17 kwi 2014

50

Louis był pobity. Nie to nie do powiedzenie. On był cały we krwi.
-Em przynieś apteczkę z łazienki-rozkazała An. Pobiegłam szybko na górę wzięłam apteczkę i zbiegłam na du. Podałam An owy przedmiot
-co się stało?-spytałam po chwili-ktoś dał psom cynk że jest akcja i prawi nas złapali- powiedział Harry -sam komendant był-dodał zdyszany Zayn 
-i mnie poszczlił- powiedział ledwie Louis 
-czekajcie komendant?- spytałam z niedowierzaniem a oni przytaknęli-zabije go 
-Em uspokój się-Harry wstał i mnie przytuli
-nie nawadze go. Czy on wszystkich którzy mają związek ze mną próbuje zabić?-rozpłakałam się
-Em o co chodzi- Harry się zdziwił
-to mój ojciec-szepnęłam przerażona 
-co?-powiedzieli wszyscy równo 
-David to mój ojciec- jeszcze bardziej się rozpłakałam
-ok gotowe Louis- powiedziała An-nic ci nie będzie to tylko wyglądało strasznie 
-to chociaż tyle-Louis dalej ledwo co mówił
-odpoczywaj-powiedziała An 
-pojedziesz gdzieś ze mną?- spytałam Harrego 
-do ojca?-spytał a ja pokiwałam twierdząco głową 
-daj mi chwile-szepnęłam. Wbiegłam na górę przebrałam się. Spakowałam telefon do trepki i zbiegłam na dół ubierając szpilki. 
-ale się wystroiłaś- powiedziałam. Harry miał na sobie rurki, biały podkoszulek i żakiet. 
-tak jak ty- uśmiechną się - trzeba udzielić kazania tacie-wzięłam głęboki wdech i wydech. Szybko znaleźliśmy się pod domem rodziców.
-chcesz żebym poszedł z tobą?-spytał 
 -choć. Bo go jeszcze zabije-powiedziałam. Wyszliśmy a ja zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili otworzyła nam mama rzuciła mi się na szyje a ja ją obielam
-tak się o ciebie bałam- szepnęła kiedy się w końcu ode mnie odsunęła popatrzyła na Harrego- to twój chłopak?
-nie mamo- oboje wybuchliśmy śmiechem ale zaraz wszystko wytłumaczyłam-to mój przyjaciel. Mój chłopak cóż... Jest tata?
-tak odpoczywa po akcji. Wchodźcie jest w salonie- otworzyła szerzej drzwi żebyśmy weszli. Mój żołądek robił fikołki. Wdech, wydech. Wdech, wydech... Stanęłam przed tatą a on żuci się na mnie. Nie odwzajemniłam uścisku choć za nim tęskniła. Nie, nie po tym co zrobił. 
-a ja cie z koś kolaże-popatrzył się na Harrego 
-tak kojarzysz. Dzisiejsza akcja. Poszczeliłeś chłopaka kojarzysz. Nie przyszłabym tu gdyby nie to. Chciałeś zabić kogoś... Louisa on jest moim chłopakiem i nie zmienisz tego- powiedziałam stanowczo. Wow sama sobie się dziwie. Zawsze byłam posłuszna. 
-on jest kryminalistą...- nie dokończył bo przerwałam 
-jest człowiekiem, takim jak ty. Uratował mnie bo moglibyście mnie teraz na cmentarzu odwiedzać.Tego mi nie zepsujesz za dużo płakałam przez ciebie. Za dużo chłopaków straciłam, za długo byłam pośmiewiskiem w szkole!- wydarłam się i rozpłakałam. Harry wizą mnie za ramie. 
-Em wracamy- powiadał a ja przytaknęłam gdy staliśmy w progu kucałam ponieważ poczułam bul w okolicy brzucha. Nie dawałam rady oparłam się o siane i mocno zacisnęłam oczy. Harry przerażony kucną przede mną- Em co się dzieje 
-kochanie?-przyszła moja mama -trzeba jechać do szpitala- stwierdził Hazzuś. Wizą mnie na ręce i z zawrotną prędkością trafiliśmy do szpitala. Dali mi jakieś leki i zrobili UZG. Harry w tym czasie siedział z Loui i moją mamą na korytarzu.
-widzi to pani-pokazał na jakiś punkt na monitorze
-tak a co to?-spytałam 
-nie co to? Tylko kto? Gratulacje zgodnie z moimi podejrzeniami jest pani w ciąży- doktorka uśmiechnęła się przyjaźnie. A mnie zamurowało widząc moją reakcje ponownie się zaśmiała i dodała- nie ma się czym martwić. Najważniejsze że nie może się pani niczym martwić bo to co się działo z pani ciałem jest wynikiem stresu. Tak to już jest w ciąży
-łatwo mówić trudniej zrobić- stwierdziłam. Nie jestem gotowa na dziecko ale nie usunę następnego. Nie bo jest Louisa. No właśnie Louis co on na to?
-to proszę się zamknąć w pokoju-zaśmiała się-niech pani idzie do narzeczonego. I mam nadzieje że będę prowadzić ciąże
-oczywiście-uśmiechnęłam się 
-to wizyta za tydzień trzeba sprawdzić czy wszystko w porządku-zapisywała coś w papierach -oczywiście- już miałam wychodzić kiedy krzyknęła
- prawie zapomniałam 2 miesiąc- nie wiem czy ja czy ona się bardziej cieszy z tego malca? Przytaknęłam i wyszłam. Louis podszedł do mnie wyglądał idealnie jakby nic się rano nie ważyło. 
-i co?- spytał
-powiem ci w domu to nie jest temat żeby tu rozmawiać ale wszystko w porządku- mój piękny banan. Na moje słowa wszyscy odetchnęli z ulgą
-odwieźć panią?- spytał Harry 
-jak to nie problem?- ale maja mama jest miła dla niego 
-żaden-ukazał swe dołeczki i poszedł. Ja powoli ruszyłam z Loui do jego samochodu. Dalej nie mogę uwierzyć że mam takie malutkie dziecko w sobie. Kiedy staliśmy przed samochodem obleciał mnie strach. Kurde nie mogę się bać ani stresować to grozi malcowi. W domu zaprowadziłam Loui do mojego pokoju i kazałam usiąść. Zaczęłam się zastanawiać 
-na początku siec że nic od ciebie nie oczekuje, nie musisz się w to pakować- mówiłam bardzo szybko
-kochanie spokojnie. Wdech wydech-robiłam to co mówił-a teraz do rzeczy o co chodzi? 
-Louis bo...bo... Bo ja jestem w ciąży- powiedziałam na wydechu
-możesz powtórzyć?-spytał z niedowierzaniem
-jestem w ciąży. Nosze nasze dziecko, jak go nie chcesz zrozumiem. Zniknę z twojego życia- nie dokończyłam bo złączył nasze usta w delikatny pocałunek z czasem zmienił się na bardziej namiętny
-kobiecie w ciąży nie wolno się denerwować-poprawił mnie na swoich kolanach gdyż siedziałam na nim okrakiem 
-czyli to znaczy?- spytałam 
-że będziemy najlepszymi rodzicami jakich świat widział- zaśmiał się, przytuliłam go mocno. 
-za tydzień muszę jechać do ginekologa bo się boi o dzidziusia- powiedziałam 
-ale to będzie chłopiec. Będziemy razem grać w piłkę- Louis się rozmarzył 
-niech ci będzie-pałowałam go soczyście
-kocham cie- szepną
-ja ciebie też-zaśmiałam się
- mam problem- powiedział patrząc się na mój brzuch a ja zmarszczyłam brwi-jak ja mam podzielić serce dla dwóch osób?
- Louis głuptasie nie strasz- rzuciłam się na niego tak że teraz leżeliśmy i śmialiśmy. 
-gołąbeczki na dół w podskokach!- krzykną Harry. Zgodnie z życzeniem zeszliśmy na dół Hazuś kazał nam usiąść na kanapie i spytał
-co się stało? Mam prawo wiedzieć w końcu to ja zawiozłem cie do szpitala 
-będziesz wujkiem- powiedziałam spokojnie 
-aaaa!!! Będę wujkiem, będę wujkiem! Zaraz jesteś w ciąży?- całą wypowiedź skakał a ostatnie zdanie staną praktycznie na baczność 
-no- powiedziałam niepewnie
-takkk!- krzyną szczęśliwy. On bardziej się cieszył nisz Louis. Zaraz później dowiedzieli się wszyscy. To było straszne! Stwierdzili że trzeba to opić i pojechać na imprezę. An miała prowadzić i JA. No i oczywiście Niall. Wybiegliśmy na górę i mogę powiedzieć otwarcie że to dziecko zmieniło trochę mój styl. Czuje się jakbym miła zaraz rodzić! Panikuje. Na miejscu byliśmy o 20.00. Usiadłam na kolanach Loui ponieważ, on tak chciał. No bo  każdy musi wiedzieć że jesteśmy razem. I dobrze przynajmniej nie będą się do niego kleić. Oczywiście nachlali się do upadłego ale to chłopcy do picia to nawet jakby ktoś kratki postawił to i tak znajdą pomysł jak się do niego dostać. 

Czekałam z Louisem na to aż nas wywołają i wreszcie się dosiekaliśmy. Weszliśmy do gabinetu. Po wstępnej gadce położyłam się na stoliku i podciągnęłam bluzkę
-to tu jest wasz malec-pokazała na punkt w monitorze. Ciężko było zobaczyć ale skrawek widziałam. Widząc reakcje Loui-uśmiechnełam się.
- powiem tak . Wszystko jest w porządku ale to nie zmienia faktu że masz unikać stresy. 
-wiem-przytakiwałam 
-nie wątpię ale tata się o to postara- ostatnie słowa skierowała do Loui
-tak- skiną głową
-to nie mam się co bać- uśmiechnęła się. Wyszliśmy z gabinetu i poszliśmy do samochodu w domu znaleźliśmy się bardzo szybko. An jak i reszta odetchnęli z ulgą że wszystko w porządku. 

Po 2 miesiącach mogę powiedzieć że widać że jestem w ciąży. Przygotowałam się na wyścig i zeszłam na du. 
-ładniejsza niż ostatnio- powiedział Louis 
-tak?- spytałam 
-no pewnie- zaśmiał się 
-gotowi?-spytał Harry-to ogarniać dupy i jedziemy 
-no pakuj się- powiedział Loui chwytając mnie za rękę. Jutro jedziemy do ginekologa sprawdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Już mam motylki w brzuchu. Na wyścigu było strasznie. Każdy się na nas patrzył. A najgorsze było to że był tam Carlos
-o mój braciszek będzie mieć małego bachora- udawał mega zauroczonego. 
-wow ale mi nowość- prasną 
-o Carlos a ty dalej leczysz się na bezpłodność- wypaliłam a wszyscy zaczęli się śmiać 
-no patrz ja to dziecko potrawie zrobić z ty?- Louis ledwo opanowywał śmiech 
-pożałujecie- sykną
-ta ta już to słyszałam

3 komentarze:

  1. wielki louis, wielki gatsby :# fajne, fajne (: bardzo podoba mi się twój styl pisania, życzę weny! zależy mi na twojej opinii
    Mogę liczyć na twoją opinię?

    Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
    youngloovers.blogspot.com
    loovelorn.blogspot.com
    fromyourlust.blogspot.com
    ifindyourlips.blogspot.com
    Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) czytam ten kom. po raz 5 i uśmiech nie shodzi mi z tważy. Zaglądne, poczytam na pewno :)

      Usuń
  2. Blog swietny , piszesz świetnie po prostu wszystko jest świetne Hahaha :) gdybys potrzebowala zwiastunu do jakiego kolwiek bloga zapraszam http://kolorowe-zwiastuny.blogspot.com/?m=1 . Mam nadzieje ze wpadniesz.pozdrawiam anonim nie na dlugo .

    OdpowiedzUsuń