Louis był pobity. Nie to nie do powiedzenie. On był cały
we krwi.
-Em przynieś apteczkę z łazienki-rozkazała An. Pobiegłam szybko
na górę wzięłam apteczkę i zbiegłam na du. Podałam An owy przedmiot
-co się stało?-spytałam po chwili-ktoś dał psom cynk że jest akcja i prawi
nas złapali- powiedział Harry -sam komendant był-dodał zdyszany Zayn
-i
mnie poszczlił- powiedział ledwie Louis
-czekajcie komendant?- spytałam z niedowierzaniem a oni przytaknęli-zabije go
-Em uspokój się-Harry wstał i
mnie przytuli
-nie nawadze go. Czy on wszystkich którzy mają związek ze
mną próbuje zabić?-rozpłakałam się
-Em o co chodzi- Harry się zdziwił
-to
mój ojciec-szepnęłam przerażona
-co?-powiedzieli wszyscy równo
-David
to mój ojciec- jeszcze bardziej się rozpłakałam
-ok gotowe Louis-
powiedziała An-nic ci nie będzie to tylko wyglądało strasznie
-to
chociaż tyle-Louis dalej ledwo co mówił
-odpoczywaj-powiedziała An
-pojedziesz gdzieś ze mną?- spytałam Harrego
-do ojca?-spytał a ja
pokiwałam twierdząco głową
-daj mi chwile-szepnęłam. Wbiegłam na górę przebrałam się. Spakowałam telefon do trepki i zbiegłam na dół ubierając
szpilki.
-ale się wystroiłaś- powiedziałam. Harry miał na sobie rurki,
biały podkoszulek i żakiet.
-tak jak ty- uśmiechną się - trzeba
udzielić kazania tacie-wzięłam głęboki wdech i wydech. Szybko znaleźliśmy się pod domem rodziców.
-chcesz żebym poszedł z tobą?-spytał
-choć. Bo go jeszcze zabije-powiedziałam. Wyszliśmy a ja zadzwoniłam
dzwonkiem. Po chwili otworzyła nam mama rzuciła mi się na szyje a ja ją obielam
-tak się o ciebie bałam- szepnęła kiedy się w końcu ode mnie
odsunęła popatrzyła na Harrego- to twój chłopak?
-nie mamo- oboje
wybuchliśmy śmiechem ale zaraz wszystko wytłumaczyłam-to mój przyjaciel.
Mój chłopak cóż... Jest tata?
-tak odpoczywa po akcji. Wchodźcie jest w
salonie- otworzyła szerzej drzwi żebyśmy weszli. Mój żołądek robił fikołki.
Wdech, wydech. Wdech, wydech... Stanęłam przed tatą a on żuci się na
mnie. Nie odwzajemniłam uścisku choć za nim tęskniła. Nie, nie po tym co
zrobił.
-a ja cie z koś kolaże-popatrzył się na Harrego
-tak kojarzysz.
Dzisiejsza akcja. Poszczeliłeś chłopaka kojarzysz. Nie przyszłabym tu
gdyby nie to. Chciałeś zabić kogoś... Louisa on jest moim chłopakiem i
nie zmienisz tego- powiedziałam stanowczo. Wow sama sobie się dziwie.
Zawsze byłam posłuszna.
-on jest kryminalistą...- nie dokończył bo
przerwałam
-jest człowiekiem, takim jak ty. Uratował mnie bo moglibyście
mnie teraz na cmentarzu odwiedzać.Tego mi nie zepsujesz za dużo płakałam
przez ciebie. Za dużo chłopaków straciłam, za długo byłam
pośmiewiskiem w szkole!- wydarłam się i rozpłakałam. Harry wizą mnie za
ramie.
-Em wracamy- powiadał a ja przytaknęłam gdy staliśmy w progu
kucałam ponieważ poczułam bul w okolicy brzucha. Nie dawałam rady oparłam się o siane i mocno
zacisnęłam oczy. Harry przerażony kucną przede mną- Em co
się dzieje
-kochanie?-przyszła moja mama -trzeba jechać do szpitala-
stwierdził Hazzuś. Wizą mnie na ręce i z zawrotną prędkością trafiliśmy
do szpitala. Dali mi jakieś leki i zrobili UZG. Harry w tym czasie
siedział z Loui i moją mamą na korytarzu.
-widzi to pani-pokazał na jakiś
punkt na monitorze
-tak a co to?-spytałam
-nie co to? Tylko kto?
Gratulacje zgodnie z moimi podejrzeniami jest pani w ciąży- doktorka
uśmiechnęła się przyjaźnie. A mnie zamurowało widząc moją reakcje
ponownie się zaśmiała i dodała- nie ma się czym martwić. Najważniejsze
że nie może się pani niczym martwić bo to co się działo z pani ciałem
jest wynikiem stresu. Tak to już jest w ciąży
-łatwo mówić trudniej
zrobić- stwierdziłam. Nie jestem gotowa na dziecko ale nie usunę
następnego. Nie bo jest Louisa. No właśnie Louis co on na to?
-to proszę
się zamknąć w pokoju-zaśmiała się-niech pani idzie do narzeczonego. I mam
nadzieje że będę prowadzić ciąże
-oczywiście-uśmiechnęłam się
-to
wizyta za tydzień trzeba sprawdzić czy wszystko w porządku-zapisywała coś w
papierach -oczywiście- już miałam wychodzić kiedy krzyknęła
- prawie
zapomniałam 2 miesiąc- nie wiem czy ja czy ona się bardziej cieszy z
tego malca? Przytaknęłam i wyszłam. Louis podszedł do mnie wyglądał
idealnie jakby nic się rano nie ważyło.
-i co?- spytał
-powiem ci w domu
to nie jest temat żeby tu rozmawiać ale wszystko w porządku- mój piękny
banan. Na moje słowa wszyscy odetchnęli z ulgą
-odwieźć panią?- spytał
Harry
-jak to nie problem?- ale maja mama jest miła dla niego
-żaden-ukazał
swe dołeczki i poszedł. Ja powoli ruszyłam z Loui do jego samochodu.
Dalej nie mogę uwierzyć że mam takie malutkie dziecko w sobie. Kiedy
staliśmy przed samochodem obleciał mnie strach. Kurde nie mogę się bać
ani stresować to grozi malcowi. W domu zaprowadziłam Loui do mojego
pokoju i kazałam usiąść. Zaczęłam się zastanawiać
-na początku siec że
nic od ciebie nie oczekuje, nie musisz się w to pakować- mówiłam bardzo
szybko
-kochanie spokojnie. Wdech wydech-robiłam to co mówił-a teraz do rzeczy o co chodzi?
-Louis bo...bo... Bo ja jestem w ciąży- powiedziałam na wydechu
-możesz powtórzyć?-spytał z niedowierzaniem
-jestem w
ciąży. Nosze nasze dziecko, jak go nie chcesz zrozumiem. Zniknę z
twojego życia- nie dokończyłam bo złączył nasze usta w delikatny pocałunek z czasem zmienił się na bardziej namiętny
-kobiecie w ciąży nie
wolno się denerwować-poprawił mnie na swoich kolanach gdyż siedziałam na
nim okrakiem
-czyli to znaczy?- spytałam
-że będziemy najlepszymi rodzicami jakich świat widział- zaśmiał się, przytuliłam go mocno.
-za
tydzień muszę jechać do ginekologa bo się boi o dzidziusia- powiedziałam
-ale to będzie chłopiec. Będziemy razem grać w piłkę- Louis się rozmarzył
-niech ci będzie-pałowałam go
soczyście
-kocham cie- szepną
-ja ciebie też-zaśmiałam się
- mam problem-
powiedział patrząc się na mój brzuch a ja zmarszczyłam brwi-jak ja mam
podzielić serce dla dwóch osób?
- Louis głuptasie nie strasz- rzuciłam się
na niego tak że teraz leżeliśmy i śmialiśmy.
-gołąbeczki na dół w
podskokach!- krzykną Harry. Zgodnie z życzeniem zeszliśmy na dół Hazuś
kazał nam usiąść na kanapie i spytał
-co się stało? Mam prawo wiedzieć w
końcu to ja zawiozłem cie do szpitala
-będziesz wujkiem- powiedziałam
spokojnie
-aaaa!!! Będę wujkiem, będę wujkiem! Zaraz jesteś w ciąży?-
całą wypowiedź skakał a ostatnie zdanie staną praktycznie na baczność
-no- powiedziałam niepewnie
-takkk!- krzyną szczęśliwy. On bardziej się
cieszył nisz Louis. Zaraz później dowiedzieli się wszyscy. To było
straszne! Stwierdzili że trzeba to opić i pojechać na imprezę. An miała
prowadzić i JA. No i oczywiście Niall. Wybiegliśmy na górę i mogę
powiedzieć otwarcie że to dziecko zmieniło trochę mój styl. Czuje się
jakbym miła zaraz rodzić! Panikuje. Na miejscu byliśmy o 20.00. Usiadłam
na kolanach Loui ponieważ, on tak chciał. No bo każdy musi wiedzieć że
jesteśmy razem. I dobrze przynajmniej nie będą się do niego kleić.
Oczywiście nachlali się do upadłego ale to chłopcy do picia to nawet
jakby ktoś kratki postawił to i tak znajdą pomysł jak się do niego
dostać.
Czekałam z Louisem na to aż nas wywołają i wreszcie się dosiekaliśmy. Weszliśmy do gabinetu. Po wstępnej gadce położyłam się na
stoliku i podciągnęłam bluzkę
-to tu jest wasz malec-pokazała na punkt w monitorze. Ciężko było zobaczyć ale skrawek widziałam. Widząc reakcje
Loui-uśmiechnełam się.
- powiem tak . Wszystko jest w porządku ale to nie
zmienia faktu że masz unikać stresy.
-wiem-przytakiwałam
-nie wątpię ale
tata się o to postara- ostatnie słowa skierowała do Loui
-tak- skiną
głową
-to nie mam się co bać- uśmiechnęła się. Wyszliśmy z gabinetu i
poszliśmy do samochodu w domu znaleźliśmy się bardzo szybko. An jak i
reszta odetchnęli z ulgą że wszystko w porządku.
Po 2 miesiącach mogę
powiedzieć że widać że jestem w ciąży. Przygotowałam się na wyścig i
zeszłam na du.
-ładniejsza niż ostatnio- powiedział Louis
-tak?-
spytałam
-no pewnie- zaśmiał się
-gotowi?-spytał Harry-to ogarniać dupy i
jedziemy
-no pakuj się- powiedział Loui chwytając mnie za rękę. Jutro
jedziemy do ginekologa sprawdzić czy to chłopiec czy dziewczynka. Już
mam motylki w brzuchu. Na wyścigu było strasznie. Każdy się na nas
patrzył. A najgorsze było to że był tam Carlos
-o mój braciszek będzie
mieć małego bachora- udawał mega zauroczonego.
-wow ale mi nowość- prasną
-o Carlos a ty dalej leczysz się na bezpłodność- wypaliłam a
wszyscy zaczęli się śmiać
-no patrz ja to dziecko potrawie zrobić z ty?-
Louis ledwo opanowywał śmiech
-pożałujecie- sykną
-ta ta już to
słyszałam
wielki louis, wielki gatsby :# fajne, fajne (: bardzo podoba mi się twój styl pisania, życzę weny! zależy mi na twojej opinii
OdpowiedzUsuńMogę liczyć na twoją opinię?
Zawsze jest szansa, że wejdziesz, zobaczysz, pokochasz ( mam nadzieję lol )
youngloovers.blogspot.com
loovelorn.blogspot.com
fromyourlust.blogspot.com
ifindyourlips.blogspot.com
Nawet jak nie masz teraz ochoty, to kiedyś pewnie będzie ci się nudzić, zerknij, może warto :)
;) czytam ten kom. po raz 5 i uśmiech nie shodzi mi z tważy. Zaglądne, poczytam na pewno :)
UsuńBlog swietny , piszesz świetnie po prostu wszystko jest świetne Hahaha :) gdybys potrzebowala zwiastunu do jakiego kolwiek bloga zapraszam http://kolorowe-zwiastuny.blogspot.com/?m=1 . Mam nadzieje ze wpadniesz.pozdrawiam anonim nie na dlugo .
OdpowiedzUsuń