23 sty 2014

23

Po godzinie wyszłam z łazienki umalowana uczesana, ubrana w świeże ciuchy i najważniejsze umyta. Boże ale pdnieta. Weszłam bez pukania do pokoju Loui i ujrzałam przecudowny widok. Louis spał i przytulał się do poduszki. Mogłam tak się na niego patrzyć na niego cały czas. Nagle na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
-aż taki piękny jestem?-spytał nie otwierając oczu
-może- powiedziałam z uśmieszkiem
-choć tu do mnie- otworzył oczy i rozłożył ręce. Podeszłam do łóżka i pokiwałam przecząco głową-dlaczego?
-a żebra to kto ma uszkodzone. I cie będzie strasznie boleć- powiedziałam
-ni to chociaż dal buziaka- zrobił dzióbek. Z zadziornym uśmiechem podeszłam bliżej jego i dałam buziaka on przytrzymał mnie jedną ręką i prosił o więcej. Co ja poradzę nie idzie mi odmawianie mu. Nie wiem jak nie wiem kiedy nie wiem jakim cudem ale jakimś znalazłam się na nim. Widać że to go boli więc się od niego odsunęłam.
-a nie mówiłam?- jak ja lubię to mówić
-ale to nie bolało- widać że kłamie
-ale się za tobą kurzy na nos to masz już w L.A-zaśmiałam się a on pokazał mi język
-dziś mam wyścig-powiedział po krótkiej ciszy
-kłamiesz prawda?- spytałam z oczami równymi 5 złotówką
-nie Li po długiej namowie mi załatwił-on to powiedział spokojnie
-ciebie do końca pojebało!? A prześwietlenie mózgu ci zrobili? Bo jak nie to do szpitala jedziemy bo ci na mózg padło!!!- stanęłam na równych nogach on też to zrobił
-nie, nie pojebało mnie! Ja tak nie mogę cały czas siedzieć na tyłku!!!- krzykną
-Louis chcesz żeby ci się coś stało i do końca te żebra połamał?!! Do twojego końca?! Nie chce cię stracić.- każde zdanie mówiłam coraz ciszej. Przy ostatnim głoś mi się załamał a w oczach zgromadziły się łuzy.
-mamo, tato to ja już wole rozwód niż wasze kłótnie- zażartowała An ale mi wcale nie było do śmiechu- co się stało?
-on chce jechać w wyścigu DZISIAJ- podkreśliłam ostatnie słowo
-nie no stary pogratulować pomysłu, nie lepiej skoczyć z mostu?! Albo jeszcze prościej od razu wskocz do trumny to cie zakopiemy w ogrodzie!
-Jezu nic mi się nie stanie- przewrócił teatralnie oczami, Ja już nie wyżymałam wybiegłam z rykiem z jego pokoju. Ległam s na łóżku i zaczęłam płakać jak głupia. Jak mu się coś stanie ja tego nie przeżyje to on jest moją miłością. Tyle co go odzyskałam a już mogę stracić. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Niestety ale nie mogłam zobaczyć kto to ,ponieważ leżałam do nich tyłem. Poczułam jak łóżko się ugina pod czyimś ciężarem. Loui ,ponieważ już wiedziałam że to on po zapachu jego perfum, objął mnie ramieniem i powiedział:
-przepraszam. Nigdzie nie jadę, to było głupie- pociągnęłam nosem. On odgarną włosy z mojej szyji i znaczą ją całować. Nagle zadzwonił jego telefon.
-to mama muszę odebrać- powiedział i odebrał mogłam usłyszeć część rozmowy- no hej mamo... nie nie przeszkadzasz...rozumiem że nie mogłaś być ze mną... pewnie że się nią zaopiekuję...nie mamo nie będzie ni robić problemów... ale ja ją wezmę... to przyjedziemy jutro... no pa mamo- i się rozłączył obróciłam się do niego przodem i powiedziałam:
-nie strasz mnie więcej
-nie będę- obiecał- jutro jedziemy po moją siostrę
-ty masz siostrę?-spytałam
-no ba nawet 4. Ale jedną biorę do nas bo mama jedzie gdzieś tam i może zabrać 3 a najstarszą z wielkimi wyrzutami sumienia powierza mnie.                 
-ale jeszcze jesteśmy my ty będziesz się zajmował nią a my ci pomożemy- uśmiechałem się 
-no to się cesze- pocałował moje usta
-co robimy?- spytałam
-a na co masz ochotę?- poruszał zabawnie brwiami na co ja zareagowałam miechem
-zapomnij idziemy oglądać film- pociągnęłam niechętnego Loui na du.
_______________________________________________________________________________
Hejo!!! Przybywam z rozdziałem ;) zgodnie z obietnicą jest dłuższy ;* Miłego piątku. Tak to już piątek mój kochany piątuś  ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz