*** POV Anne***
-zaraz wracam przyniosę ci coś do zjedzenia- powiedziałam
-An ja nie chce nic jeść- szepnęła
-zaraz będę z JEDZENIEM. Nie będziesz mi tu głodować przez tego idiotę-po tych słowach wyszłam w zawrotnym tempie i szybko znalazłam się w kuchni. Wyciągnęłam ostry nuż i zaczęłam kroić owoce.W kuchni pojawił się Louis a
ja powiedziałam:
-wyjdź albo dostaniesz tym nożem prosto w serce. Może
poczujesz to co Em-mówiłam brutalnej krojąc to co miałam na desce.
-wiesz, że ona się na mnie rzuciła tłumaczyłem ci- powiedział smutny- mam
plan ale musisz mi pomóc -zapomnij żeby znowu przez ciebie płakała? Nie
nie ma mowy-wsypałam wszystko do dwóch pucharków dodałam dużą ilość lodów a
do tego najlepsze, bita śmietana polana czekoladą. Idealne na doła.
-no
błagam-już nie dużo mu brakuje a będzie klęczeć
-posucha mogę ale czy się zgodzę to inna sprawa - powiedziałam
-a wienc...
***POV Em***
Leżałam na łózko i czekałam krótko mówiąc na cud. Nie ale na serio zaraz umrę z
nudów. Drzwi się otworzyły a tam An z takim śniadaniem, że normalnie
mniam. Jakbym mama widziała jak się zdrowo odżywiam to by padła.
-najleprze na doła -zaśmiała się
-no też tak myślę- minimalnie kącik
moich ust podniósł sięmdo góry.
-widzieliście to ona się minimalnie bo
minimalnie uśmiechnęła- powiedział a ja od razu wybuchłam śmiechem
-co ja
bym bez ciebie zrobiła?- spytałam
-na pewno umarła byś z głodu, nudy-zaczęła wymieniać- zejdziemy na du?
-nie chce-odpowiedziałam
-nie
chce, czy się boje?-jak ona mnie dobrze zna
-to drugie-przyznałam z
kwaśną miną.
-no to jedziemy na zakupy. Nic tak nie poprawia humoru- uśmiechnęła się
-a nie możemy gdzieś pojechać za miasto?- spytałam
-też
może być. To się ubierz wygodnie i czekam w kabriolecie-i tyle ją
widziałam. Powolnym krokiem weszłam do garderoby i wzięłam ubrania. Po
cichu wyszłam i kierowałam się do łazienki oczywiście nic nigdy mi nie
wychodzi i dosłownie 3 metry przed łazienką pojawił się Louis. Chciałam
przejść ale kiedy ja robiłam krok w prawo on robił krok w prawo i tak na zmianę
-mogę przejść?- spytałam patrząc się na trampki
-możemy
pogadać?-odpowiedział pytaniem na pytanie
-nie mamy o czym- powiedziałam
i zrobiłam 2 kroki w prawo przez co go wyminęłam i weszłam do łazienki.
Puściłam wodę w wanie i zsunęłam się po ścianie płacząc. Ściągnęłam
ubrania i weszłam do wany wzięłam szybką kąpiel. Ubrałam przygotowane
ciuchy . Uczyłam się a następnie zrobiłam makijaż. Ubrałam trampki i
zbiegłam na du. Weszłam do garażu i wzrokiem szukałam kabrioleta. Stał
w końce, czerwony i piękny. Wsiadłam na miejsce pasażera i zapięłam
pasy. Obróciłam głowę w stronę kierowcy, ale tam nie siedziała An, tam
siedział Louis
-ups... Już nie rozróżniam marek.- i chciałam otworzyć
drzwi ale nie mogłam, zaklinowały się.
-wesz zamkniętych nie otworzysz-powiedział
-Krzysztof Kolumb. Mogę autograf-rozglądałam się jak
tu można wyjść bo dach zamkną. Własne dach. No i teraz która to ikonka.
-zapnij pasy-powiedział
-nie bo zaraz wychodzę-powiedziałam nie
wzruszona.
-ok-siłą oparł mnie o fotel i zapną pasy. Odpalił silnik i
ruszył.
-wież, że to jet porwanie?-spytałam
-rozmawiasz z specem od tych spraw-powiedział. Ja już się nie odzywałam. Obróciłam się w stronę
szyby i skuliłam nogi pod brodę.
Super :)
OdpowiedzUsuń~Stonka~
NeXT Please !!!
OdpowiedzUsuń~Ro
Świetny rozdział życzę weny Przepraszam ze z anonima ale nie chce mi sie zalogowac.
OdpowiedzUsuń