28 lut 2014

34

Siedzieliśmy na kanapie i zastanawialiśmy co by tu zjeść. An cały dzień nie było.
-mam wielki wspaniałomyślny pomysł- powiedział szczęśliwy Harry- pizza
-ok kto idzie?-spytała JA
-ja mogę- powiedziałam i wyszłam a za sobą słyszałam słowa "dzięki bo nam się nie chciało". Ubrałam bluzę i vansy. Mój strój do wyjścia był gotowy.
-pójść z tobą?-w przedpokoju pojawił się Louis
-nie dam sobie radę. Pilnuj ich- dałam mu buziaka i poszłam. Szłam niestety ciemną nieoświetloną uliczką. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz gdzie zobaczyłam uśmiechniętą mordkę Loui. Od razu byłam odważniejsza. Jedno mi nie pasowało samochód który stał pod naszym domem śledzi mnie i to na pewno nie jeden z moich przyjaciół. Przyspieszyłam krok a auto zwolniło i słyszałam dźwięk otwierania drzwi. Chciałam pobiec i zrobiłabym to gdyby nie fakt że ich było 3 a ja jedna.
Jeden z nich złapał mój nadgarstek i popchną na ścianę. Reszta z powrotem wsiadła do samochodu i odjechała. miałam coś powiedzieć zanim nie zobaczyłam jego twarzy. To był "ojciec Louisa"
-i znowu się spotykamy-powiedział z zadziornym uśmiechem.
-na pomoc!- krzyknęłam. Wow wydusiłam to z siebie ale zaraz tego pożałowałam dostałam od niego po twarzy.
-cicho-przeleciał ręką wzdłuż mojej tali a mi w oczach pojawiły się łuzy. Wszystko od nowa mi się przypomniało wszystko.
-puść ją- powiedziała... An.
-bo co mi zrobisz?-odwrócił się w jej stronę trzymając mnie za nadgarstek.- o przyjaciółeczka Louisa
-tak a teraz ją puść- powiedziała wymachując bronią.
-ta bo ty we mnie trafisz?-zadrwił a za nim a przede mną pojawił się Liam.
-ale ja nie spudłuję- powiedział a on automatycznie puścił moją dłoń podeszłam do An. Na dobra pobiegłam, i się w nią wtuliłam.- jeszcze jeden taki numer a nie przeżyjesz
Po słowach Liama poszliśmy do domu. Odprowadził nas pod same drzwi. Podziękowałyśmy mu. Pobiegłam do salonu i przytuliłam mocno Louisa płacząc.
-ci...ii  co się stało?-spytał
-zabije uduszę i powieszę za jaja!- krzyknęła wchodząc
-kogo?- Louis zwrócił się do niej
-Dan chciał powtórkę z rozrywki- opadła ciężko na fotel
-zabije uduszę i za jaja powieszę- powiedział Harry
-ej zabić da się tylko raz i to ja to zrobię!- kociła się z nim An   
-dobra przestańcie- powiedział Loui i wizą mnie na ręce ja jeszcze mocniej wtuliłam się w niego a po chwili znaleźliśmy się w łazience. Odkręcił wodę i kazał mi się umyć.
__________________________________________________________________
Hej!! Wiem rozdziału wczoraj nie było ale to dla tego że miałam imprezę. Teraz nogi spuchnięte leczę i śpiewam cały czas piosenki z niej.
Ten rozdział jest dla moich zajebistych kumpel, Królowych parkietu Anity i Olciaka ;* Kofam was

24 lut 2014

33



Wyszliśmy z auta i za rękę podeszliśmy do jakiegoś grubasa. Przez wielkie „G”, który obejmował od tyłu jakiś plastik (chodzi o dziewczynę).
-i jak gotowy?- spytał a po moim ciele przeleciało stado nieprzyjemnych ciarek.
-nawet się przygotowywać nie musiałem- Louis jest zazdrosny bo też mnie przytulił ale on dodał causa w park.
-to… wy?- wybuchną śmiechem ale zdołał coś przez niego powiedzieć- nie no Louis stać cie na więcej niż na jakąś przegraną laskę
-laska to ci będzie potrzebna żebyś chodził- wysyczałam
-no ja przynajmniej chodzę z dziewczyną a nie plastikiem- powiedział na co ja wybuchłam śmiechem
-kierowcy do wozów!- powiedział przez megafon Niall a Louis pocałował mnie w czoło i jak to kulturalny człowiek poczekał na przeciwnika. Oni się ośliniali bo całowaniem to tego nazwać nie można.
-mam odruch wymiotny!- szepnęłam… nie jednak krzyczałam. Ale podziałało odkleili się od siebie, Louis musi być zazdrosny!!! Chociaż nie mi to nie przeszkadza. Pocałował raz, szybko ale idealnie. Poszli a ja poszłam do Niall przytuliłam go na powitanie a jakaś zajebiście ładna dziewczyna wyszła po między Loui a tym grubasem . Dała znak do startu i ich nie było. Co to za emocję!!! Louis jak zwykle pierwszy! Zaraz jak wyszedł z auta dałam mu soczystego buziaka w policzek. Na co się nieziemsko uśmiechną. Wizą co swoje i pojechaliśmy do domu.

Leżeliśmy z Louisem na moim łóżku. On się bawił moimi włosami a ja kreśliłam po jego brzuchu różne wzorki. Chyba mam pomysł na nagrodę od mnie.  Podciągnęłam się na rękach i zaczęłam go całować. Przełożyłam nogę przez jego klatkę i zaczęłam się bawić jego koszula na co się uśmiechną i nawet nie wiem kiedy ściągną moją…
***POV Anne***
Boźu… Boźu wczoraj ona nie chciała a teraz pieprzą się bez opamiętania. Ja chce ten ołówek w ręce utrzymać.
-głośniej się nie da? !- nie wytrzymałam
-a chcesz?!- odpowiedział mi Louis 
-nie!- krzyknęłam raz a podziałało. I nastała głucha cisza. 
-dzięki!!!- przestrasz mnie głos Louisa
-a można wiedzieć za co?-spytałam
-zepsułaś tą jakże piękną chwile- odpowiedział
-no nie fochaj już spadam- powiedziałam i pokierowałam się do garderoby. Cholera zatrzasnęły się od środka. Idę od strony Em...
*** POV Emma***
Ubrałam koszule Loui a on zrobił kwaśną minkę.
-no co?- spytałam 
-ona zaraz pojedzie- stwierdził. Do pokoju ktoś zapukał 
-proszę- odpowiedziałam cicho
-ja tylko na chwile po bluzę bo zimno a mi drzwi nawaliły- powiedziała i pobiegła do garderoby a potem wróciła- to wy sobie nie przeszkadzajcie
-ok papa- powiedział Louis a ona wyszła rzucił się na mnie ale nic z tego o nie!
_______________________________________________________________
Boźu.... Boźu a ja dalej się śmieje i mi odwala. I dla tego taki debilny rozdział. 
Stonka to wszystko przez ciebie -,-

18 lut 2014

32

Obserwowałam jadące samochody. Może nic ciekawego ale nic innego do roboty nie mam. W oko wpadł mi znajomy samochód skuliłam się żeby mnie nie zauważyli. Cholera pisałam żeby mnie nie szukali. Nic to nie dało auto się zatrzymało z niego wybiegła JA i mnie mocno przytuliła a ja zaczęłam mocniej ryczeć.
-mała jedziemy do domu- szepnęła wprost do mojego ucha
-nie chce!- zaczęłam bardziej płakać
-nie... nie myśl że przez tego debila Louisa stracimy członka rodziny- powiedział Harry i wizą mnie na ręce. Wyrywałam się a on nie zwracał na to uwagi i wrzucił mnie do wozu.
-wypuście mnie!!!- krzyczałam przez całą drogę. Z auta wyciągali mnie siłą ale gdy An z Panem debilem wjechali do garażu byłam jak torpeda i wbiegłam na górę. Weszłam do pokoju i znowu zaczęłam płakać. Drzwi do pokoju się otworzyły a w nich stanęła An podeszła i przytuliła mnie.
-nie przejmuj się nim już dostał z liścia- szepnęła. An nigdy nie pozwoli żeby coś się stało osobie na której jej zależy.- choć na du
-nie chce- powiedziałam stanowczo.
-no proszę w końcu musisz na niego spojrzeć mieszkacie razem- co racja to racja przetarłam łuzy i zeszłam na du. Na szczęście zmyłam makijaż przed ucieczką. Usiadłam na kanapie obok An a na przeciwko mnie na fotelu siedział on. Kontem oka spojrzałam na niego jego wzrok mówił "przepraszam". Powtarzam sobie w głowie żeby na niego nie spojrzeć ale nie mogłam spojrzałam a z oczu popłynęło następne łuzy. Nagle się zorientowałam że nikogo nie ma oprócz nas. Czy oni to robią specjalnie?! Louis zbliżył się do mnie i kucną przede mną. Odwróciłam wzrok a jego ręka zmusiła żebym spojrzała na niego.
-przepraszam- wyszeptał- powiedziałem to w nerwach. Nie mam talentu do rozmawiania z dziewczynami
-wow jaka zmiana to już nie jestem szmatą?- powiedziałam niby zdziwiona
-proszę przestań przecież wież że mi na tobie zależy- zrobił słodkie oczka. Ja nie potrafię udawać!!! Rzuciłam się na niego i zaczęłam całować co odwzajemniał.
-pogodzili się!!!- krzykną Harry
-nie ładnie podsłuchiwać- powiedziałam
-a tam- machną ręką.
-jutro jest wyścig pokibicujesz? Oczywiście będzie to piękny wyścig bo będziesz kibicować jako dziewczyna.- powieszał Loui a ja zalałam się dumą.
-dobrze- przedziałowym. Ej ale nie myście że mu tak po prostu wybaczyłam dalej mam do niego żal ale nie aż taki.

