Rano wstałam cała obolała
nikogo nie było a zegar wiszący na ścianie wskazywał 5. Krótko
spałam. Nagle drzwi się otworzyły a za nich wyłonił się Nathan.
-wstawaj
jedziemy- powiedział a ja wstałam i wszywałam za nim. Szłam z
odległością 2 metrów. Otworzył drzwi do auta a ja weszłam. Strasznie się
denerwowałam. Gdy dojechaliśmy nikogo nie było oprócz Louisa i
samochodu.
-gdzie jest siostra?-spytał a Louis kiwną głową dając znak że
jest za nami i śmieje się z An. - Kat choć!
-najpierw oddaj im
Em!-czy ona stała za nami?
-ok!- odkrzykną a ja poszłam do Louisa mocno
go przytulając. Gdy ona to zobaczyła podeszła do brata a on ją
przytulił
-boże jak ja się o ciebie bałem-szepną mi do ucha
-kocham
cie-też szepnęłam
-jedziemy do domu?-spytał
-nom-odpowiedziałam.
Wsiedliśmy do auta a tam na tylnym siedzeniu siedziała Eleanor.
Popatrzyłam się pytającym wzrokiem na Louisa
-wytłumaczę ci w domu-
powiedział a ja zaczęłam przewidywać scenariusze. Czy ja zawsze muszę
mieć pod górkę? Kiedy dojechaliśmy do domu wysiadłam z auta i pobiegłam
do pokoju wzięłam parę rzeczy (http://www.polyvore.com/cgi/set?id=118758443&.locale=pl coś mi się zepsuło -,-) z garderoby i poszłam do łazienki. Wzięłam
prysznic i oprowadziłam się do normalnego stanu wróciłam do pokoju a tam
na łóżku siedział Louis. Poklepał swoje kolana żebym usiadła ale
zignorowałam to i położyłam się na łóżku.
-jesteś zła?-spytał
-ja? Nie w ogule-powiedziałam z ironią
-Em proszę cie- przybliżył się do mnie
-o co? Myślisz że nie wiem co ona ci zrobiła? To się mylisz An wszystko mi
opowiedziała- obróciłam głowę w jego stronę
-jutro ma się z tond
wynieś-oznajmił
-ta a ile tu siedzi. Niech zgadnę pojawiła się w tedy
kiedy wróciliście beze mnie do domu- powiedziałam a on spuścił głowę-tak
też myślałam
-Em nie chce się teraz kłócić- prosił- przez całe dnie bałem się o ciebie. Wież jakie to było piekło
-no ok-zgodziła się ale tylko
dlatego, że mam plan jak ją szybciej wykurzyć. -idziemy na du?
-no choć- wizą mnie za rękę i zeszliśmy na dół. Usiadł na kanapie a ja na jego
kolanach wtulając się w jego tors. Tak mi tego brakowało.
-Em jadłaś
coś?-spytała An a ja popatrzyłam na nią
-no nie- odpowiedziałam
-zaraz ci
coś przyniosę-uśmiechnęła się. Po chwili An wróciła z kanapkami. Zjadłam
je a w salonie pojawiła się Eleanor siadając na fotelu. Mój uścisk
wzmocnił się na jego klatce.
-musimy pojechać na zakupy- powiedziała An
-no ba na takie długie. Musimy sobie pogadać-zaśmiałam się. Louis zaczął
gładzić moje plecy i oparł policzek mój czubek głowy.
-jak ja tęskniłam
za waszymi czułościami i przekomarzaniami-powiedziała. Wiedziałam że ona
też próbuje w ten sam sposób pozbyć się Eleanor. Uśmiechnęłam się i
razem ze wszystkimi poczułam spaleniznę. An wybiegła z pokój dalej
gotować obiad. My pochłonęliśmy się w oglądanie telewizji.
-schudłaś-
szepną mi do ucha
-bo?-popatrzyłam się na niego
-letka jesteś- puścił mi
oczko
-a czyli w wcześniej byłam gruba?-spytałam
-nie tylko...- nie
dokończył bo zaczęłam go łaskotać. Nie stent Loui to miszcz łaskotek i
po chwili siedział na mnie okrakiem gilgocząc. Ja niewytrzymująca ze
śmiechu błagałam żeby przestał.
-Louis przestań ją torturować ino mi pomóż-powiedział Harry. Louis puścił mnie dając buziaka prosto w usta.
-kocham cie Harry- krzyknęłam za nimi
-ej...-za framugi wyłoniła się
główka Loui
-ale ciebie bardziej-puściłam mu buziaka. On udawał że próbuje go złapać. Gdy skończył zrobi to samo i poszedł.
-widzę że
nie chcecie mnie tu. Nie obchodzi mnie to-Eleanor nareszcie się odezwała
-i??
Mam się z tego powodu zabić?-spytałam
-nie ale jak ci Louis zniknie w
nocy i przyjdziesz do mnie to nie po to żeby spać- czy tylko mi po jej
słowach krew się zagotowała. Wyszłam na taras żeby opanować nerwy ale
już nie mogłam najchętniej zabiłabym ją. Eleanor wyszła za mną
-odejdź bo
nie ręczę za siebie-powiedziałam przez zaciśnięte zęby
-bo co mi
zrobisz?- popchnęła mnie prosto na basen do którego wpadłam. Jest jeden
problem. Ja nie umiem pływać!
***POV Louis***
Harry położył pudło z
częściami na podłogę i to samo ja zrobiłem.
-to wszystko-jak te słowa z
jego buźki pięknie brzmią
-to ja wracam do Em- powiedziałem
szczęśliwy
-Louis nie spieprz tego a możesz do póki Eleanor tu
jest-powiedział z pokazanym palcem na mnie
-wiem stary jutro ma się
wynieś- uspokoiłem go i wyszyłem. Uśmiechnięty weszłam do salonu ale
uśmiech znikną z mojej twarzy gdy zobaczyłem jak El wrzuca moją Em do
basenu szybko pobiegłem nam i wskoczyłem za nią. W ziołem jej ciało
już prawie z podłogi i wynurzyłem się, wzeszedłem z nią z basenu. Mojak
księżniczka zaczęła kaszleć i miała nie równomierny oddech.
-pojebało
cie! Chcesz ją zabić?!- wściekłem się. Zaniosłem ją Do jej pokoju i
dokładnie przykryłem kołdrą. Cała trzęsła się z zimna. Potem An
przyniosła koc i przykryła ją. Musiała się dowiedzieć co się stało.
-ja z
nią zostanę a ty się przebież. Eleanor nie masz co się przejmować Harry
ją spławił-powiedziała a ja przytaknąłem. W ziołem ciuchy z szafy i
umyłem się. Wróciłem do mojego słoneczka i zmieniłem An. Już nie
wyglądała jak śmierć nabrała trochę kolorów. Położyłem się obok niej i
mocno przytuliłem próbując ją bardziej rozgrzać. Po 15 minutach An wróciła z termosem i położyła jej na nogach. Jak jutro nie będzie chora
to cud.
____________________________________
Hej miśki!!! Jeszcze 4 rozdziały ;( więc się sprężajcie jak ktoś jeszcze nie zagłosował ;*
Cześć,rozdział świetny . Szkoda że zostaly juz tylko 4 rozdzialy :( Mam nadzieje ze masz już fajnie zakonczenie :) ale z tej Eleanor świnia jak mogla popchnac Em do basenu ...a tak w ogole to kiedy nastepny bo nie moge się doczekac . Dopiero cztery dni temu znalazlam twojego bloga ale jest swietny i przeczytalam juz wszystkie rozdzialy .
OdpowiedzUsuń