12 lut 2014

30

-chce zacząć wszystko od nowa. Louis ja cie kocham- mówiła skruszona. Moja buzia wykształciła piękne "o". Spojrzałam na wszystkich i wszyscy mieli ten sam wyraz twarzy a Loui nic nie odpowiadał-powiesz
coś?
-nie nie kochasz mnie i nie nie będziemy razem- odpowiedział a ja wreszcie normalnie oddychałam
-dlaczego?-sputała
-bo nie. Ułożyłem sobie życie z Emmą i nikt mi w tym nie przeszkodzi nawet ty- jego mięsnie się napięły.
-a spojrzysz na mnie przynajmniej?-,, boże niech ona odpuści"- pomyślałam. Louis wstał i podszedł do niej.-dziękuje... Louis ja cie naprawdę kocham
Czy ona położyła rękę na moim Louisie na M-O-I-M. Nie dojdzie do domu żywa.
-zostaw mnie! Nie rozumiesz że ja cie nie kocham ja cie nienawidzę. Co sponsor się wycofał i nagle nie kochasz?-oj MÓJ Louis się wściekł.
-to nie jest tak!- krzyknęła
-nie! Ależ z kąt- powiedział sarkastycznie
-błagam niech to się skończy- szepnęła An- Em pamiętasz ten chwyt usypiający
-no tak- i teraz blondynka się skapła o co chodzi. Wstałam i podeszłam od tyłu do El. Chwyciłam ją za ramie i uśpiłam.
-boże dzięki ci że z jasnego nieba spadła nam Em- powiedział Harry a ja z resztą wybuchłam śmiechem. Louis za moją prośbą położył ją na kanapie obok An a sami sialiśmy na jednym fotelu.

Po upływie krótkiego czasu ona się wybudziła i dalej ględziła w końcu Louis nie wytrzymał i powiedział
-nie nie będę z tobą i spadaj po psujże Em urodziny!- po tych słowach wyszła a wszyscy odetchnęli z ulgą. Po upływie 15 minut do domu zadzwonił dzwonek.
-błagam niech to będzie Niall z Liamem- błagał Harold. Z uśmiechem poszłąm otworzyć drzwi. Błagania Hazzy coś dały. Przed drzwiami stali przyjaciele i krzyknęli.
-100 lat mała! 
-no nareszcie nie będziesz musiała błagać Loui o picie- zaśmiał się Ni i wręczył mi ogromnego miśka   
-dziękuję- obdarowałam go największym uśmiechem jaki potrafiłam zrobić
-opijemy cie dzisiaj zobaczysz- zagroził Li i wręczył mi pudełeczko a w nim zegarek- Ale pięknie dziś wyglądasz
-dziękuję a teraz chodzie do salonu- powiedziałam i zaprowadziłam ich do punktu imprezy.
Tak jak obiecali upili mnie do upadłego. Impreza skończyła się w okolicach czwartej. Oczywiście nie obyło się bez interwenci An żebyśmy przystopowali bo ona łazienki nie będzie sprzątać jak zwrócimy. Ale ona nie była taka święta bo sama piła.

Rano obudziłam się z ogromnym bólem głowy. Nie wykonywalnym a do tego tak mi się chciało pić. Spojrzałam na szafkę nocną bo chciałam sięgnąć po telefon a tam woda z karteczką i tabletkami.
Wzięłam butelki razem z karteczką i tabletkami. Szybko się napiłam i zjadłam to co miało mi dać ukojenie. Przeczytam karteczkę:

Nie dziękuj puźniej mi podzienkujesz robieniem paznokci bo mi się złamał
                                                                              An :*
 
Kocham ją!!! Wyszłam powoli z łóżka i poszłam wsiąść prysznic. Potem owinięta w ręcznik weszłam do garderoby i ubrałam pierwsze leprze rzeczy  , doprowadziłam się do stanu codziennego i zeszłam na du. Zjadłam śniadanie po czym poszłam do salonu gdzie film oglądały dziewczyny i An.
-dzięki za wodę a paznokcie zrobię ci jak zacznę patrzeć na oczy- uśmiechnełam się i siadłam obok ich. Koło 16 wzięłam się za robienie An paznokci.
-to jaki wzorek?-spytałam
-a idźmy w batmana na całego- zaśmiała się a ja zaczęłam zajmować się jej paznokciami długo pracowałam ale z efektu końcowego byłam bardzo zadowolona. Ja przez następne parę godzin uporałam się z moimi i również byłam zadowolona.
Cały dzień siedzieliśmy na kanapie i leczyliśmy niemiłosiernego kaca.
_________________________________________________________________
I??? Wiem długo czekaliście i bardzo was za to przepraszam ale nie miałam jak napisać bo korzystałam z ostatnich dni ferii. W końcu ferie są po to żeby odpocząć. Jeszcze raz przepraszam. Rozdziały już będą wychodzić normalnie :*        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz