19 sty 2014

21

Harry gdy mnie zauważył od razu przestał się bić i spojrzał na mnie ze smutkiem. Dan wykorzystał to i powalił go na ziemię. Wstał oczepiał się a ja do niego podeszłam mówiąc.
-jesteś okropny jak możesz zabić własne dziecko?-spytałam
-normalnie-powiedział a ja z nerwów wlałam go w policzek co odwróciło jego uwagę a potem w krocze.
-jesteś potworem- powiedziałam i wróciłam do Loui karetka go już zabierała

Siedziałam z Harrym i An na szpitalnym kżeśle. Czekaliśmy na lekarza który miał zaraz wrócić i nam wszystko wytłumaczyć. Po godzinie Harry pojechał po dziewczyny a An poszła po kawę. Lekaż wyszedł z sali a ja od razu do niego pobiegłam.
-będzie żył?   
-tak-on to potrafi pocieszyć- kim pani jest dla pana Louisa
No właśnie kim ja jestem wymyśliłam coś na szybkiego.
-narzeczoną- odpowiedziałam
-gratulacje pani narzeczony jest bardzo silny. Ma złamane żebra i rękę, wstrząśnienie mózgu i parę siniaków a tak to wszystko w porządku- jak to ładnie brzmi narzeczony.
-cy mogę go zobaczyć?-spytałam
-oczywiście ale uprzedzam jest w śpiączce nie wiadomo kiedy się wybudzi-powiedział i sobie poszedł ja weszłam do sali w której leżał Loui. Jak go zobaczyłam to od razu poleciały mi łuzy. Siadłam na krześle obok i obserwowałam jego twarz. wzięłam jego dłoń w swoją i zaczęłam bardziej płakać. Tyle urządzeń było podpiętych do MOJEGO Louisa. Tak bardzo chciałabym zobaczyć jego błękit w oczach który powoduje na mojej twarzy uśmiech, tak bardzo bym chciała usłyszeć jego głos który przyprawia mnie o ciarki, tak bardzo chciałabym po prostu poczuć że się rusza. Z tej bezsilności opadłam na jego rękę i po prostu płakałam. Po jakiś 15 minuta usłyszałam ciche chrząknięcie.
-Em nie płacz- usłyszałam cichy zachrypnięty głos... Louisa.
-Louis- powiedziałam równie cicho a na mojej twarzy pojawił się uśmiech
-tak to ja-zaśmiał się ale po chwili pożałował bo go to bardzo bolało
-ja idę po lekarza- powiedział i wyszłam. Przed salą stali wszyscy dziewczyny płakały a chłopaki prawie też
-... nie wiadomo kiedy się wybudzi-powiedział lekarz a dziewczyny wybuchły większym płaczem
-doktorze?-spytałam
-tak?-odwrócił się w moją stronę 
-Louis się wybudził- powiedziałam radośnie w wszyscy mieli na twarzy piękne "o". Lekarz w zawrotnym tępię razem ze mną pojawił się w sali. Zadał Loui parę pytań a na końcu powiedział.
-ma pan wspaniałą narzeczoną cały czas siedziała przy panu i nie pozwalała się zabrać-ups i się wydało. Lekarz wyszedł a reszta weszła Loui popatrzył się na mnie.
-wytłumaczysz?-spytał
-a jak miałam się dowiedzieć co z tobą?- zrobiłam z niego głupka
-no już dobrze pani przyszłą Tomlinson- powiedział dumnie- kocham cię
-ja ciebie tęż- i dopiero po chwili skapnęłam się że tu są wszyscy przybiłam sobie fejsplam
-jej udało mi się! Ale jak ja to zrobiłam?-spytała An a wszyscy wybuchli śmiechem
-czas odwiedzin pana Tomlison się skończył- powiedziała pielęgniarka a wszyscy zrobili smutaśną minę. Wszyscy się z nim pożegnali i przyszedł czas na mnie dałam mu szybkiego buziaka i powiedziałam:
-jutro przyjdę z An pa kotek
-dobrze już tęsknie papa- powiedział i poszliśmy.
_____________________________________________________________________________
No i jak? Boże dlaczego jutro poniedziałek co ja ci takiego zrobiłam?! Nom więc życzę wam żeby ten poniedziałek jak najszybciej miną. Papatki ;* 

3 komentarze:

  1. o by było tak jak mówisz . i chce zapytać kiedy następny rozdział.oby był szybko

    OdpowiedzUsuń
  2. o by było tak jak mówisz . i chce zapytać kiedy następny rozdział.oby był szybko

    OdpowiedzUsuń
  3. Zwiastun zrobiony :) Nie zbyt mi sie podoba ale twoje zdanie tu sie liczy

    OdpowiedzUsuń