27 sty 2014

25


Na kanapie siedziały dwie dziewczyny i na oko 40 letnia kobieta. Gdy dziewczyn zobaczyły Mojego Louisa to rzuciły się na jego ramiona.

-ej bo ja chce przywieź do domu żywego Louisa a nie martwego- powiedziała An na co dziewczyny się od niego odsunęły- tak lepiej

-więc mamo siostry to jest Emma a An już znacie- powiedział

-cześć jestem Lottie a to jest Fizzy- powiedziała blondynka

-cześć mów mi Em- uśmiechnęłam się

-cześć jestem Jach miło mi cię poznać- powiedziała najprawdopodobniej mama Loui

-dzień dobry mi też miło panią poznać- uśmiech nie schodzi z moją

-jaką panią jestem Jach- zaśmiała się

-jedziemy?!- spytała Lottie

-nom gdzie masz walizki?- Loui zaczął się rozglądać

-ty masz problemy ze wzrokiem są za tobą- powiedziała blondynka (ał. Blondynka haha ;) nie ona jest mądra)- ale ja je wezmę bo tobie nie wolno dźwigać.

-czy wy wszyscy musicie się o mnie martwić!- krzykną

-one się tylko o ciebie troszczą zresztą możesz zostać tu jak tylko przyjadę to będziesz błagać An żeby po ciebie przyjechała- zaśmiała się mama Louisa

-z chęcią z chęcią tylko niech się na asfalcie położy- wybuchła śmiechem  a zaraz po tym wszyscy oprócz Loui  

-ta bardzo śmieszne- zmrużył oczy

-jedziemy!?!- krzyknęła Lottie

-no do wozu się pakuj- powiedział Loui a radosna dziewczyna dała mamie buziaka krzyknęła ‘’jak mi pozwolą to nie wrócę do tego domu wariatów. Tak chodzi mi tu o waz drogie siostry’’ i poszła ubrać buty.

-i to ja jestem nie normalny- stwierdził Louis- pa mamo widzimy się za 5 dni

-pa i macie uważać po drodze- powiedziała i przytuliła Loui to samo uczyniła ze mną i An. Szybko ubraliśmy się i poszliśmy do samochodu. Całą drogę przegadaliśmy. Bliżej poznałam siostrę Louisa i stwierdzam że to bardzo miła i mądra dziewczyna. Nerwy dopiero opadły mi w domu. Zostawiliśmy walizki Lottie w przedpokoju bo Hazza obiecał że je wyniesie. Zrobiliśmy wszyscy obiad. Po zjedzeni stwierdzam że nawet dobry nam wyszedł ale kuchnia to strasznie wygląda.

-kto sprząta?- spytała An a wszyscy popatrzyli na nią- zjeść to wszyscy potrafią a sprzątać to nikt!!

-pomogę ci- zaoferowałam się

-o nie dzisiaj panowie sprzątają- zaśmiała się- dziewczyny robimy to co oni zwykle na kanapę już i oglądamy yyyy… pomysły?

-szkoła uczuć!!!- zaproponowała Car

-nie błagam my nawet z kuchni to będziemy słyszeć a tego nie nawiedzimy- powiedział Harry

-ja też tego nie lubię ale dal ciebie wszystko Harry- powiedziała z złowieszczym uśmiechem An. Siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy sobie nasz film An ciągle komentowała to w stylu ,, po co ja się na to zgodziłam” albo ,,myślałam że jestem głupia ale ten film to głupszy”. Chłopcy weszli do salonu z krzykiem:

-koniec!!!

-no to teraz oglądamy- powiedziała An

-wymasujecie nam plecy?- spytał Harry z piękną buźką

-a mi kto masował ?!- spytała An

-no błagam- Harry udawał że płaczę

-ja cie wymasuje- powiedziała JA 

-a ja ciebie- powiedziała Car do Zayna

-a mnie wymasujesz?- szepną wprost do mojego ucha Louis

-jak będziesz grzeczny- zaśmiałam się

-będę- pozwiedzał przekonywująco. No i obietnicy dotrzymała był grzeczny i wieczorem go wymasowałam ale nic więcej.

Iii? Podoba się? Jak tam poniedziałek bo dla mnie jest do bani L. W sobotę zaczynam ferie. Więc rozdziały MOŻE będę codziennie ;* Ferie jak to pięknie brzmi. Ostatnio pogorszyliście się z komentarzami ;( dlatego:



5 Komentarzy następny rozdział



       Powodzenia ;*

25 sty 2014

24

-hejo!-krzyknęłam przerywając im oglądanie- co tam oglądacie?
-szybcy i wściekli- powiedział  Zayn zaciekawiony "magicznym pudełkiem"
-po raz 6 w tym tygodniu a jest sobota- rzekłam znudzona
-an pojedziesz ze mną i Em jutro po Lotte?- zmienił temat Loui
-nom pewnie a na ile przyjechała?-spytała
-ta 5 dni  - powiedział
-no to tak zakupy, drugi dziań kręgle następny, trzeci odpoczynek po dwóch dniach, czwarty basen a piąty no to wiadomo robimy imprezę pożegnalną- ona zawsze ma jakiś plan?
-no niech ci będzie- zgodził się Loui. Resztę filmu przemilczeliśmy. Po naszym seansie z An zrobiliśmy kolację czyli, zamówienie pizzy. Nie no ale się napracowałyśmy nie ma co!!! An odebrała naszą kolację i zaczęliśmy jeść. Oczywiście mój pan_poszkodowany sobie nie radził ale jak to on musi to robić sam i nie potrzebuje pomocy. Ale to jest Louis jego nie ogarniesz. Poszłam dla nas wszystkich po sok. Gdzieś tak jak kończyłam nakładać na tacę szklanki przyszedł Loui.
-pomoc ci?
-nie dam sobie radę- uśmiechnełam się. Wzięłam chusteczkę i wytarłam mu tą piękną buźkę po czym ją pocałowałam.
-muszę częściej brudzić się pizzą-puścił mi oczko. Razem poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie. Każdy od razu wziął sok oprócz nie i An. To nie nasza ina że chcieli ostrą.-plany na dziś?
-ty kochanie leżysz w łóżku i chce cię tam widzieć- zagroziłam
-dobrze- powiedział smutno na co ja rozczochrałam mu czuprynkę.
-moje gołąbeczki- powiedział Harold 

Jak zwykle obudziłam się o siódmej rutyna: ubrać struj do biegów w ręku butelka wody i na dwór. Od razu jak wyszłyśmy wzięłyśmy się za rozgrzewanie zmuszała nas do tego temperatura matko kwiecień a u nas zima. Po powrocie od razu pod cierpły prysznic. Weszłam do garderoby w owiniętym ręczniku jakby to była sukienka i zaczynają się schody.Co ja ubiorę do mamy Louisa? Do garderoby weszła ubrana An. Zrobiłam maślane oczka a ona już wiedziała o co mi chodzi podeszła do mojej części i zaczęła wybierać ciuchy. Po 15 minutach zestaw był gotowy. Oczywiście ujęła moją ukochaną ciepłą kurtkę. Poszłam do Loui zobaczyć jak sobie radzi. Zapukałam do drzwi, po chwili usłyszałam "proszę" i weszłam do środka na łóżku siedział owy chłopak i próbował się uporać z bluzą ale mu to nie wychodziło dałam mu buziaka na dzień dobry i spytałam:
-pomoc? 
-a mogłabyś- wzięłam od niego bluzę i zobaczyłam jego tors. Aż mi się odechciała ją zakładać. Mus to mus założyłam mu ja. Zeszliśmy na du ubrałam buty i kurtkę a jemu kazałam to samo zrobić po chwili byliśmy już w samochodzie, czekała An . Całą drogę się śmieliśmy kiedy dotarliśmy na miejsce mój żołądek się skurczył a jak mnie nie polubią? Louis chwacił moją rękę i weszliśmy do domu.
Od razu na ręce Loui rzuciły się 2 bliźniaczki z krzykiem "Louis przyjechał".
-no hejo małe- powiedział-gdzie mama
-w salonie mówi z Lotte i Fizzy- powiedział nie wiem która są podobne
-rozmawia szkraby. Em to jest Daisy i Pheobe moje siostry a to jest Em moja dziewczyna a an już znacie- jak mówił o An to mówił to mniej entuzjastycznie.
-nie no dziękuje ci bardzo- powiedziała. Ściągnęliśmy kurtki i byty i razem z Loui poszliśmy do salonu.
____________________________________________________________________________
Iiii??? Podoba się? Nie przynudzam imprezowej soboty życzę ;)

23 sty 2014

23

Po godzinie wyszłam z łazienki umalowana uczesana, ubrana w świeże ciuchy i najważniejsze umyta. Boże ale pdnieta. Weszłam bez pukania do pokoju Loui i ujrzałam przecudowny widok. Louis spał i przytulał się do poduszki. Mogłam tak się na niego patrzyć na niego cały czas. Nagle na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
-aż taki piękny jestem?-spytał nie otwierając oczu
-może- powiedziałam z uśmieszkiem
-choć tu do mnie- otworzył oczy i rozłożył ręce. Podeszłam do łóżka i pokiwałam przecząco głową-dlaczego?
-a żebra to kto ma uszkodzone. I cie będzie strasznie boleć- powiedziałam
-ni to chociaż dal buziaka- zrobił dzióbek. Z zadziornym uśmiechem podeszłam bliżej jego i dałam buziaka on przytrzymał mnie jedną ręką i prosił o więcej. Co ja poradzę nie idzie mi odmawianie mu. Nie wiem jak nie wiem kiedy nie wiem jakim cudem ale jakimś znalazłam się na nim. Widać że to go boli więc się od niego odsunęłam.
-a nie mówiłam?- jak ja lubię to mówić
-ale to nie bolało- widać że kłamie
-ale się za tobą kurzy na nos to masz już w L.A-zaśmiałam się a on pokazał mi język
-dziś mam wyścig-powiedział po krótkiej ciszy
-kłamiesz prawda?- spytałam z oczami równymi 5 złotówką
-nie Li po długiej namowie mi załatwił-on to powiedział spokojnie
-ciebie do końca pojebało!? A prześwietlenie mózgu ci zrobili? Bo jak nie to do szpitala jedziemy bo ci na mózg padło!!!- stanęłam na równych nogach on też to zrobił
-nie, nie pojebało mnie! Ja tak nie mogę cały czas siedzieć na tyłku!!!- krzykną
-Louis chcesz żeby ci się coś stało i do końca te żebra połamał?!! Do twojego końca?! Nie chce cię stracić.- każde zdanie mówiłam coraz ciszej. Przy ostatnim głoś mi się załamał a w oczach zgromadziły się łuzy.
-mamo, tato to ja już wole rozwód niż wasze kłótnie- zażartowała An ale mi wcale nie było do śmiechu- co się stało?
-on chce jechać w wyścigu DZISIAJ- podkreśliłam ostatnie słowo
-nie no stary pogratulować pomysłu, nie lepiej skoczyć z mostu?! Albo jeszcze prościej od razu wskocz do trumny to cie zakopiemy w ogrodzie!
-Jezu nic mi się nie stanie- przewrócił teatralnie oczami, Ja już nie wyżymałam wybiegłam z rykiem z jego pokoju. Ległam s na łóżku i zaczęłam płakać jak głupia. Jak mu się coś stanie ja tego nie przeżyje to on jest moją miłością. Tyle co go odzyskałam a już mogę stracić. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Niestety ale nie mogłam zobaczyć kto to ,ponieważ leżałam do nich tyłem. Poczułam jak łóżko się ugina pod czyimś ciężarem. Loui ,ponieważ już wiedziałam że to on po zapachu jego perfum, objął mnie ramieniem i powiedział:
-przepraszam. Nigdzie nie jadę, to było głupie- pociągnęłam nosem. On odgarną włosy z mojej szyji i znaczą ją całować. Nagle zadzwonił jego telefon.
-to mama muszę odebrać- powiedział i odebrał mogłam usłyszeć część rozmowy- no hej mamo... nie nie przeszkadzasz...rozumiem że nie mogłaś być ze mną... pewnie że się nią zaopiekuję...nie mamo nie będzie ni robić problemów... ale ja ją wezmę... to przyjedziemy jutro... no pa mamo- i się rozłączył obróciłam się do niego przodem i powiedziałam:
-nie strasz mnie więcej
-nie będę- obiecał- jutro jedziemy po moją siostrę
-ty masz siostrę?-spytałam
-no ba nawet 4. Ale jedną biorę do nas bo mama jedzie gdzieś tam i może zabrać 3 a najstarszą z wielkimi wyrzutami sumienia powierza mnie.                 
-ale jeszcze jesteśmy my ty będziesz się zajmował nią a my ci pomożemy- uśmiechałem się 
-no to się cesze- pocałował moje usta
-co robimy?- spytałam
-a na co masz ochotę?- poruszał zabawnie brwiami na co ja zareagowałam miechem
-zapomnij idziemy oglądać film- pociągnęłam niechętnego Loui na du.
_______________________________________________________________________________
Hejo!!! Przybywam z rozdziałem ;) zgodnie z obietnicą jest dłuższy ;* Miłego piątku. Tak to już piątek mój kochany piątuś  ;) 

21 sty 2014

22

W domu miałam mękę. Kiedy usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor a nagle po mnie przyszli wszyscy. Patrzyli się na mnie jakbym nie wiem co zrobiła.
-no wyduście to z siebie-już nie wytrzymałam
-od kiedy jesteście razem? Kiedy zamierzaliście nam o tym powiedzieć? Wy tak na serio? Jak to było że wyznaczalne sobie miłość?- An zalała mnie fają pytań. Przetwarzałam to w głowie i próbowałam na wszystko odpowiedzieć
-od ostatniej imprezy, dziś albo jutro, tak, tak jakoś wyszło- no i wszystko na jednym wdechu.
-dogadujecie się?- spytała JA
-myślę że tak wierz nie da się tego ocenić po tygodniu- uśmiechnełam się- A teraz ja mam do was jedno pytanie... Jak to było że ta cała Eleanor?
-na początku wyglądała na szczęśliwą wielce zakochaną a potem liczyły się tylko zakupy. A do tego dodać to że ona go zdradziła i powiedziała że jej się on znudził- powiedział Harry

I tak miną mi cały tydzień. Nareszcie doczekałam się tego dnia kiedy MÓJ Loui. Odstawiłyśmy go na kanapę i poszłam zrobić naleśniki bo mój biedak jest głodny. Po 30 minutach wróciłam z naleśnikami i sokiem pomarańczowym. Położyłam mu to wszystko na stole i usiadłam obok niego.
-tęskniłam- powiedziałam cicho
-ja też- mówił z pełną buzią już był cały brudny szczerze nie dziwie się jeść lewą ręką. Współczuje obleciałam po chusteczki i wytarłam mu buźkę po czym pocałowałam. Na co się uśmiechną.- schudłaś
-nom ale nie bój się zgrubne An na mnie krzyczy- zrobiłam grymas na twarzy na co się zaśmiał.
-i bardzo dobrze- przynajmniej on powinien stać po mojej stronie. W salonie pojawiła się An ubrana do ćwiczeń  
-cóż gołąbeczki czas się rozstać Em na górę przebrać się i trening-  zaśmiała się i siadła na fotelu. Poszłam na górę uprzednio całując Loui w buźkę. Ubrałam zestaw do ćwiczeń i związałam włosy w koka. Po paru minutach byłyśmy w siłowni. Ubrałam An rękawice i zaczęła walić w worek. Źle. Źle! Źle!!! Wlałam ją w głowę.
-co?!- spytała zaszokowana
-ręka która nie zadajesz ciosów ma być w górze bo inaczej jak ktoś cię pierdzielenie to nie wstaniesz-stwierdziłam. Jeszcze chwilę powaliła sobie i nadeszła moja kolej. Waliłam najmocniej jak umiałam.
-wow będę uważać bo jak cię wkurzę to tylko raz- nagle pojawił się ni z tond ni z owąt Loui
-zaraz oberwiesz jak w tej chili nie pojawisz mi się w uszku- dalej waliłam w ten worek.
-ale ja tak nie potrafię- zrobił słodkie oczka
-jak skończę to przyjdę ok?- spytałam
-no dobra- powiedział już wesoły i pobiegł na górę po chwili było słychać jego krzyk świadczący o przybyciu do swojego pokoju
-słychać że pokój mu się podoba- powiedziała śmiesznym tonem An   
-no ba- zaśmiałam się i wróciłam do ćwiczeń.
_________________________________________________________________________
Wiem krótko ale nie mam czasu muszę jakoś sobie podwyższyć średnią na koniec półrocza ;( 
A więc następny rozdział dłuższy dużo dłuży ;)     

20 sty 2014

ZWIASTUN !!!

Oto zwiastun który zrobiła moja sistra Directioner Aga.
Jej się nie podoba nie wiem dlaczego bo mi bardzo no ale cóż piszcie co myślicie ;)
 Aga bardzo Ci dziękuję za zwiastun ;*


PS Napiszcie jej podziękowania będę wdzięczna

19 sty 2014

21

Harry gdy mnie zauważył od razu przestał się bić i spojrzał na mnie ze smutkiem. Dan wykorzystał to i powalił go na ziemię. Wstał oczepiał się a ja do niego podeszłam mówiąc.
-jesteś okropny jak możesz zabić własne dziecko?-spytałam
-normalnie-powiedział a ja z nerwów wlałam go w policzek co odwróciło jego uwagę a potem w krocze.
-jesteś potworem- powiedziałam i wróciłam do Loui karetka go już zabierała

Siedziałam z Harrym i An na szpitalnym kżeśle. Czekaliśmy na lekarza który miał zaraz wrócić i nam wszystko wytłumaczyć. Po godzinie Harry pojechał po dziewczyny a An poszła po kawę. Lekaż wyszedł z sali a ja od razu do niego pobiegłam.
-będzie żył?   
-tak-on to potrafi pocieszyć- kim pani jest dla pana Louisa
No właśnie kim ja jestem wymyśliłam coś na szybkiego.
-narzeczoną- odpowiedziałam
-gratulacje pani narzeczony jest bardzo silny. Ma złamane żebra i rękę, wstrząśnienie mózgu i parę siniaków a tak to wszystko w porządku- jak to ładnie brzmi narzeczony.
-cy mogę go zobaczyć?-spytałam
-oczywiście ale uprzedzam jest w śpiączce nie wiadomo kiedy się wybudzi-powiedział i sobie poszedł ja weszłam do sali w której leżał Loui. Jak go zobaczyłam to od razu poleciały mi łuzy. Siadłam na krześle obok i obserwowałam jego twarz. wzięłam jego dłoń w swoją i zaczęłam bardziej płakać. Tyle urządzeń było podpiętych do MOJEGO Louisa. Tak bardzo chciałabym zobaczyć jego błękit w oczach który powoduje na mojej twarzy uśmiech, tak bardzo bym chciała usłyszeć jego głos który przyprawia mnie o ciarki, tak bardzo chciałabym po prostu poczuć że się rusza. Z tej bezsilności opadłam na jego rękę i po prostu płakałam. Po jakiś 15 minuta usłyszałam ciche chrząknięcie.
-Em nie płacz- usłyszałam cichy zachrypnięty głos... Louisa.
-Louis- powiedziałam równie cicho a na mojej twarzy pojawił się uśmiech
-tak to ja-zaśmiał się ale po chwili pożałował bo go to bardzo bolało
-ja idę po lekarza- powiedział i wyszłam. Przed salą stali wszyscy dziewczyny płakały a chłopaki prawie też
-... nie wiadomo kiedy się wybudzi-powiedział lekarz a dziewczyny wybuchły większym płaczem
-doktorze?-spytałam
-tak?-odwrócił się w moją stronę 
-Louis się wybudził- powiedziałam radośnie w wszyscy mieli na twarzy piękne "o". Lekarz w zawrotnym tępię razem ze mną pojawił się w sali. Zadał Loui parę pytań a na końcu powiedział.
-ma pan wspaniałą narzeczoną cały czas siedziała przy panu i nie pozwalała się zabrać-ups i się wydało. Lekarz wyszedł a reszta weszła Loui popatrzył się na mnie.
-wytłumaczysz?-spytał
-a jak miałam się dowiedzieć co z tobą?- zrobiłam z niego głupka
-no już dobrze pani przyszłą Tomlinson- powiedział dumnie- kocham cię
-ja ciebie tęż- i dopiero po chwili skapnęłam się że tu są wszyscy przybiłam sobie fejsplam
-jej udało mi się! Ale jak ja to zrobiłam?-spytała An a wszyscy wybuchli śmiechem
-czas odwiedzin pana Tomlison się skończył- powiedziała pielęgniarka a wszyscy zrobili smutaśną minę. Wszyscy się z nim pożegnali i przyszedł czas na mnie dałam mu szybkiego buziaka i powiedziałam:
-jutro przyjdę z An pa kotek
-dobrze już tęsknie papa- powiedział i poszliśmy.
_____________________________________________________________________________
No i jak? Boże dlaczego jutro poniedziałek co ja ci takiego zrobiłam?! Nom więc życzę wam żeby ten poniedziałek jak najszybciej miną. Papatki ;* 

17 sty 2014

20

-bo tam nie da się myśleć- stwierdzeniem- na serio to powiedziałeś?

-tak ale jak nie...- nie dokończył bo mu przerwałam
-a zawsze musi być jakieś ale?- gwałtownie się do niego przybliżyłam i zaczęłam całować, pocałunek zaczątki się pogłębiać i Loui zaczął błądzić rękami po moich plecach ja wsunęłam dłonie w jego włosy. Wszystko by było dobrze gdyby nie jedno ktoś zaczął nas wołać.
-Louis!!! Em!!!-tak to była An przeklinałam pod nosema a Loui krzykną:
-idziemy!!!- szliśmy równo krok w krok nasze ręce się stykały co jakiś czas.
-to co?-spytał
-z czym?- udawałam głupią
-z nami?-popatrzył się na mnie  
-z nami, a jak myślisz?- zrobiłam to co on
-no nie wiem ja bym chciał coś więcej-przyznał się a ja pokiwałam twierdząco głową- co to oznacza?
-że mi też nie wystarczy przyjaźń Loui- powiedziałam i już widziałam uśmiechniętą An-ale nic im nie mów narazi chce przyzwyczaić siebie do tej sytuacji a potem ich. To wszystko dzieje się za szybko ale chce tego- ostatnie 2 słowa powiedziałam tak aby tylko on usłyszał  
-co się szybko dzieję?-spytała An
-impreza za dużo popiłam- skłamałam
-to tak jak Harry oni już pojechali i nam proponuje to samo- pwiedziała
-popieram sama już śpię- i tak wróciliśmy do domu.

Coraz ciężej jest nam ukryć związek. Loui od tygodnia chodzi jak na szpilkach a dziś go wo gule nie widziałam. Do Hazzy zadzwonił telefon z każdym wypowiadanym słowem miał coraz większe oczy. W końcu skończył.
-j-jedziemy do-do -L-Loui on miał wypadek- jąkał się a mi w oczach stanęły łuzy szybko pobiegliśmy do korytarza i p[o niecałej minucie staliśmy już ubrani następne 15minut zajął nam dojazd. Gdy dojechaliśmy na miejsce od razu widziałam zniszczony samochód w którym Loui resztkami sił próbował otworzyć. Po drugiej stronie stał jego "ojciec" i się temu przyglądał od razu z an wybiegłyśmy z auta i pobiegliśmy z przeraźliwym krzykiem 'Loui' pobiegliśmy w jego stronę. An wybiła szybę z tyłu tak by odłamki szkła nie poraniły bardziej Louisa potem je otworzyła a następnie zrobiła to samo z przednimi drzwiami znaczy otworzyła. Z auta wyciągnęliśmy już nieprzytomnego Louisa. Położyliśmy go na moich kolanach ja już płakałam nie z moich oczu leciał wodospad Niagara otworzył na chwile oczy i powiedział
-kocham cię- i z powrotem je zamkną ja drżącymi rękami  chwyciłam jego dłoń i szeptałąm
-Louis błagam otwórz oczy proszę zrób to dla mnie. Loui błagam jeśli mnie kochasz zrobisz to- już miałam czkawkę. An kucał obok mnie i mnie przytuliła mówiąc że karetka już jedzie.- Louis do jasnej cholery otwórz te pieprzone oczy! Louis ocknij się błagam!!!
Szeptałam dalej. Położyłam go na jezdni i podeszłam do Tego całego niby człowieka Harry już go bił ale ja chciałam też to zrobić. Chyba mi nikt nie odmówi prawda? 
____________________________________________________________________________
To się dzieje!!! Znaczy chyba. Mnie się wdaje że się dzieje.  Piszcie czy wam się podoba ;* Miłego weekendu. ;*              

15 sty 2014

19

Zeszłam po schodach i usłyszałam gwizdy obróciłam się teatralnie wokół własnej osi i zaczęłam się śmiać.
-jedziemy?-spytałam a oni pokiwali głową
-to już zbierać laski i jedziemy- powiedziałam. Już przekraczałam próg ale się powstrzymałam- z kim jadę?
-ze mną- powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Loui. Już miałam zadać następne pytanie ale mnie uprzedził- mustangiem
-czyli?-spytałam po krótkiej chwili zastanowienia. On przewrócił oczami i poszedł z nią do garażu. Siedzieliśmy sobie na przednich siedzeniach w samochodzie i panowała niezręczna cisza. Jak ja jej nie nawiedzę. Na szczęście brunet ją przerwał.
-no ile można się ubierać?
-z doświadczenia wiem że długo- stwierdziłam. Po patrzyłam się na niego a on dokładnie mnie lustrował. W końcu nie wytrzymałam i powiedziałam:
-aż taka interesująca jestem?
-można tak powiedzieć- przygryzł dolną wargę.
-Loui błagam bo normalnie zaraz się zarumienię- błagałam a on niebezpiecznie się przybliżył. Po chwili pocałował mnie delikatnie ale jednocześnie namiętnie. Niestety ktoś musiał nam przerwać tą piękną chwilę i wszedł do garaży na co momentalnie odsunęliśmy się od siebie. Potem do samochodu weszła An z wielkim krzykiem 
-co wy tak cicho jakby wam mordki ktoś zakleił ?!
-bo mam się tematy skończyły-wyjaśnił i pojechaliśmy w ciszy na tą imprezę. Starałam się nie patrzyć na niego. I wiecie co? Udało się! No właśnie mnie się udało a jemy nie bo co chwila zerkał na mnie. W końcu An nie wytrzymała i powiedziała
-Louis skup się na drodze bo ja chce żyć! A jak ci się Em podoba to masz caaaały wieczór i pól nocy.
Po tych słowach od razu skupił się na drodze.
-no  i jesteśmy- powiedział gdy dojechaliśmy już na miejsce

Po wejściu od razu słyszałam tak głośną muzykę że aż mnie głowa bolała. Poszłam do baru i od razu coś zamówiłam oczywiście coś mocniejszego. Obróciłam się w stronę tańczących ludzi i zobaczyłam przystojniaka dobra jedno wielkie ciacho. Poszłam w jego stronę na parkiet a tam tańczyła z nim jakaś dziewczyna o nie nie odpuszczę. Powiedziałam szybkie "odbijany" i zaczęłam z nim tańczyć. Po chwili już było widać że go pociągam ale się rozczaruję. Heuheu... tak jestem wredna. Prze nami nie wiem z kąt pojawił się Louis. Walną go tak że biedaczek spadł z gadką "Ona jest moja."
-znowu!!!Tak to ja nawet za rok faceta nie znajdę!!! Ch...- krzyknęłam ale nie dane mi było dołączyć bo mie pocałował ale nie tak jak wcześniej bardziej namiętnie. Czemu my oddychamy?! Czy my musimy to przerwać? Niestety tak.
-nie szukaj jak masz pod nosem. A raczej obok siebie- szepną wprost do mojego ucha. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. W tych warunkach nie da się myśleć pociągnęłam go do wyjścia. Wszyscy się na nas gapili jakbyśmy się mieli zaraz pieprzyć. Ugh... Wyszliśmy za budynek i zostawiłam go opartego o ścianę a sama zaczęłam kręcić kółka.
-po co mnie tu przyprowadziłaś?-spytał
-bo tam nie da się myśleć- stwierdzeniem- na serio to powiedziałeś?
___________________________________________________________________________________
I co? Fajny? Zaskoczyłam? Ok nie przynudzam proszę o komentarze i tyle. Papa        

13 sty 2014

18

Chłopcy stanęli przeminą w rządku z wypięknimy oczkami.
-Czego dusza pragnie?-spytałam
-pomożesz kupić nam coś dla dziewczyn na przeprosiny?- wydusił z siebie Harry
-ok dajcie mi chwile- poszłam w kierunku schodów a za mną słyszałam Harrorda ,,szybko poszło". Poprawiłam makijaż i fryzurę stwierdziłam że dobrze wyglądam i zeszłam na du.-możemy jechać
Ubrałam kurtkę i weszłam z chłopakami do samochodu. Droga mniemała nam świetnie śmialiśmy się z wszystkiego i niczego. Wreszcie weszliśmy do sklepu jubilerskiego. Boże ile tam było pięknych rzeczy. Najpierw wybrałam coś dla JA a potem dla Car. Mam nadzieje że będzie im się podobać. Wyszliśmy ze sklepu z spakowanymi prezentami i ruszyliśmy do domu.

Chłopcy od razu obieli kierunek-góra. A ja poszłam do salonu tam Louis droczył się o coś z An. Jak mnie zobaczyli ucichli. Postanowiłam coś powiedzieć.
-a ty nie na wyścigu?
-nie mam odwołali bo mu coś się stało- powiedział z chytrym uśmiechem
-wnioskuje że impreza- popatrzyłam na niego z moją miną w stylu "mnie nie okłamiesz"
-jak ty mnie dobrze znasz- puścił mi oczko
-skoro masz taki dobry humorek to może pozwolisz mi pić- zrobiłam słodkie oczka
-a ile ma panienka lat?- i jego mina "nie przekonasz mnie"
-17 ale za niedługo 18- to teraz to już byłam kot ze shreka
-no właśnie "za niedługo"-zacytował był nie ugięty
-no zobacz człowieku, człowieka w człowieku-powiedziałam
-reklama?-wtrąciła się An a ja potaknęłam
-za ile masz te urodziny-spytał
-w maju 4. Miesiąc bez tygodnia- zrobiłam słodsze oczka
-no niech ci będzie-westchną- ale nie za dużo
-tak!! Dzięki!!!- radowałam się
-no to teraz buziak- nadstawił policzek a ja dałam w to miejsce buziaka- no to na gure się szykować nie będę czekać 20 minut.
-tak- pobiegłam na górę a tam przed garderobą stał Harry
-dziękuje!!! Powiedziała że jest śliczny i że mi wybacza- boże miał większą podnietę nisz ja!! O.o Dziwne
-nie ma sprawy. Służę pomocą- uśmiechnęłam się ciepło- no a teraz poinformuj wszystkich że jedziemy na imprezę. A i jeszcze jedno... będziemy razem pic Loui mi pozwolił
-no ja myślę bo po tym jak na ostatniej imprezie piłaś be zemnie mam focha- zrobił smutną minkę
-ale już się masz?-spytałam
-nie już nie- puścił oczko i poszedł poinformować JA o imprezie. Weszłam do garderoby i zaczęłam szukać czegoś sensownego. I po chwili miałam już pełen zestaw a co zaszaleję. Poszłam się przebrać i po chwili stałam już gotowa. Umalowałam się perfekcyjnie i zrobiłam szybkiego koka po 2 godzinach byłam gotowa.
___________________________________________________________
I jak? Mogę wam narobić chęci i powiem że się będzie działo w następnych rozdziałach wszystko mam perfekcyjnie zaplanowane i notatki mam w telefonie ;) Więc mam nadzieje że się będzie podobać.
Ten rozdział jest dla Stonki która wielbię, która zrobi wszystko żeby rozdział wyszedł jak najszybciej.         

11 sty 2014

17

-kiedyś trenowałam box-tak właśnie się do teko przyznałam, Boże debilko to miała być tajemnica-odezwał się głos w mojej głowie.

Debilka!!! Krzyczałam w myślach
-wow. Ile masz jeszcze tajemnic nie odkrytych?-spytała An
-żebym potrafiła je zliczyć- powiedziałam a potem ugryzłam się w język. Bolało
-nauczysz mnie czegoś?- spytała
-czego?- podniosłam jedną brew do góry
-no chwytów- przewróciła oczami
-nie wiem dawno nie trenowałam i ...- nie dokończyłam bo przerwała
-nie ma nie wiem tylko tak na górę po kurtkę i spadamy po rzeczy do treningu- powiedziała a ja posłusznie spieprzyłam na górę i szukanie tej chusty o której mi chodziło a raczej komina zajęło mi wieki do tego dodamy że jeszcze kurtka boże po co mi tyle tych rzeczy?
*** POV Anne***
-zależy ci na niej-stwierdziłam gdy Loui patrzył na Em jak szła na górę.
-tak jak na tobie i reszcie- nareszcie spojrzał na mnie
-nie bardziej. Ty się w niej bujasz!-prawie krzyczałam
-cicho bo usłyszy- powiedział zły
-wiedziałam! Louis i Emma zakochana para. Ja was połączę zobaczysz- w głowie miałam idealny plan.
*** POV Emmy***
Jechałam z An do naszego ulubionego centrum handlowego będą zakupy życia. Bo trzeba nam kupić caaały struj do ćwiczeń. A An powiedziała żebyśmy sobie jeszcze rękawice kupiły bo te co są w siłowni (tak mają siłownie sama się zdziwiłam) są już używane przez chłopaków a ona ich nie założy. Na reszcie zaparkowałyśmy z wielkim chichotem weszłyśmy do sklepu sportowego i kupiliśmy rękawice  oczywiście dwie pary i poszłyśmy po stroje mi było obojętne co byle wygodne w 1 sklepie kupiłam strój i do biegania i do treningu. A an w jednym sklepie kupiła do ćwiczeń a w dziesiątym do biegania.  

Po powrocie do domu od razu padłyśmy na kanapę.
-jestem wykończona-powiedziała An wyjmując kawałek pizzy
-ejej... chcesz być w dobrej formie i schudnąć to już mi od tej pizzy-powiedziałam. Podczas zakupów mówiłyśmy że musimy trochę schudnąć.
-ojeju...-wymruczała
-to nie koniec jutro o 6 biegamy- powiedziałam a jej piękne oczęta z orbit wyszły- no dobra o 7 a teraz po warzywa już- rozkazałam i poszłyśmy sobie zrobić sałatkę. Po zjedzeniu poszłyśmy do salonu a tam się dziewczyny droczyły z chłopakami.
-o co chodzi?-spytała An
-one chcą włączyć titanic'a- poskarżył się Harry
-o chętnie też zobaczę- powiedziała An   
-ty też?-spytał Harry
-nom czemu nie- powiedziałam. My pod koniec ryczałyśmy jak bubr a oni się z naś śmiali a dokładnie Harry, Zayn, An, Loui.
-nie śpię z tobą- powiedziała Car  
-ja też- dołączyła się JA
-ej to gdzie będziecie spać?- spytał Harry
-nie wiem coś wymyślę- powiedziała Car
-przygarnę was- stwierdziłam
-dzięki- powiedziały równo 
-i ty przeciwko nam?- powiedział Zayn
-nom ze mnie też się śmialiście- pościłam im oczko.

Po nie tak strasznej nocy poszłam do garderoby gdzie siedziała już An i czekała na mnie. Szybko ubrałam mój zestaw i zrobiłam koka (od aut. Koka macie w stylizacji ;*). Z butelką wody wyszłyśmy pobiegać do parku po godzinie wróciłyśmy i od razu poszłyśmy pd prysznic na szczęście mamy 3 łazienki. Ubrałam ciuchy które miałam przygotowane i wyszłam z łazienki. Zeszłam na du a tam w salonie siedziała An
-wypiorę nam ciuchy później tylko ulepże auto Loui na wyścig-powiedziała
-spoko a ja jutro nam wypiorę- uśmiechałem się. Posiedziałyśmy chwile i ona poszła do garażu nie byłam długo sama bo do salonu wsiedli chłopcy a właściwie Harry i Zayn szczerząc się jakby czegoś chcieli.
___________________________________________________________________________________
I jak? Rozdziały będą wychodzić co 2 dni jakby co ;) Chyba że będzie dużo kom i mnie tak zmotywujecie ;) Miłych urodzin naszego Zayna ;*

9 sty 2014

16

-zostaw nas w spokoju- powiedział groźnie Louis
-ale masz marzenia- zaczął się śmiać
-które się spełnią jak usłyszysz MOJĄ księżniczkę to na pewno się spełni- dał naciska na "moja".-zaraz zaraz ja nie jestem nikogo ale jestem księżniczką- pomyślałam
-co masz na myśli- podniósł jedną brew do góry
-opowiadaj-powiedział cicho Loui
-kojarzysz mnie 2 lata temu ciemna uliczka-pewnie podchodziłam do niego
-myślisz że byłaś nie jesteś jedyna którą zgwałciłem-spytał ze śmiechem
-jedyna może nie ale na pewno nie jedyna zaszłam w ciążę- zaczęłam machać mu przed oczami UZG. Na co on wyrwał mi je z rąk. I roztargał
-i kto ci w to uwierzy?-spytał
-mam kopie a poza tym- obróciłam się na pięcie i chciałam podejść do Loui ale on mi nie pozwolił obejmując mnie mocno w tali.
-no i co jeszcze?- spytał
-puść ją- krzykną Loui
-bo co mi zrobisz?- popatrzył na niego a ja korzystając z sytuacji kopnęłam go opasem w krocze. Na co on mnie puścił  szybkim krokiem właściwie biegiem przyszłam do Loui i go z całej siły przytuliłam
-suka-sykną z daleka
-czekaj przytul się do An a ja resztę załatwię i tak już dużo zrobiłaś-powiedział mi na ucho Loui -wież mam mały podsłuch i on może wsadzić cię do paki- powiedział z przekona niem a ja podeszłam bliżej An.
-spróbuj to...-nie dokończył bo wiedział że jest podsłuchiwany 
-to co zabijesz mnie ile razu to słyszałem a teraz odczep się od wszystkich którzy mnie znają jasne- powiedział bardzo ale to bardzo wyraźnie ale on nic nie odpowiedział. Harry zbliżył się do niego i walną go w  brzuch- pytałem czy jasne?!
-tak jasne- powiedział krztusząc się krwią  Loui uśmiechną się przebiegle i pojechaliśmy do domu. Pierwsze co zrobiłam to pobiegłam na górę ubrać się normalnie. Potem poszłam do kuchni bo jak to wieczny żarłok muszę jeść. Z kubkiem herbaty poszłam w stronę salonu.
-fajna czapka- powiedział Louis
-specjalnie kupiona dla ciebie- uśmiechnełam się  
-naszyjnik też się tyczy mnie- puścił oczko
-skromnością nie grzeszysz a co do naszyjnika to An mnie namówiła- pokazałam mu język
-co ja?- spytała An
-namówiłaś mnie na naszyjnik- zaśmiałam się na minę Loui która wyrażała jedno "foch"
-a tak idealnie pasuje do ciebie- puściła mi oczko i walnęła Loui z bara
-ał no co?-spytał a An zignorowała pytanie
-z kąt znasz te chwyty ode mnie się na pewno nie nauczyłaś- spytała
-kiedyś trenowałam box-tak właśnie się do teko przyznałam, Boże debilko to miała być tajemnica-odezwał się głos w mojej głowie.
___________________________________________________________________________
Przepraszam!!! Bardzo przepraszam że wczoraj nie było rozdziału ale po 1, Brak czasu a po 2. Siostra i po 3. Próbny test ;( masakra        

6 sty 2014

15

Tekst pisany pochyle jest wspomnieniami :)

Popołudniem Li zadzwonił do Loui. Cały dzień Louis chodził jak na szpilkach. Normalnie drze się na każdego. Nikt nie wie o co mu chodzi i dopiero jak się zaczną kłócić z An to coś do nas doszło. Kłócili już się dobre 15 minut a ja dalej nie wiedziałam o co chodzi. An krzyczy że to samobójstwo. W końcu nie wytrzymałam i wydarłam się na całego.
-o co tu kurwa chodzi powie mi ktoś!?!
-Louis ma ojca Dana Tomlinsona on chce go zabić bo go nie nawiedzi- wytłumaczyła mi w uszach brzęczało mi jego imię i nazwisko.
-Dan Tomlison zapamiętasz mnie do końca życia-szepną mi do ucha a po moim ciele przeleciały nieprzyjemne ciarki z oczu coraz bardziej leciały mi łuzy.
Powstrzymywałam już prawie lecące łuzy nie chciałam by kto kolwiek dowiedział się o moim sekrecie nigdy.
-jadę z tobą- powiedziała An
-wybij to sobie z głowy-wymamrotał
-ja jadę- spuściłam głowę na du i po prostu zaczęłam płakać to tak cholernie boli
-nie co wam tak zależy na tym żebyście jechały zrozumcie że on może zażądać którejś z was zamiast mnie!-krzykną
-ale zrozum że ja muszę- popatrzyłam się w jego oczy a on w moje cały czas płakałam. Przytulił mnie mocno
-dlaczego płaczesz?-spytał
-mam rachunki do wyrównania- szepnęłam
-jakie?-spytał
-nie mogę powiedzieć to tajemnica- już trochę się uspokoiłam
-Em powiedz- zarządziła An
-twój ojciec 2 lata temu-głos mi się załamał ale po chwili kontynuowałam- on mnie zgwałcił potem 2 miesiące później dowiedziałam się że jestem w ciąży. Moja siostra pomogła mi ja usunąć ale ślad po tym został na zawsze w mojej pamięci to tak strasznie boli-przytuliłam się mocniej do chłopaka- Loui ja pomogę ci go załatwić zniknie raz na zawsze.
-i tak nigdzie nie pojedziesz-powiedział zmartwiony
-pojadę mam UZG wszystko mu udowodnimy i nas wszystkich zostawi w świętym spokoju-popatrzyłam na jego twarz
-jedzmy we trójkę- An zarządziła
-w czwórkę bo jeszcze Harry-dodał Loui od nie chęci
-no to my się idziemy przebrać- uśmiechnęła się An i wzięła mnie pod rękę weszłyśmy na górę i mieliśmy mały problem co mamy założyć aż w końcu z An postanowiliśmy się ubrać po gangstersku. Ja trochę bardziej wyzywająco nisz ona . Zeszłyśmy na du a Louis zrobił wielkie oczy.
- z kąt wy macie takie ciuchy?-spytał
-codziennie na mieście-odpowiedziałyśmy równo w ręce trzymałam kopie UZG która zrobiła an i mogłyśmy jechać.

Na miejscu byliśmy po jakiś 15 minutach. Wysiedliśmy z auta i Louis wziął mnie za rękę dodając odwagi.
-będzie dobrze-szepną mi do ucha. Ustaliliśmy że niby jesteśmy parą żeby było mi lepiej jak już nie dam rady po prostu do niego podejdę i się przytulę. Gdy zobaczyłam jego uśmiechniętą mordę myślałam że zwrócę obiad 
__________________________________________________________________________
I jak zaskoczyłam?

Nie chce ale muszę  :(

5 komentarzy następny rozdział 

Powadzenia 

5 sty 2014

14

Obudziła mnie rano An.
-wstawaj jedziemy na zakupy po sukienki ta mi się nie podoba a tobie kupimy przy okazji-szeptała
-która godzina?-spytałąm
-7- uśmiechnęła się
-wszystkie sklepy są zamknięte- rzekłam
-wątpisz w moje możliwości wstawaj ciuchy ci przygotowałam- rzuciła na mnie ubrania
-boże czego ja dla niej nie robię- powiedziałam wchodząc do łazienki uczesałam szybkiego koka zrobiłam delikatny makijaż i pojechałyśmy na zakupy.

Byłyśmy już w połowie przechodziłyśmy przez sklep sportowy zatrzymałam się widząc wyszyta chętnie bym wróciła do dawnego uprawiania sportu. obudziła mnie głos An
-no choć jeszcze dodatki i na śniadanie idziemy bo głodna jestem- szybko kupiłyśmy dodatki i nasze stroje były gotowe. Ja poszłam w czerń z srebrnymi dodatkami a an ze złotymi . Stwierdziłyśmy że sukienki to my mamy podobne. Do domu wróciłyśmy koło 13 od razu w progu staną Loui.
-gdzie wyście były dodzwonić się do ciebie nie można- zwrócił się do An a ona spojrzała na telefon.
-ja pierdole!!! 15 wiadomości nie odczytanych i 10 nieodebranych połączeń, nudzi ci się?-spytała
-tak bo się o was martwiłem mogłybyście komuś powiedzieć że wychodzicie!- krzykną
-dobrze tato na następny raz całą lodówkę obkleję żebyś widział karteczkę która rano tam powiesiłam!-również krzyczała
-nie krzycz na mnie!
-nie krzyczę!
-a to teraz się mówi tak!-kłócili się. Postanowiłam to przerwać 
-dobra już An masz zawsze odbierać a Loui masz patrzyć na karteczki na lodówce- wybuchłam śmiechem nie no z tą lodówką to dowalili. Wyszłam na górę rozpakowałam torby i chciałam iść dalej spać ale JA weszła do pokoju.
-umalujesz mnie na imprezę?-spytała
-no pewnie to przyjdź do garderoby o... o której jedziemy?-zastanawiałam się
-o 20- odpowiedziała
-to o 19:30- uśmiechnełam się co odwzajemniła i tyle ją widziałam.


Po kąpaniu ubrałam strój na imprezę. Umalowałam się i uczesałam.  Zrobiłam dziewczynom makijaż bo jak jedna zobaczyła że robię JA to już wszystkie chciały. Chłopakom jak zwykle opadła szczęka. U Li byliśmy punkt 20. Louis z Anne stanęli na przeciwko mnie jak rodzice przed córką
-masz nie pić bo masz tyle latek ile masz- powiedział Louis a ja na to przewróciłam oczami  
-i nie rozmawiać ani tańczyć z nieprzyjaznymi typami bo oni tylko o jednym- dodała An
-dobrze mamusiu i tatusiu- zaśmiała się. Już prawie kończy się marzec a ja mam urodziny w maju a oni mi wyjadą z tekstem że mam nie pic nie którzy w moim wieku to już tego nie ukrywają .

Impreza trwała w najleprze a ja tańczyłam z boskim przystojniakiem. Normalnie ideał. Nagle podszedł Louis i mnie od niego odciągną mówiąc ,, ona jest moja" a ten od razu się przestraszył. Kiedy staliśmy z jednym z kątów powiedziałam:
-a już był mój- zrobiłam focha
-co ci An mówiła?-spytał
-że mam się nie zadawać z nieprzyjemnymi typami- dalej miałam focha
-no właśnie-potwierdził
-ale on taki nie był- tupnęłam nogą jak małe dziecko
-nie mam sił do ciebie- obrócił się na pięcie i poszedł . Postanowiłam złamać zakaz Loui i poszłam do baru zamówiłam najmocniejszego drinka bądźmy szczerzy ohydny. Ale potem jakoś poszło po 3 zauważyłam że Louis tańczy z jakąś rudą dziwką
-on może a ja nie, nie ma mowy- powiedziałam w myślach i poszłąm do tamtego jak mi się wydawało przystojniaka. Zaczęłam z nim tańczyć po jakiś 2 minutach zaczął mnie obmacywać co mi się nie podobało. Na szczęście Li mnie uratował. Potem poszliśmy do baru a ja znowu zaczęłam pić  oczywiście próbował mnie powstrzymać ale ja się nie dałam piłam twardo i w tedy film mi się urwał.
***POV Anne***
Tańczyłam kiedy podszedł do mnie Li mówiąc.
-Em jest nachlana i prawie jakiś gościu ja nie zgwałcił- powiedział mi na ucho
-że co!-wydarłam się. W szybkim tempie byliśmy koło baru a tam barman próbował jakoś Em przy sobie utrzymać by nie zwiała.
-dzięki stary-powiedział do niego Li
-boże dziewczyno jak ty wyglądasz-powiedziałam patrząc na nią- weźcie ją popilnujcie a ja pójdę do Loui- równie szybko znalazłam się obok niego tańczył z jakąś niedorobioną brunetką.
-mamy problem- powiedziałam
-jaki-odepchną od siebie tą tapeciarę
-po pierwsze stać cie na więcej a po drugie Em jest nachlana do upadłego a po 3 Liam ją uratował bo ktoś próbował ją przelecieć- powiedziałam spokojnie ale normalnie zwaliła bym tu wszystko by znaleźć tego gnoja.
-to trzeba z nią jechać do domu-nawet spokojnie to przyjął ale już widzę jak się jutro nad nią znęcać będzie.
 Rano ***POV Emmy***
Obudziłam się z potwornym bulem głowy jak by ktoś walcem po niej przejechał a pić mi się chciało!!! Zeszłam z łóżka i powolnym krokiem zeszłam na du okazało się że jestem w sukience. Od razu wypiłam z litr wody An tylko patrzyła na mnie z współczuciem a Louis się śmiał.
-to tak się czuje jak się ma kaca? Zapamiętam- stwierdziłam
-no raczej!!!-wydarł się Louis a  mi głowa pękła
-błagam ciszej błagam. Mamy coś na kaca?-spytałam
-o nie nie nie dam ci nic bo teraz to przecierpisz i się nauczysz że mnie trzeba słuchać!!!-dalej krzyczał
-błagam zlituj się- wręcz już klękałam
-Louis przestań ona ci pomagała- powiedziała An i podała mi kubek i tabletkę
-dziękuje zbawco- powiedziałam
___________________________________________________________________________________
A tam taki długi rozdział ;) Po jutrze szkoła ;( Smutamy... Ale jednak nie bo Louis wesołek lubi jak to Stonka mówi. Nie przynudzam życzę miłego wieczoru i jutrzejszego dnia ;)    

CZYTASZ KOMENTUJESZ dla ciebie chwila dla mnie ogromna motywacja ;) i uśmiech 


3 sty 2014

13

Czy ja się przesłyszałam An chce mi uratować dupę.
-no powiem że kusząca propozycja. Zgadzam się- powiedział Car popchną mnie w stronę moich przyjaciół a An przeszła na jego stronę. Od razu rzuciłam się na ręce Louisowi.
-wiesz co ładny jesteś- powiedziała An i ujęła jego kark jedną ręką wyglądało to tak jakby chciała go pocałować jednak podniosła nogę do góry waląc w krocze moje oczy były jak 5 złotówki tak jak reszty tylko Loui bił brawa.
-nic ci nie jest?- podbiegłą do niego Ri
-a jeszcze jedno mamy coś do załatwienia-przypomniała sobie An i wlała ją z całej siły w twarz-no co się tak patrzycie do wozu obiad trzeba zrobić!
Weszliśmy do samochodu znaczy Loui mnie niósł bo kulałam po takich torturach trudno było nie kuleć. Po przyjeździe An mnie opatrzyła bo była po kursie pielęgniarskim. Potem zrobiła obiad a później jeszcze pranie nie no ja ją podziwiam na prawdę. Ja siedziałam na kanapie z dziewczynami i się z nimi przytulałam po tym co on mi robił... na samą myśl zaczynam płakać tak też było tym razem.
-ci mała jesteśmy tu już nigdzie sama nie pójdziesz zawsze ktoś przy tobie będzie-uspokajała mnie JA
-zabije gnoja- powiedział Harry
-to ustaw się w kolejce-powiedział Zayn
-ejej wiecie że człowieka da się zabić tylko raz- powiedziała An a ja się minimalnie uśmiechnełam- już wyskakujesz z tej piżamy i jedziemy na zakupy
-nie mam ochoty nigdzie jechać a jak on tam będzie-wtuliłam się mocniej w Car
-nie będzie ja mu radze bo zabije żeby robić coś takiego tylko dlatego że chciał się dowiedzieć wszystko o nas!- zaczęła się wydzierać
-An wdech i wydech i tak 2 razy-uspokajał ją  Harry właśnie gdzie jest Louis?  
-gdzie Louis?- spytałam
-pojechał z Liamem coś załatwić- wyjaśnił mi Zayn
-no już na górę jedziemy kupić jakąś sukienkę bo pojedziemy na domówkę u Liama- zarządziła
-to my jedziemy z wami- powiedziała Car
-to na górę się ubierać!- zwlekłam się z kanapy i powolnym krokiem weszłam na górę wybrałam 1 leprze ciuchy uczesałam koka i zrobiłam makijaż. Pojechałyśmy na do największego centrum handlowego  w Londynie. Przeszliśmy wszystkie sklepy i każda z nas kupiła sobie pełen zestaw na imprezę ja i An postawiłam na niebieski, JA na czarną sukienkę i czerwone dodatki  a Car na pomarańcz.Przez te zakupy częściowo zapomniałam o Carlosie. Weszłyśmy obładowane do domu chichrając się z udawania An króla Juliana po prostu kocham je wszystkie.
Poszłyśmy na górę i rozpakowałyśmy torby uśmiechnięte od ucha do ucha zeszłyśmy na du.
-już jest ok?-spytał Louis pewnie przyszedł do domu przed nami
-no może być przez te zakupy trochę oderwałam się od rzeczywistości- uśmiechnełam się
-to dobrze-siadłam obok niego i ogrzeliśmy jakiś film co akurat leciał w TV 
___________________________________________________________________________________
I ja? Wiem krótki :( ale nie mam weny nie to co wczoraj  ;) Jutro nie wiem czy będzie rozdział bo muszę jechać na miasto ;) jeszcze nie odespałam sylwestra bo szkoła ;( Proszę zarżyjcie w link pod spodem i odpowiecie na pytania.

2 sty 2014

12

Po powrocie do domu Louis zarządził  imprezę. Pobiegłam na górę poprosić An by mi coś przygotowała a ja muszę coś zjeść tak wróciłam do mojego starego trybu życia cały czas głodna. Po zjedzeniu kanapek wbiegłam na górę i od razu moje nogi skierowały mnie do garderoby. An już się czesała wzięłam przygotowane przez nią ciuchy i weszłam za parawan. Dopiero gdy na mnie leżały ciuchy mogłam zobaczyć co wybrała. Uśmiechnęłam się do siebie gdy przeglądałam się w lustrze.
-pożyczyłam spodni- poinformowała mnie An a ja zlustrowałam. Oczywiście się wyszczerzyłam.-co ty taka uśmiechnięta
-bo zaczynam nowy rozdział w moim życiu- wytłumaczyłam
-pot tytułem?-nie przestawała
-nareszcie jest dobrze- zawiązałam gumkę na warkoczu którym właśnie zrobiłam (na zdjęciu w stylizacji) Zrobiłam makijaż i byłam gotowa.
-zrobisz mi makijaż?-spytała
-no ba-usiadła na kżeśle a ja zaczęłam ją malować.
-uczyłaś się w tym kierunku? Bo na pewno nie masz to od tak- powiedziała
-wiesz zawsze miałam do tego smykałkę ale tak uczyłam się niestety jak zaczęłam 2 rok to mnie porwano i tylko teorie opanowałam- posmutniałam bo wiele ludzi nie chce wracać do szkoły bo nauka a mnie cieszył każdy dzień w szkole no może nie każdy ale większość tak.
-nie przejmuj się masz królika doświadczalnego o imieniu An- uśmiechnęła się resztę przemilczałyśmy.
 ***POV Anne***
Tańczyłam z chłopakami bo Em pobiegła gdzieś z krzykiem ,,Max". Moja mina była w stylu WTF ale ok.
-chodcie przedstawie wam kogoś- pociągnęła mnie an za rękę.- to jest Max, Max to jest An, Louis,
Harry, Zayn, JA, Car- zamarłam przede mną stał mój brat rzuciłam się na niego i przytuliłam co odwzajemnił
-stęskniłam się za tobą braciszku- powiedziałam na co wszyscy oprócz niego mieli mnę mówiąca tylko "o co chodzi".
-czy ja się przesłyszałam?- spytała Em   
-nie-odpowiedzieliśmy równo
-oo- tylko tyle się dało jej powiedzieć.

Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o drużynowych rzeczach. Em wyszła do łazienki jakieś 15 minut temu. Zaczynamy się martwić. Poszłam do łazienki ale jej tam nie było przestraszyłam się w szybkim tempie byłam już przy naszej loży.
-co się stało?-spytał Loui
-Em nie ma w łazience znalazłam jej torebkę- pokazałam na przedmiot. Podeszła do nas ta szmata Rihanna.
-dziś do domu wrócę sama- zwróciła się do mojego brata a ja ja przedrzeźniałam na co mna się na mnie popatrzyła. Louis się zaśmiał
-co co ja robię?- spytałam a ona odeszła. Max najwyraźniej się nad czymś zastanawiał.- coś się stało?
-zawsze z nią jeździłem nigdy nie jechała sama-tu zrobił duszą płazę - chyba że ona ją porwała
-wiesz gdzie mieszka?- spytał głupio Louis
-jedziemy- wstaliśmy i wyszliśmy po około 10 minutach byliśmy na miejscu. Wyszliśmy z auta a oni razem z po obijaną Em z willi choć ona nie była większa od naszej.
-czego chcesz za nią- spytał groźnie Loui
-jest mi potrzebna- zwrócił się do Louisa a potem do Maxa- nie masz tu czego szukać
-pytam się czego za nią chcesz?-sypała bardzo zdenerwowany
-mam propozycje ja za nią będę ci bardziej potrzebna mogę ci podrasować wozy- nagle wypaliłam wszyscy byli zdziwieni.
_________________________________________________________________________________
I jak? Zaskoczyłam was tym Maxem i porwaniem? Mam nadzieje że tak bo jak nie to to opowiadanie będzie mega nudne ;)  Jak tam po sylwestrze chwalić się ;*