłam na taras żeby opanować nerwy ale już nie mogłam najchętniej zabiłabym ją. Eleanor wyszła za mną
-odejdź bo nie ręczę za siebie-powiedziałam przez zaciśnięte zęby
-bo co mi zrobisz?- popchnęła mnie prosto na basen do którego wpadłam. Jest jeden problem. Ja nie umiem pływać!
***POV Louis***
Harry położył pudło z częściami na podłogę i to samo ja zrobiłem.
-to wszystko-jak te słowa z jego buźki pięknie brzmią
-to ja wracam do Em- powiedziałem szczęśliwy
-Louis nie spieprz tego a możesz do póki Eleanor tu jest-powiedział z pokazanym palcem na mnie
-wiem stary jutro ma się wynieś- uspokoiłem go i wyszyłem. Uśmiechnięty weszłam do salonu ale uśmiech znikną z mojej twarzy gdy zobaczyłem jak El wrzuca moją Em do basenu szybko pobiegłem nam i wskoczyłem za nią. W ziołem jej ciało już prawie z podłogi i wynurzyłem się, wzeszedłem z nią z basenu. Mojak księżniczka zaczęła kaszleć i miała nie równomierny oddech.
-pojebało cie! Chcesz ją zabić?!- wściekłem się. Zaniosłem ją Do jej pokoju i dokładnie przykryłem kołdrą. Cała trzęsła się z zimna. Potem An przyniosła koc i przykryła ją. Musiała się dowiedzieć co się stało.
-ja z nią zostanę a ty się przebież. Eleanor nie masz co się przejmować Harry ją spławił-powiedziała a ja przytaknąłem. W ziołem ciuchy z szafy i umyłem się. Wróciłem do mojego słoneczka i zmieniłem An. Już nie wyglądała jak śmierć nabrała trochę kolorów. Położyłem się obok niej i mocno przytuliłem próbując ją bardziej rozgrzać. Po 15 minutach An wróciła z termosem i położyła jej na nogach. Jak jutro nie będzie chora to cud.
____________________________________
Hej miśki!!! Jeszcze 4 rozdziały ;( więc się sprężajcie jak ktoś jeszcze nie zagłosował ;*
6 kwi 2014
47
Zadecydujcie o kim teraz Opowiadanie z boku macie ankietę.
Obudziłam się cała obolała. Wstałam z podłogi i oparłam się o ścianę.
-już wstałaś masz śniadanie- rzucił mi pożywne śniadanie z KFS. Mniam... Chociaż teraz nie mam na nic ochoty. Odsunęłam to nogą z daleka ode mnie. -ok ale do wieczora nic innego nie dostaniesz-powiedział a ja wzruszyłam ramionami patrząc się w okno. On wyszedł zamykając mnie.
***POV Louis***
Całą noc nie spałem tylko się o nią martwiłem dobrze że mam z nią jakiś kontakt.
-coś długo się nie odzywa-powiedziałem kręcąc się na krześle w kuchni
-Louis jest dopiero 10. odezwie się. Może oni przy niej siedzą i nie ma jak-An to potrafi pocieszyć nie ma co. Czujecie tą ironie. Mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający że przyszedł SMS. Szybko go otworzyłem i przeczytałem zawartość:
Od: Osiołek ;*
Hej kochanie :*
Do:Osiołek ;*
No hej martwiłem się ;(
Od:Osiołek ;*
Ej nie masz o co zaranie siedzę i się z miejsca nie ruszam. ;)
Do: Osiołek ;*Liam ma plan jak cie z stamtąd wyciągniemy tylko wytrzymaj ten tydzień . Wiem że to dużo ale musisz :*
Od: Osiołek ;*
Dobrze kochanie, wytrzymam dla ciebie.
Do: Osiołek ;*
Oszaleje bez ciebie.
Od: Osiołek ;*
Ej no nie myśl że ja nie bo ja już zdążyłam Tak chce cie teraz przytulić
Do: Osiołek ;*
To weź poduszkę i wyobraź sobie że to ja. Ja tak zrobiłem wziąłem od ciebie z pokoju. Pachnie tobą
Od: Osiołek ;*
Próbuje nie działa ;( Ty jesteś Tylko jeden jedyny w swoim rodzaju :*
Do: Osiołek ;*
No spróbuj minimalnie pomaga ;*
Od: Osiołek ;*Musze kończyć bo ktoś idzie papa buziaczki i przytul wszystkich ;*
-An nie dam rady bez niej. Ja jednego dnia niewytrzymujące a wy chcecie 7- narzekałem
-no wiem- przytuliła mnie
-musimy jechać do Liama. Załatwił hakerów i najlepszych ludzi żeby ich śledzili
-dobrze mieć takich przyjaciół-minimalnie się uśmiechną.
Obudziłam się znowu cała obolała rozejrzałam się po pokoju ale nikogo nie było usiadłam na wygodnym łóżku i próbowałam wymasować plecy. Drzwi się otworzyły a za nich wyjrzał Nathan
-ubieraj to i zapukaj 3 razy jak skończysz-powiedział rzucając we mnie ubraniami. Przeglądałam je i stwierdzam. Mini mini spustnica a do tego za bardzo wyzywająca góra. Ale te buty są boskie. Tak dosłownie. Najgorsze było to że nie było kieszeni i nie miałam pojęcia gdzie posiać telefon. Schowałam go za łóżkiem ponieważ tam była szpara idealnie na to. Ubrałam się i nie powiem czułam się naga. Nawet bardzo!!! Poprawiłam włosy na tyle ile było to możliwe. Zapukałam 3 razy i otworzył. Zlustrował mnie dokładnie.
-choć zanim zrobię coś czego nie chcesz-rozkazał i zaprowadził mnie do podajże salonu. Jakaś dziewczyna mnie umalowała. Nie przepraszam nakładała szpachelką zapraw na moją twarz. Czułam się strasznie. Skręciła włosy na szopę i mogę otwarcie powiedzieć że jak bym stanęła pod latarnią to klientów to by się znalazło.
-gotowa!- krzyknęła
-spoko- wszedł i wizą mnie za nadgarstek. Wpakował do auta i odjechaliśmy z zawrotną prędkością. Dojechaliśmy jak nie mam na miejsce wyścigu. O tej porze?
-wysiadaj- powiedział oschle, zrobiłam to co rozkazał. Zaprowadził mnie w głąb a wszystkie pary oczu patrzyły na nas. Ugch... Dołączyliśmy do jakiejś grupy. Cały czas czułam na sobie kogoś wzrok. Zaczęłam szukać tej osoby, którą okazał się Louis. Był smutny zresztą tak jak ja.
-ja idę na metę zostań tu-Nathan zwrócił się do mnie a ja przytaknęłam. Oczywiście że go nie posłucham. Gdy tylko znikną mi z oczu dałam Loui znak żeby poszedł za mną. Doszłam do miejsca gdzie nikogo nie było. No bo kto by był w środku opuszczonego magazynu. Gdy Louis był już przy mnie rzuciłam się na niego i zaczęłam całować. Oczywiście to odwzajemnił i popchną nas na ścianę. Położył rękę na moim biodrze a ja wplotłam palce w jego włosy.
-tęskniłem-wyszeptał
-ja też-również szepnęłam
-zaraz musimy wracać-posmutniał
-no właśnie zaraz- obróciłam go tak że teraz on był przy ścianie. Od nowa złączyłam nasze usta w gorący pocałunek.
-wracamy-powiedział i złączył nasze ręce przed budynkiem umówiliśmy się że ja pójdę pierwsza żeby nas nikt nie widział. Stanęłam na wcześniejszym miejscu a po chwili przyszedł Nathan.
-jedziemy- splątał nasze palce w koszyczek. Weszłam do samochodu i odjechaliśmy. Po przyjeździe zjedliśmy pizze i pozwolił mi się przebrać w moje rzeczy. Kiedy wróciłam do pokoju zobaczyłam Nathana rozmawiającego przez telefon.
-jutro mamy spotkanie z Tomlisonem. Ma moją siostrę i żąda ciebie zamiast jej-był nieźle wkurzony.
-idź spać ja muszę załatwić parę spraw.
-dobrze-szepnęłam. On poszedł a ja od razu pokierowałam się za łóżko. Napisałam SMS do Louisa:
Do: Misiek ;*
Kofam cie! Jutro się zobaczymy.
Od. Misiek ;*
Wiem też nie mogę sie doczekać cały czas mam w głowie nasz pocałunek.
Do: Misiek ;*
Wiem ja też, zaraz padnę. Jestem taka szczęśliwa że aż ze szczęścia najchętniej bym skakała
Od: Misiek ;*
Haha... Ej mała, mała.
Do: Misiek ;*
Ej... Nie nazywaj mnie tak
Od: Misiek ;*
Dobrze dziubuś ;*
Do: Misiek ;*
Nowe przezwisko?
Od: Misiek ;*
No ba już zmieniam w kontaktach
Do: Misiek ;*
Haha.. Tęsknie ;(
Od: Misiek ;*
Ja też ale jeszcze tylko 14 godzin.
Do: Misiek ;*
Na całe szczęście ;* A jak wy porwaliście jego siostrę?
Od: Misiek ;*
A kto powiedział że ją porwaliśmy? Sama przyszła ;)
Do: Misiek ;*
Ok nie wnikam muszę kończyć bo ktoś idzie papa ;*
Od:Misiek ;* Pa kotek
Schowałam telefon do kieszeni a w pokoju pojawił się Nathan.
-jutro o 5 jedziemy. Nie idź spać zbyt późno-oświadczył. I znowu poszedł zamykając mnie na klucz. Czas napisać do Louisa.
_________________________________________
Koniec tego opowiadania się zbliża i to tak dosłownie ;* Proszę zdecydujcie o kim następne i czy wo gule chcecie ;*
Obudziłam się cała obolała. Wstałam z podłogi i oparłam się o ścianę.
-już wstałaś masz śniadanie- rzucił mi pożywne śniadanie z KFS. Mniam... Chociaż teraz nie mam na nic ochoty. Odsunęłam to nogą z daleka ode mnie. -ok ale do wieczora nic innego nie dostaniesz-powiedział a ja wzruszyłam ramionami patrząc się w okno. On wyszedł zamykając mnie.
***POV Louis***
Całą noc nie spałem tylko się o nią martwiłem dobrze że mam z nią jakiś kontakt.
-coś długo się nie odzywa-powiedziałem kręcąc się na krześle w kuchni
-Louis jest dopiero 10. odezwie się. Może oni przy niej siedzą i nie ma jak-An to potrafi pocieszyć nie ma co. Czujecie tą ironie. Mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający że przyszedł SMS. Szybko go otworzyłem i przeczytałem zawartość:
Od: Osiołek ;*
Hej kochanie :*
Do:Osiołek ;*
No hej martwiłem się ;(
Od:Osiołek ;*
Ej nie masz o co zaranie siedzę i się z miejsca nie ruszam. ;)
Do: Osiołek ;*Liam ma plan jak cie z stamtąd wyciągniemy tylko wytrzymaj ten tydzień . Wiem że to dużo ale musisz :*
Od: Osiołek ;*
Dobrze kochanie, wytrzymam dla ciebie.
Do: Osiołek ;*
Oszaleje bez ciebie.
Od: Osiołek ;*
Ej no nie myśl że ja nie bo ja już zdążyłam Tak chce cie teraz przytulić
Do: Osiołek ;*
To weź poduszkę i wyobraź sobie że to ja. Ja tak zrobiłem wziąłem od ciebie z pokoju. Pachnie tobą
Od: Osiołek ;*
Próbuje nie działa ;( Ty jesteś Tylko jeden jedyny w swoim rodzaju :*
Do: Osiołek ;*
No spróbuj minimalnie pomaga ;*
Od: Osiołek ;*Musze kończyć bo ktoś idzie papa buziaczki i przytul wszystkich ;*
-An nie dam rady bez niej. Ja jednego dnia niewytrzymujące a wy chcecie 7- narzekałem
-no wiem- przytuliła mnie
-musimy jechać do Liama. Załatwił hakerów i najlepszych ludzi żeby ich śledzili
-dobrze mieć takich przyjaciół-minimalnie się uśmiechną.
Obudziłam się znowu cała obolała rozejrzałam się po pokoju ale nikogo nie było usiadłam na wygodnym łóżku i próbowałam wymasować plecy. Drzwi się otworzyły a za nich wyjrzał Nathan
-ubieraj to i zapukaj 3 razy jak skończysz-powiedział rzucając we mnie ubraniami. Przeglądałam je i stwierdzam. Mini mini spustnica a do tego za bardzo wyzywająca góra. Ale te buty są boskie. Tak dosłownie. Najgorsze było to że nie było kieszeni i nie miałam pojęcia gdzie posiać telefon. Schowałam go za łóżkiem ponieważ tam była szpara idealnie na to. Ubrałam się i nie powiem czułam się naga. Nawet bardzo!!! Poprawiłam włosy na tyle ile było to możliwe. Zapukałam 3 razy i otworzył. Zlustrował mnie dokładnie.
-choć zanim zrobię coś czego nie chcesz-rozkazał i zaprowadził mnie do podajże salonu. Jakaś dziewczyna mnie umalowała. Nie przepraszam nakładała szpachelką zapraw na moją twarz. Czułam się strasznie. Skręciła włosy na szopę i mogę otwarcie powiedzieć że jak bym stanęła pod latarnią to klientów to by się znalazło.
-gotowa!- krzyknęła
-spoko- wszedł i wizą mnie za nadgarstek. Wpakował do auta i odjechaliśmy z zawrotną prędkością. Dojechaliśmy jak nie mam na miejsce wyścigu. O tej porze?
-wysiadaj- powiedział oschle, zrobiłam to co rozkazał. Zaprowadził mnie w głąb a wszystkie pary oczu patrzyły na nas. Ugch... Dołączyliśmy do jakiejś grupy. Cały czas czułam na sobie kogoś wzrok. Zaczęłam szukać tej osoby, którą okazał się Louis. Był smutny zresztą tak jak ja.
-ja idę na metę zostań tu-Nathan zwrócił się do mnie a ja przytaknęłam. Oczywiście że go nie posłucham. Gdy tylko znikną mi z oczu dałam Loui znak żeby poszedł za mną. Doszłam do miejsca gdzie nikogo nie było. No bo kto by był w środku opuszczonego magazynu. Gdy Louis był już przy mnie rzuciłam się na niego i zaczęłam całować. Oczywiście to odwzajemnił i popchną nas na ścianę. Położył rękę na moim biodrze a ja wplotłam palce w jego włosy.
-tęskniłem-wyszeptał
-ja też-również szepnęłam
-zaraz musimy wracać-posmutniał
-no właśnie zaraz- obróciłam go tak że teraz on był przy ścianie. Od nowa złączyłam nasze usta w gorący pocałunek.
-wracamy-powiedział i złączył nasze ręce przed budynkiem umówiliśmy się że ja pójdę pierwsza żeby nas nikt nie widział. Stanęłam na wcześniejszym miejscu a po chwili przyszedł Nathan.
-jedziemy- splątał nasze palce w koszyczek. Weszłam do samochodu i odjechaliśmy. Po przyjeździe zjedliśmy pizze i pozwolił mi się przebrać w moje rzeczy. Kiedy wróciłam do pokoju zobaczyłam Nathana rozmawiającego przez telefon.
-jutro mamy spotkanie z Tomlisonem. Ma moją siostrę i żąda ciebie zamiast jej-był nieźle wkurzony.
-idź spać ja muszę załatwić parę spraw.
-dobrze-szepnęłam. On poszedł a ja od razu pokierowałam się za łóżko. Napisałam SMS do Louisa:
Do: Misiek ;*
Kofam cie! Jutro się zobaczymy.
Od. Misiek ;*
Wiem też nie mogę sie doczekać cały czas mam w głowie nasz pocałunek.
Do: Misiek ;*
Wiem ja też, zaraz padnę. Jestem taka szczęśliwa że aż ze szczęścia najchętniej bym skakała
Od: Misiek ;*
Haha... Ej mała, mała.
Do: Misiek ;*
Ej... Nie nazywaj mnie tak
Od: Misiek ;*
Dobrze dziubuś ;*
Do: Misiek ;*
Nowe przezwisko?
Od: Misiek ;*
No ba już zmieniam w kontaktach
Do: Misiek ;*
Haha.. Tęsknie ;(
Od: Misiek ;*
Ja też ale jeszcze tylko 14 godzin.
Do: Misiek ;*
Na całe szczęście ;* A jak wy porwaliście jego siostrę?
Od: Misiek ;*
A kto powiedział że ją porwaliśmy? Sama przyszła ;)
Do: Misiek ;*
Ok nie wnikam muszę kończyć bo ktoś idzie papa ;*
Od:Misiek ;* Pa kotek
Schowałam telefon do kieszeni a w pokoju pojawił się Nathan.
-jutro o 5 jedziemy. Nie idź spać zbyt późno-oświadczył. I znowu poszedł zamykając mnie na klucz. Czas napisać do Louisa.
_________________________________________
Koniec tego opowiadania się zbliża i to tak dosłownie ;* Proszę zdecydujcie o kim następne i czy wo gule chcecie ;*
5 kwi 2014
46
***POV Emma***
Siedziałyśmy zakneblowane tak, że nawet głupi to rozwiąże. Ja rozplątałam ręce Ab a ona mi potem pomogłyśmy reszcie i stałyśmy na równych nogach.
-jakie patałachy nie zabrali mi komórki. Napisze do Loui gdzie jesteśmy i zaraz nas uwolnią- An zaczęła pstrykać na telefonie a my szukałyśmy drogi ucieczki. Jedynym wyjściem było okno. Niestety nie dało się go otworzyć więc musiałyśmy czekać na chłopaków. Drzwi się otworzyły a w nich stał Nathan i jakiś 4 kolesi.
-o jakie modre dziewczynki i się uwolniły- powiedział z zadziornym uśmiechem-zabijcie tego co ich wiązał
-Nathan ale...-nie dokończył
-Max nie ma ale. Masz go zabić- powiedział stanowczo . Podszedł do Ab a ja zasłoniłam ją ciałem-zejdź drogi księżniczko
-nie-powiedziałam stanowczo. On uderzył mnie tak, że sapałam
-ciebie nie kolaże kim jesteś?-spytał trzymając za brodę Ab
-nie twój interes- powiedział An
-nie ciebie się pytam!-krzykną i walną ją z całej siły
-po co nas porwałeś?- spytałam
-ja tu zadaje pytania!- podniósł głos. Zbliżył się do mnie i szepną do ucha- bo chce żeby on cierpiał
-kto?-spytałam cicho
-Louis-powiedział z zadziornym uśmiechem.
-o nie prościej ich wypuścić i żeby coś powiedziały Louisowi?-spytałam a on się popatrzył w górę zastanawiając się. Puściłam An oczko żeby się zorientował o co chodzi.
-no i mam wspaniały pomysł. Wy powiecie, że Em jest ze mną szczęśliwa i że się kochamy. Jeżeli nie wypełnicie zadania zabije ją.-powiedział cały czas miało ten uśmiech.
-i on nam w to uwierzy jeszcze godzinę temu się pieprzyli-powiedziała An a w nim jakby coś pękło
-wasza w tym głowa żeby uwierzył bo inaczej na cmentarzu będziecie ją odwiedzać!-każde słowo krzyczał coraz głośniej
-wypuście je i odprowadźcie do wyjścia.
***POV Anne***
Staliśmy przed tym domem i czekałam na Louisa. JA i Car spanikowały i zaczęła płakać. Samochody chłopaków podjechali. Pobiegłam do Liama i zaczęłam płakać.
-oni ją mają nie odzyskamy jej nigdy! -szepnęłam
-ciiiiiii- gładził moje plecy
-idę po nią- powiedział Louis a ja wyrwałam się z ramion Liama i zatrzymałam go.
-nie oni powiedzieli, że mamy ci powiedzieć, masz wiedzieć, że Em jest szczęśliwa z Nathanem i nie chce z tobą być. Jak ci tego nie powiemy i jak będziemy się starać ją, odzyskać to ją zabije.- wybuchła największą płaczu
-no już-przytulił mnie
-jedziemy?-spytałam
-pewnie-opowiedział
-Tomlinson za tydzień tam gdzie zwykle-krzykną Nathan z balkonu
-po co?-Loui spytał
-a to ci nie powiedziały?-powiedział zły
-nie zdążyły bo płakały-powiedział niby zaciekawiony
-twoja BYŁA dziewczyna woli mnie od takiego palanta i chce się z tobą spodka za tydzień- dał nacisk na 2 słowo
-chce to od niej usłyszeć - przygryzł dolną wargę a ten gdzieś wyszedł.
*** POV Emma***
Przenieśli mnie do innej sypialni. Nagle drzwi się otworzyły Nathan wizą mnie za przedramię i wyciągną na balkon a tam na podkurku stali wszyscy. Gdy spotkałam się ze wzrokiem Loui, nogi miałam jak z waty.
-no powiedz mu co tak naprawdę czujesz!- krzykną ale następne słowa powiedział tak abym tylko ja usłyszała-tylko bez wykrętów
-kocham Nathana-w oczach miałam łuzy
-tak cie kocha że za rękę trzymać ją musisz?-spytał z drwiną
-może! Idź do środka-powiedział, zgodnie z poleceniem weszłam do środka a tam jakiś debil mnie przejął i zaprowadził mnie do pokoju zamykając na klucz. Zsunęłam się po ścianie i usiadłam na ziemi. Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie że mam telefon. Szybko go wyciągnęłam i napisałam SMS
16.23
Do: Misiek :*
Proszę ratuj mnie. Nie wytrzymam tak długo. Nie wiem co wymyśli ten palant. KOCHAM CIE PAMIĘTAJ :*
16:24
Od: Misiek :*
Coś wymyśle. Daj mi czas. Też cie bardzo kocham :*
16:24
Do: Misiek :*
Napisze wieczorem Kocham kocham kocham cie.
__________________________________________________
Hej miśki ;* No i jak?
A tak na przyszłość jak daje np.: 7 komentarzy następny rozdział. To pamiętajcie że ja odpowiadam czasami i że na przykład od Stonki komentarze się powtarzają więc patrzcie ;*
I jak myślicie co dalej?
Pytajcie na asku ;*
A tak z inej beczki co wy na to żebym zaczęła opowiadanie o Harrym?
Pisze to dlatego że planuje nie więcej niż 100 rozdziałów na tym blogu.
Siedziałyśmy zakneblowane tak, że nawet głupi to rozwiąże. Ja rozplątałam ręce Ab a ona mi potem pomogłyśmy reszcie i stałyśmy na równych nogach.
-jakie patałachy nie zabrali mi komórki. Napisze do Loui gdzie jesteśmy i zaraz nas uwolnią- An zaczęła pstrykać na telefonie a my szukałyśmy drogi ucieczki. Jedynym wyjściem było okno. Niestety nie dało się go otworzyć więc musiałyśmy czekać na chłopaków. Drzwi się otworzyły a w nich stał Nathan i jakiś 4 kolesi.
-o jakie modre dziewczynki i się uwolniły- powiedział z zadziornym uśmiechem-zabijcie tego co ich wiązał
-Nathan ale...-nie dokończył
-Max nie ma ale. Masz go zabić- powiedział stanowczo . Podszedł do Ab a ja zasłoniłam ją ciałem-zejdź drogi księżniczko
-nie-powiedziałam stanowczo. On uderzył mnie tak, że sapałam
-ciebie nie kolaże kim jesteś?-spytał trzymając za brodę Ab
-nie twój interes- powiedział An
-nie ciebie się pytam!-krzykną i walną ją z całej siły
-po co nas porwałeś?- spytałam
-ja tu zadaje pytania!- podniósł głos. Zbliżył się do mnie i szepną do ucha- bo chce żeby on cierpiał
-kto?-spytałam cicho
-Louis-powiedział z zadziornym uśmiechem.
-o nie prościej ich wypuścić i żeby coś powiedziały Louisowi?-spytałam a on się popatrzył w górę zastanawiając się. Puściłam An oczko żeby się zorientował o co chodzi.
-no i mam wspaniały pomysł. Wy powiecie, że Em jest ze mną szczęśliwa i że się kochamy. Jeżeli nie wypełnicie zadania zabije ją.-powiedział cały czas miało ten uśmiech.
-i on nam w to uwierzy jeszcze godzinę temu się pieprzyli-powiedziała An a w nim jakby coś pękło
-wasza w tym głowa żeby uwierzył bo inaczej na cmentarzu będziecie ją odwiedzać!-każde słowo krzyczał coraz głośniej
-wypuście je i odprowadźcie do wyjścia.
***POV Anne***
Staliśmy przed tym domem i czekałam na Louisa. JA i Car spanikowały i zaczęła płakać. Samochody chłopaków podjechali. Pobiegłam do Liama i zaczęłam płakać.
-oni ją mają nie odzyskamy jej nigdy! -szepnęłam
-ciiiiiii- gładził moje plecy
-idę po nią- powiedział Louis a ja wyrwałam się z ramion Liama i zatrzymałam go.
-nie oni powiedzieli, że mamy ci powiedzieć, masz wiedzieć, że Em jest szczęśliwa z Nathanem i nie chce z tobą być. Jak ci tego nie powiemy i jak będziemy się starać ją, odzyskać to ją zabije.- wybuchła największą płaczu
-no już-przytulił mnie
-jedziemy?-spytałam
-pewnie-opowiedział
-Tomlinson za tydzień tam gdzie zwykle-krzykną Nathan z balkonu
-po co?-Loui spytał
-a to ci nie powiedziały?-powiedział zły
-nie zdążyły bo płakały-powiedział niby zaciekawiony
-twoja BYŁA dziewczyna woli mnie od takiego palanta i chce się z tobą spodka za tydzień- dał nacisk na 2 słowo
-chce to od niej usłyszeć - przygryzł dolną wargę a ten gdzieś wyszedł.
*** POV Emma***
Przenieśli mnie do innej sypialni. Nagle drzwi się otworzyły Nathan wizą mnie za przedramię i wyciągną na balkon a tam na podkurku stali wszyscy. Gdy spotkałam się ze wzrokiem Loui, nogi miałam jak z waty.
-no powiedz mu co tak naprawdę czujesz!- krzykną ale następne słowa powiedział tak abym tylko ja usłyszała-tylko bez wykrętów
-kocham Nathana-w oczach miałam łuzy
-tak cie kocha że za rękę trzymać ją musisz?-spytał z drwiną
-może! Idź do środka-powiedział, zgodnie z poleceniem weszłam do środka a tam jakiś debil mnie przejął i zaprowadził mnie do pokoju zamykając na klucz. Zsunęłam się po ścianie i usiadłam na ziemi. Właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie że mam telefon. Szybko go wyciągnęłam i napisałam SMS
16.23
Do: Misiek :*
Proszę ratuj mnie. Nie wytrzymam tak długo. Nie wiem co wymyśli ten palant. KOCHAM CIE PAMIĘTAJ :*
16:24
Od: Misiek :*
Coś wymyśle. Daj mi czas. Też cie bardzo kocham :*
16:24
Do: Misiek :*
Napisze wieczorem Kocham kocham kocham cie.
__________________________________________________
Hej miśki ;* No i jak?
A tak na przyszłość jak daje np.: 7 komentarzy następny rozdział. To pamiętajcie że ja odpowiadam czasami i że na przykład od Stonki komentarze się powtarzają więc patrzcie ;*
I jak myślicie co dalej?
Pytajcie na asku ;*
A tak z inej beczki co wy na to żebym zaczęła opowiadanie o Harrym?
Pisze to dlatego że planuje nie więcej niż 100 rozdziałów na tym blogu.
1 kwi 2014
45
Ta impreza była zajebista.
Harry i Zayn z dziewczynami czekali na nas przed lokalem. Zajęliśmy
loże.
-To kto prowadzi?-spytała An
-mam świetny pomysł kto nas tu przywiózł ten prowadzi z powrotem-powiedziałam. Ni, Loui, Hazzie mina zżęła bo wiedzieli że o nich chodzi.
-no ok-powiedział Niall. No więc my piliśmy a oni najwyżej kole z lodem. To było piękne jak zwykle w połowie film mi się urwał.
***POV Louis***
Co prawda nie byłem zadowolony z faktu ,że nie mogłem pić ale jak widzie pijaną Em to aż mi wesoło się robi. Siedzi mi na kolanach i śpiewa z dziewczynami jakieś piosenki ale najlepsza jest Justina Bibera Bejbe normalnie padłem ze śmiechu. Jak go nie lobię tak w dziewczyn wykonaniu kocham. Popłacze się.
-Louis choć zatańczyć-poprosiła moja dziewczyna.
-a ty w ogolę stoisz?-spytałem
-bardzo śmieszne... no choć-poprosiła z głosem prostytutki.
-no choć-przewróciłem oczami. Nic mnie ni myliło bo gdybym jej nie trzymał to by spadła. Po pół piosenki wróciliśmy. -co wy na to żebyśmy wracali?
-niee- usłyszałem głos pijanych dziewczyn
-tak- przytaknęli chłopcy. Gdy szliśmy do samochodu po prostu nie dawałem rady musiałem to powiedzieć.
-boże i mówią że to ja się opijam do trupa
-sugerujesz coś?-spytała
-nie ale wróbelka nie zrobisz-zaśmiałem się (tak się u nas mówi na stanie na jednej node i rozłożenie rąk jak do samolotu )
-ta to patrz- stanęła na jednej nodze a ja chwyciłem ją w pasie podniosła nogę do góry a ręce rozłożyła jak samolot.-nie trzymaj mnie
-trzymam bo byś spadła-powiedziałem
-wcale, że nie-pokazała mi język. Na szczęście już staliśmy przy aucie. Wsadziłem ją na tyły a sam wsiadłem na miejsce pasażera po chwili doszła do nas An. Ona najbardziej się trzymała a najwięcej wypiła. W połowie drogi An siedziała twardo z otwartymi oczami, tylko ziewała a Em już spała. Wyniosłem ją do mojego pokoju a sam wziąłem szybki prysznic i dołączyłem do niej.
***POV Emma***
Obudziłam się z takim bublem głowy a taką miałam suszę w gardle na szczęście mój kochany Louis zasłonił rolety. Pobiegłam szybko do łazienki i zruciłam wszystko co wczoraj jadłam piłam i w ogulę.
-moje biedne kochanie-powiedział Louis podając mi wodę.
-dzięki-szepnęłam i wypiłam wszystko. Wstałam powoli a Louis pomógł mi dojść do łóżka
-zaraz ci coś przyniosę-pocałował moje czoło
-mówiłam ci że cie kocham?- spytałam
-chyba nie-udawał zastanowienie
-kocham cie-uśmiechnęłam się a on posłał mi buziaka w powietrzu. Cały dzień spałam albo oglądałam filmy z Louisem.
Rano obudził mnie Louis.
-choć zobaczysz coś-pociągną mnie i poprowadził na schody a tam wszyscy. Oprócz JA bo miała próbny pokaz.
-nudy-powiedział Harry
-co tu...-nie dokończyłam bo Louis zasłonił mi buzię
-cicho i patrz na kanapę w salonie -szepną. Spojrzałam w wyznaczonym kierunku a tam Liam i An rozmawiający.
-boże raz, raz się ino pocałowali- Harry tłumił krzyk. A w tedy akurat zaczęli się całować.
-będziemy wredni-powiedział Zayn i z chłopakami zeszli po schodach siadając po obu stronach kanapy przez co się odsunęli. Harry włączył telewizor i nie odrywając wzroku powiedział
-i jak tam u ciebie słychać Louis?
-a w prządku a u ciebie Zayn?!- spylał głośno
-a porządku a u was droga PARO?- podkreślił ostatnie słowo
-jak zaraz nie przestaniecie szczekać to zabije!- krzyknęła
-chał chał-powiedział śmiejący się Harry a po chwili zwiał na górę wymijając nas.
-bierzemy ich z tamtą-powidzkim.
-a jak ich z weżnijmy?-spytała
-yyyyy.... Tu jest problem -zastanawiałam się
-a na co lecą najbardziej? Na słowa "czekam w sypialni"- pomachała zabawnie brwiami
-jestem gotowa się poświęcić- powiedziałam z ręką na sercu. Zeszłam go od tyłu i wyszeptałam magiczne słowa na co się zerwał i szedł za mną. To samo Zayn za Car. W duchu turlałam się ze śmiechu. Trzymał mnie w tali zamykając drzwi na klucz.
-chyba muszę częściej przeszkadzać An-powiedział całując moją szyje
-podziękuj Car-szepnęłam
-później mam coś ważnego do roboty- powiedział ściągając mi bluzkę...
-dzięki Car-powiedział Louis gdy wchodziliśmy do kuchni
-za co?-spytała z zdziwioną minką
-kto miał najlepsze 2 godziny tego dnia- a się chłopak rozważył
-aa to, no to dziękuj. Jutro jedziemy na Imprezę w takim razie- zaśmiała się
-jestem za-odpowiedziałam
-całym sobą mówię tak!- krzykną radośnie Louis
-chłopaki na nas już czas. Dziewczyny zostawiam wam Ab-za drzwi wyjrzał Niall
-spoko tak to ja się mogę ścigać
-Louis obdarował mnie buziakiem
-czemu nic o tym nie wiedziałyśmy i dlaczego nie możemy jechać z wami? -spyałam
-bo to niebezpieczne zamknijcie się i nigdzie nie wychodźcie-powiedział i wszedł a weszła Ab, An, JA.
-to co robimy?-spytały
-jestem za piwem-odpowiedziała JA
-ok to wyciągam- podeszłam do lodówki i już miałam wyciągać kiedy zadzwonił dzwonek
-otworze- JA ruszyła do drzwi. Po chwili usłyszałam za tłumiony krzyk. Kiedy mieliśmy pójść zobaczyć co się dzieje w kuchni pojawili się jacyś mężczyźni.
***POV Louis***
Już jechałem ostatni odcinek kiedy ten palant Nathan prawie mnie nie wyprzedził. Przejechałem metę i wyszedłem z wozu.
-dacie nam spokój?- spytałem groźnie
-mamy nagrodę więc się obejdzie-powiedział z zadziornym uśmiechem
-jaką nagrodę-spytałem ale oni odjechali.
__________________________________________
Jestem!!! Podobają wam się takie długie rozdziały? Teraz się boje bo pisałam test i nie wiem jak mi poszedł ;(
7 komentarzy następny rozdział
-To kto prowadzi?-spytała An
-mam świetny pomysł kto nas tu przywiózł ten prowadzi z powrotem-powiedziałam. Ni, Loui, Hazzie mina zżęła bo wiedzieli że o nich chodzi.
-no ok-powiedział Niall. No więc my piliśmy a oni najwyżej kole z lodem. To było piękne jak zwykle w połowie film mi się urwał.
***POV Louis***
Co prawda nie byłem zadowolony z faktu ,że nie mogłem pić ale jak widzie pijaną Em to aż mi wesoło się robi. Siedzi mi na kolanach i śpiewa z dziewczynami jakieś piosenki ale najlepsza jest Justina Bibera Bejbe normalnie padłem ze śmiechu. Jak go nie lobię tak w dziewczyn wykonaniu kocham. Popłacze się.
-Louis choć zatańczyć-poprosiła moja dziewczyna.
-a ty w ogolę stoisz?-spytałem
-bardzo śmieszne... no choć-poprosiła z głosem prostytutki.
-no choć-przewróciłem oczami. Nic mnie ni myliło bo gdybym jej nie trzymał to by spadła. Po pół piosenki wróciliśmy. -co wy na to żebyśmy wracali?
-niee- usłyszałem głos pijanych dziewczyn
-tak- przytaknęli chłopcy. Gdy szliśmy do samochodu po prostu nie dawałem rady musiałem to powiedzieć.
-boże i mówią że to ja się opijam do trupa
-sugerujesz coś?-spytała
-nie ale wróbelka nie zrobisz-zaśmiałem się (tak się u nas mówi na stanie na jednej node i rozłożenie rąk jak do samolotu )
-ta to patrz- stanęła na jednej nodze a ja chwyciłem ją w pasie podniosła nogę do góry a ręce rozłożyła jak samolot.-nie trzymaj mnie
-trzymam bo byś spadła-powiedziałem
-wcale, że nie-pokazała mi język. Na szczęście już staliśmy przy aucie. Wsadziłem ją na tyły a sam wsiadłem na miejsce pasażera po chwili doszła do nas An. Ona najbardziej się trzymała a najwięcej wypiła. W połowie drogi An siedziała twardo z otwartymi oczami, tylko ziewała a Em już spała. Wyniosłem ją do mojego pokoju a sam wziąłem szybki prysznic i dołączyłem do niej.
***POV Emma***
Obudziłam się z takim bublem głowy a taką miałam suszę w gardle na szczęście mój kochany Louis zasłonił rolety. Pobiegłam szybko do łazienki i zruciłam wszystko co wczoraj jadłam piłam i w ogulę.
-moje biedne kochanie-powiedział Louis podając mi wodę.
-dzięki-szepnęłam i wypiłam wszystko. Wstałam powoli a Louis pomógł mi dojść do łóżka
-zaraz ci coś przyniosę-pocałował moje czoło
-mówiłam ci że cie kocham?- spytałam
-chyba nie-udawał zastanowienie
-kocham cie-uśmiechnęłam się a on posłał mi buziaka w powietrzu. Cały dzień spałam albo oglądałam filmy z Louisem.
Rano obudził mnie Louis.
-choć zobaczysz coś-pociągną mnie i poprowadził na schody a tam wszyscy. Oprócz JA bo miała próbny pokaz.
-nudy-powiedział Harry
-co tu...-nie dokończyłam bo Louis zasłonił mi buzię
-cicho i patrz na kanapę w salonie -szepną. Spojrzałam w wyznaczonym kierunku a tam Liam i An rozmawiający.
-boże raz, raz się ino pocałowali- Harry tłumił krzyk. A w tedy akurat zaczęli się całować.
-będziemy wredni-powiedział Zayn i z chłopakami zeszli po schodach siadając po obu stronach kanapy przez co się odsunęli. Harry włączył telewizor i nie odrywając wzroku powiedział
-i jak tam u ciebie słychać Louis?
-a w prządku a u ciebie Zayn?!- spylał głośno
-a porządku a u was droga PARO?- podkreślił ostatnie słowo
-jak zaraz nie przestaniecie szczekać to zabije!- krzyknęła
-chał chał-powiedział śmiejący się Harry a po chwili zwiał na górę wymijając nas.
-bierzemy ich z tamtą-powidzkim.
-a jak ich z weżnijmy?-spytała
-yyyyy.... Tu jest problem -zastanawiałam się
-a na co lecą najbardziej? Na słowa "czekam w sypialni"- pomachała zabawnie brwiami
-jestem gotowa się poświęcić- powiedziałam z ręką na sercu. Zeszłam go od tyłu i wyszeptałam magiczne słowa na co się zerwał i szedł za mną. To samo Zayn za Car. W duchu turlałam się ze śmiechu. Trzymał mnie w tali zamykając drzwi na klucz.
-chyba muszę częściej przeszkadzać An-powiedział całując moją szyje
-podziękuj Car-szepnęłam
-później mam coś ważnego do roboty- powiedział ściągając mi bluzkę...
-dzięki Car-powiedział Louis gdy wchodziliśmy do kuchni
-za co?-spytała z zdziwioną minką
-kto miał najlepsze 2 godziny tego dnia- a się chłopak rozważył
-aa to, no to dziękuj. Jutro jedziemy na Imprezę w takim razie- zaśmiała się
-jestem za-odpowiedziałam
-całym sobą mówię tak!- krzykną radośnie Louis
-chłopaki na nas już czas. Dziewczyny zostawiam wam Ab-za drzwi wyjrzał Niall
-spoko tak to ja się mogę ścigać
-Louis obdarował mnie buziakiem
-czemu nic o tym nie wiedziałyśmy i dlaczego nie możemy jechać z wami? -spyałam
-bo to niebezpieczne zamknijcie się i nigdzie nie wychodźcie-powiedział i wszedł a weszła Ab, An, JA.
-to co robimy?-spytały
-jestem za piwem-odpowiedziała JA
-ok to wyciągam- podeszłam do lodówki i już miałam wyciągać kiedy zadzwonił dzwonek
-otworze- JA ruszyła do drzwi. Po chwili usłyszałam za tłumiony krzyk. Kiedy mieliśmy pójść zobaczyć co się dzieje w kuchni pojawili się jacyś mężczyźni.
***POV Louis***
Już jechałem ostatni odcinek kiedy ten palant Nathan prawie mnie nie wyprzedził. Przejechałem metę i wyszedłem z wozu.
-dacie nam spokój?- spytałem groźnie
-mamy nagrodę więc się obejdzie-powiedział z zadziornym uśmiechem
-jaką nagrodę-spytałem ale oni odjechali.
__________________________________________
Jestem!!! Podobają wam się takie długie rozdziały? Teraz się boje bo pisałam test i nie wiem jak mi poszedł ;(
7 komentarzy następny rozdział
30 mar 2014
44
Ten poranek był najgorszy z możliwych. Dlaczego? Nie było obok mnie Loui. To takie smutne, nieprawdaż?
-już wstałaś?-za drzwi pojawił się Louis w samych bokserkach
-yhy... Ale choć-zgodnie z moją prośbą wszedł z powrotem pod kołdrę i przywitał mnie soczystym buziakiem.
-kocham cie- powiedziałam
-ale ja bardziej-zaśmiał się.
-dziś jedziemy na imprezę a przed nią Niall przyjedzie z Abbi. Porwał ją i nie wie jak ją przyzwyczaić do tego świata
-i zgaduje, że nie ma bladego pojęcia o damskich ciuchach i zwala to na mnie i An?-przerwałam mu
-dokładnie-przytakną-spoko ale musi przyjechać 4 godziny przed imprezą-uprzedziłam
-spoko napisze do niego, a teraz...- położył rękę na moim biodrze
-a teraz idę wsiąść prysznic i coś zjeść- po mojej wypowiedzi mina mu zżędła.
-chwile-poprosił całując moją szyje. No nie powiem że jest z nim mi źle ale ja jestem głodna!!!
-nie kotek idę coś zjeść powiedziałam stanowczo. Wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki a tam nie kto inny jak Loui.
-co się tak przyglądasz?-spytałam
-a nic po prostu seksownie ci w ręczniku- powiedział przygryzając wargę
-no popatrz-uśmiechnęłam się a on objął mnie w tali
-skoro już jesteś w ręczniku to może... - nie dokończył ponieważ mu przerwałam
-to może pójdę się ubrać i zrobić nam śniadanie- powiedziałam i zwiałam do garderoby. Ubrałam strój na dziś i już mogłam zejść na du gdyby Louis nie przyszedł. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować jak tylko przestał oderwałam się o niego i przeszłam na drugi koniec pokoju.
-ona ci się nie da tak łatwo- powiedziała An wchodząc do pomieszczenia
-zobaczymy-powiedział z zadziornym uśmiechem
-no to się rozczarujesz . Jak chcesz śniadanie to radze ci pomóc.-zeszłam na du a on za mną.
-co robimy na śniadanie?-spytał
-nie wiem a co chcesz?-spytałam
-a co ty na jajecznice?-popatrzył obejmując mnie od tyłu. Szczerze to żałuje, że kazałam mu pomagać bo tylko przeszkadzał. Kiedy ja ciężko pracowałam on przytulał mnie albo prawie się nie skaleczył. Na szczęście nie ma ran. Zjedliśmy śniadanie a potem wszystko wrzuciliśmy do zmywarki. Louis jak to Louis zaczął przytulać mnie od tyłu i składać pocałunki na całej szyi.
-jakiś ty niewyżyty seksualnie- powiedziała An a ja wybuchłam śmiechem.
-nie dziw się jak mam taką partnerkę do niego- powiedział z zadziornym uśmiechem
-ta, ta a wiecie, że Niall z Ab już przyjechali są w salonie. -powiedział a my ruszyliśmy w tamtą stronę. Zobaczyłam przestraszoną dziewczynę i Nialla.
-hej-przywitałam się a zaraz po mnie Louis i Niall
-pomóżcie błagam, wiem miały być 4 godziny przed ale ja już nie wiem co mam robić-błagał a ja spojrzałam na dziewczynę która miała rany na rękach od sznurów. Trochę roztargane włosy i totalnie brudne i również potargane ubranie.
-i bardzo dobrze wy sobie pogadajcie a my ja zabieramy- powiedziałam
-ma jakieś ubrania oprócz tych na sobie?-spytał An
-nie- odpowiedział krótko
-jej, no to na zakupy czas- krzyknęła radośnie
-chcesz moją kartę kredytową-pytał jakby to było oczywiste. Przecież przy An jedna nie wystarczy.
-a jak myślisz?-popatrzyła się na niego jak na głupka on wręczył jej kartę a tam na wskaźniku ile ma kasy tyle zer, że ja pierdziele.
-to będziemy za rok. Choć przebierzemy cie i doprowadzimy do stanu codziennego
-Niall a ty się szykuj jak my ci wykład zrobimy tak umrzesz z głodu, ty żarłoku- powiedziałam
-nie błagam ale żelki dacie?- spytał z miną szczeniaka
-nie- powiedziałam stanowczo. Wyszłyśmy na górę i dałam jej moje ciuchy. Jakie to szczęście że mamy ten sam rozmiar. An zaprowadziła ją do łazienki a ja za ten czas poszłam przygotować rzeczy do makijażu włosy zostawimy jej rozpuszczone. Po godzinie była gotowa. Zbiegłyśmy na du i powędrowałyśmy do salonu.
-to my na zakupy spadamy-powiedział An
-ok- powiedzieli równo
-a popatrzycie na nas czy będziecie się gapić w facetów latających za piłką- na moje słowa odwrócili się a Niallowi szczeka opadła.
-wow-powiedział
-no dobra to my spadamy.-weszliśmy do garażu i wybraliśmy kabriolet. Oczywiście dach otworzyła An. Wędrówka po sklepach zajęła nam 4 godziny. Po powrocie do domu zwaliliśmy na chłopaków spakowani trep do bagażniku Nialla. Same zajęłyśmy się naszym wyglądem. Gdy robiłam wszystkim paznokcie dowiedziałam się, że Abby świetnie gra na gitarze, uwielbia zwierzęta a do tego jej rodzice są okrutni. Ojciec pije a matka jest pracoholiczką. Czyli bardzo dobrze że Ni ją porwał. Po 2 godzinach An i Ab były gotowe. Po godzinie i moje były gotowe. Przebrałyśmy się i jak zwykle ja wszystkich malowałam An uczesała. Jak stanęłyśmy w trójkę przed lustrem to zakochać się można. Ab z brzydkiego kaczątka zmieniła się w łabędzia.
-gotowe?-spytał stojący tyłem Louis
-nom-dałam mu buziaka w policzek a gdy mnie zobaczył zamurowało go
-co chwile mnie zawakujesz-powiedział przytulając mnie.
-Wow-powiedział wchodzący Niall. Aż go cofnęło.
-dobra jedziemy-rozkazała An.(strój An)
___________________________________________________
Jestem :* Długi się trafił ;* mam dla was zwiastun. Mam nadzieje że się podoba :* Przepraszam za błędy starałam się by ich nie było.
-już wstałaś?-za drzwi pojawił się Louis w samych bokserkach
-yhy... Ale choć-zgodnie z moją prośbą wszedł z powrotem pod kołdrę i przywitał mnie soczystym buziakiem.
-kocham cie- powiedziałam
-ale ja bardziej-zaśmiał się.
-dziś jedziemy na imprezę a przed nią Niall przyjedzie z Abbi. Porwał ją i nie wie jak ją przyzwyczaić do tego świata
-i zgaduje, że nie ma bladego pojęcia o damskich ciuchach i zwala to na mnie i An?-przerwałam mu
-dokładnie-przytakną-spoko ale musi przyjechać 4 godziny przed imprezą-uprzedziłam
-spoko napisze do niego, a teraz...- położył rękę na moim biodrze
-a teraz idę wsiąść prysznic i coś zjeść- po mojej wypowiedzi mina mu zżędła.
-chwile-poprosił całując moją szyje. No nie powiem że jest z nim mi źle ale ja jestem głodna!!!
-nie kotek idę coś zjeść powiedziałam stanowczo. Wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam do łazienki wzięłam szybki prysznic i owinęłam się ręcznikiem. Wyszłam z łazienki a tam nie kto inny jak Loui.
-co się tak przyglądasz?-spytałam
-a nic po prostu seksownie ci w ręczniku- powiedział przygryzając wargę
-no popatrz-uśmiechnęłam się a on objął mnie w tali
-skoro już jesteś w ręczniku to może... - nie dokończył ponieważ mu przerwałam
-to może pójdę się ubrać i zrobić nam śniadanie- powiedziałam i zwiałam do garderoby. Ubrałam strój na dziś i już mogłam zejść na du gdyby Louis nie przyszedł. Przyparł mnie do ściany i zaczął całować jak tylko przestał oderwałam się o niego i przeszłam na drugi koniec pokoju.
-ona ci się nie da tak łatwo- powiedziała An wchodząc do pomieszczenia
-no to się rozczarujesz . Jak chcesz śniadanie to radze ci pomóc.-zeszłam na du a on za mną.
-co robimy na śniadanie?-spytał
-nie wiem a co chcesz?-spytałam
-a co ty na jajecznice?-popatrzył obejmując mnie od tyłu. Szczerze to żałuje, że kazałam mu pomagać bo tylko przeszkadzał. Kiedy ja ciężko pracowałam on przytulał mnie albo prawie się nie skaleczył. Na szczęście nie ma ran. Zjedliśmy śniadanie a potem wszystko wrzuciliśmy do zmywarki. Louis jak to Louis zaczął przytulać mnie od tyłu i składać pocałunki na całej szyi.
-jakiś ty niewyżyty seksualnie- powiedziała An a ja wybuchłam śmiechem.
-nie dziw się jak mam taką partnerkę do niego- powiedział z zadziornym uśmiechem
-ta, ta a wiecie, że Niall z Ab już przyjechali są w salonie. -powiedział a my ruszyliśmy w tamtą stronę. Zobaczyłam przestraszoną dziewczynę i Nialla.
-hej-przywitałam się a zaraz po mnie Louis i Niall
-pomóżcie błagam, wiem miały być 4 godziny przed ale ja już nie wiem co mam robić-błagał a ja spojrzałam na dziewczynę która miała rany na rękach od sznurów. Trochę roztargane włosy i totalnie brudne i również potargane ubranie.
-i bardzo dobrze wy sobie pogadajcie a my ja zabieramy- powiedziałam
-ma jakieś ubrania oprócz tych na sobie?-spytał An
-nie- odpowiedział krótko
-jej, no to na zakupy czas- krzyknęła radośnie
-chcesz moją kartę kredytową-pytał jakby to było oczywiste. Przecież przy An jedna nie wystarczy.
-a jak myślisz?-popatrzyła się na niego jak na głupka on wręczył jej kartę a tam na wskaźniku ile ma kasy tyle zer, że ja pierdziele.
-to będziemy za rok. Choć przebierzemy cie i doprowadzimy do stanu codziennego
-Niall a ty się szykuj jak my ci wykład zrobimy tak umrzesz z głodu, ty żarłoku- powiedziałam
-nie błagam ale żelki dacie?- spytał z miną szczeniaka
-nie- powiedziałam stanowczo. Wyszłyśmy na górę i dałam jej moje ciuchy. Jakie to szczęście że mamy ten sam rozmiar. An zaprowadziła ją do łazienki a ja za ten czas poszłam przygotować rzeczy do makijażu włosy zostawimy jej rozpuszczone. Po godzinie była gotowa. Zbiegłyśmy na du i powędrowałyśmy do salonu.
-to my na zakupy spadamy-powiedział An
-ok- powiedzieli równo
-a popatrzycie na nas czy będziecie się gapić w facetów latających za piłką- na moje słowa odwrócili się a Niallowi szczeka opadła.
-wow-powiedział
-no dobra to my spadamy.-weszliśmy do garażu i wybraliśmy kabriolet. Oczywiście dach otworzyła An. Wędrówka po sklepach zajęła nam 4 godziny. Po powrocie do domu zwaliliśmy na chłopaków spakowani trep do bagażniku Nialla. Same zajęłyśmy się naszym wyglądem. Gdy robiłam wszystkim paznokcie dowiedziałam się, że Abby świetnie gra na gitarze, uwielbia zwierzęta a do tego jej rodzice są okrutni. Ojciec pije a matka jest pracoholiczką. Czyli bardzo dobrze że Ni ją porwał. Po 2 godzinach An i Ab były gotowe. Po godzinie i moje były gotowe. Przebrałyśmy się i jak zwykle ja wszystkich malowałam An uczesała. Jak stanęłyśmy w trójkę przed lustrem to zakochać się można. Ab z brzydkiego kaczątka zmieniła się w łabędzia.
-gotowe?-spytał stojący tyłem Louis
-nom-dałam mu buziaka w policzek a gdy mnie zobaczył zamurowało go
-co chwile mnie zawakujesz-powiedział przytulając mnie.
-Wow-powiedział wchodzący Niall. Aż go cofnęło.
-dobra jedziemy-rozkazała An.(strój An)
___________________________________________________
Jestem :* Długi się trafił ;* mam dla was zwiastun. Mam nadzieje że się podoba :* Przepraszam za błędy starałam się by ich nie było.
25 mar 2014
43
Dojechaliśmy na ogromny parking. Do okuła były opuszczone budynki i ani jednego samochodu. Obróciłam się w jego stronę:
-po co mnie tu przywiozłeś?
-pamiętasz jak obiecałem ci że nauczę cię jeździć?-spytał
-tak to było po tym jak ci gips ściągnęli- Po ściągnięciu gipsu od razu poszliśmy na lody oczywiście Loui nie mógł się przyzwyczaić że ma w pełni sprawną 2 rękę.
-nad czym tak myślisz?-spytał
-nad niczym tak po prostu się patrze na ciebie- posłałam mu buziaka w powietrzu
-ok nic nie mówiłem. Nauczę cię jeździć- wypalił a moja minka wykształciła się w piękne "o".
-chcesz żeby połowa ludzi w Londynie została potrącona?-moja buźka dalej miała ten sam wyraz twarzy.
-ej nie bój się nie będziesz jeździć sama tylko ze mną-powiedział
-ta to mnie pocieszyłeś nie ma co- zrobiłam znudzoną minę- idziemy do domu?
-jak chcesz- wzruszył ramionami i spokojnym krokiem ruszyliśmy do auta. Na wspomnienia się uśmiechnełam.
-no właśnie byliśmy tacy szczęśliwi dla mnie dalej tak jest. Dale cie kocham jak wariat- zmusił mnie żebym popatrzyła mu w oczy, żebym upewniła się że to prawda.
-gdyby tak było to nie obściskiwał byś się z pierwszą lepszą- wyszeptałam a jedna samotna łuza spłynęła mi po policzku.
-ale ona się na mnie rzuciła, gdybyś stała tam dłużej zobaczyłabyś że ją odepchnąłem- szukałam w jego twarzy coś do mi da się upewnić że to kłamstwo, ale nic nie znalazłam- kocham cię Em
-ja tez cię kocham ale to tak boli. Boli bo cały czas mam was przed oczami- więcej niż jedna łuza spłynęła po mojej twarzy spadając na spodenki.
-proszę spróbuj-nie odpuszczał a w oczach miał łuzy i strach. Dlaczego bał się że mnie straci, na zawsze?
-nie wiem Louis- zaczęłam bawić się nerwowo rękami
-ale ja wiem jak cię przekonam- zbliżył swoje usta do moich i znaczą całować ale tak wyjątkowo. Walczyłam sama ze sobą żeby go odepchnąć ale jakaś siła we mnie chciała więcej. Po chwili siedziałam na nim okrakiem. Louis przerwał pocałunek a ja szepnęłam:
-wybaczam
-na prawdę?-spytał szczęśliwy a ja przytaknęłam-to obietnice czas spełnić
-o co ci chodzi?-spytałam z podniesioną brwią
-trzeba nauczyć się jeździć-powiedział krutko
-nie! Ciebie do końca pogięło ja chce żyć- mam nadzieje że te słowa na niego podziałały
-to jak ja mam ci spełnić obietnice?-spytał
-powiedzmy że jej nie było- zastanawiałam się
-nie tak nie będzie już noga na gaz i przekręcasz kluczyk w stacyjce-rozkazał
-Louis a nie możemy jutro pojechać na gokardy będzie bezpieczniej-zrobiłam kota ze szreka
-no nie wiem- przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze. Kurde to takie seksowne. Emma przystopuj jeszcze 30 minut temu nie chciałaś go znać
-no proszę ja tak ładnie cię proszę- mój uwodzicielski głos mnie dobija. Zbliżyłam się do niego najbardziej jak mogłam.
-no na prawdę nie wiem- w jego oczach widziałam pożądanie.
-ale proszę- szepnęłam w jego usta. Załączyłam je razem a Louis położył ręce na moich biodrach i podniósł bluzkę do góry.
-nie tutaj- powiedziałam siadając na miejsce pasażera.
-no ale popatrz co ty zrobiłaś-pokazał na wybrzuszenie w swoich spodniach
-ups... trudno musisz wytrzymać caaaaaaaałą drogę do domu-przedłużyłam "a"w "całą"
-no to jedziemy- ruszył z piskiem opon. W domu byliśmy bardzo szybko. Oczywiście Louis jak to Louis nie wytrzymał i musiał się pochwalić, że się pogodziliśmy. Potem wybiegł szybko na górę i rzucił się z opoczniankami na mnie...
Jaka ja naiwna.
______________________________________________
Boże dalej się śmieje z tego co napisałyśmy z koleżanką. To znaczy ona bo ja głównie się śmiałam.
Nie wiem kiedy następny ale pisze do przodu i powiem wam że się dzieje w świecie Emmy. Do następnego ;*
Trzymajcie w kciuki bo wyniki badań mi przyjdą ;*
-po co mnie tu przywiozłeś?
-pamiętasz jak obiecałem ci że nauczę cię jeździć?-spytał
-tak to było po tym jak ci gips ściągnęli- Po ściągnięciu gipsu od razu poszliśmy na lody oczywiście Loui nie mógł się przyzwyczaić że ma w pełni sprawną 2 rękę.
-nad czym tak myślisz?-spytał
-nad niczym tak po prostu się patrze na ciebie- posłałam mu buziaka w powietrzu
-ok nic nie mówiłem. Nauczę cię jeździć- wypalił a moja minka wykształciła się w piękne "o".
-chcesz żeby połowa ludzi w Londynie została potrącona?-moja buźka dalej miała ten sam wyraz twarzy.
-ej nie bój się nie będziesz jeździć sama tylko ze mną-powiedział
-ta to mnie pocieszyłeś nie ma co- zrobiłam znudzoną minę- idziemy do domu?
-jak chcesz- wzruszył ramionami i spokojnym krokiem ruszyliśmy do auta. Na wspomnienia się uśmiechnełam.
-no właśnie byliśmy tacy szczęśliwi dla mnie dalej tak jest. Dale cie kocham jak wariat- zmusił mnie żebym popatrzyła mu w oczy, żebym upewniła się że to prawda.
-gdyby tak było to nie obściskiwał byś się z pierwszą lepszą- wyszeptałam a jedna samotna łuza spłynęła mi po policzku.
-ale ona się na mnie rzuciła, gdybyś stała tam dłużej zobaczyłabyś że ją odepchnąłem- szukałam w jego twarzy coś do mi da się upewnić że to kłamstwo, ale nic nie znalazłam- kocham cię Em
-ja tez cię kocham ale to tak boli. Boli bo cały czas mam was przed oczami- więcej niż jedna łuza spłynęła po mojej twarzy spadając na spodenki.
-proszę spróbuj-nie odpuszczał a w oczach miał łuzy i strach. Dlaczego bał się że mnie straci, na zawsze?
-nie wiem Louis- zaczęłam bawić się nerwowo rękami
-ale ja wiem jak cię przekonam- zbliżył swoje usta do moich i znaczą całować ale tak wyjątkowo. Walczyłam sama ze sobą żeby go odepchnąć ale jakaś siła we mnie chciała więcej. Po chwili siedziałam na nim okrakiem. Louis przerwał pocałunek a ja szepnęłam:
-wybaczam
-na prawdę?-spytał szczęśliwy a ja przytaknęłam-to obietnice czas spełnić
-o co ci chodzi?-spytałam z podniesioną brwią
-trzeba nauczyć się jeździć-powiedział krutko
-nie! Ciebie do końca pogięło ja chce żyć- mam nadzieje że te słowa na niego podziałały
-to jak ja mam ci spełnić obietnice?-spytał
-powiedzmy że jej nie było- zastanawiałam się
-nie tak nie będzie już noga na gaz i przekręcasz kluczyk w stacyjce-rozkazał
-Louis a nie możemy jutro pojechać na gokardy będzie bezpieczniej-zrobiłam kota ze szreka
-no nie wiem- przejechał kciukiem po swojej dolnej wardze. Kurde to takie seksowne. Emma przystopuj jeszcze 30 minut temu nie chciałaś go znać
-no proszę ja tak ładnie cię proszę- mój uwodzicielski głos mnie dobija. Zbliżyłam się do niego najbardziej jak mogłam.
-no na prawdę nie wiem- w jego oczach widziałam pożądanie.
-ale proszę- szepnęłam w jego usta. Załączyłam je razem a Louis położył ręce na moich biodrach i podniósł bluzkę do góry.
-nie tutaj- powiedziałam siadając na miejsce pasażera.
-no ale popatrz co ty zrobiłaś-pokazał na wybrzuszenie w swoich spodniach
-ups... trudno musisz wytrzymać caaaaaaaałą drogę do domu-przedłużyłam "a"w "całą"
-no to jedziemy- ruszył z piskiem opon. W domu byliśmy bardzo szybko. Oczywiście Louis jak to Louis nie wytrzymał i musiał się pochwalić, że się pogodziliśmy. Potem wybiegł szybko na górę i rzucił się z opoczniankami na mnie...
Jaka ja naiwna.
______________________________________________
Boże dalej się śmieje z tego co napisałyśmy z koleżanką. To znaczy ona bo ja głównie się śmiałam.
Nie wiem kiedy następny ale pisze do przodu i powiem wam że się dzieje w świecie Emmy. Do następnego ;*
Trzymajcie w kciuki bo wyniki badań mi przyjdą ;*
23 mar 2014
42
*** POV Anne***
-zaraz wracam przyniosę ci coś do zjedzenia- powiedziałam
-An ja nie chce nic jeść- szepnęła
-zaraz będę z JEDZENIEM. Nie będziesz mi tu głodować przez tego idiotę-po tych słowach wyszłam w zawrotnym tempie i szybko znalazłam się w kuchni. Wyciągnęłam ostry nuż i zaczęłam kroić owoce.W kuchni pojawił się Louis a ja powiedziałam:
-wyjdź albo dostaniesz tym nożem prosto w serce. Może poczujesz to co Em-mówiłam brutalnej krojąc to co miałam na desce.
-wiesz, że ona się na mnie rzuciła tłumaczyłem ci- powiedział smutny- mam plan ale musisz mi pomóc -zapomnij żeby znowu przez ciebie płakała? Nie nie ma mowy-wsypałam wszystko do dwóch pucharków dodałam dużą ilość lodów a do tego najlepsze, bita śmietana polana czekoladą. Idealne na doła.
-no błagam-już nie dużo mu brakuje a będzie klęczeć
-posucha mogę ale czy się zgodzę to inna sprawa - powiedziałam
-a wienc...
***POV Em***
Leżałam na łózko i czekałam krótko mówiąc na cud. Nie ale na serio zaraz umrę z nudów. Drzwi się otworzyły a tam An z takim śniadaniem, że normalnie mniam. Jakbym mama widziała jak się zdrowo odżywiam to by padła.
-najleprze na doła -zaśmiała się
-no też tak myślę- minimalnie kącik moich ust podniósł sięmdo góry.
-widzieliście to ona się minimalnie bo minimalnie uśmiechnęła- powiedział a ja od razu wybuchłam śmiechem
-co ja bym bez ciebie zrobiła?- spytałam
-na pewno umarła byś z głodu, nudy-zaczęła wymieniać- zejdziemy na du?
-nie chce-odpowiedziałam
-nie chce, czy się boje?-jak ona mnie dobrze zna
-to drugie-przyznałam z kwaśną miną.
-no to jedziemy na zakupy. Nic tak nie poprawia humoru- uśmiechnęła się
-a nie możemy gdzieś pojechać za miasto?- spytałam
-też może być. To się ubierz wygodnie i czekam w kabriolecie-i tyle ją widziałam. Powolnym krokiem weszłam do garderoby i wzięłam ubrania. Po cichu wyszłam i kierowałam się do łazienki oczywiście nic nigdy mi nie wychodzi i dosłownie 3 metry przed łazienką pojawił się Louis. Chciałam przejść ale kiedy ja robiłam krok w prawo on robił krok w prawo i tak na zmianę
-mogę przejść?- spytałam patrząc się na trampki
-możemy pogadać?-odpowiedział pytaniem na pytanie
-nie mamy o czym- powiedziałam i zrobiłam 2 kroki w prawo przez co go wyminęłam i weszłam do łazienki. Puściłam wodę w wanie i zsunęłam się po ścianie płacząc. Ściągnęłam ubrania i weszłam do wany wzięłam szybką kąpiel. Ubrałam przygotowane ciuchy . Uczyłam się a następnie zrobiłam makijaż. Ubrałam trampki i zbiegłam na du. Weszłam do garażu i wzrokiem szukałam kabrioleta. Stał w końce, czerwony i piękny. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy. Obróciłam głowę w stronę kierowcy, ale tam nie siedziała An, tam siedział Louis
-ups... Już nie rozróżniam marek.- i chciałam otworzyć drzwi ale nie mogłam, zaklinowały się.
-wesz zamkniętych nie otworzysz-powiedział
-Krzysztof Kolumb. Mogę autograf-rozglądałam się jak tu można wyjść bo dach zamkną. Własne dach. No i teraz która to ikonka.
-zapnij pasy-powiedział
-nie bo zaraz wychodzę-powiedziałam nie wzruszona.
-ok-siłą oparł mnie o fotel i zapną pasy. Odpalił silnik i ruszył.
-wież, że to jet porwanie?-spytałam
-rozmawiasz z specem od tych spraw-powiedział. Ja już się nie odzywałam. Obróciłam się w stronę szyby i skuliłam nogi pod brodę.
-zaraz wracam przyniosę ci coś do zjedzenia- powiedziałam
-An ja nie chce nic jeść- szepnęła
-zaraz będę z JEDZENIEM. Nie będziesz mi tu głodować przez tego idiotę-po tych słowach wyszłam w zawrotnym tempie i szybko znalazłam się w kuchni. Wyciągnęłam ostry nuż i zaczęłam kroić owoce.W kuchni pojawił się Louis a ja powiedziałam:
-wyjdź albo dostaniesz tym nożem prosto w serce. Może poczujesz to co Em-mówiłam brutalnej krojąc to co miałam na desce.
-wiesz, że ona się na mnie rzuciła tłumaczyłem ci- powiedział smutny- mam plan ale musisz mi pomóc -zapomnij żeby znowu przez ciebie płakała? Nie nie ma mowy-wsypałam wszystko do dwóch pucharków dodałam dużą ilość lodów a do tego najlepsze, bita śmietana polana czekoladą. Idealne na doła.
-no błagam-już nie dużo mu brakuje a będzie klęczeć
-posucha mogę ale czy się zgodzę to inna sprawa - powiedziałam
-a wienc...
***POV Em***
Leżałam na łózko i czekałam krótko mówiąc na cud. Nie ale na serio zaraz umrę z nudów. Drzwi się otworzyły a tam An z takim śniadaniem, że normalnie mniam. Jakbym mama widziała jak się zdrowo odżywiam to by padła.
-najleprze na doła -zaśmiała się
-no też tak myślę- minimalnie kącik moich ust podniósł sięmdo góry.
-widzieliście to ona się minimalnie bo minimalnie uśmiechnęła- powiedział a ja od razu wybuchłam śmiechem
-co ja bym bez ciebie zrobiła?- spytałam
-na pewno umarła byś z głodu, nudy-zaczęła wymieniać- zejdziemy na du?
-nie chce-odpowiedziałam
-nie chce, czy się boje?-jak ona mnie dobrze zna
-to drugie-przyznałam z kwaśną miną.
-no to jedziemy na zakupy. Nic tak nie poprawia humoru- uśmiechnęła się
-a nie możemy gdzieś pojechać za miasto?- spytałam
-też może być. To się ubierz wygodnie i czekam w kabriolecie-i tyle ją widziałam. Powolnym krokiem weszłam do garderoby i wzięłam ubrania. Po cichu wyszłam i kierowałam się do łazienki oczywiście nic nigdy mi nie wychodzi i dosłownie 3 metry przed łazienką pojawił się Louis. Chciałam przejść ale kiedy ja robiłam krok w prawo on robił krok w prawo i tak na zmianę
-mogę przejść?- spytałam patrząc się na trampki
-możemy pogadać?-odpowiedział pytaniem na pytanie
-nie mamy o czym- powiedziałam i zrobiłam 2 kroki w prawo przez co go wyminęłam i weszłam do łazienki. Puściłam wodę w wanie i zsunęłam się po ścianie płacząc. Ściągnęłam ubrania i weszłam do wany wzięłam szybką kąpiel. Ubrałam przygotowane ciuchy . Uczyłam się a następnie zrobiłam makijaż. Ubrałam trampki i zbiegłam na du. Weszłam do garażu i wzrokiem szukałam kabrioleta. Stał w końce, czerwony i piękny. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam pasy. Obróciłam głowę w stronę kierowcy, ale tam nie siedziała An, tam siedział Louis
-ups... Już nie rozróżniam marek.- i chciałam otworzyć drzwi ale nie mogłam, zaklinowały się.
-wesz zamkniętych nie otworzysz-powiedział
-Krzysztof Kolumb. Mogę autograf-rozglądałam się jak tu można wyjść bo dach zamkną. Własne dach. No i teraz która to ikonka.
-zapnij pasy-powiedział
-nie bo zaraz wychodzę-powiedziałam nie wzruszona.
-ok-siłą oparł mnie o fotel i zapną pasy. Odpalił silnik i ruszył.
-wież, że to jet porwanie?-spytałam
-rozmawiasz z specem od tych spraw-powiedział. Ja już się nie odzywałam. Obróciłam się w stronę szyby i skuliłam nogi pod brodę.
19 mar 2014
41
Zgodnie z obietnicą pomógł
mi się ubrać, nawet ciuchy dobierał. Zniósł mnie po schodach. A chciałam
sama iść to nie, bo się przewrócę. Bla bla.
-jak się spało?-spytał Harry wpatrzony w telefon
-weźcie mu ten telefon a jak nie to pójdę do robotników, którzy akurat coś robią obok drogi i akurat mają młot pneumatyczny- powiedział zła
-czyli to co w tamtym tygodniu-powiedziałam a wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem
-przypomniałaś sobie!- krzykną Harry
-ale... Jak?-spytałam
- no nie wiem ale jakoś na pewno- powiedział An-boski strój
-dzięki Louis dobierał
-dobra ja się przebiorę- powiedział Louis i wyszedł
-trzeba zabrać cię na wyścig tak wszystko stanie ci przed oczami- stwierdził Harry
-a masz pomysł jak? Bałwanię ona chodzić nie może bo to ją boli-An przybiła sobie w czoło z otwartej dłoni
-a kiedy pozbędę się szwów?-spytałam
-sprawdzę, ocenię, stwierdzę- uśmiechnęła się An
-ok-odwzajemniłam gest.
-co chcesz na śniadanie- zmieniła temat
-to może naleśniki-powiedziałam nie pewnie
-a wiesz, że też mam ochotę?- po pysznym śniadaniu zrobionym przez An, z pomocą Loui, poszłam do salonu i usiadłam na kanapie
-potrzebujesz czegoś?-spytał
-tak. Zjedz coś, odpręż się- powiedziałam a Louis popatrzył błagalnie- no co? Ja chce tylko żebyś zadbał o siebie- posłałam mu buziaka w powietrzu a on zbliżył się do mnie i mnie pocałował.
-czuje się zadbany- uśmiechną się
-ta na głodówce An, mądry człowiek, wszystko mi powiedziała. Marsz do kuchni mi coś zjeść bo jak nie to nie ręczę za siebie-powiedziałam a Louis przerzucił oczami
-no idę, idę- powiedział.
Tydzień później już wszystko pamiętałam. Na całe szczęście. Pozbyłam się wszystkich szwów nawet po tym nieszczęsnym nożu.
-to co teraz robimy?-spytała An
-no nie wiem za godzinę pasuje już jechać na wyścig- i Louis mówi to z takim spokojem
-ty mi to mówisz z takim ludzkim spokojem? Em na górę- krzyknęła An. Szybko się ubrałyśmy, uczesałyśmy, umalowałyśmy a i tak nas poganiali.
-gotowe?- Harry spytał po raz 100
-no pakuj się do auta-powiedziałyśmy równo
-eureka- powiedział błagalnie. Louis już pojechał a my mieliśmy do niego dołączyć bo coś musiał załatwić. Na miejscu znaleźliśmy się po 15 minutach. Rozglądaliśmy się za Louisem ale nigdzie go nie wodziłam.
-jest- krzyknęła An. Z uśmiechem popatrzyłam w ten sam punkt ale kiedy dostrzegłam go z jakąś rudą dziewczyną, nie mogłam, rozpłakałam się. Obróciłam się żeby na to nie patrzeć i natknęłam się na tors Harrego.
- nie płacz nie pokazuj, że cie to boli- powiedział przytulając mnie.
-zawieziesz mnie do domu?-spytałam
-pewnie- uśmiechną się słabo. Po drodze oczywiście zasnęłam.
Obudziłam się o 10 ale nie miała zamiaru wstawać. Przykryłam się bardziej kołdrą a w ręce trzymałam naszyjnik od Loui, otrzymałam go od niego na urodziny. Rozpłakałam się, znowu. Ile razy będę płać przez niego? Ile?
-mogę wejść- w pokoju pojawiła się An
-nom- przetarłam łuzy i pociągnęłam nosem.
-co on z tobą zrobił- przytuliła mnie smutna-już dostał takiego okazana, że na trzydzieści lat góry mu wystarczy
- oddasz mu to-dałam jej łańcuszek-tej rudej bardziej się przyda
-Em-przytuliła mnie gdy wybuchła następną falą płaczu.
__________________________________________
Stwierdzam, że nie chcecie końca więc proszę bardzo rozdał ;*
A a tu macie boskie tłumaczenie Opowiadania o Harrym
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/
-jak się spało?-spytał Harry wpatrzony w telefon
-weźcie mu ten telefon a jak nie to pójdę do robotników, którzy akurat coś robią obok drogi i akurat mają młot pneumatyczny- powiedział zła
-czyli to co w tamtym tygodniu-powiedziałam a wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem
-przypomniałaś sobie!- krzykną Harry
-ale... Jak?-spytałam
- no nie wiem ale jakoś na pewno- powiedział An-boski strój
-dzięki Louis dobierał
-dobra ja się przebiorę- powiedział Louis i wyszedł
-trzeba zabrać cię na wyścig tak wszystko stanie ci przed oczami- stwierdził Harry
-a masz pomysł jak? Bałwanię ona chodzić nie może bo to ją boli-An przybiła sobie w czoło z otwartej dłoni
-a kiedy pozbędę się szwów?-spytałam
-sprawdzę, ocenię, stwierdzę- uśmiechnęła się An
-ok-odwzajemniłam gest.
-co chcesz na śniadanie- zmieniła temat
-to może naleśniki-powiedziałam nie pewnie
-a wiesz, że też mam ochotę?- po pysznym śniadaniu zrobionym przez An, z pomocą Loui, poszłam do salonu i usiadłam na kanapie
-potrzebujesz czegoś?-spytał
-tak. Zjedz coś, odpręż się- powiedziałam a Louis popatrzył błagalnie- no co? Ja chce tylko żebyś zadbał o siebie- posłałam mu buziaka w powietrzu a on zbliżył się do mnie i mnie pocałował.
-czuje się zadbany- uśmiechną się
-ta na głodówce An, mądry człowiek, wszystko mi powiedziała. Marsz do kuchni mi coś zjeść bo jak nie to nie ręczę za siebie-powiedziałam a Louis przerzucił oczami
-no idę, idę- powiedział.
Tydzień później już wszystko pamiętałam. Na całe szczęście. Pozbyłam się wszystkich szwów nawet po tym nieszczęsnym nożu.
-to co teraz robimy?-spytała An
-no nie wiem za godzinę pasuje już jechać na wyścig- i Louis mówi to z takim spokojem
-ty mi to mówisz z takim ludzkim spokojem? Em na górę- krzyknęła An. Szybko się ubrałyśmy, uczesałyśmy, umalowałyśmy a i tak nas poganiali.
-gotowe?- Harry spytał po raz 100
-no pakuj się do auta-powiedziałyśmy równo
-eureka- powiedział błagalnie. Louis już pojechał a my mieliśmy do niego dołączyć bo coś musiał załatwić. Na miejscu znaleźliśmy się po 15 minutach. Rozglądaliśmy się za Louisem ale nigdzie go nie wodziłam.
-jest- krzyknęła An. Z uśmiechem popatrzyłam w ten sam punkt ale kiedy dostrzegłam go z jakąś rudą dziewczyną, nie mogłam, rozpłakałam się. Obróciłam się żeby na to nie patrzeć i natknęłam się na tors Harrego.
- nie płacz nie pokazuj, że cie to boli- powiedział przytulając mnie.
-zawieziesz mnie do domu?-spytałam
-pewnie- uśmiechną się słabo. Po drodze oczywiście zasnęłam.
Obudziłam się o 10 ale nie miała zamiaru wstawać. Przykryłam się bardziej kołdrą a w ręce trzymałam naszyjnik od Loui, otrzymałam go od niego na urodziny. Rozpłakałam się, znowu. Ile razy będę płać przez niego? Ile?
-mogę wejść- w pokoju pojawiła się An
-nom- przetarłam łuzy i pociągnęłam nosem.
-co on z tobą zrobił- przytuliła mnie smutna-już dostał takiego okazana, że na trzydzieści lat góry mu wystarczy
- oddasz mu to-dałam jej łańcuszek-tej rudej bardziej się przyda
-Em-przytuliła mnie gdy wybuchła następną falą płaczu.
__________________________________________
Stwierdzam, że nie chcecie końca więc proszę bardzo rozdał ;*
A a tu macie boskie tłumaczenie Opowiadania o Harrym
http://psychotic-tlumaczenie.blogspot.com/
17 mar 2014
40
Siedziałam na kanapie i słuchałam opowieści. Stwierdzam że za dużo filmów oglądali. Podobno porwał mnie brat Louisa, bił mnie, poniżał i tak dalej. Potem Louis dostał mnie jako nagrodę pocieszenia, potem jego wypadek i tak się wydało że jesteśmy razem. Za dużo tego jak na jeden dzień.
Szłam długą wąską alejką. Było ciemno, bardzo ciemno. Bardzo się bałam bo za mną słyszałam kroki, gdy ja przyśpieszałam on też. W końcu tracąc orientacje w terenie weszłam w ślepy zaułek. Do okoła niej były mury a jedynym wyjściem była droga z której przyszłam, ale przecież ktoś tam jest i idzie w moją stronę. Skuliłam się w koncie z nadzieją że mnie nie zauważy, ponieważ drogę oświecała pełnia księżyca. Kroki stały się coraz to głośniejsze a ja się coraz bardziej bałam. Poznać to można było po tym, że mój oddech był nieregularny i cała się trzęsłam. Schowałam twarz w kolana. Nie chciałam nic widzieć.
-myślałaś, że cie nie znajdę?-spytał podnosząc mój podbródek ku górze. Zobaczyłam bardzo dobrze zbudowanego faceta , na oko ma 40 lat. Na jego nosie widniały okulary przeciw słoneczne a ubrany był w skórzaną kurtkę a pod nią biały podkoszulek który pokazywał idealnie wyrzeźbiony tors. Jedyne co nie pasowało do jego "idealnego" wyglądu to, to że był łysy. Zaczął rozpinać mi kurtkę a potem dobrał się do moich spodni. Byłam tak sparaliżowana strachem że nic nie mogłam z robić...
-aaaa!- obudziłam się z wielkim krzykiem. Cała byłam spocona a przed oczami miałam jego twarz.
-co się stało?-spytała An która wbiega do pokoju.
-miałam koszar-odpowiedziałam
-lekarz wczoraj mówił że to sny mogą być scenami z życia, opowiadaj- kiedy An to powiedziała do pokoju wszedł Louis.
-co się stało?-spytał
-miał koszmar który mugł być sceną z jej życia-odpowiedziała. Louis i An siedli przede mną a ja zaczęłam opowiadać:
-szłam aleją słyszałam kroki za mną więc przyspieszyłam, w końcu nie wiedziałam gdzie jestem i skręciłam w ciemną uliczkę. Gdzie jedynym wyjściem była droga powrotu ale stamtąd słyszałam kroki. Skuliłam się w końce bo myślałam, że mnie nie zauważy.-łuz spływały po moich policzkach a Louis mnie przytulił i położył na swoich kolanach
-możesz opowiadać dolej?-spytał
-tak. Zauważył mnie i powiedział,"Myślałaś że cie nie znajdę?" Potem wziął mój podbródek tak, że patrzyłam na niego.
-jak wyglądał?- spytała An
-łysy, dobrze zbudowany miał okulary na nosie, skórzana kurtka a pod nią biały podkoszulek który idealnie pokazywał jego wyrzeźbiony tors- jak to powiedziałam to Louisowi nieźle napięły się mięśnie.
-Dan-wyszeptała An
-kto to?-spytałam ale nic mi nie odpowiedzieli
-idź spać-powiedział Louis
-zostaniesz ze mną, boje się- poprosiłam. Louis pokiwał twierdząco głową a An wszyła z pokoju. Położyliśmy się na łóżku a Louis przytulił mnie w pasie. Tak zasnęłam. Rano obudziły nas krzyki An
-Harry zostaw tą komórkę!!!
-co im od rana?-spytał zaspany Louis. Czemu wczoraj nie zauważyłam, że nie ma koszulki? No nie powiem tors to on ma boski. Tak dosłownie BOSKI.
-nie wiem ale jedno jest pewne. Jak się nie uciszą to jak tylko będę miała siły to zabije-stwierdziłam a Louis się zaśmiał.
-pomogę-powiedział przyglądając się moim szwom-spytam się An kiedy można je zdjąć
-na szczęście nie mam ich na twarzy-wiem, że blizny zostaną ją na zawsze a ja mam dużo ran na brzuchu.
-i tak byś była piękna-uśmiechną się
-ta ta wmawiaj sobie- zaśmiałam się
-pomogę ci się ubrać i zejść na dół-powiedział a ja się uśmiechnełam. Jedno jest pewne, mogę zawsze na niego liczyć.
__________________________________________
Mamy 40 rozdział mam już powoli kierować się do zakończenie, czy nie?6 KOMENTARZY NASTĘPNY ROZDZIAŁ
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)