Po zakupach wybiegłam z An na górę i szybko się przebrałam zrobiłam makijaż a włosy związałam w kitkę. Zbiegłam na du a Louis otworzył oczy.
-wow- wyko tyle powiedział
__________________________________________________
I? Na dole macie jej struj bo nie wiem co mi się z kompem dzieje. :*

    5 komentarzy następny rozdział


 http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_52/set?id=113872368 - strój Em

15 lut 2014

31

Wstałam o 12 i szczerze leżałabym jeszcze gdyby nie telefon i wiadomość od JA że wróci koło dwudziestej. Zwlekłam się z łóżka i obiełam kierunek "garderoba". Wybrałam zestaw na dziś i uczesałam warkocza na bok. Zrobiłam delikatny makijaż z mocnymi czerwonymi ustami i zbiegłam na du. W kuchni siedział Loui gdy mnie zauważył uśmiechną się a ja mu posłałam buziaka w powietrzu.
-JA pisała mi że dziś wróci koło 20- uśmiechnęłam się
-a reszta pojechała po części. I też tak jakoś wrócą- powiedział a moja mina wykształciła podkuwkę odwrócona w duł.-co jest nie cieszysz się że będziemy sami?
-cieszę się ale z An miałam pójść do studia bo chciałam sobie zrobić tatuaż- wytłumaczyłam
-dlaczego nie ze mną?-podniósł jedną brew do góry.
-bo się będziesz śmiać- wystawiłam mu język
-ej no! Nie idziesz ze mną i koniec- wstał i dał mi buziaka. Fajnie wyglądał z szminką na ustach. Szybko ją starł a ja wsiadłam do auta.

Wyszłam ze studia naprawdę zadowolona chociaż nieźle bolało. Tatuaż jest  świetny. Louis jest ze mnie dumny i sam sobie zrobił tylko że na brzuchu, ja nie jestem taka odważna i zostałam przy nadgarstku. Ma na brzuchu znak nieskończoności i pierwszą literę mojego imienia. Oooo Kocham go! 

Wieczorem robiłam nam kalocie. Stałam przed blatem i łaskawie czekałam aż ta cholerna woda się zagotuje. Niespodziewanie do kuchni wszedł Louis obrócił mnie w swoją stronę i zaczął całować. Położył mnie n a blacie i staną po między nogami.
-co ty kombinujesz?-spytałam
-pragnę cię- szepną wprost do mojego ucha a w oczach miałam TAMTEN wieczór.Szybko zeskoczyłam z blatu i wyłączyłam wodę- o co ci chodzi?!
-Louis ja nie mogę- szepnęłam. Nie lubię kiedy krzyczy, nie nienawidzę kiedy jest zły na mnie.
-bo?! Bawiłaś się miną?!- jeszcze głośniej krzykną aż się wzdrygnęłam. Do oczu napłynęły łuzy a ja pokiwałam przecząco głową- to co?! Jesteś taka jak wszystkie zwykła szmata która nawet do kosza się nie nadaję.
Po jego słowach wybiegłam z kuchni z płaczem. Weszłam do pokoju i  opadłam na łóżku płacząc. Nie mogę tu dużej zostać, nie mogę! Weszłam do garderoby wzięłam torebkę i spakowałam parę rzeczy. Cały czas płacząc. Napisałam krótki list:

   Wybaczcie ;*!!!
 Nie mogę tu dużej zostać. Kiedyś to zrozumiecie. 
Wiem An że nie jestem ci obojętna ale nie mogę tu zostać. 
Hazzo, Haroldzie, Harry opiekuj mi się JA.
Zayn opiekuj się Car bo jak nie to jednego i drugiego przyjdę w nocy i zamorduję.
Louis opiekuj się An.
Proszę nie szukajcie mnie bo i tak nie wrócę.
Nie dajcie za bardzo popalić An
                                                                                                     Em :** 

Zostawiłam na liście naszyjnik od Loui i telefon od An. Nie jestem taka głupia i wiem że by mnie namierzyli dzięki niemu. Ubrałam trampki i zeszłam po cichu na du. Wszyscy siedzieli w kuchni więc przeszłam niezauważalnie i pokierowałam się na przestanek autobusowy. Droga zajęła mi niecałe 10 minut. Spojrzałam na rozkład jazdy i zobaczyłam że najbielszy autobus mam za 30 minut. Fajnie nie?! Siadłam na ławce i znowu zaczęłam płakać. Dobrze wiedziałam gdzie się udać do rodziców.
______________________________________________________
Jest!!! Tak naprawdę to od was zależy kiedy będą wychodzić rozdziały. Bo to wy dajecie mi motywacje do dalszej pracy. Czym? Komentarzami jak widzę je nawet nie muszą być pozytywne ale i tak dają motywację.

12 lut 2014

30

-chce zacząć wszystko od nowa. Louis ja cie kocham- mówiła skruszona. Moja buzia wykształciła piękne "o". Spojrzałam na wszystkich i wszyscy mieli ten sam wyraz twarzy a Loui nic nie odpowiadał-powiesz
coś?
-nie nie kochasz mnie i nie nie będziemy razem- odpowiedział a ja wreszcie normalnie oddychałam
-dlaczego?-sputała
-bo nie. Ułożyłem sobie życie z Emmą i nikt mi w tym nie przeszkodzi nawet ty- jego mięsnie się napięły.
-a spojrzysz na mnie przynajmniej?-,, boże niech ona odpuści"- pomyślałam. Louis wstał i podszedł do niej.-dziękuje... Louis ja cie naprawdę kocham
Czy ona położyła rękę na moim Louisie na M-O-I-M. Nie dojdzie do domu żywa.
-zostaw mnie! Nie rozumiesz że ja cie nie kocham ja cie nienawidzę. Co sponsor się wycofał i nagle nie kochasz?-oj MÓJ Louis się wściekł.
-to nie jest tak!- krzyknęła
-nie! Ależ z kąt- powiedział sarkastycznie
-błagam niech to się skończy- szepnęła An- Em pamiętasz ten chwyt usypiający
-no tak- i teraz blondynka się skapła o co chodzi. Wstałam i podeszłam od tyłu do El. Chwyciłam ją za ramie i uśpiłam.
-boże dzięki ci że z jasnego nieba spadła nam Em- powiedział Harry a ja z resztą wybuchłam śmiechem. Louis za moją prośbą położył ją na kanapie obok An a sami sialiśmy na jednym fotelu.

Po upływie krótkiego czasu ona się wybudziła i dalej ględziła w końcu Louis nie wytrzymał i powiedział
-nie nie będę z tobą i spadaj po psujże Em urodziny!- po tych słowach wyszła a wszyscy odetchnęli z ulgą. Po upływie 15 minut do domu zadzwonił dzwonek.
-błagam niech to będzie Niall z Liamem- błagał Harold. Z uśmiechem poszłąm otworzyć drzwi. Błagania Hazzy coś dały. Przed drzwiami stali przyjaciele i krzyknęli.
-100 lat mała! 
-no nareszcie nie będziesz musiała błagać Loui o picie- zaśmiał się Ni i wręczył mi ogromnego miśka   
-dziękuję- obdarowałam go największym uśmiechem jaki potrafiłam zrobić
-opijemy cie dzisiaj zobaczysz- zagroził Li i wręczył mi pudełeczko a w nim zegarek- Ale pięknie dziś wyglądasz
-dziękuję a teraz chodzie do salonu- powiedziałam i zaprowadziłam ich do punktu imprezy.
Tak jak obiecali upili mnie do upadłego. Impreza skończyła się w okolicach czwartej. Oczywiście nie obyło się bez interwenci An żebyśmy przystopowali bo ona łazienki nie będzie sprzątać jak zwrócimy. Ale ona nie była taka święta bo sama piła.

Rano obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie wykonywalnym a do tego tak mi się chciało pić. Spojrzałam na szafkę nocną bo chciałam sięgnąć po telefon a tam woda z karteczką i tabletkami.
Wzięłam butelki razem z karteczką i tabletkami. Szybko się napiłam i zjadłam to co miało mi dać ukojenie. Przeczytam karteczkę:

Nie dziękuj puźniej mi podzienkujesz robieniem paznokci bo mi się złamał
                                                                              An :*
 
Kocham ją!!! Wyszłam powoli z łóżka i poszłam wsiąść prysznic. Potem owinięta w ręcznik weszłam do garderoby i ubrałam pierwsze leprze rzeczy  , doprowadziłam się do stanu codziennego i zeszłam na du. Zjadłam śniadanie po czym poszłam do salonu gdzie film oglądały dziewczyny i An.
-dzięki za wodę a paznokcie zrobię ci jak zacznę patrzeć na oczy- uśmiechnełam się i siadłam obok ich. Koło 16 wzięłam się za robienie An paznokci.
-to jaki wzorek?-spytałam
-a idźmy w batmana na całego- zaśmiała się a ja zaczęłam zajmować się jej paznokciami długo pracowałam ale z efektu końcowego byłam bardzo zadowolona. Ja przez następne parę godzin uporałam się z moimi i również byłam zadowolona.
Cały dzień siedzieliśmy na kanapie i leczyliśmy niemiłosiernego kaca.
_________________________________________________________________
I??? Wiem długo czekaliście i bardzo was za to przepraszam ale nie miałam jak napisać bo korzystałam z ostatnich dni ferii. W końcu ferie są po to żeby odpocząć. Jeszcze raz przepraszam. Rozdziały już będą wychodzić normalnie :*        

8 lut 2014

29

Spujszcie na ankietę ;*
<---------------------

Na początku myślałam że to Liam i Niall ale nie to...
To była moja siostra. Szczęka mi opadła a nogi same powędrował do niej. Przytuliłam ją ,mocno co odwzajemniła, zaczęłam płakać.
-tak strasznie tęskniłam, tyle nocy nie przespałam- ona też płakała 
-ja też ale jak? Ty tu?- jąkałam się 
-Liam mnie znalazł na prośbę Louisa- wytłumaczyła 
-myślałam że nie żyjesz Carlos mi mówił że spalili cie razem z domem- dalej ją przytulałam
-zdążyłam uciec- wyszeptała. Po chwili podeszłam do Loui i dałam mu soczystego buziaka 
-dziękuję- uśmiechnęłam się
-nie masz za co od dawna widać że strasznie za nią tęsknisz- powiedział 

Wszyscy siedzieliśmy na kanapie oglądając jakąś komedię. Mnie trochę się nudziło dlatego rysowałam sobie po klatce Loui różne wzorki. Gdy an zobaczyła godzinę zerwała się.
-jest już 13 a my nawet nie ciuchów nie mamy. Dziewczyny do auta a chłopcy przygotować wszysko- zarządziła a ja nie wiedziałam o co chodzi.
-ktoś mi powie o co chodzi?-spytałam
-co to za urodziny bez imprezy?-spytał Harry a ja już wiedziałam o co chodzi. Uśmiechnęłam się i poszłam razem z wszystkimi dziewczynami do naszego kochanego kabriolet. Oczywiście ja z An nie miałam problemu ale Car a JA a o mojej siostrze to nie mówię. Po powirocie do domu szybko się przebrałyśmy a ja musiałam wsunąć mój gruby tyłek w te szorty. Wreszcie już byłąm gotowa i zaeszłam na du jak Loui mnie zobaczył to zdębiał. Wybuchłam śmiechem na jego reakcje. 
-przypomnijcie mi żebym zamówił ochronę co z tego że przyjdzie tylko Li i Ni ale ja się o nią boję- powiedział.
-Loui przestań- dałam mu buziaka zostawiając ślad czerwonej szminki. Starłam ją szybko i poszłam na kanapę. Długo sobie nie posiedziałam bo zadzwonił dzwonek 
-pójdę i otworzę- zrobiłam tak jak powiedziałam. Otworzyłam drzwi a tam nie chłopcy tylko na oko ładnie wyglądająca dziewczyna.
-jest Louis?- no właśnie wydawała się miła 
-nie wiem ale może się dowiem zależy po co przyszłaś-wiem to było nie miłe ale ona była nie miła.
-przyszłam z nim pogadać- przewróciła oczami 
-no dobra właś- odsunęłam się tak żeby mogła przejść. Zaprowadziłam ją do salonu- Loui ktoś do ciebie 
-kogo?- odwrócił się a potem zaraz wrócił do oglądania. Ok to było dziwne. Zajęłam miejsce obok niego.- po co przyszłaś?  
-chce zacząć wszystko od nowa. Louis ja cie kocham- mówiła skruszona. Moja buzia wykształciła piękne "o". Spojrzałam na wszystkich i wszyscy mieli ten sam wyraz twarzy a Loui nic nie odpowiadał-powiesz coś?
__________________________________________________________
Przybywam, jestem!! I jak?  Mam nadzieje że się podoba.   

6 lut 2014

28

Rano obudziłam się z krzykiem wszystkich:
-100 lat!!!
-pamiętaliście... zaraz z kąt wiedzieliście?-podniosłam jedną brew do góry
-a pamiętasz jak mówiłaś o tym żebym ci pozwolił pić?-spytał Loui a ja przytaknęłam- no to w tedy
-i pamiętaliście?!-jeszcze bardziej się zdziwiłam
-no pewno. Dobra koniec pogawędki zgodnie z tradycji masz 15 minut na ubranie się i tak dalej-powiedziała An
-i wy myślicie że ja się w 15 minut wyrobie?- spytałam a oni przytaknęli i poszli został tylko Loui ja wstałam z łóżka. Louis niespodziewanie mnie pocałował nie no takie urodziny to częściej. Nagle się od niego oderwałam i powiedziałam- za buziaka jeszcze doliczam 15 minut a może 20
I pobiegłam do łazienki na koszu na pranie leżały leżały i karteczka

,,Tak jakbyś się nie wyrobiła :*"
Wzięłam szybki prysznic i założyłam przygotowane ciuchy  zrobiłam kucyka i delikatny makijaż. Zeszłam na du. W kuchni czekało na mnie śniadanie, o jakie do miłe. Powiedziałam An na ucho że dziękuje za przygotowanie mi stroju. Po śniadaniu Louis podszedł os mnie dając mi przy tym buziaka.
-proszę jedna druga prezentu- podarował mik pudełko otworzyłam je a tam.... nie mogę znaleźć słów jakie piękny on jest. Pod naszyjnikiem znajdował się certyfikat że jest ze szczerego złota i ma brylanty.
-i jak cie się podoba?-spytał
-on jest... nie do opisania- powiedziałam i  rzuciłam się na jego szyję.
-no dość tych czułości teraz ja- powiedziała an i wręczyła mi następne pudełko. Bałam się co w nim jest po niej wszystkiego można się spodziewać.- otwórz
Zrobiłam to o co prosiła a tam co? iPhone nie na serio aż mi szczęka opadła.
-tak jakbyśmy się w sklepie zgubiły i znaleźć nie mogły.- zaśmiała się a ja rzuciłam jej się na szyje.
-no to teraz my- powiedziała siedząca obok mnie JA i wręczyłam mi pudełko. Boże co oni mają z tymi pudełkami. Otworzyłam je a tam kolczyki boskie kolczyki. Padłam a pod nim certyfikat że są ze złota wow no nieźle.
-dziękuję- powiedziałam z uśmiechem potem dała mi prezent para Malików co z tego że nie po ślubie ale ja i tak będę ich tak nazywać. Otworzyłam a tam kartka że mam za tydzień sesję u sławnego fotografa. Wow to się wszyscy postarali.
-dziękuje wam wszystkim-powiedziałam

Siedzieliśmy na kanapie a ja po raz setny powiedziałam:
-ale na prawdę nie musieliście
-ale chcieliśmy-teraz kolejka wypadła na Hazzę. Oglądaliśmy wiadomości i na ekranie pojawiło się moje zdjęcie przyjaźnie wyglądająca pani powiedziała:
-dziś są urodziny Emmy ale czy je świętuję? Nadal nie odnaleziono jej żywej ani martwej. Przechodnie mówią że jakby widzieli ją na mieście. Ale czy to prawda? Czy zobaczymy jej uśmiech?- po tej gadce aż do moich oczu napłynęły łuzy.
-nie płacz są twoje urodziny nie wolno ci płakać- powiedział Loui. Nagle zadzwonił dzwonek Loui popatrzył się na zegarek który wskazywał 12. Uśmiechną się i poszedł otworzyć. Na początku myślałam że to Liam i Niall ale nie to...
_______________________________________________________________
Jej przybywam z rozdziałem!!! No i jak wam  się podoba?  
Przepraszam ale wczoraj nie dałam rady bo miałam kuzyna który ma 5 lat i musiałam się nim zająć ;*

4 lut 2014

27

 Ważne na dole ;( niestety WAŻNE


Dziś wielki dzień dla Louisa idziemy ściągnąć gips. Zrobiłam się na bóstwo i zbiegłam na du.
-gotowa?- spytał
-pewno tylko daj chwile tylko się napije i jedziemy- zrobiłam tak jak powiedziałam. Gotowi pojechaliśmy do szpitala Loui się cieszył jak małe dziecko zresztą nie dziwie się sama bym się cieszyła. Po ściągnięciu gipsu od razu poszliśmy na lody oczywiście Loui nie mógł się przyzwyczaić że ma w pełni sprawną 2 rękę.
-nad czym tak myślisz?-spytał
-nad niczym tak po prostu się patrze na ciebie- posłałam mu buziaka w powietrzu
-ok nic nie mówiłem. Nauczę cię jeździć- wypalił a moja minka wykształciła się w piękne "o".
-chcesz żeby połowa ludzi w Londynie została potrącona?-moja buźka dalej miała ten sam wyraz twarzy.
-ej nie bój się nie będziesz jeździć sama tylko ze mną-powiedział
-ta to mnie pocieszyłeś nie ma co- zrobiłam znudzoną minę- idziemy do domu?
-jak chcesz- wzruszył ramionami i spokojnym krokiem ruszyliśmy do auta. Po drodze przepowiadałam scenariusze jak to w śmieszny sposób bym jeździła. Gdy weszliśmy do domu wszyscy w salonie się śmiali zresztą my też.
-z czego się śmiejecie?-spytała An
-uwaga Louis chce mnie nauczyć jeździć- starałam się to powiedzieć poważnie ale mi nie wyszło. An z Haroldem wybuchli śmiechem. No nie dziwie się
-no ok niech cie uczy ale uprzecie nas żebyśmy sobie mogli zarezerwować bilety na samolot. Ja chce żyć- powiedział Harry
-no i żółw ja też chce i się na to nie zgadzam- powiedziałam
-ja i tak cie nauczę- zagroził mi mój chłopak
-ta ta wbijaj to sobie do główki- zaśmiałam się- co robimy?
-zabieramy cie na zakupy!- powiedziała Car
-ale...- nie dokończyłam
-nie ma ale idziesz i tyle- zrobiła tą wściekłą minkę którą tak kocham
-no dobra ale czy ja dzisiaj wrócę do domu?- spytałam
-no pewnie!!!- krzyknęły i poszłyśmy do auta. Oczywiście jak to my, na zakupach byłyśmy ze 3 godziny i wróciłyśmy dopiero na 17.
-gdzie Louis?- spytałam
-u siebie- odpowiedział zahipnotyzowany Harry. W znaczeniu że zapatrzony w "magiczne pudełko". Pobiegłam więc do jego pokoju i od razu obdarowałam go buziakiem.
-ale się za tobą stęskniłam- zaśmiałam się
-a ja nie?- ruwnież się uśmiechną
-co robisz jutro?-zmieniłam temat
-nic siedzę w domu. A co?- ale pytań przesłuchanie jak na komendzie  
-nic tak pytam- oczywiście miałam konkretny powód mianowicie jutro są moje urodziny i chce je spędzić z wszystkimi. jutro będzie piękny dzień.
_____________________________________________________________
Tak na szybkiego napisałam bo jadę do lekarza bo coś z nogą mam a nie wiem co ;-)  Dobra do rzeczy:
Dziękuję i jeszcze raz dziękuję za to że stanęliście w mojej obronie chyba z 15 minut zastanawiałam się co ja mam dalej zrobić a gdy zobaczyłam te 2 komentarze to normalnie chyba skakałam z radości że mam tak wspaniałych czytelników. Kocham was ;*
A rozdział może mi się uda to będzie dla was jutro ;*

PS. Na serio to opowiadanie jest nudne?

