17 sty 2014

20

-bo tam nie da się myśleć- stwierdzeniem- na serio to powiedziałeś?

-tak ale jak nie...- nie dokończył bo mu przerwałam
-a zawsze musi być jakieś ale?- gwałtownie się do niego przybliżyłam i zaczęłam całować, pocałunek zaczątki się pogłębiać i Loui zaczął błądzić rękami po moich plecach ja wsunęłam dłonie w jego włosy. Wszystko by było dobrze gdyby nie jedno ktoś zaczął nas wołać.
-Louis!!! Em!!!-tak to była An przeklinałam pod nosema a Loui krzykną:
-idziemy!!!- szliśmy równo krok w krok nasze ręce się stykały co jakiś czas.
-to co?-spytał
-z czym?- udawałam głupią
-z nami?-popatrzył się na mnie  
-z nami, a jak myślisz?- zrobiłam to co on
-no nie wiem ja bym chciał coś więcej-przyznał się a ja pokiwałam twierdząco głową- co to oznacza?
-że mi też nie wystarczy przyjaźń Loui- powiedziałam i już widziałam uśmiechniętą An-ale nic im nie mów narazi chce przyzwyczaić siebie do tej sytuacji a potem ich. To wszystko dzieje się za szybko ale chce tego- ostatnie 2 słowa powiedziałam tak aby tylko on usłyszał  
-co się szybko dzieję?-spytała An
-impreza za dużo popiłam- skłamałam
-to tak jak Harry oni już pojechali i nam proponuje to samo- pwiedziała
-popieram sama już śpię- i tak wróciliśmy do domu.

Coraz ciężej jest nam ukryć związek. Loui od tygodnia chodzi jak na szpilkach a dziś go wo gule nie widziałam. Do Hazzy zadzwonił telefon z każdym wypowiadanym słowem miał coraz większe oczy. W końcu skończył.
-j-jedziemy do-do -L-Loui on miał wypadek- jąkał się a mi w oczach stanęły łuzy szybko pobiegliśmy do korytarza i p[o niecałej minucie staliśmy już ubrani następne 15minut zajął nam dojazd. Gdy dojechaliśmy na miejsce od razu widziałam zniszczony samochód w którym Loui resztkami sił próbował otworzyć. Po drugiej stronie stał jego "ojciec" i się temu przyglądał od razu z an wybiegłyśmy z auta i pobiegliśmy z przeraźliwym krzykiem 'Loui' pobiegliśmy w jego stronę. An wybiła szybę z tyłu tak by odłamki szkła nie poraniły bardziej Louisa potem je otworzyła a następnie zrobiła to samo z przednimi drzwiami znaczy otworzyła. Z auta wyciągnęliśmy już nieprzytomnego Louisa. Położyliśmy go na moich kolanach ja już płakałam nie z moich oczu leciał wodospad Niagara otworzył na chwile oczy i powiedział
-kocham cię- i z powrotem je zamkną ja drżącymi rękami  chwyciłam jego dłoń i szeptałąm
-Louis błagam otwórz oczy proszę zrób to dla mnie. Loui błagam jeśli mnie kochasz zrobisz to- już miałam czkawkę. An kucał obok mnie i mnie przytuliła mówiąc że karetka już jedzie.- Louis do jasnej cholery otwórz te pieprzone oczy! Louis ocknij się błagam!!!
Szeptałam dalej. Położyłam go na jezdni i podeszłam do Tego całego niby człowieka Harry już go bił ale ja chciałam też to zrobić. Chyba mi nikt nie odmówi prawda? 
____________________________________________________________________________
To się dzieje!!! Znaczy chyba. Mnie się wdaje że się dzieje.  Piszcie czy wam się podoba ;* Miłego weekendu. ;*              

3 komentarze:

  1. OMG!!!!!! :o Dalej dalej następny rozdział.Niemoge wytrzymać co bęzie dalej z Louis'em .Plis Loui żyj nie umieraj!!!! :'( :'( !!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sorry ale musze to powiedziec kocham twojego bloga :*

    OdpowiedzUsuń