-wstawaj jedziemy na zakupy po sukienki ta mi się nie podoba a tobie kupimy przy okazji-szeptała
-która godzina?-spytałąm
-7- uśmiechnęła się
-wszystkie sklepy są zamknięte- rzekłam
-wątpisz w moje możliwości wstawaj ciuchy ci przygotowałam- rzuciła na mnie ubrania
-boże czego ja dla niej nie robię- powiedziałam wchodząc do łazienki uczesałam szybkiego koka zrobiłam delikatny makijaż i pojechałyśmy na zakupy.
Byłyśmy już w połowie przechodziłyśmy przez sklep sportowy zatrzymałam się widząc wyszyta chętnie bym wróciła do dawnego uprawiania sportu. obudziła mnie głos An
-no choć jeszcze dodatki i na śniadanie idziemy bo głodna jestem- szybko kupiłyśmy dodatki i nasze stroje były gotowe. Ja poszłam w czerń z srebrnymi dodatkami a an ze złotymi . Stwierdziłyśmy że sukienki to my mamy podobne. Do domu wróciłyśmy koło 13 od razu w progu staną Loui.
-gdzie wyście były dodzwonić się do ciebie nie można- zwrócił się do An a ona spojrzała na telefon.
-ja pierdole!!! 15 wiadomości nie odczytanych i 10 nieodebranych połączeń, nudzi ci się?-spytała
-tak bo się o was martwiłem mogłybyście komuś powiedzieć że wychodzicie!- krzykną
-dobrze tato na następny raz całą lodówkę obkleję żebyś widział karteczkę która rano tam powiesiłam!-również krzyczała
-nie krzycz na mnie!
-nie krzyczę!
-a to teraz się mówi tak!-kłócili się. Postanowiłam to przerwać
-dobra już An masz zawsze odbierać a Loui masz patrzyć na karteczki na lodówce- wybuchłam śmiechem nie no z tą lodówką to dowalili. Wyszłam na górę rozpakowałam torby i chciałam iść dalej spać ale JA weszła do pokoju.
-umalujesz mnie na imprezę?-spytała
-no pewnie to przyjdź do garderoby o... o której jedziemy?-zastanawiałam się
-o 20- odpowiedziała
-to o 19:30- uśmiechnełam się co odwzajemniła i tyle ją widziałam.
Po kąpaniu ubrałam strój na imprezę. Umalowałam się i uczesałam. Zrobiłam dziewczynom makijaż bo jak jedna zobaczyła że robię JA to już wszystkie chciały. Chłopakom jak zwykle opadła szczęka. U Li byliśmy punkt 20. Louis z Anne stanęli na przeciwko mnie jak rodzice przed córką
-masz nie pić bo masz tyle latek ile masz- powiedział Louis a ja na to przewróciłam oczami
-i nie rozmawiać ani tańczyć z nieprzyjaznymi typami bo oni tylko o jednym- dodała An
-dobrze mamusiu i tatusiu- zaśmiała się. Już prawie kończy się marzec a ja mam urodziny w maju a oni mi wyjadą z tekstem że mam nie pic nie którzy w moim wieku to już tego nie ukrywają .
Impreza trwała w najleprze a ja tańczyłam z boskim przystojniakiem. Normalnie ideał. Nagle podszedł Louis i mnie od niego odciągną mówiąc ,, ona jest moja" a ten od razu się przestraszył. Kiedy staliśmy z jednym z kątów powiedziałam:
-a już był mój- zrobiłam focha
-co ci An mówiła?-spytał
-że mam się nie zadawać z nieprzyjemnymi typami- dalej miałam focha
-no właśnie-potwierdził
-ale on taki nie był- tupnęłam nogą jak małe dziecko
-nie mam sił do ciebie- obrócił się na pięcie i poszedł . Postanowiłam złamać zakaz Loui i poszłam do baru zamówiłam najmocniejszego drinka bądźmy szczerzy ohydny. Ale potem jakoś poszło po 3 zauważyłam że Louis tańczy z jakąś rudą dziwką
-on może a ja nie, nie ma mowy- powiedziałam w myślach i poszłąm do tamtego jak mi się wydawało przystojniaka. Zaczęłam z nim tańczyć po jakiś 2 minutach zaczął mnie obmacywać co mi się nie podobało. Na szczęście Li mnie uratował. Potem poszliśmy do baru a ja znowu zaczęłam pić oczywiście próbował mnie powstrzymać ale ja się nie dałam piłam twardo i w tedy film mi się urwał.
***POV Anne***
Tańczyłam kiedy podszedł do mnie Li mówiąc.
-Em jest nachlana i prawie jakiś gościu ja nie zgwałcił- powiedział mi na ucho
-że co!-wydarłam się. W szybkim tempie byliśmy koło baru a tam barman próbował jakoś Em przy sobie utrzymać by nie zwiała.
-dzięki stary-powiedział do niego Li
-boże dziewczyno jak ty wyglądasz-powiedziałam patrząc na nią- weźcie ją popilnujcie a ja pójdę do Loui- równie szybko znalazłam się obok niego tańczył z jakąś niedorobioną brunetką.
-mamy problem- powiedziałam
-jaki-odepchną od siebie tą tapeciarę
-po pierwsze stać cie na więcej a po drugie Em jest nachlana do upadłego a po 3 Liam ją uratował bo ktoś próbował ją przelecieć- powiedziałam spokojnie ale normalnie zwaliła bym tu wszystko by znaleźć tego gnoja.
-to trzeba z nią jechać do domu-nawet spokojnie to przyjął ale już widzę jak się jutro nad nią znęcać będzie.
Rano ***POV Emmy***
Obudziłam się z potwornym bulem głowy jak by ktoś walcem po niej przejechał a pić mi się chciało!!! Zeszłam z łóżka i powolnym krokiem zeszłam na du okazało się że jestem w sukience. Od razu wypiłam z litr wody An tylko patrzyła na mnie z współczuciem a Louis się śmiał.
-to tak się czuje jak się ma kaca? Zapamiętam- stwierdziłam
-no raczej!!!-wydarł się Louis a mi głowa pękła
-błagam ciszej błagam. Mamy coś na kaca?-spytałam
-o nie nie nie dam ci nic bo teraz to przecierpisz i się nauczysz że mnie trzeba słuchać!!!-dalej krzyczał
-błagam zlituj się- wręcz już klękałam
-Louis przestań ona ci pomagała- powiedziała An i podała mi kubek i tabletkę
-dziękuje zbawco- powiedziałam
___________________________________________________________________________________
A tam taki długi rozdział ;) Po jutrze szkoła ;( Smutamy... Ale jednak nie bo Louis wesołek lubi jak to Stonka mówi. Nie przynudzam życzę miłego wieczoru i jutrzejszego dnia ;)
Czekam na następny rozdział =)
OdpowiedzUsuńSzuper!!!!!!!!!! :p
OdpowiedzUsuń