1 lut 2014

26

Następnego dnia z An i Lotte opanowałyśmy sklepy. Co jej się bardzo spodobał oczywiście nie obyło się bez "napadu" na kawiarnie. Po powrocie do domu było tak jak zwykle no bo jak inaczej. Wszystkie 5 dni upłynęły nam według planu An czyli:
-kręgle
-odpoczynek
-basen
-impreza
Wszystko robiliśmy tak żeby jej się nie nudziło. I nam to wyszło. Hazza z Loui odwieźli ją do domu a ja z An zrobiliśmy imprezę. No bo czym się strułeś tym się lecz. Jak chłopaki wzięli to sobie do serca to po 23 byli już pijani tak że cho cho. Loui nawet nie wiem kiedy poszedł spać do góry. Nie on nawet tak się nie opił w porównaniu do Harorda to był czeźwy. No więc ja poszłam w jego ślady i sama poszłam spać. Z an odpuściliśmy już bieganie nie chce nam się wiem wiem lenie i co z tego. Nawet nie zauważyłam kiedy a już spałam.

Obudziłam się o 12 i leniwie poszłam wsiąść prysznic. Tak to był długi gorący prysznic. Z łazienki wyszłam owinięta ręcznikiem i z włosów kapała mi jeszcze woda. A zapomniałam dodać że moje włosy na 4 zmycia zmieniły swoją barwę na niebieski a tak zaszalałam. Ubrałam cuchy które wyciągnęłam z szafy tak na szybkiego. Zeszłam na du zrobiłam sobie śniadanie. Nudziło mi się samej więc zrobiłam też śniadanie dla Loui i postanowiłam je mu zanieść. Otworzyłam drzwi bez pukania i położyłam kanapki plus sok pomarańczowy na stoliku nocnym. Ległam obok niego i się obróciłam tak że byłam centralnie na przeciwko jego ust. No prościej by było jakby leżał na placach a nie na boku ale jakoś przeżyje. Złączyłam nasze usta w pocałunek który po chwili jak się obudził odwzajemnił. Nie długo się całowaliśmy bo jego głowa mówiła sama za siebie opadł bezwładnie na łóżko i marszczył czoło. Pocałowałam jego policzek i spytałam:
-lepiej?
-zdecydowanie- uśmiechną się- takie pobudki częściej
-a śniadanie do łóżka też się zalicza- powiedziałam zagadkowo a on podniósł jedną brew- dwa słowa stolik nocny
Skierował głowę w tamtą stronę a po chwili w poją i pocałował w usta.
-kochana jesteś- uśmiechną się
-no wiem. Ok ty jedz a ja idę bo muszę kupić parę rzeczy bo dziewczyny chcą żebym im paznokcie zrobiła więc muszę kupić multum rzeczy- uśmiechnełam się i już byłam koło drzwi
-jechać z tobą?-spytał
-nie JA jedzie ze mną- uśmiechnełam się i poszłam po moją towarzyszkę.

Oczywiście podróż po centrum handlowym zajęła nam 2 godziny i nie tylko kopiłyśmy lakiery, lampę i różne pierdołki ale też ciuchu i różne dodatki. Po powrocie do domu rozpakowałyśmy wszystko i wzięłam się za JA potem za An a na końcu za Car. Oczywiście nie zapomniałam o sobie
-Harry patrz na moje paznokcie!- krzyknęła JA  gdy chłopcy weszli do salonu. Dziewczyny się chwaliły gdy ja kończyłam moje. Loui sianą obok mnie i przyglądał mi się.
-ładne- stwierdził
-też chcesz?-spytałam
-nie dzięki- zaśmiał się
-ok koniec. Teraz macie problem bo żadna z nas nie może sprzątać ani robić obiadków- powiedziałam do wszystkich. Chłopcom od razu zbladły minki.
-boże dlaczego? dlaczego?! Będę głodować!!! Nie jest pizza cud świata- Hazza zaczął wrzeszczeć a my wpadliśmy w śmiech. Nawet nie zauważyłam kiedy dzień mi miną.
__________________________________________________________
Jestem, przybywam z rozdziałem! Jutro o 14 trzymajcie za mnie kciuki bo mam dorobek artystyczny w szkole i występuję. Bojam się :( Dobra mniejsza jak rozdział??? W poniedziałek postaram się dodać następny :*
Pytajcie bohaterów na asku. PAPA ;***